E-mail

English






PO CO NAM FILM O HITLERZE?

Redakcja MW
Mowia Wieki
http://www.mowiawieki.pl/artykul.html?id_artykul=1258

Jarosław Krawczyk: Tadeusz Sobolewski, znakomity krytyk filmowy, na łamach "Gazety Wyborczej" ostro potępił Upadek, a zwłaszcza naszkicowany w nim portret Hitlera - nie zbrodniarza, lecz schorowanego człowieka, który ma budzić współczucie.

Tadeusz Sobolewski: To nie jest moja teza. Mnie, Polaka, ten film nie obraża. Ale ponieważ jestem w jaskini historyków, muszę zapytać panów: po co nam film o Hitlerze? Nie jestem historykiem - historia nie jest rzeczywistością, do której stale się odnoszę. Dla mnie jest istotne, co dziś dzieje się między ludźmi. Oliver Hirschbiegel zrobił film według głośnej książki Joachima Festa Upadek. Hitler i kres Trzeciej Rzeszy, który powiada, że śmierć Hitlera w berlińskim bunkrze to nie była tragedia. Tymczasem film ustawia mnie w pozycji widza pewnej tragedii, bohaterów tragicznych. Śmierć Goebbelsów i ich dzieci, Speer na tle kolumnady, zrujnowany Berlin jako Kartagina - chyba Churchill tak go nazwał. To budzi mój sprzeciw, albo inaczej - mój opór, zwłaszcza że film gra sentymentalizmem, gra na współczuciu.

Zbigniew Wawer: Nie odczułem tego tragizmu. Za to dla mnie jako historyka ważne jest odtworzenie jakiegoś fragmentu dziejów, w tym wypadku końca Trzeciej Rzeszy. Zresztą autorzy filmu korzystali nie tylko z książki Festa, ale także wspomnień jego sekretarki Traudl Junge i relacji innych niemieckich świadków wydarzeń, składanych m.in. przed sowiecką komisją śledczą: gen. Wilhelma Mohnke, adiutanta Hitlera GŁnschego (zmarł w ubiegłym roku), prof. Ernesta GŁnthera Schencka. Ten ostatni jest tu przedstawiony jako postać pozytywna, bo pomaga ludziom, tylko musimy pamiętać, że wcześniej brał udział w eksperymentach medycznych na więźniach obozu koncentracyjnego Mauthausen-Gusen. Po wojnie kursowała straszna i kłamliwa teza, że ci, co pracowali przy doświadczeniach, przyczynili się do rozwoju medycyny. Hitler nie budzi oni we mnie nawet cienia współczucia. Jedynymi ludźmi, którzy w tym filmie mogą budzić współczucie, są berlińczycy wciągnięci w wojnę. Można mówić, że Niemcy są sami sobie winni. To prawda, ale przecież dzieci w mundurach Volkssturmu lub Hitlerjugend czy starcy nie mieli wpływu na ówczesny bieg wydarzeń. Komu Upadek jest potrzebny? Na pewno Niemcom – aby przeanalizować własny stosunek do przeszłości. Jak sądzę, film jest skierowany przede wszystkim do nich. W dwóch sekwencjach: najpierw z ust Hitlera, a później Goebbelsa, padają słowa, że ten naród musi zginąć, że nie zasługuje na nic innego. Myślę, że reżyser chciał Niemcom powiedzieć: pamiętajcie, że dla Hitlera byliście tylko narzędziem niezbędnym do realizacji jego idei. Straty niemieckie w drugiej wojnie światowej były ogromne: 5,5 mln zabitych. Jest w filmie znamienna scena: Hitler z nadzieją wpatruje się w portret Fryderyka Wielkiego. Dla Niemców ma to jasny wydźwięk: tyś zbudował potęgę Prus, a ja Niemcy unicestwiłem.

J.K.: To aluzja do "cudu domu brandenburskiego". Hitler do końca wierzył, że coś się zdarzy, jakimś zrządzeniem losu karta się odwróci. To przydarzyło się Fryderykowi Wielkiemu, kiedy niespodziewana śmierć rosyjskiej carycy Elżbiety
uratowała Prusy.

P.M.M.: Fryderyk Wielki też miał różną prasę. Pamiętacie sławną anegdotę, kiedy Fryderyk krzyczał do uciekających żołnierzy: Sk..., czy chcecie żyć wiecznie? To jest paralela. Ale w świadomości historycznej Niemców Fryderyk Wielki jest postacią pozytywną. Dlatego w tle filmowego zestawienia króla Prus i wodza Trzeciej Rzeszy kryje się pytanie: czy za ileś tam lat Hitler przypadkiem nie wyląduje w panteonie wielkich postaci Niemiec? Z kolei scena, w której mówi, że naród niemiecki nie zasłużył na to, żeby go przeżyć, to przejaw jego monstrualnego narcyzmu i frustracji. Tutaj Hitler wydaje się całkowicie żałosny, nie zasługuje na współczucie. Później Goebbels dodaje, że oni - czyli społeczeństwo niemieckie - nie poparli nas przypadkiem, przecież wiedzieli, co robią. To daje do myślenia. Niestety, fragmenty, które mają pobudzić niemieckiego widza do refleksji nad przeszłością i współczesną tożsamością, jakoś giną w tym długim filmie.

J.K.: Wróćmy do tragizmu tego filmu. Podobnie jak Zbigniew Wawer, ja go nie odczułem. Może tylko w jednym momencie: gdy Magda Goebbels w makabryczny sposób uśmierca własne dzieci. Dziecięca śmierć zawsze porusza. Ale tu jest emocjonalnie kiczowata, jako efekt monstrualnego i idiotycznego fanatyzmu. Dlatego uwaga Tadeusza Sobolewskiego o irytującym sentymentalizmie Upadku wydaje się bardzo trafna. Chwilami zmienia się on w upiorną tragifarsę. Jednak ludzie młodzi, nie znający historii, mogą się nabrać na te tandetne efekty.

P.M.M.: Klasyczna definicja powiada, że tragedia musi być zderzeniem dwóch racji. "Figura tragiczna" musi mieć jakiś wybór, najlepiej skrajny. A gdzie jest
racja Hitlera i jego akolitów?

T.S.: Hitler czuje się zdradzony przez naród, a naród do końca jest mu wierny. To są jakby dwa centra tej tragedii. Świadomie czy przypadkiem film narzuca taką optykę widzowi. Ukazuje naród, który oddaje odpowiedzialność w ręce wodzów, a ci giną z honorem, nie tracąc wiary w ideę. Jest jeszcze pytanie o miejsce Hitlera w wyobraźni zbiorowej. No i w kinie, choć zbyt często się w nim nie pojawiał. Na początku występował jako gangster, np. w amerykańskim filmie Johna Farrowa Gang Hitlera z 1944 roku, gdzie hitlerowcy wciągają naród do swojej szajki. Utwór Hirschbiegela jest reklamowany na świecie jako ten, który pokazuje ludzką twarz Hitlera - dosyć już tych karykatur, dosyć szaleńców miotających się po ekranie i budzących śmiech. Ale czy to nie jest banalizacja zła? Dzisiejsze kino jest zalane złymi bohaterami, zło jest zbanalizowane. Zastanawiam się, czy nie za prędko ten film żegna się z Hitlerem diabelskim.

Z.W.: Myślę, że Niemcy chcieli spojrzeć na Hitlera inaczej, niż go ukazywano dotychczas. Że wojna i zbrodnie nie były dziełem diabła, ale człowieka. Oczekuję na podobny film o Stalinie. W Upadku Hitler jest przedstawiony o wiele bardziej realistycznie niż np. w dwuczęściowym filmie amerykańskim ukazującym początek jego kariery. Tam został pokazany jako wariat, wobec tego wszystko można przypisać jego szaleństwu. Tymczasem druga wojna światowa nie była kataklizmem spowodowanym przez dwóch psychicznie chorych dyktatorów - Hitlera i Stalina. O Stalinie niewiele się u nas pisało z oczywistych powodów i teraz to się nadrabia. O jego poprzedniku Leninie wiemy jeszcze mniej.

P.M.M.: Hitler oczywiście miał swoje ludzkie oblicze i historycy od dawna o tym wiedzą.

J.K.: W restauracji długo przeglądał kartę i zawsze zamawiał ravioli...

P.M.M.: Przez swoje otoczenie był odbierany jako człowiek dość serdeczny. W Upadku nie jest to przesadnie eksploatowane. Zabrakło mi za to uwypuklenia charyzmy Hitlera, dzięki której uwiódł Niemców. Jej resztki odnajdziemy w scenie, gdy Speer, technokrata, cynik i karierowicz, oznajmia Hitlerowi, że od pół roku nie wykonuje jego rozkazów. Ale z filmu nie dowiemy się, co powodowało ludźmi inteligentnymi, jak Speer, że poszli za Hitlerem.

J.K.: Upadek promuje się hasłem: oto ludzka twarz Hitlera. Ale w kreacji Bruno Ganza, chyba przerysowanej, Hitler nie jest zwyczajnym człowiekiem. To rozdygotany, schorowany demiurg, w którym nie może się odbijać potoczne człowieczeństwo.

T.S.: Dla mnie wyjątkowość Hitlera polega na tym, że wyszedł poza wszelkie ideologie i odwołał się do mordu jako czegoś zwierzęcego, darwinowskiego. Choć mylił się co do Darwina, bo przecież zwierzęta nie są mordercami. To było przejście do czystej przemocy i stworzenie z niej ideologii.

P.M.M.: Jest dobra książka austriackiej historyk Brigitte Hamann Wiedeń Hitlera o jego dorastaniu. Pisze ona, że przyszły wódz Trzeciej Rzeszy nie miał żadnej własnej ideologii, z początku nie był nawet antysemitą. Stał się nim dopiero później, bo było to dla niego wygodne. Był człowiekiem mało inteligentnym, ale bardzo spostrzegawczym, o specyficznie chłonnym umyśle. Jako polityk został ulepiony z lęków i nadziei Niemców.

J.K.: Nie zgadzam się. Hitler miał swoją ideologię, poskładaną z rozmaitych myśli innych ludzi: trochę darwinizmu, trochę maltuzjanizmu, Nietzsche do góry nogami, zgermanizowany Anglik John Houston Chamberlain, Francuz Joseph Arthur Gobineau itd. Wszystko zmutowane, zbrutalizowane, choć wydawało się, że samo w sobie jest dostatecznie brutalne. Na to nałożyło się mnóstwo tekstów niemieckich, wydestylowanych w jeszcze większy absurd, poddanych nowej interpretacji. Doskonale pokazał ten proces George L. Mosse w przetłumaczonej na polski pracy Kryzys ideologii niemieckiej. Jeśli chodzi o skalę mordów, to Hitler przebił wszystko, co było dotychczas, mimo że obozy koncentracyjne wymyślono już w XIX wieku. Jemu trzeba przypisać kompletną mechanizację i trywializację zbrodni.

T.S.: Stanisław Lem napisał kiedyś książeczkę Prowokacja, w której mówi o fikcyjnej książce wyimaginowanego niemieckiego historyka idei. Książka tłumaczy ludobójstwo: dlaczego ofiary przed śmiercią były nagie? Tak jak na obrazach Sądu Ostatecznego trzeba było zabić Żydów, aby wejść na miejsce Boga. Taka konstrukcja intelektualna jest czymś wulgarnym i budzi wstręt do ludzkości oraz refleksję nad upadkiem człowieka, a nie upadkiem Niemiec czy narodu niemieckiego. W filmie Hirschbiegela nie ma tego wstrętu i przerażenia. Zobaczmy go na tle banalnych przedstawień zła, którymi zalewana jest współczesna kultura masowa. Dlatego pytam: po co reżyserowi był potrzebny Hitler, skoro można to było pokazać na tle innych wydarzeń?

P.M.M: W sumie Upadek to film kostiumowy, wyprodukowany w celach czysto komercyjnych.

T.S.: To prawda. Ale powtarzam, za wcześnie pozbywamy się tego diabła masowej wyobraźni. Ten film troszeczkę się z nim żegna. Bruno Ganz odgrywa Hitlera jako człowieka, artystycznie i historycznie też wszystko jest w porządku. I wygląda na to, że problem mamy z głowy.

Z.W.: Może po obejrzeniu tego filmu ludzie sięgną po bogatą i ciekawą literaturę poświęconą Hitlerowi, np. po dobrą książkę Iana Kershawa. I nie będzie to motywowane prostą fascynacją, ale chęcią zgłębienia fenomenu zła.

T.S.: Pamiętacie panowie, jak sekretarka Hitlera, bardzo ważna postać w tym filmie, wyjeżdża z bunkra na rowerku, symbolicznie zostawiając hitlerowski epizod za sobą. Ta scena pokazuje, że bardzo łatwo było z tego wyjść. I jeszcze żałosny napis na końcu, który dla przyzwoitości przypomina widzom, że zginęło 6 mln Żydów. A poza tym – jak wspomina pani Junge już w podeszłym wieku - Hitler był bardzo miły, nic nie wiedziałam, uświadomiłam to sobie po latach... To pokazuje, że twórcy filmu nie mieli do końca czystego sumienia. Upadek zadowoli historyka, gdyż dobrze oddaje realia historyczne, zadowoli młodego widza, który przyjrzy się tej pseudotragedii, i zadowoli Niemca, bo okazuje się, że czasy Trzeciej Rzeszy mamy już dawno za sobą.

Z.W.: Ale tu widać też co innego. Sekretarka, która uciekła z bunkra, przechodzi przez ruiny Berlina. Przesłanie jest jasne: Niemcy drogo zapłaciły za rozpętaną wojnę.

P.M.M.: W filmie nie ma mowy, że to Niemcy rozpętały drugą wojnę światową. Postacie przedstawiono nieostro, bezbarwnie. Goebbels np., gdyby zestawić jego inteligencję z fanatyzmem, mógłby być interesującym bohaterem. Ale nie udało się. Pytanie, czy ten film jest próbą wyciągnięcia z serca Hitlera przysłowiowego osinowego kołka. Czy ma przywrócić do życia jego upiora, czy też rozbroić "hitlerowski niewypał" w niemieckich duszach? Miejmy nadzieję, że publiczna debata wokół Upadku, która rozpętała się w Niemczech i innych krajach, odpowie na te pytania.

Dziękujemy za rozmowę.