|
Dwóch Redaktorów - Giedroyć i Nowak
Felieton Leopolda Ungera
O Janie Nowaku-Jeziorańskim
Gazeta Wyborcza
25 stycznia 2005
Dwóch było redaktorów i zarazem wielkich
polskich mężów stanu. Obaj dożyli późnej starości, nie wypuszczając
z ręki pióra i nie spuszczając z oka ich wielkiej sprawy,
racji stanu ich Państwa. Redaktor Giedroyc miał w 2000 r.
pogrzeb podwójny: zszedł ze świata, zabierając ze sobą "Kulturę".
Redaktor Nowak jutro będzie miał na warszawskim cmentarzu
swój drugi pogrzeb: pierwszy odbył się, kiedy po roku 1990
jego radio zostało, głupią decyzją władz amerykańskich, niepotrzebnie
i za wcześnie po prostu zlikwidowane.
Przypadek, który się nigdy nie myli,
jednak sprawił, że obaj znowu się spotkali. Nie tylko, jak
wierzą niektórzy, gdzieś na górze, ale i na tym padole. Kiedy
bowiem w Warszawie odezwą się kościelne organy, a surmy żegnać
będą Nowaka, w Paryżu, w złotych salonach Senatu, Francja
sobie uświadomi, że przez pół wieku gościła "Kulturę",
i odda hołd pamięci Jerzego Giedroycia i jego pisma. W tym
dniu symbolicznie zgasną dwa głosy, które - każdy w innym
rejestrze - widziały Polskę bez taryfy ulgowej, ostrzej od
innych i lepiej, chociaż, a może dlatego, że z oddali.
Polskie radio Nowaka, bo to, po epopei
"kuriera", było jego wielkie dzieło, służyło Polsce
nie tylko w Polsce. Na świecie także. Radio Wolna Europa wygrało
swoją zimną wojnę nie tylko jako antidotum na kłamstwa i truciznę
propagandy w satelickiej Polsce. Kiedy dziś wystarczy kliknąć
w komputer, aby z wygodnego fotela natychmiast dotrzeć do
źródeł prawdziwej informacji i informacji z prawdziwych źródeł,
za czasów Nowaka (i później), to znaczy za czasów często skutecznej
sowieckiej dezinformacji oraz niszczących wpływów, zwłaszcza
w mediach, zachodnich poputczyków, RWE było dla wolnych dziennikarzy
zarówno skarbnicą zdrowego rozsądku i jasnego sądu, jak i
siatką ubezpieczającą.
Było z jednej strony źródłem wiadomości
"złych czy dobrych, ale zawsze (w zasadzie) prawdziwych".
Sowieckie i satelickie zagłuszanie kryło również odbiór RWE,
np. w Brukseli. Mur szczekaczek sprawiał, że nie zawsze udawało
się dotrzeć do treści i sensu newsa, ale na szczęście działał
telefon, później faks, no i dochodziły nieraz bezcenne drukowane
biuletyny polskiej sekcji RWE. Wszystko to razem dostarczało
często ekskluzywne informacje, pozwalając na wygranie decydującej
bitwy nie tylko na froncie kompetencji, ale i wiarygodności
wolnych dziennikarzy pozostających pod stałym obstrzałem KGB-owskich
czy ubeckich "specjalnych wysłanników".
Z drugiej strony RWE pozwalało tym dziennikarzom
(rzadziej politykom, oni zawsze wiedzą lepiej), którym na
tym zależało, sprawdzić informacje pochodzące z podejrzanych
źródeł na temat sytuacji w ZSRR czy w strefie sowieckiej w
ogóle. Dzięki temu (statystyka jest tutaj, naturalnie, niemożliwa
do ustalenia) udało się na pewno ostro zredukować ilość głupstw
i przekłamań w zachodnich mediach (i tak było ich sporo),
a przede wszystkim storpedować idące ze wschodu i ze strony
zachodnich partii komunistycznych próby dezinformacyjnych
intryg czy dywersji. To właśnie o mur informacji z Monachium
rozbijały się z reguły próby dyskredytacji prawdy podejmowane
przez rozmaite agentury ze strefy sowieckiego kłamstwa.
RWE było wolnym głosem dla ludzi wolności
pozbawionych. Nowak uważał i sprawił, że nie tylko dla nich.
Te słowa, od tych dziennikarzy, którym RWE pomogło pozostać
wolnymi, niech spadną kwiatkiem na jego grób.
|