|
Eco odtwarza faszyzm
Miłada Jędrysik
Gazeta Wyborcza
17-10-2005
"Tajemniczy płomień królowej Loany"
Umberta Eco. Wielu krytyków literackich okrzyknęło tę powieść
najlepszą od czasu "Imienia róży", choć są wobec
niej nieco bezradni. A przecież ta fascynująca autobiografia
słynnego profesora semiologii nie mogła być inna .
Pan Pipino urodził się starcem i umarł
dzieciną. A historyjkę o nim opowiedział włoskim dzieciom
w 1935 r. niejaki Giulio Gianelli, autor, o którym pamięta
już chyba tylko Umberto Eco.
Podobną drogę jak pan Pipino przechodzi
Giambattista Bodoni zwany Jambo, bohater jego najnowszej książki:
wskutek wylewu w wieku 60 lat straci pamięć i będzie próbował
ją odzyskać. Jak? Buszując po strychu rodzinnej posiadłości
i szukając siebie w lekturach z dzieciństwa. Ta próba zakończy
się porażką. Owszem, uda mu się zrekonstruować początki biografii
intelektualnej Włochów rocznik 30., ale nie swoje uczucia.
Dzieciństwo w cieniu Mussoliniego
To najbardziej autobiograficzna z książek
Eco - pisali krytycy, trochę bezradni wobec tej powieści,
która zaczyna się niczym "Tożsamość Bourne'a", by
w środkowej części przejść w żmudne - co nie znaczy nieciekawe
- wyliczenia młodzieńczych lektur chłopca, którego dzieciństwo
przypada na lata faszyzmu, a kończy się szaloną papierową
apokalipsą, gdzie wojnę światów toczą ze sobą postacie z komiksów
i sensacyjnych powieści w odcinkach, zaś niejaki don Bosco,
guru pryszczatych nastolatków sfrustrowanych grzechem pierwszej
ejakulacji, stepuje na rewiowych schodach.
Główny bohater ma tyle lat co Eco (rocznik
1931). Jest Piemontczykiem z krwi i kości, czas wojny spędza
na piemonckiej wsi, gdzie doganiają go jej okropności. Eco
jako dziecko był świadkiem starć pomiędzy faszystami a partyzantami.
Ale jak mawia przekornie Amos Oz, każdy autor, nawet jeśli
pisze autobiografię, robi to po to, żeby czytelnik mógł w
niej odnaleźć siebie.
Eco, rekonstruując świat zamknięty w
zakurzonych pudłach na strychu dziadkowego domu w Solarze,
tworzy jeden z najcelniejszych obrazów stanu zbiorowej schizofrenii,
jaką spowodował faszyzm. Z jednej strony są trzeszczące na
starych gramofonach patriotyczne pieśni o tym, że plotkując
w kawiarni, należy uważać, by nie zdradzać tajemnic kraju,
bo przecież wraży Anglik czuwa. Z drugiej głupawe pioseneczki
o Józiu, który nie wie, że całe miasto się z niego śmieje,
bo nosi kamizelkę na marynarkę (i jedne, i drugie doskonale
przetłumaczone przez Jarosława Mikołajewskiego).
Napuszony, zaklinający rzeczywistość
język oficjalnej propagandy, z każdą wojenną klęską coraz
bardziej od tej rzeczywistości odległy, zderza się z równie
nierzeczywistym językiem świata landrynkowej miłości i banalnych
tęsknot za małym domkiem na przedmieściu. To autocenzura i
eskapizm jednocześnie.
Pułapki dla Polaków
Zastanawiam się tylko, na ile ta biografia
intelektualna Włocha będzie pociągająca dla polskiego czytelnika,
który nie ma pojęcia o tym, jakie piosenki śpiewał Rzym i
Mediolan w międzywojennym dwudziestoleciu. Który nigdy nie
śmiał się z "Józia, który o niczym nie wie", ani
nie pomyślał o tym, jak to musiało być dobrze, kiedy szczytem
marzeń zakochanego urzędnika było "Tysiąc lirów na miesiąc",
jak w innej popularnej piosence. A dla Włocha młodszego pokolenia
taka perspektywa jest szczególnie pociągająca, bo przecież
przez większą część swego dorosłego życia, do wprowadzenia
euro, swoją pensję liczył w milionach. Inne pyatnie: na ile
uniwersalne okaże się doświadczenie chłopca, który co miesiąc
z wypiekami biegł do kiosku po nową książeczkę z przygodami
Myszki Miki, czyli Topolina, by pewnego dnia zamiast myszki
znaleźć Tuffolina, człekopodobnego stworka? Stało się tak
dlatego, gdyż po włączeniu się Stanów Zjednoczonych do II
wojny światowej faszystowscy hierarchowie postanowili, że
włoskie dzieci mają zabawiać tylko rdzennie włoskie komiksy.
Uniwersalne z pewnością jest doświadczenie
samego totalitaryzmu, który u nas przyniósł powieści produkcyjne
i czytanki o dobrym wujku Stalinie.
Ale drobiazgowość ciągnącej się przez
ponad 200 stron rekonstrukcji Eco znużyła nawet niejednego
włoskiego czytelnika. "Nuda, nuda, nuda" - takie
wpisy powtarzały się na forum jednego z włoskich portali poświęconych
literaturze.
Pisane na zimno
Eco nie byłby sobą, gdyby nie grał z
konwencjami, gatunkami, aluzjami i asocjacjami i nie obdarzał
nas choć częścią swojej ogromnej wiedzy. Ale stąd biorą się
też wady tej powieści, po której tak bardzo widać, że wykoncypowano
ją na zimno.
To, co świetnie się czytało w "Imieniu
róży", książce będącej zabawą z czytelnikiem, w której
postacie-pastisze bohaterów popularnych powieści sensacyjnych
i gotyckich były tak plastyczne właśnie dlatego, że były pastiszami,
nie sprawdza się w "Tajemniczym płomieniu". Jego
bohaterowie mimo oczywistych aluzji literackich mają jednak
ambicję, by być z krwi i kości. Chcą pamiętać, chcą przeżywać,
chcą kochać. Dlatego ich papierowość szczególnie w przypadku
postaci drugoplanowych tak razi.
Mimo to wielu krytyków uważa "Tajemniczy
płomień" za najlepszą powieść Eco od czasu "Imienia
róży". Dlaczego? Ze względu na fascynujący obraz faszyzmu,
jaki się z niej wyłania. Ale zapewne także dlatego, że to
naprawdę jest autobiografia Umberto Eco, który po raz kolejny
wciąga nas w przekorną i pełną pułapek grę znaczeń.
W "Imieniu róży" dzieweczka
będąca pierwszą i jedyną miłością młodego mnicha Adsa nie
ma imienia, jest czystym doświadczeniem, na przekór tytułowi
wziętemu ze średniowiecznego poematu, w którym róża dawno
przeminęła, pozostawiając po sobie tylko imię.
W "Tajemniczym płomieniu"
Lila, obiekt młodzieńczych westchnień narratora, ma imię,
jednak nawet odzyskanie pamięci w ostatnim, przedśmiertnym
przebłysku świadomości nie pomaga mu w przypomnieniu sobie
jej twarzy. Pozostaje ideałem kobiety z egzaltowanych dziecięcych
i młodzieńczych lektur, damą z rycerskiego romansu przefiltrowanego
przez pokolenia twórców literatury coraz bardziej popularnej,
już nie Cervantesa, ale Salgariego.
Tak igra z nami pamięć, powodując, że
widzimy nasze doświadczenia poprzez schematy i stereotypy.
A to, co zostaje po niej na papierze, jest już tylko znakiem.
Nomina nuda tenemus.
Autobiografia Umberto Eco, światowego
autorytetu w dziedzinie semiologii, nie mogła być inna.
Umberto Eco "Tajemniczy płomień
królowej Loany", przeł. Krzysztof Żaboklicki, Noir sur
Blanc, Warszawa
Miłada Jędrysik
|