|
WIDZIANE Z PARYŻA
Trzy źródła antysemityzmu
ANDRÉ GLUCKSMANN
Rzeczpospolita nr 040807
Ariel Szaron zaproponował 18 lipca
w Jerozolimie wszystkim "Żydom Francji" przeniesienie
się do Izraela i uściślił, że powinni zrobić to "niezwłocznie",
gdyż Francję zalewa "rozpętany antysemityzm". Szaron
jest jednak w błędzie.
Izraelski premier myli się jednak nie
dlatego, że niepokoi go rzeczywisty wzrost nastrojów antysemickich
we Francji, lecz dlatego, że wyjaśnia to zjawisko w sposób
nazbyt uproszczony, przydając mu tym samym jeszcze większego
znaczenia. Wytacza zarzuty przeciwko jednej dziesiątej mieszkańców
Francji wywodzących się z krajów Maghrebu. Tym samym nieświadomie
przykłada schemat palestyńskich intifad do antyżydowskiej
fali, nie mniej groźnej, za to znacznie bardziej europejskiej
i zaraźliwej, niż mu się to wydaje.
1 Dziesięć procent Francuzów, którzy
mają muzułmańskich rodziców czy przodków, to nie to samo,
co dziesięć procent islamistów rwących się do bójki, solidarnych
z "ludzkimi bombami" Hamasu. Kaznodzieje i łobuzy
sławiący import intifady i "bicie Żyda" są w tych
słynnych dziesięciu procentach w ultramniejszości. Co uspokaja.
Łączą się jednak z innymi nurtami antysemityzmu, co niepokoi.
2 Na francuskich (także europejskich
i amerykańskich) kampusach panoszy się antysemityzm lewicowy.
Pod sztandarami antysyjonizmu wznosi pomnik Palestyńczyka
jako emblematycznej figury, która miałaby zastąpić niegdysiejszego
proletariusza. Ta postać ma być chorążym i rzecznikiem wszystkich
uciśnionych planety, pięścią pancerną walki z imperializmem,
kapitalizmem i globalizacją...
Ulegający tej modzie współcześni buntownicy
stawiają znak równania między Arafatem i Guevarą. Wobec tego
podobnie: Szaron = Hitler. Stąd potęgujące się przekonanie
o nieprawowitości istnienia państwa, które pozwala kierować
sobą przez nazistę. W ten sposób prawo do istnienia państwa
Izrael staje się kwestionowane przez wielu nauczycieli, ekologów,
alterglobalistów albo po prostu przez paleomarksistów czy
innych rewolucjonistów, którym coś się w ich rewolucji popsuło.
3 Ten klasyczny antysemityzm, haniebny
i wyciszony od czasów Vichy, Petaina i francuskiej kolaboracji
(1940 - 1945), skrycie podnosi głowę. Zwłaszcza w środowiskach
tzw. starej Francji i konserwatystów. Rozmaite wcześniejsze
"poślizgi" dyplomatyczne dowodzą, że nawet vulgata
Quai d'Orsay [nota dyplomatyczna francuskiego MSZ wysłana
do Jerozolimy z żądaniami wyjaśnień po apelu Szarona o emigrację
francuskich Żydów do Izraela - przyp. tłum.) traktuje państwo
żydowskie jako kolec wbity w serce "świata arabskiego".
Przychodzi na myśl wypowiedź francuskiego
ambasadora w Londynie na temat tego "małego gównianego
kraju... Dlaczego światu miałaby grozić III wojna światowa
z powodu tego ludu?". Francuski ambasador, były rzecznik
prasowy MSZ za czasów Francois Mitterranda, został przyszpilony
przez brytyjską prasę za te słowa; nie złożył niemniej żadnych
przeprosin. Jego wypowiedź o "małym gównianym kraju"
nie została uznana za "niedopuszczalną", tak jak
stało się to teraz ze słowami Ariela Szarona. Kończy karierę
jako ambasador w Algierii, na placówce, której inni mu zazdroszczą,
bo jest dla Francji wyjątkowo ważna.
Kiedy Silvio Berlusconi zaproponował
niespodziewanie rozciągnięcie Europy na Rosję, Turcję i Izrael,
odpowiedziano mu z francuskiej strony pytaniem: dlaczego Izrael?
Między Europą a Izraelem nie ma przecież żadnego związku geograficznego
(co jest prawdą) ani historycznego czy kulturowego (taka opinia
jest szczytem świadomego analfabetyzmu). Tak jak w znanym
dowcipie: jutro będzie się zabijać wszystkich Żydów i fryzjerów.
No dobrze, ale dlaczego fryzjerów? Zniknięcie Izraela nie
spowodowałoby wielkiego płaczu w Paryżu. Byłoby nawet niezłym
wyjściem, biorąc pod uwagę alians Waszyngtonu z Jerozolimą.
Antysemityzm, potępianie perfidnego Albionu i nastroje antyamerykańskie
nie musiały czekać na nastanie Busha, Blaira czy Szarona.
Niestety, jednak aktualności łączą te trzy rodzaje ostracyzmu
wobec Żydów i każą się obawiać przygotowywania bardzo groźnych
mieszanek wybuchowych.
1+2 Islamiści są ciepło przyjmowani
przez dobrodusznych alterglobalistów. Wszystko się odbywa
tak, jakby politycznie poprawni kontestatorzy odnajdowali
wśród intyfadystów nową "bazę członkowską". Erzac
robotników, których nie uda im się już nigdy przeciągnąć na
swoją stronę. I wzajemnie: bandy z przedmieść doceniają parasol
ochronny - prawny i medialny - jaki rozciągną nad nimi łatwowierni
niegdysiejsi trzecioświatowcy.
1+2+3 Od lewicowych ekstremistów po
skrajną prawicę cała polityczna Francja - prosty aktywista
partyjny, poseł, związkowiec, minister i szef państwa - wykrzykuje
hasła przeciwko interwencji w Iraku. "Bush = Szaron =
morderca". "Szaron = Bush = pogarda dla prawa międzynarodowego".
Zgadzają się z tym paryskie salony. Nie będąc jedynie zwykłym
następstwem intifady, fala antysemityzmu łączy się bliźniaczo
z falą antyamerykanizmu, która uderza w wybrzeża Europy od
zamachów z 11 września, a nawet ją zalewa od początku wojny
w Iraku. Dyplomacja francuska staje na czele krucjaty antyamerykańskiej,
ponieważ to właśnie francuska klasa polityczna uznaje niemal
jednogłośnie przywódców amerykańskich i izraelskich za wyjętych
spod prawa. Nic zatem dziwnego, że wychowankowie męczenników
Hamasu czują się we Francji jak ryby w wodzie. Łączy ich z
tym krajem zgoda co do dwóch głównych wrogów. Pozostają nimi
Bush i Szaron.
Proszę jednak nie panikować bez powodu,
panie Szaron! Dla Francuzów żydowskiego pochodzenia nie nastał
czas pakowania walizek "as soon as possible", by
natychmiast przenosić się do Izraela. Francja nie przeżywa
Kryształowej Nocy, chociaż - owszem - musi się uporać z przypływem
rozpętanej i pretensjonalnej głupoty. To się zdarza od czasu
do czasu nawet w najspokojniejszych demokracjach. Ta sama
fala liże już i inne brzegi. Dlatego proszę, by każdy obywatel
kierujący się zdrowym rozsądkiem - czy jest Żydem, czy nim
nie jest - uważał na tę chorobę, bo jest ona mentalnie przekazywalna.
Tłum. Grzegorz Dobiecki
André Glucksmann, francuski filozof i pisarz, stale współpracuje
z "Rzeczpospolitą"
|