|
Po co nam Unia?
Adam Daniel Rotfeld
Gazeta Wyborcza
16 lutego 2006
Czas porzucić wizję Unii
jako "wielkiego worka z
pieniędzmi". Bliższa prawdy jest wizja Unii jako
wspólnoty, która ma wmontowany mechanizm napędzający
modernizację i sprzyjający demokratyzacji państw naszego
kontynentu. Dotyczy to również stosunków między Unią
a Rosją
"Polska jest w Unii Europejskiej i choćby z tego powodu nie powinna martwić
się budową na dnie Bałtyku rury dostarczającej gaz bezpośrednio do Niemiec" -
powiedziała kanclerz Niemiec na konferencji bezpieczeństwa w Monachium (3-5
lutego br.). Była to odpowiedź Angeli Merkel na pytanie postawione przez Radosława
Sikorskiego. Jak sądzę, polski minister obrony narodowej oczekiwał innej odpowiedzi
- spodziewał się, że pani kanclerz zdystansuje się od stanowiska osobiście
zaangażowanego w tej sprawie swego poprzednika. Dla mnie słowa pani Merkel,
że "Niemcy popierają budowę tego gazociągu" nie były zaskoczeniem.
Moje zdziwienie wywołała raczej argumentacja. Uważam bowiem, ze członkostwo
Polski i Niemiec w Unii Europejskiej zobowiązuje oba nasze kraje do wzajemnego
uwzględniania stanowiska partnerów przed podjęciem stosownych decyzji, a nie
po tym, "kiedy mleko już się rozlało". Myślę, że sprawa ta przyśpieszy
proces kształtowania wspólnej polityki bezpieczeństwa energetycznego w Unii.
Przy tej okazji odnotowałem, że wszyscy uczestnicy debaty w Monachium - i poza
Monachium - mówią chętnie o wspólnej polityce zagranicznej i bezpieczeństwa
Unii, ale mają na myśli własne narodowe bezpieczeństwo. Warto więc zastanowić
się, czym dzisiaj jest w swej istocie Unia i co składa się dziś na pojęcie "Europa".
Europa wielowymiarowa
Europa obejmuje wiele wymiarów: geograficzny i polityczny,
duchowy i cywilizacyjny, kulturowy i gospodarczy, prawny
i wojskowy. Inny jest zakres znaczeniowy pojęcia "Europa" w
debacie na temat bezpieczeństwa, a inny w kontekście rozważań
o stosunkach transatlantyckich - między Europą a Stanami
Zjednoczonymi. W czasach zimnej wojny, gdy linia podziału
przebiegała przez środek Europy, Charles de Gaulle mówił
o Europie "od Atlantyku do Uralu". Przypominał
w ten sposób, że podziały ideologiczne i polityczne są sztuczne
i przejściowe. Liczą się narody, ich tradycja, kultura i
wspólna europejska cywilizacja. Ustroje przemijają, narody
pozostają.
W okresie zimnej wojny podziały, konfrontacyjne ideologie
i przeciwstawne bloki wojskowe zdominowały wszystko. Potrzebie
konfrontacji podporządkowane były nawet określenia geograficzne.
Świat i Europa podzielone były na Wschód i Zachód. Moskwa
dominowała na Wschodzie, Waszyngton - na Zachodzie. Polska
- podobnie jak Czechosłowacja i Węgry - przed II wojną światową
uznawana była za część Europy Środkowej. Po wojnie utraciła
swoje ziemie na wschodzie i została przesunięta o blisko
200 km na zachód, ale zaliczona została do państw Europy
Wschodniej. Stolica Czech Praga - choć położona w centrum
(na zachód od Wiednia) - określana była jako część Europy
Wschodniej. Po przezwyciężeniu w Europie linii podziałów
obszarom geograficznym przywrócono ich właściwe znaczenie.
Pochodzące z języka greckiego słowo Europa wywodzi się z
pojęcia eurys - co oznacza szeroka, oraz ops - czyli twarz.
Jesteśmy w procesie przywracania Europie jej oblicza i wielowymiarowej
tożsamości.
Europa - wspólnota doświadczeń
Dla naszych rozważań istotne jest to, że Europa ma wspólne
korzenie i w znacznie większej mierze wyraża świat idei i
wartości niż tylko geograficzne określenie kontynentu. Na
system wartości europejskich składają się tradycje sięgające
greckiej demokracji i rzymskiego państwa prawa, włoskiego
Renesansu i francuskiego Oświecenia, niemieckiej filozofii
i brytyjskiej myśli ekonomicznej. Ale produktem Europy jest
też włoski faszyzm Mussoliniego i hiszpański Franco. Do europejskiego
dziedzictwa należą zbrodnie totalitaryzmu Hitlera w Niemczech
i Stalina w Rosji. Częścią europejskiej historii najnowszej
jest ludobójstwo, które przybrało formę Holocaustu europejskich
Żydów, milionów ofiar Auschwitz i wielu innych niemieckich
i stalinowskich obozów zagłady. Wreszcie, dwie największe
wojny w dziejach świata również wzięły swój początek w Europie
XX wieku.
Wspominam o tym, ponieważ Unia Europejska to w istocie największy
projekt, jaki z powodzeniem realizowany jest od 50 lat, który
często postrzegany jest w wymiarze ekonomicznym i sprowadzany
do niego. Genezę Unii wywodzi się przede wszystkim ze Wspólnoty
Węgla i Stali i Wspólnego Rynku. Jednak fundamentem aksjologicznym
Unii Europejskiej jest stworzenie takiej sytuacji, w której
konflikty zbrojne nie byłyby możliwe, co eliminowałoby w
praktyce możliwość wybuchu wojny. Innymi słowy, to świadomość
nieszczęść, które w przeszłości doprowadziły w Europie do
kataklizmów wojennych, była inspiracją i czynnikiem sprawczym
powodzenia tego wielkiego projektu, jakim jest Unia. Blisko
50 lat temu Karl Deutsch zdefiniował koncepcję pluralistycznej
wspólnoty bezpieczeństwa (the pluralist security community).
Zawiera ona następujące elementy: suwerenność; prawną niezależność
państw; wzajemne uzupełnianie się podstawowych wartości,
które pochodzą i wynikają ze wspólnych instytucji; wzajemną
gotowość do współpracy, tożsamość i lojalność; integrację
do tego stopnia, że państwa mają współzależne oczekiwania
pokojowych zmian; oraz łączność cementującą polityczne wspólnoty.
Norbert Wiener pisał: "Sama łączność skłania grupę, aby myślała
razem i działała razem". Słowem dla bezpieczeństwa Europy
Unia jest równie ważna jak Sojusz Północnoatlantycki.
Strategia Unii
Strategia Unii różni się w sposób istotny od strategii NATO.
Strategia ta obejmuje kilka celów.
Po pierwsze, odpowiedź na często zadawane pytanie o to, jakie
powinny być granice Unii, brzmi: wszystkie państwa Europy
(ale również Turcja) powinny mieć perspektywę wejścia do
Unii. Ta perspektywa może być nawet 25-letnia czy 30-letnia.
Przypomnijmy: Turcji przyrzeczono podjęcie rokowań akcesyjnych
40 lat temu. Otóż, jeśli rokowania w sprawie przyjęcia Turcji
teraz miałyby potrwać nawet nieco krócej, to od momentu przyrzeczenia
do momentu przyjęcia minęłoby 70 lat. Strategiczna koncepcja
Unii powinna polegać na tym, że Europa ma być naprawdę zjednoczona.
Po drugie, Unia to projekt nie tylko gospodarczy, jakkolwiek
gospodarka jest niezwykle istotna. Jest to również - a może
nawet przede wszystkim - projekt społeczny i polityczny.
Do tej pory jest to projekt bardzo dobry, mimo wszystkich
sporów i kryzysów. Trudno byłoby wskazać w historii Europy
inny równie udany projekt. Nie zawsze wielkie transfery środków
finansowych są korzystne dla rozwiązywania złożonych problemów
wyrównywania dysproporcji w poszczególnych państwach. Podam
przykład. Dzisiejsze landy wschodnie Republiki Federalnej
Niemiec (dawniej - Niemiecka Republika Demokratyczna) przyjęły
w ciągu 10 lat transfer ponad 1000 miliardów euro. Środki
te stały się problemem samym w sobie. Sprzyjały narastaniu
w tej części Niemiec apatii, demoralizacji, alienacji i frustracji.
W istocie niekiedy utrudniały rozwój - zabijały inicjatywę
i stwarzały dodatkowe problemy. Z tego punktu widzenia Polska,
która jest trzykrotnie większa od NRD i ma ponad 2,5 razy
więcej ludności - otrzymuje 15 razy mniej pieniędzy w ciągu
porównywalnego okresu. Mamy więc szansę, aby wykorzystać
te środki skutecznie i bez negatywnych implikacji.
Sprawa trzecia - z polskiego punktu widzenia fundamentalna
- to rola, jaką Unia spełnia w promowaniu modernizacji i
demokratyzacji Europy. Modernizacja jest dla Polski szansą,
a zarazem koniecznością. Bez Unii nie bylibyśmy w stanie
pokonać dystansu dzielącego nas od Zachodu tak szybko, jak
pokonujemy go teraz, jak będziemy go pokonywać w najbliższych
10 latach.
Czwarty - kluczowy dla wspólnej Europy - element to wpływ,
jaki Unia wywiera na sytuację wewnętrzną w państwach członkowskich.
Unia wymusza ciągłość i respektowanie rządów prawa. Co więcej,
członkostwo w Unii obliguje nas do poszukiwania kompromisu.
Zachodnie społeczeństwa mieszczańskie od stuleci mają niejako
we krwi nawyk poszukiwania kompromisu. Kompromis nie jest
rzeczą wstydliwą. U nas jest to niemal haniebne. Polski sposób
negocjowania polega na tym, że stawiamy swoje warunki. Uważamy
je za uprawnione i uzasadnione z natury rzeczy. Albo te warunki
będą przyjęte, albo odchodzimy od stołu rokowań.
Członkostwo Polski w Unii to proces uczenia się poszukiwania
kompromisów. Gdyby Unii nie było, Polsce i Polakom byłoby
nieporównanie trudniej zmieniać mentalność, której wyrazem
jest: "wszystko albo nic". W życiu nigdy nie ma
się wszystkiego, ale kompromis oznacza, że nigdy nie zostajemy
z pustymi rękoma. Unia uczy myślenia wspólnotowego. Wizja
Unii przyszłości musi być oparta na duchu wspólnoty, który
z jednej strony prowadzi do zmniejszenia tego, co nazywamy
deficytem demokracji, a z drugiej strony - umożliwia ona
państwom średnim i małym odgrywanie roli nieporównanie większej,
niż gdyby pozostały one poza taką wspólnotą, jaką jest Unia
Europejska.
Po piąte, wspólnota jest sposobem na rozwiązywanie problemów.
Dziś mamy w Unii kilka problemów: wspólna polityka rolna,
rozwojowa, wspólna polityka zagraniczna i bezpieczeństwa,
ale też - swoista wspólna bezradność. Mamy zresztą dzisiaj
w świecie do czynienia z bezradnością w szerszej skali. Stany
Zjednoczone również stoją bezradne wobec wielu problemów.
Podejmują decyzje, które są bardzo często przedmiotem uzasadnionej
krytyki. Mówili o tym ostatnio wybitni amerykańscy politycy
na monachijskiej konferencji bezpieczeństwa. W Unii wielu
polityków uważa, że Amerykanie stwarzają w świecie problemy: "robią
bałagan, a Europa ma posprzątać". Wielkim osiągnięciem
jest to, że Unia jest dziś postrzegana jako ważny aktor w
polityce światowej. Dotyczy to zarówno Bliskiego Wschodu,
jak i Zatoki Perskiej, Afganistanu i Iranu.
Jednak warto pamiętać, że Unia to nie są i nie będą Stany
Zjednoczone Europy. Chociaż pojawiają się takie pomysły.
Przypomnę, że Stany Zjednoczone - od początku kształtowane
jako państwo federalne - prawie do końca XIX wieku stosowały
w języku angielskim, kiedy była mowa o Stanach, czasownik
are czyli są. Po polsku mówi się: Stany Zjednoczone są. W
języku angielskim dopiero po wojnie domowej w Ameryce wprowadzono
zmianę, która jest sprzeczna z gramatyką, a mianowicie używany
jest czasownik liczby pojedynczej: United States is. W tym
momencie bowiem uznano, że rząd federalny jest jedynym reprezentantem
tego organizmu. Otóż Europa jest jeszcze bardzo daleka od
tego stanu wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa,
jaki Stany Zjednoczone osiągnęły w końcu XIX wieku. Pamiętamy,
jak cztery czy pięć lat temu Henry Kissinger po raz pierwszy
powiedział: "Tak długo, dopóki nie będę znał numeru telefonu
Mister Europe - to w ogóle nie będę wiedział, o czym mówimy".
Dzisiaj jest taki człowiek - Javier Solana, który ma numer
telefonu, ale rzecz polega na tym, że z samego mianowania
tej osoby na to stanowisko nie powstała wspólna polityka
zagraniczna i bezpieczeństwa. Kształtowanie wspólnej polityki
poczyniło postępy, jednak długo jeszcze nie będzie wspólnej
polityki zagranicznej i bezpieczeństwa w takim rozumieniu,
w jakim ją prowadzą państwa narodowe. Bo Europa jest czymś
zupełnie innym niż Stany Zjednoczone.
Po szóste, Unia to wspólnota, która harmonizuje narodowe
interesy państw. Inne są priorytety państw śródziemnomorskich,
jak Włochy i Francja, inne Półwyspu Pirenejskiego, a jeszcze
inne państw skandynawskich czy bałkańskich. Polska należy
do regionu Europy Środkowej. W latach zimnej wojny państwa
małe i średnie wolały być postrzegane jako peryferia Europy,
ponieważ niebezpieczna linia podziału i konfrontacji przebiegała
przez centrum. W okresie postzimnowojennym państwa Europy
Wschodniej i Południowej pretendują do tego, by traktować
je jako środkowoeuropejskie. Myślę, że główną przyczyną zmiany
jest to, że wraz z przekreśleniem linii podziału usunięta
została groźba katastrofy nuklearnej i konfrontacji między
Wschodem a Zachodem, natomiast konflikty wybuchały na peryferiach
Europy - na Bałkanach, na Kaukazie, w Azji Środkowej. Centrum
jest stabilne, zaś niestabilne są obrzeża Europy Południowej
i Wschodniej. Przy tym źródłem konfliktów nie są spory między
państwami, ale wewnątrz państw. Kluczowym problemem we współczesnym
świecie jest to, aby proces globalizacji przebiegał w sposób
pokojowy. Innymi słowy, priorytetem jest poszukiwanie odpowiedzi
na pytanie: w jaki sposób promować zmiany (modernizację i
demokratyzację), a zarazem szanować tożsamość i narodowe
tradycje oraz zapobiegać konfliktom.
Dotychczasowe doświadczenia nabyte podczas przystąpienia
do Unii dziesięciu państw z naszego regionu ilustrują najlepiej
tezę, że sam proces dostosowywania się do wymogów Unii miał
znaczenie stabilizujące dla całego regionu.
Rosja: strategiczny partner
Z wielu względów stosunki z Rosją mają dla Unii i jej państw
członkowskich charakter specjalny. Podstawą prawną tych stosunków
jest Układ o Partnerstwie i Współpracy z 1997 r. Ważność
tego porozumienia kończy się w 2007 r. Dokument ten określa
zasady i obszary współpracy, ale wiele spraw pozostaje poza
uregulowaniem całościowym, także sprawy polityki energetycznej.
Na mocy tego porozumienia działała Rada Współpracy, która
zastąpiona została po szczycie UE - Rosja w Petersburgu w
2004 r. nową instytucją pod nazwą Stała Rada Partnerstwa.
W większości spraw państwa UE określają swoje stanowisko
wobec Rosji w sposób indywidualny. Ten stan wynika nie tylko
z braku wspólnej polityki Unii wobec "wschodniego sąsiedztwa" (Rosja
zresztą nie chce być zaliczana do grupy państw objętych tą
polityką), ale jest wynikiem traktowania Rosji przez większość
państw UE na zasadach szczególnych, jako partnera strategicznego.
Jest to zrozumiałe ze względu na olbrzymie terytorium, potencjał
i ogromne zasoby bogactw naturalnych. Z kolei dla Rosji UE
nadal sprowadza się głównie do Wspólnego Rynku. Sprawy polityczne
i polityczno- gospodarcze Rosja układa z zasady z każdym
z państw członkowskich Unii w trybie dwustronnym. Jedynie
w kwestiach, które są dla Rosji wygodne, szuka porozumienia
z całą Unią. Jednak z zasady w polityce Rosji jedne państwa
są faworyzowane, inne "karane".
Oświadczenie prezydenta Rosji Władimira Putina z 31 stycznia
br. otwiera perspektywę, aby również stosunki Polski z Rosją
rozwijać normalnie. Oczekiwania Polski są proste - pragniemy
ułożenia stosunków na zasadach partnerskich. W czasie brytyjskiej
prezydencji w UE Rosja rozwijała stosunki z Unią głównie
w przestrzeni gospodarczej - w ramach dziewięciu dialogów,
które dotyczyły m.in. energetyki, transportu, ochrony środowiska.
W sferze polityki zagranicznej dialog ten prowadził ze strony
rosyjskiej Siergiej Ławrow, a po stronie Unii Javier Solana
i Benita Ferrero-Waldner. W wielu sprawach odnotowano zbliżenie
stanowisk. Dotyczy to np. stosunku Rosji i Unii do nuklearyzacji
Iranu. Są też sprawy trudne i drażliwe. Rosja alergicznie
reaguje na wszelką krytykę dotyczącą łamania praw człowieka,
ograniczania swobód obywatelskich i niezależności wolnych
mediów. Powraca w tej sferze radziecka retoryka znana nam
z czasów Breżniewa i Andropowa o tym, że Rosja nie zgodzi
się, aby inne państwa "mieszały się w jej sprawy wewnętrzne".
Rzecz w tym, że prawa człowieka i swobody obywatelskie nie
są w państwach demokratycznych "sprawą wewnętrzną".
W sprawach energetyki kluczowa byłaby gotowość Rosji do wypracowania
wspólnej polityki, co gwarantowałoby m.in. stabilne dostawy
rosyjskiego gazu dla Polski i innych państw Europy. Byłoby
celowe i pożądane, aby wszystkie państwa Unii wspólnie z
Rosją wypracowały swoisty kodeks zachowania w sprawie zakupu
i dostaw nośników energii. Czas dojrzał do takiego porozumienia.
(((
Dziś często stawiane jest pytanie: czy rozszerzenie UE na
wschód to sukces czy niepowodzenie? Przewrotnie można określić
osiągnięty stan jako swoiste "niepowodzenie sukcesu".
Z kolei inni pytają: czy Unia jest w okresie schyłkowym,
czy wzrostowym? Moja odpowiedź jest prosta: państwa, które
nie są członkami Unii, są gotowe ponosić wyrzeczenia i obrać
tę ciernistą drogę, czyli respektować kryteria narzucone
przez Unię. Wszystko po to, by znaleźć się wśród członków
Unii. Czas porzucić wizję Unii jako "wielkiego worka
z pieniędzmi". Bliższa prawdy jest wizja Unii jako wspólnoty,
która ma wmontowany mechanizm napędzający modernizację i
sprzyjający demokratyzacji państw naszego kontynentu. Dotyczy
to również stosunków między Unią a Rosją. Relacje UE z Rosją
określają i będą określać obie strony. W interesie Europy
jest to, by sprzyjały one trwałej transformacji naszego kontynentu
we wspólnotę, którą łączą wspólne wartości i poszanowanie
prawa.
Adam Daniel Rotfeld - były minister spraw zagranicznych
|