|
PORTRETY - JEAN-MARIE LUSTIGER
Jestem żywą prowokacją
Rzeczpospolita, Plus Minus 21 lutego
2005
EWA K. CZACZKOWSKA, GRZEGORZ DOBIECKI
Mówi o sobie: kardynał, Żyd, syn imigranta.
Inni, wśród wielu określeń - o jakie w przypadku tak nietuzinkowej
postaci przecież nietrudno - wymieniają: Pan Buldożer, bo
idzie do przodu, nie oglądając się na to, że inni dostają
już zadyszki. Jean-Marie Lustiger stoczył wiele batalii, dlatego
zapewne potrzebny mu dzisiaj odpoczynek wojownika po walce.

(c) AP/JEROME DELAY
Dzień po wyjściu ze szpitala Jana Pawła
II Watykan ogłosił, że papież przyjął rezygnację Jeana-Marie
Lustigera z funkcji arcybiskupa Paryża. Kardynał złożył ją
już niemal cztery lata temu, po ukończeniu 75 lat, które w
kościelnym prawie oznaczają czas przejścia na emeryturę. Stał
on na czele diecezji paryskiej, jednej z najbardziej prestiżowych
stolic biskupich w Kościele powszechnym, przez niemal ćwierć
wieku. Dzisiaj wiadomo, że jego nominacja była jedną z najtrafniejszych
decyzji personalnych Jana Pawła II. Wówczas, w 1981 roku,
była niezwykle trudna i ryzykowna. Dla obu. Czy ktoś mógłby
przypuszczać, że syn polskich Żydów, imigrantów, zostanie
arcybiskupem Paryża? - Jesteś owocem modlitwy papieża - uspokajał
później Lustigera arcybiskup Stanisław Dziwisz.
Kapelan na Sorbonie
Przerażenie Jeana-Marie Lustigera musiało
być chyba jednak mniejsze niż w listopadzie 1979 roku, gdy
otrzymał nominację na biskupa Orleanu. Niektórzy przypuszczają,
że uwagę papieża mógł zwrócić swoim memorandum z 1979 roku
w sprawie sytuacji Kościoła we Francji, przygotowanym dla
ustępującego arcybiskupa Paryża. Wniosek diagnozy - według
papieskiego biografa George'a Weigla - był na owe czasy radykalny:
Kościół musi porzucić pretensję do udziału we władzy i ponownie
ewangelizować Francję, nie poprzez politykę, lecz poprzez
nawrócenie w kulturze. "Oznacza to zaniesienie ewangelii
do twórców kształtujących francuską kulturę wysoką, do całkowicie
zsekularyzowanej francuskiej inteligencji". Ta diagnoza
jest bliska myśli Jana Pawła II o roli kultury w życiu społecznym.
I dzisiaj Lustiger mówi: "Od ponad
dwóch wieków we Francji jest rozbrat między kulturą świecką,
antychrześcijańską i kulturą katolicką, która chce być obecna
i zarazem osobna (...). Musimy uczyć się żyć różnorodnością,
specyfiką chrześcijańską, utrzymując równocześnie kontakt
z ogółem kraju, przenikniętym kulturą zsekularyzowaną. Jeżeli
będziemy umieli żyć tą tożsamością i zarazem tą łącznością,
to, wierzę, będziemy mogli przeżyć świt nowej ewangelizacji".
Jean-Marie Lustiger był do roli biskupa
dobrze przygotowany. Oprócz studiów w seminarium, których
poziomu nauczania nie oceniał najlepiej, zgłębiał na Sorbonie
literaturę i filozofię. Przeżył krótką - bo nie uległ jej
pokusie - fascynację myślą marksistowską. Po wyświęceniu w
1954 roku pozostał na Sorbonie. Przez piętnaście lat był duszpasterzem
akademickim i dyrektorem Centrum Richelieu. Uczestniczył w
najważniejszych debatach intelektualnych tamtego okresu. Rewoltę
studencką w maju 1968 roku wspominał jako "wielki bałagan,
w którym nikt nie potrzebuje ewangelii". On głosił ją
jednak dalej. Przez następne dziesięć lat od 1969 roku był
proboszczem małej parafii św. Joanny de Chantal. Ten czas
pozwolił mu na zgłębianie Biblii, "rozmyślanie o problemach
Kościoła i jego stosunku do nowoczesnego społeczeństwa, o
jego wierności ewangelii". Gdy w roku 1979 zaproponowano
mu, by wykorzystał te doświadczenia - przestraszył się. Po
otrzymaniu nominacji na biskupa Orleanu wysłał do papieża
memoriał, przypominając, "kim był i kim byli jego rodzice".
Żyd z Będzina
Byli Żydami. Pochodzili z polskiego
Będzina, gdzie jeden dziadek przyszłego kardynała był piekarzem,
drugi rabinem. Około roku 1918 wyjechał z Będzina jego ojciec,
Karol, wówczas dziewiętnastolatek, by w końcu osiąść w Paryżu.
Matka Gizela, która była daleką kuzynką Karola i nosiła to
samo nazwisko, przyjechała do Paryża jeszcze przed I wojną
światową. Jean-Marie, urodzony w 1926 roku jako Aaron, był
pierworodnym Lustigerów. Ich dość zasobny dom - drobnych kupców,
właścicieli sklepu włókienniczego - był liberalny. Nie było
w nim nawet mycki koniecznej do nakrycia głowy przy odmawianiu
modlitwy.
"A jednak otrzymałem świadomość
Boga. Wystarcza, że w sercu dziecka rozbudzą się drobne pytania
"dlaczego" w odniesieniu do Boga. Przypominam sobie
sposób, w jaki matka odmawiała błogosławieństwa nad owocami.
To było wszystko, ale wystarczyło" - wspomina kardynał,
który w pamięci nauczycieli pozostał dzieckiem bardzo zdolnym,
ale niezbyt pracowitym. Miał słuch absolutny, przepowiadano
mu przyszłość muzyczną. On jednak, zamiast z młodszą o cztery
lata siostrą Arletą ćwiczyć gamy na pianinie, wolał w tajemnicy
przed rodzicami czytać Biblię. Znalazł ją jako dziesięciolatek
i przeczytał do końca. "W Piśmie Świętym wszystko mnie
zdumiało, nic nie drażniło. I odtąd zacząłem myśleć"
- wspomina.
Cztery lata później, w Wielki Piątek
1940 roku, postanowił się ochrzcić. Działo się to w tej samej
katedrze w Orleanie, gdzie wiele lat później przyjął sakrę
biskupią. Lustigerowie wysłali dzieci do Orleanu w 1939 roku
w obawie przed prześladowaniami. Sprzeciw rodziców wobec planów
Aarona był gwałtowny. Podobnie zareagował ojciec, gdy w 1946
roku syn oznajmił mu, że wstępuje do seminarium. Na dwa lata
zerwali wszelkie kontakty.
Znak dla chrześcijan, znak dla żydów
- Jestem żywą prowokacją, która zmusza
do zastanowienia się nad historyczną postacią Mesjasza. Dzięki
mojej historii jestem nosicielem jakiejś cząstki tej postaci.
Ta prowokacja jest dla Kościoła zbawienna. Niezależnie od
mojego "przypadku", niezależnie do mojej osoby -
mówi kardynał Lustiger o swoim żydostwie i chrześcijaństwie.
Ale jego deklarowana judeochrześcijańskość
nie jest wcale najlepiej pojmowana przez francuską społeczność
żydowską. Kiedy w 2002 r. wydał "Obietnicę", jedną
ze swych najważniejszych książek, rabin Josy Eisenberg wygłosił
znamienną krytykę. Powiedział, że według Lustigera "Shoah
to rodzaj remake ukrzyżowania", tak jakby śmierć Żydów
w Auschwitz była pewnego rodzaju odtworzeniem ukrzyżowania.
To zaś równa się kojarzeniu masakry niewinnych z boskim przeznaczeniem.
"Nie można się zgodzić na to, by Auschwitz przedstawiano
jako uzasadnienie śmierci Chrystusa na krzyżu. Sprzeciwiam
się również głoszonej przez Jeana-Marie Lustigera idei, wedle
której chrześcijaństwo miałoby być spełnieniem judaizmu. Czy
Żyd może pozostać sobą, stać się jeszcze lepszym, spełnionym
Żydem, jeśli stanie się chrześcijaninem?" - pytał Eisenberg.
Zarzucał arcybiskupowi Paryża eksponowanie własnej historii
nawrócenia i twierdził, że Lustiger postępuje wbrew ekumenicznym
tezom Watykanu.
"Urodziłem się Żydem i nim pozostanę,
nawet jeśli rabini mają na ten temat inne zdanie" - odpowiada
kardynał. I powtarza niezmiennie, że nie ma w nim samym sprzeczności
między żydowskim pochodzeniem a wiarą w Chrystusa. "Judaizm
powinien uznać w chrześcijanach niespodziewane, ale przez
to nie mniej prawowite dzieci Abrahama. Chrześcijanie ze swej
strony powinni zdecydować się na uznanie w żydach braci, przez
których przyszedł Jezus Chrystus".
Lustiger, żydowski kardynał, jest w
Kościele odczytywany jako pewien znak. Swój osobisty i żydowski
dramat Holokaustu, śmierć matki zagazowanej w niemieckim obozie
Auschwitz-Birkenau w 1943 roku, przeniósł do chrześcijaństwa.
Jest znakiem dla Kościoła na czas po Holokauście.
Mieć nadzieję wbrew nadziei
Jean-Marie Lustiger to wytrwałość w
wierze, wielki szacunek dla papieża, ale także otwartość na
ważne problemy społeczne. Kiedy w 1981 roku obejmował biskupstwo
w stolicy "najstarszej córy Kościoła", postawił
na odtworzenie chrześcijańskiej tkanki w Paryżu. Tworzył nowe
parafie, budował kościoły, zreformował seminarium, założył
szkołę katedralną, katolickie radio Notre-Dame. Zaczął wyprowadzać
Kościół paryski z kryzysu lat 70., gromadzić katolików wokół
wspólnych działań. Zainagurował tygodniowe "misje miejskie",
które w ostatnim roku na konferencjach, koncertach i modlitwie
zgromadziły sto tysięcy osób. "Pragniemy, aby mieszkańcy
naszego miasta, niezależnie od pochodzenia i wyznawanej religii,
wiedzieli, że jesteśmy ich przyjaciółmi, ponieważ jesteśmy
chrześcijanami" - napisał do uczestników.
"Przeżywamy kryzys cywilizacji,
a nie chrześcijaństwa. Dzisiejszy świat przypomina krzyk człowieka,
który na swojej drodze nie widzi Boga" - mówi przekonany,
że chrześcijaństwo wciąż stanowi propozycję dla świata. I
ma "nadzieję wbrew wszelkiej nadziei".
Francja jest najbardziej zlaicyzowanym
krajem Europy. Lustiger miał kiedyś usłyszeć w Watykanie,
że wszystkie choroby katolicyzmu wzięły się z Francji. Odpowiedział:
- Niewykluczone, ale my pierwsi znaleźliśmy lekarstwo.
Rzeczywiście, trudno nie dostrzec oznak
pewnego ożywienia duchowego, które nastąpiło w latach 90.
i do którego bez wątpienia przyczyniły się papieskie pielgrzymki.
Lustiger powiedział kiedyś, że wizyta Jana Pawła II w 1996
roku zakończyła wojnę antykatolicką we Francji, a o rok późniejsze
Dni Młodzieży w Paryżu, z udziałem ponad miliona osób, sprawiły,
że katolicy przestali się bać wyznawać publicznie swoją wiarę.
Do powodzenia obu tych pielgrzymek w dużym stopniu przyczynił
się właśnie Lustiger.
Statystyki jednak wciąż nie są najlepsze:
69 procent Francuzów deklaruje się jako katolicy (to wzrost
o 2 procent w ostatniej dekadzie ubiegłego wieku), z tego
ok. 15 procent praktykuje; spada liczba ochrzczonych dzieci,
ale rośnie - około 10 tysięcy rocznie - liczba dorosłych Francuzów
przyjmujących chrzest; udało się zahamować spadek powołań.
Jednocześnie tworzą się promieniujące na Europę nowe wspólnoty,
ośrodki życia duchowego, które przyciągają głównie młodych.
Arcybiskup wypowiadał się w sprawach
bioetyki ("płodność człowieka nie może być traktowana
jak przedmiot handlu"), pouczał polityków o ich obowiązkach
moralnych, zasiadł na - należnym mu - fotelu w Akademii Francuskiej.
Ostatnio protestował przeciw uchwaleniu ustawy zakazującej
obecności symboli religijnych w szkołach publicznych. Według
niego jej przyjęcie oznacza "zaprzeczenie stonowanej
laickości", z którą Francji było dotąd bardzo dobrze.
U progu lat 90. nie wahał się mówić
podczas narodowej dyskusji na temat zagrożenia wirusem HIV,
że środki antykoncepcyjne są złem bez porównania mniejszym
niż śmierć człowieka, dlatego nie sposób wykluczać ich stosowania.
Wielokrotnie potępiał ksenofobiczne nastroje we Francji, powiadając
wręcz: "Boję się, bym nie musiał się wstydzić za swój
kraj". I choć Lustiger, niczym wojownik, był aktywny
we wszystkich ważnych społecznie debatach, większość oprotestowanych
przez Kościół rozwiązań weszła w życie.
Papież i kardynał
Kardynał Lustiger był przed laty wymieniany
wśród kandydatów na nowego papieża, którego jednak wybór na
następcę Jana Pawła II niekoniecznie wpłynąłby pozytywnie
na rozwój dialogu chrześcijańsko-żydowskiego. Perspektywa
wyboru "papieża Aarona I" (imię, które można tłumaczyć
jako "brat Mojżesza", zachował także na chrzcie)
nigdy nie wzbudzała entuzjazmu wśród francuskich hierarchów.
Zarzucali mu, choć zawsze anonimowo, zbyt wybujałe ambicje
i kreowanie się na zwierzchnika francuskiego Kościoła. Dlatego
nigdy nie został wybrany na przewodniczącego Episkopatu Francji.
Biskupi nie byli zachwyceni jego bardzo bliskimi związkami
z Janem Pawłem II, ich doskonałym porozumieniem. Co ich łączy?
Lustiger, podobnie jak papież, kładzie
nacisk na duchowy i ascetyczny wymiar pełnionego urzędu. Przy
całej swej otwartości i zrozumieniu współczesnej kultury -
jest wierny katolickiej ortodoksji. Tych dwóch hierarchów
łączą szerokie horyzonty, intelekt, ale coś jeszcze: doświadczenie
totalitaryzmu, prześladowania i pracy fizycznej w środowisku
robotniczym. Gdy Karol Wojtyła w czasie wojny pracował w krakowskiej
fabryce Solvaya, Lustiger przez rok w fabryce chemicznej w
Decazeville. Obaj zerwali z młodzieńczą pasją do sztuki, by
wrócić do niej po latach. Obaj rozumieją media i potrafią
sobie z nimi doskonale radzić. Niedawno w rozmowie z dziennikarzem
stacji radiowej RTL Lustiger znakomicie wykpiwał tzw. podchwytliwe
pytania dotyczące stanu zdrowia Jana Pawła II. - Kościół to
nie jest klub piłkarski Paris Saint-Germain, gdzie zwalnia
się trenera po słabszych meczach - mówił. Kardynał doskonale
rozumie wytrwałość papieża w pełnieniu misji, bo sam pracę
traktuje bardzo poważnie. Wierzy, że powierzył mu ją Bóg i
dlatego musi ją wypełnić do końca.
W ciągu ćwierćwiecza stał się jedną
z najbardziej zaufanych osób papieża. Członkiem kilku watykańskich
kongregacji i rad, papieskim doradcą, często zapraszanym przez
Jana Pawła II do udziału w zagranicznych podróżach. W ten
właśnie sposób w 1983 roku po raz pierwszy znalazł się w Polsce.
Odwiedził wówczas obóz w Auschwitz, co było dla niego traumatycznym
przeżyciem. W 1992 roku odwiedził incognito Będzin, by odnaleźć
rodzinne korzenie. W rok później już oficjalnie przyjechał
tu na obchody 50. rocznicy likwidacji getta.
W Polsce kardynał Lustiger jest dość
częstym gościem. Bywa m.in. u kardynała Franciszka Macharskiego,
z którym łączy go długoletnia przyjaźń. Poznali się na przełomie
lat 50.i 60. w Centrum Richelieu w Paryżu, pracowali w międzynarodowej
komisji katolicko-żydowskiej, której zadaniem było rozwiązanie
konfliktu o klasztor sióstr karmelitanek na terenie byłego
obozu Auschwitz.
- Jest to jedna z najbogatszych osobowości,
jakie w życiu poznałem - mówi kardynał Macharski. - Nie stracił
niczego, co mu mogło dać jego pochodzenie, a przyjął całe
chrześcijaństwo, dążąc do syntezy. Okazało się, że jest bardziej
wrażliwy od wielu osób urodzonych w innej niż on tradycji
na wszystko, co francuskie, europejskie, chrześcijańskie...
Co ja tutaj robię?
Po ogłoszeniu przejścia Lustigera na
emeryturę francuskie media przypominają, że nie jest to postać
jednowymiarowa i pomnikowa. "Le Monde" - szkicując
raczej pozytywny portret - przytacza przykłady jego nieobliczalnych
zachowań przed wejściem do studia telewizyjnego. Albo napadów
furii za kierownicą samochodu ("gest Kozakiewicza"
wobec innych kierowców), choć sam jeździ po Paryżu w sposób...
fantazyjny.
Robert Serrou, autor biografii kardynała,
przytacza opinie wielu osób, z których wypowiedzi wyłania
się postać nie tylko wybitnego duszpasterza i intelektualisty,
człowieka wrażliwego, ale zarazem autokraty, wchodzącego łatwo
w spór z osobami o odmiennych poglądach, ciągle śpieszącego
się, chaotycznego, a nawet bałaganiarza. Codziennie słucha
telewizyjnych wiadomości, namiętnie ogląda westerny, czyta
literaturę współczesną, kupuje kryminały i komiksy. Tego od
dziesięcioleci niezwykle aktywnego człowieka czasem dopada
jednak pytanie o hierarchię spraw. Pewnego dnia w Rzymie spytał
niespodziewanie swojego towarzysza: "Co ja tutaj robię?".
Ten odpowiedział, że idą właśnie na umówione spotkanie. Kardynał
postawił torbę na chodniku i swoje: "A co ja tutaj robię?".
Coraz bardziej zdziwiony towarzysz tłumaczył, jaki jest cel
spotkania. A kardynał: "A dlaczego nie głoszę teraz ewangelii
w Paryżu?".
Zdaniem Serrou jest to człowiek o wielu
obliczach. Postać spalana przez pasję walki z nowym pogaństwem,
któremu chrześcijaństwo powinno ukazać podstawowe wartości
ludzkie i humanistyczne. Intelektualnie bezkompromisowa, a
jednocześnie świadoma kompromisów, jakie trzeba zawierać w
polityce. 79-letni Jean-Marie Lustiger zamieszka w marcu w
Maison Marie-Therese, domu dla emerytowanych księży w XIV
dzielnicy Paryża. Ale nie będzie to zapewne kres jego aktywności.
Autorzy korzystali m.in. z książek Roberta
Serrou "Lustiger. Kardynał, Żyd i syn imigranta"
oraz Vittorio Messoriego "Pytania o chrześcijaństwo".
|