|
Normalni bohaterowie
Wojciech Pieciak
Lynne Olson i Stanley Cloud
"Sprawa honoru. Dywizjon
303 Kościuszkowski"
Tygodnik Powszechny, 21 listopada
2004
Amerykańska opowieść o pięciu
lotnikach z Dywizjonu 303, której polska edycja miała premierę
w tegoroczne Święto Niepodległości, to nowoczesna lekcja historii.
Szkoda, że u nas tak niewielu potrafi tak pisać! Cóż, może
tak być musi, skoro aż po rok 1989 opowiadanie o przeszłości
odgrywało w Polsce funkcje zastępcze, a historia stanowiła
instrument umacniania tożsamości narodowej. Ale szkoda, że
poza paroma wyjątkami nie umiemy w tak normalny, a zarazem
żywy sposób opowiadać o historii.
Właśnie: opowiadać, tak po prostu,
bez zadęcia, ckliwości i koturnów, choć chwilami wzruszająco
i z jasnym przesłaniem, nazwijmy to nawet - patriotycznym.
Jak bardzo brakuje w Polsce nowoczesnego patriotyzmu: tej
spokojnej pewności siebie, która wynika z dystansu do przeszłości
i z akceptującej świadomości swoich dobrych i złych stron.
Możemy się tego uczyć od innych - na przykład od Lynne Olson
i Stanley'a Clouda, małżeństwa amerykańskich dziennikarzy,
autorów licznych książek historycznych.
Pewnego dnia natknęli się oni, właściwie
przypadkiem, na opowieść o polskich lotnikach, którzy (zdaniem
wielu Anglików) w 1940 r. ocalili Londyn. I tak zafascynowali
się tematem, że napisali kolejną książkę. Z jednej strony
jest to opowieść o losach pięciu pilotów ze słynnego Dywizjonu
303, zwanego "Kościuszkowskim", z drugiej - rodzaj krótkiej
historii Polski podczas II wojny światowej, przedstawionej
w sposób dość niezwykły, zważywszy na narodowość autorów.
Jest to bowiem ni mniej, ni więcej, tylko historia żołnierzy-tułaczy,
którzy przemierzali pół Europy, by walczyć jako "pierwszy
sojusznik" ("Poland - first to fight", głosiło hasło z brytyjskiego
plakatu, zanim jeszcze doszło do spotkania w Jałcie), a potem
zostali zdradzeni.
A więc znowu: szaleni Polacy, zbawcy
narodów? Nic z tych rzeczy! Lynne Olson i Stanley Cloud podkreślają
wielokrotnie w swojej książce - pisanej dla czytelnika anglosaskiego
- że Polacy to naród najzupełniej normalny i że to, co robili
w latach 1939-45 - kampania wrześniowa, działalność podziemia
w kraju, udział w walce na wszystkich frontach - było działaniem
jak najbardziej racjonalnym. Podzieleni w 1939 r. przez Stalina
i Hitlera, Polacy walczyli o swoją sprawę, i walcząc, wierzyli
w sojuszników: kiedy padła Francja, w Anglików, potem w Amerykanów.
Polscy piloci, ukazani poprzez portrety
piątki z Dywizjonu 303, stają się tego przykładem. To owszem,
ludzie z fantazją, romantycy, ale także profesjonaliści, którzy
nie dlatego strącali najwięcej niemieckich samolotów, że najbardziej
nienawidzili Niemców i nie bali się śmierci, ale dlatego,
że polskie szkolenie pilotów w okresie międzywojennym należało
do najlepszych w Europie (stało na wyższym poziomie niż w
Wielkiej Brytanii). Poza tym ludzie z Dywizjonu 303 mieli
za sobą dwie kampanie (Polska 1939 i Francja 1940), a więc
doświadczenie w walce z Niemcami, którego brakowało Anglikom.
No i mieli świetną polską obsługę naziemną: mechaników, którzy
nocami remontowali uszkodzone za dnia samoloty. Polacy jako
piloci byli, po prostu, dobrymi fachowcami - jakie to amerykańskie...
- a przy tym patriotami. I zwykłymi ludźmi, którzy przeżywają
lęk i napięcie przed kolejnym lotem - a zarazem prowadzą intensywne
życie erotyczne, przy szczerym entuzjazmie Angielek i frustracji
pilotów brytyjskich, którzy, bywało, przyszywali sobie plakietkę
"Poland", aby łatwiej zdobywać serca rodaczek.
Dlaczego więc "sprawa honoru"? Ten
tytuł jest wieloznaczny, można go interpretować i tak: Polacy
zostali zdradzeni przez aliantów, gdy atak Niemców na ZSRR
i wejście USA do wojny zmieniły układ sił. Od konferencji
w Teheranie (1943 r.), która antycypowała podział Europy,
przypieczętowany w Jałcie (luty 1945), dalsza walka Polaków
po stronie aliantów staje się właśnie bardziej sprawą honoru
niż działaniem politycznym, bo sprawa polska jest stracona.
Jedna z bardziej poruszających scen
rozgrywa się właśnie w lutym 1945 r., wkrótce po ogłoszeniu
informacji o Jałcie i gdy widać już było, jak Sowieci zajmują
Polskę. Polscy piloci bombowców z Dywizjonu 300 dostają rozkaz,
by polecieć razem z Brytyjczykami nad Drezno i zniszczyć to
miasto; brytyjscy oficerowie uzasadniają rozkaz tym, że nalot
pomoże Armii Czerwonej. Rozgoryczeni piloci są bliscy wypowiedzenia
posłuszeństwa, w sali odpraw słychać krzyki: po co mamy pomagać
Rosjanom, skoro nas znowu okupują... Dowódca przywołuje ich
do porządku: jesteśmy żołnierzami, będziemy walczyć do końca.
I polecieli. Tak samo jak żołnierze Andersa ruszyli na Monte
Cassino, a potem w 1945 r. na Bolonię, choć brytyjscy dowódcy
frontu włoskiego nie wierzyli, że będą dalej walczyć. Albo
jak spadochroniarze Sosabowskiego, którzy - szkoleni kilka
lat po to, by wylądować w Polsce - skakali w końcu pod Arnhem,
w bezsensownej misji, prosto w ogień artylerii, gdy było już
wiadomo, że operacja "Market-Garden" to klęska. W tym momencie
była to już tylko sprawa honoru. Tego samego, którego - piszą
Olson i Cloud - zabrakło Rooseveltowi.
Mocne słowa. Jaka więc była recepcja
"Sprawy honoru" w Ameryce? Na to pytanie odpowiadaliśmy już
na łamach "TP". Wkrótce po ukazaniu się książki w USA, opublikowaliśmy
tekst o niej i rozmowę z autorami ("TP" nr 15/2004; oba teksty
są dostępne także na naszej stronie internetowej). Sporo informacji
znaleźć można też na specjalnych stronach internetowych założonych
przez wydawcę: polskiej www.sprawahonoru.com i angielskiej
www.questionofhonor.com.
Jest w tej książce, rzecz u zagranicznych
autorów piszących o Polsce raczej niezwykła (wyjątkiem Norman
Davies, autor przedmowy do polskiego wydania), niesłychany
ładunek emocji i empatii. Warto zresztą może zacząć lekturę
od... posłowia, w którym Olson i Cloud opisują, jak doszło
do powstania książki. Choć była pisana dla czytelnika, który
wie mało albo nic o Polsce, może właśnie dlatego powinna stać
się lekturą w polskich liceach.
Lynne Olson i Stanley Cloud, "Sprawa
honoru. Dywizjon 303 Kościuszkowski. Zapomniani bohaterowie
II wojny światowej". Przeł. Małgorzata i Andrzej Grabowscy.
Przedmowa: Norman Davies. Warszawa 2004. Wydawca: Andrzej
Findeisen - A.M.F. Plus Group, wsp.: Albatros/Andrzej Kuryłowicz
Wojciech Pięciak
|