|
60 lat temu w Norymberdze
Leopold Unger
Gazeta Wyborcza
20 listopada 2005
Oskarżeni, proszę wstać! Nie wszyscy wstali. Hitler był już
w piekle. Tak jak Goering oraz Goebbels z żoną i sześciorgiem
ich dzieci. Himmler sczezł samootruty, Eichmann odnaleziony
w 1960 roku zawiśnie na szubienicy w Izraelu.
Dwudziestu dwóch żywych jeszcze panów Tysiącletniego Reichu
(zabraknie mu 990 lat) stanęło przed sądem 60 lat temu, 20
listopada 1945 roku. Stalin nie chciał ceregieli: 50 000 oficerów
niemieckich wystrzelać od razu, a szefów sądzić po sowiecku,
pokazowo, ostro i tylko w Berlinie. Przeważyła teza zachodniej
trójki zwycięzców: najpierw sądzić, potem strzelać (a raczej
wieszać), a proces będzie w Norymberdze, mieście triumfu Hitlera,
gnieździe rasistowskich ustaw i paranoi antysemityzmu, wśród
ruin, gdzie przetrwały właściwie tylko gmach sądu i więzienie.
Takiego procesu jeszcze nie było. Nigdy jeszcze (słynne procesy
moskiewskie sądziły i skazywały niewinnych) tak wielu nie
odpowiadało tak długo za tak ogromne zbrodnie przed tak specjalnym
trybunałem i poniosło tak ostre kary: zapadnie 12 wyroków
śmierci i trzy dożywocia. Proces potrwa 218 dni, wystąpi 1000
prokuratorów i 100 obrońców, sąd obejrzy siedem kilometrów
taśmy filmowej, w tym dokumenty z Majdanka i Auschwitz, zbada
250 świadków i 300 tys. zarejestrowanych zeznań. Razem 20
ton papieru i 14 mln słów. A wśród 350 dziennikarzy i sprawozdawców
byli m.in. Steinbeck, Hemingway i Willy Brandt.
Przede wszystkim jednak w Norymberdze po raz pierwszy w historii
przywódcy suwerennego państwa odpowiadali za swe czyny przed
międzynarodowym sądem. Precz poszły subtelne rozważania na
temat podejrzanej o zemstę sprawiedliwości zwycięzców".
Sąd w Norymberdze wprowadził do międzynarodowej teorii i praktyki
sądowej takie pojęcia jak zbrodnia przeciwko ludzkości i pokojowi,
zbrodnia wojenna i ludobójstwo (Zagłada pochłonęła 5-6 mln
Żydów - oceni świadek general SS Oswald Pohl).
Proces trwał długo: wyrok zapadnie 1 października 1946 r.
Ostatni spór między sędziami dotyczy "procedury"
: 16 października skazani zginą na szubienicy, a nie przed
plutonem egzekucyjnym. Ich rozsypane prochy spłyną z wodą
rzeki
Pozostał precedens. Proces norymberski zburzył kilka tabu,
przede wszystkim bezkarność przywódców politycznych chronionych
dotąd dogmatem suwerenności państwowej. Zasady wykute w Norymberdze
wejdą w grudniu roku 1946 r. do kanonu prawa międzynarodowego.
Proces norymberski jest więc ojcem chrzestnym pojęcia międzynarodowej
sprawiedliwości, akuszerem wszystkich innych trybunałów międzynarodowych:
w Hadze i Aruszy oraz Międzynarodowego Trybunału Karnego (MTK),
który po ratyfikacji przez sto państw już jest w akcji (Darfur,
Somalia etc).
W świecie globalnych wyzwań globalny, międzynarodowy system
wymiaru sprawiedliwości może, rzecz jasna, budzić kontrowersje,
obawę przed ryzykiem polityzacji i manipulacji. Jest jednak
paradoksem, że USA, które były siłą sprawczą procesu w Norymberdze,
są 60 lat później, chociaż dominują nad światem, przeciwne
powstaniu MTK, który jest przecież tejże Norymbergi potomkiem.
To przecież głównie dzięki Ameryce w Norymberdze pierwszy
raz ludzkość przyznała sobie prawo i rolę strony cywilnej,
zabrała głos przed światem, przed sądem ludzi, a nie historii.
To Robert Jackson, sędzia amerykański w Norymberdze, powiedział
wtedy: - W tym procesie stroną oskarżycielską jest cywilizacja.
Jest ciągle. I powinna zostać.
|