|
Wciąż
w drodze
Dziewiąty Dzień Judaizmu
Tygodnik Powszechny
3 lutego 2006
Odkąd centralne obchody Dnia w 2004 r. zagościły w Poznaniu, utarł się dobry
zwyczaj, że trwają tydzień. Tak było i w tym roku w Kielcach. W roku dla miasta
szczególnym, bo 4 lipca przypada sześćdziesiąta rocznica pogromu.
Trudno wymienić wszystkie imprezy składające
się na obchody: cztery wystawy fotograficzne, dwa koncerty
klezmerskie, spotkania dotyczące szabatu i świąt żydowskich
czy promocję książki Agnieszki Sabor "Sztetl. Śladami żydowskich
miasteczek".
Warto zwrócić uwagę na Marsz Pamięci i Modlitwy, zorganizowany przez Kielecką
Radę Ekumeniczną, który spod synagogi wyruszył śladami pamiątek po kieleckich
Żydach. W każdym z miejsc modlitwę inicjowali duchowni innego wyznania.
W programie samego Dnia (17 stycznia)
zapowiadano nabożeństwo biblijne. Spotkanie zaczęło się od
zapalenia menory przez Żydów i przedstawicieli różnych wyznań
chrześcijańskich. Słowo wstępne wygłosił Stanisław Krajewski.
Odwołując się do hasła tegorocznego Dnia, słów kard. Josepha
Ratzingera: "W drodze ku Temu, który nadchodzi", Krajewski mówił o dwóch sposobach bycia w drodze. W pierwszym
przypadku znamy cel, w drugim ? tylko go przeczuwamy. Dalsza część nabożeństwa
miała charakter liturgii słowa: czytano Pieśń nad Pieśniami, odśpiewano psalm
i alleluja, a na końcu odczytano fragment ewangelii o tym, jak Jezus spotyka
Samarytankę i mówi: "Wy czcicie to, czego nie znacie, my czcimy to, co znamy" (J
4, 22).
Komentarz o więzi Kościoła z judaizmem wygłosił abp Stanisław Gądecki, przewodniczący
Rady Episkopatu Polski ds. Dialogu Religijnego. Przekonywał,
że nasze religie stanowią drogi, które się zbiegną. Modlitwie powszechnej przewodniczył
ks. Roman Indrzejczyk, od lat związany z Polską Radą Chrześcijan i Żydów, obecnie
kapelan prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Odmówienie Modlitwy Pańskiej poprzedził
komentarz ks. Michała Czajkowskiego, że każde jej słowo Jezus zaczerpnął ze
swojej żydowskiej wiary i wrażliwości. Nabożeństwo zakończyło błogosławieństwo
Aaronowe, którego udzielił abp Gądecki. Niektórych mógł razić tak katolicki
charakter tego modlitewnego spotkania. Nie wykorzystano obecności reprezentantów
innych wyznań, a rola gości żydowskich ograniczała się do wystąpienia Krajewskiego.
Informacja zawarta w programie pozwalała oczekiwać formuły, która podkreśli
wspólnotę Słowa, ale nikogo nie wykluczy (jak czytanie z ewangelii albo doksologia).
Tymczasem wciąż czuło się napięcie między tym, co wspólne, i mocno akcentowanym
tym, co dzieli.
Spotkanie w auli seminarium, zatytułowane
"Synagoga i Kościół ? wspólnoty zasłuchane w Boże Słowo", także akcentowało
podział. Każdy z gości mówił trochę o czym innym. Rabin Michael
Schudrich wyjaśniał, czym jest dla Żydów Stary Testament:
"Tora jest dla nas wskazówką, jak żyć każdego dnia" ?
zakończył. Z kolei ks. Ryszard Rubinkiewicz, urodzony w Kielcach
biblista z KUL i członek Papieskiej Komisji Biblijnej, porównywał
Trzynaście Zasad Wiary sformułowane przez Majmonidesa z katechizmowymi
głównymi prawdami wiary. Dowiódłszy, że nie zgadzamy się
co do części zasad wiary, doszedł do wniosku, że bez wątpienia
łączy nas Dziesięć Przykazań. Dlatego dalsza część wykładu
dotyczyła Dekalogu. Pojawiały się w niej jednak uwagi typu:
"Krzyż dla chrześcijan jest wartością istotną. Kiedy Ojciec
Święty był po dyskusjach na temat krzyża w Oświęcimiu, przerwał
homilię i śpiewał pieśń o krzyżu świętym. Musimy go bronić,
po prostu". Panel dopełniło świadectwo
życia, o które organizatorzy poprosili Władysława Bartoszewskiego,
zakończone słowami: "Wojna nauczyła mnie, czym jest nieludzkość.
Wobec nieludzkości w żadnym przypadku nie można być pasywnym".
Spotkanie z ks. Romualdem Jakubem Wekslerem-Waszkinelem
zaplanowano w seminarium, czyli - jak można było sądzić ?
z udziałem kleryków. Gdy jednak wieczorem spotkałam ich w
teatrze i zapytałam, dlaczego nie przyszli, usłyszałam, że
im nie kazano. Szkoda, bo film "Krzyż wpisany w gwiazdę Dawida" i spotkanie
z ks. Waszkinelem wywarły na zgromadzonych ogromne wrażenie.
Dobrze że kleryków zobowiązano przynajmniej do obecności
w katedrze i na wieczornym spotkaniu w teatrze. Wychodząc
z teatru, jeden z nich stwierdził: "Na szczęście kazali mi
przyjść".
Inni podkreślali, że są pozytywnie zaskoczeni i kiedyś, już
pracując w parafiach, chcieliby zorganizować lokalny Dzień
Judaizmu.
Szkoda że nie spotkali się z ks. Waszkinelem również dlatego,
iż lubelski kapłan potrafił w familiarnym klimacie święta
dialogu mówić o sprawach trudnych. Uświadomienie sobie grzechów
Kościoła wobec Żydów pozwala zrozumieć, dlaczego do dialogu
jesteśmy zobowiązani. Ks. Waszkinel rozważał przedsoborową
formułę chrztu konwertyty: "jeżeli w wieku dwudziestu lat
stałbym, żeby przyjąć chrzest, i miałbym świadomość, że moich
rodziców wdeptano w ziemię za to, że byli Żydami, usłyszałbym
słowa: Miej wstręt do żydowskiej perfidii, wypluj hebrajski
przesąd. Czy ktoś z Państwa mógłby coś takiego wytrzymać?". I dodał: "Dlatego przypominam: aby Sobór
i jego dokument zmieniły świadomość, potrzeba dużo czasu. Stąd wołanie: >Niech
zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi<. Nie czyńmy z tych słów jedynie wezwania
politycznego. To o nas chodzi, o naszą świadomość".
"Miało przyjść dwieście osób, a nie
pięćset. Już nie mamy wolnych wieszaków" -
tłumaczyły szatniarki w Kieleckim Centrum Kultury. Zebraliśmy
się tam, aby odmówić wieczorną modlitwę żydowską. Potem rozpoczął
się wieczór, podczas którego ks. Henryk Witczyk i rabin Sacha
Pecarić rozmawiali o psalmach, interpretowali trzy z nich,
odczytane po polsku przez aktorów, a po hebrajsku odśpiewane
przez zespół Chojzes Klezmorim. Pod koniec dwugodzinnego
spotkania rabin Pecarić przyznał, że szedł na nie pełen obaw.
Tymczasem: "Powstało tu dziś miejsce spotkania. Pamiętajmy,
że Imię Boga to czasownik. On się dzieje i my się dziejemy.
Nie wrócimy do domu tacy sami. Człowiek jest istotą mówiącą,
mamy zdolność spotkać się i rozmawiać, a przecież to mowa
stworzyła świat". Po spotkaniu kilkadziesiąt
osób zostało, by rozmawiać z rabinem o judaizmie, przekładach
Biblii czy Czesławie Miłoszu...
Doskonałym pomysłem było zorganizowanie
wizyt obecnych na obchodach gości w kieleckich liceach. Jak
mówiły wychodzące ze spotkania z ks. Czajkowskim uczennice:
"Często słyszymy o tolerancji, ekumenizmie i dialogu, ale
pierwszy raz ktoś wyjaśnił, o co w tym właściwie chodzi".
***
Wydawało się, że wybór miejsca centralnych
obchodów Dnia Judaizmu wiązał się z rocznicą pogromu. Warto
przeczytać list kieleckiego biskupa, który odczytano wiernym
w niedzielę 15 stycznia. Pomijam nieścisłości, np. stwierdzenie,
że to Jan Paweł II zapoczątkował dialog między religiami,
albo pominięcie przy cytowaniu wypowiedzi Papieża o braciach
w wierze przymiotnika: starsi.
Bp Kazimierz Ryczan zaapelował: "Zechciejmy
wspomnieć piękną polską przeszłość dialogu z Żydami. Dialog
ten miał na imię tolerancja". Opis harmonijnych
stosunków kończą słowa: "O tym należy wspomnieć dla prawdy
i sprawiedliwości historycznej". To, co eufemistycznie
nazywa się wydarzeniami kieleckimi, a co było zbrodnią ?
jak mówił profesor Bartoszewski - nie pojawiło się ani razu.
Inaczej jednak było na samych obchodach:
w katedrze do pogromu delikatnie nawiązał Stanisław Krajewski.
Chociaż w homilii abp Gądecki o niej nie wspomniał, do kwestii
wrócił ks. Czajkowski we wstępie do "Ojcze Nasz". Ks. Rubinkiewicz zaś płynnie
przeszedł od wspomnień z dzieciństwa do problemu pogromu.
Przywoływał słownikowe definicje tego słowa, wskazując na
Żydów w Rosji i terror nazistów: "Jestem z Kielc i pamiętam
tamte czasy oczami wystraszonego, siedmioletniego dziecka.
To była wyjątkowa sprawa, podburzenie ludzi zupełnie prostych,
którzy dali się nabrać ubecji. Tu kielczanie nie mieli wiele
do powiedzenia". Znów szkoda że licznie
zgromadzeni na tym spotkaniu klerycy nie słuchali parę godzin
później ks. Waszkinela, który odniósł się do słów ks. Rubinkiewicza:
"Nie można powiedzieć, że nikt tu nie jest winien, bo była
prowokacja. Ktoś prowokował, a ktoś się dał sprowokować.
Czy dać się sprowokować to nie jest wina? Chyba jest".
Gdy następnego dnia przy domu na Planty
7 odsłonięto tablicę z papieską modlitwą spod Ściany Płaczu,
Bogdan Białek mówił, że "nie sposób przy okazji Dnia Judaizmu
nie wspomnieć tego miejsca, w którym stoimy, miejsca straszliwej
zbrodni".
Redaktor naczelny "Charakterów", zarazem organizator
Dnia, wyraził przekonanie, że wypowiadając słowa modlitwy
Jan Paweł II miał na myśli także Kielce. Tablicę wmurowano
dokładnie w miejscu, na które spadały zrzucane z balkonu
ofiary pogromu, czy raczej - jak woli go nazywać Władysław
Bartoszewski - mordu bratobójczego.

Zuzanna Radzik
|