|
Adam Michnik w Toronto
Małgorzata P. Bonikowska
Gazeta,
Toronto, 16 listopada 2005
www.Gazeta.gazeta.com
Trudno być wobec niego obojętnym. To człowiek-legenda, którego
jedni uwielbiają, a inni nie znoszą. W środę i czwartek będzie
okazja, by spotkać się z nim i usłyszeć go. Jedno spotkanie
już za nami
Wychodząc z wykładu Adama Michnika, wygłoszonego w Munk Centre
for International Studies na zaproszenie Centre for European,
Russian, and Eurasian Studies Uniwersytetu Toronto przy współpracy
Katedry Historii Polskiej na UofT, słyszałam komentarze anglojęzycznych
słuchaczy "Brilliant!", "Outstanding!".
I tak właśnie było - wygłoszona z wielką erudycją, swobodą
i dowcipem pogadanka, raczej niż formalny wykład, była okazją
do zapoznania się z przemyśleniami jednego z najwybitniejszych
opozycjonistów polskich, człowieka-legendy, który przesiedział
w komunistycznych więzieniach ponad sześć lat, a teraz pisze,
wykłada, podróżuje, kierując jednocześnie największą codzienną
gazetą w Polsce "Gazetą Wyborczą".
Tematem jego wystąpienia było "Historical Traditions
and Central European Democracy". Była to próba przeanalizowania
specyfiki polskiego przewrotu ustrojowego, ale jednocześnie
ukazania go w kontekście przemian w Europie Środkowej.
Michnik przedstawił niezwykle ciekawą i osobistą analizę
historii i tradycji widzianej z perspektywy 15 lat demokracji
i wolności, zwracając jednak uwagę na to, że scena polityczna
w Polsce i szarpiące nią przeciwstawne i sprzeczne tendencje,
są efektem braku odpowiedzi na wiele fundamentalnych pytań,
dotyczących obrachunku z erą komunizmu. Na pytania te odpowiedzieć
nie jest łatwo, a odpowiedzi są uzależnione od wielu czynników,
np. opcji politycznej, pozycji zajmowanej w komunistycznej
rzeczywistości itp.
Ciekawe było przedstawienie wielokulturowej grupie słuchaczy
specyfiki polskiego komunizmu i polskiego nad nim zwycięstwa,
specyficznego polskiego etosu uwielbienia dla tych, którzy
ginęli na barykadach, oddawali życie za sprawę, a nieumiejętności
darzenia szacunkiem zwycięstw osiąganych drogą kompromisu
czy negocjacji.
Wystąpienie Michnika było doskonałym wytłumaczeniem polskości,
jej istoty i dylematów, nieuniknionych z przyczyn historycznych
i kulturowych. Było szczerą diagnozą słabości przy wyraźnie
wyczuwalnej dumie z tego, co w Polsce i polskości godne dumy,
wypunktowaniem obszarów, mogących budzić obawy na przyszłość,
zakończone zaś optymistyczną konkluzją, że oto 15 lat po odmrożeniu
tego, co przez długie lata tkwiło w zamrożeniu, Polska jest
krajem w 100 proc. demokratycznym, krajem, w którym "niemożliwy
byłby Łukaszenka".
I o to właśnie, możemy dopowiedzieć sami, walczył on i jego
przyjaciele. I wspaniale, że możemy dzisiaj słuchać Michnika
nie jako dysydenta ze skutej okowami komunizmu Polski, lecz
jako gościa z wolnej, nowoczesnej Polski, która w końcu upora
się ze swoją przeszłością, między innymi dzięki takim spotkaniom
i rozważaniom.
A dzisiaj, w czwartek, spotkanie pt. "Is There A Jewish
Question in Central Europe After 1989", zorganizowane
przez Polish Jewish Heritage Foundation, o godz. 19.30 w Wolfond
Centre, 36 Harbord Street,na UofT.
Podajemy komentarze ponizej :
KOMENTARZE, OPINIE
Michnik w Toronto
Czas na prawdę
Małgorzata P. Bonikowska
Z cyklu: Zapiski na gorąco
Ciekawe, jak wygodnie i bezpiecznie jest tkwić w swoich utartych
koleinach i przypadkiem nie próbować zmierzyć się z własnymi
stereotypami. Wydawałoby się, że kiedy jest do tego okazja,
powinno się z niej ochoczo skorzystać. A tu nie.
Gdzie byli ci wszyscy, którzy odgrażali się: "Już ja
mu powiem!" Ani w środę, ani w czwartek nie widziałam
na spotkaniach z Adamem Michnikiem owych krzykaczy, którzy
na różnych swoich łamach odsądzają od czci i wiary i jego
i jego gazetę. Skąd my to znamy...
Bo tak naprawdę najbezpieczniej jest szczekać z daleka, nie
podchodząc, nie sprawdzając, czy obszczekiwany jest na pewno
aż taki zły i straszny jak go malują.
O środowym wykładzie Adama Michnika pisałam wczoraj (Adam
Michnik w Toronto - odsłona pierwsza). Czwartkowy, zorganizowany
przez Polish Jewish Heritage Foundation i poprowadzony przez
Henryka Dasko, który także zgromadził pełniusieńką salę, był
próbą odpowiedzi na pytanie o tzw. problem żydowski w Europie
Środkowej po roku 1989. Tak naprawdę, mowa była głównie o
Polsce.
Adam Michnik, będący pochodzenia żydowskiego, jest Polakiem
głęboko zaangażowanym w sprawy Polski. Leży mu Ona na sercu
w sposób wyraźny, co zresztą udowodnił całym swoim życiem,
z którego ponad sześć lat spędził w więzieniach PRL. Z racji
swoich kontaktów na całym świecie, a także roli, jaką odegrał
w historii najnowszej Polski, nabrał do wielu kwestii dystansu,
nie takiego oznaczającego obojętność, lecz takiego, który
pozwala na spojrzenie na owe kwestie z wielu perspektyw.
Starając się wyjaśnić przyczynę napięć polsko-żydowskich
Michnik wskazał na nieuchronny konflikt, wynikający ze starcia
się ze sobą pamięci zbiorowej dwóch narodów, z których każdy
uważa się za wybrany, za wyjątkowy. Każdy uważa, że wziął
na swe barki ciężar całego świata i zapłacił najwyższą cenę.
Polska dokonała przeogromnej zmiany jeżeli chodzi o swój
stosunek do kwestii żydowskiej. Mimo że obecnie żyje tam nieliczna
społeczność żydowska, obserwować można wyraźne odrodzenie
i rozkwit zainteresowania kulturą żydowską. Księgarnie pełne
są książek polskich i zachodnich tłumaczeń literatury na tematy
żydowskie, opracowań, prac naukowych. Odbywają się festiwale
kultury, muzyki, teatru, filmu żydowskiego. W Warszawie powstaje
Muzeum Historii Żydowskiej, w Biłgoraju - Muzeum Singera.
Jak mówi Michnik, zmienia się krajobraz duchowy Polski.
Ogromnej zmianie uległa także postawa Kościoła katolickiego,
a to dzięki Janowi Pawłowi II, który, jak podkreślił Adam
Michnik, dokonał więcej w sprawie walki z antysemityzmem niż
wszyscy poprzedni papieże razem. To on zaakcentował fakt,
że antysemityzm jest grzechem, z którego trzeba się spowiadać
jak z innych grzechów.
Oczywiście, praktyka nie jest zawsze taka piękna. To ludzie
tworzą w sumie oblicze Kościoła i ich własne uprzedzenia i
ograniczenia nadal perpetuują często stereotypy. A w tak bardzo
katolickim kraju, jakim jest Polska, to właśnie Kościół katolicki
dzierży klucz do tego, jaki kształt przybierze przyszłość.
Wielka pełna rewolucja mentalna nastąpi dopiero wtedy, kiedy
z każdej ambony księża nauczać i głosić będą to, czego nauczał
papież Jan Paweł II, że grzechem jest nienawidzić bliźniego
dlatego, że jest Żydem.
Problem w Polsce polega na tym, że z przyczyn historycznych
nigdy właściwie nie doszło do pełnego, otwartego rozrachunku
z przeszłością - z antysemityzmem okresu międzywojennego,
z Holocaustem, który przez długie lata stalinowskiego reżimu
był tematem tabu. Po wojnie wykrwawione narody były zajęte
leczeniem własnych ran i obroną przed koszmarem stalinowskich
prześladowań. Cenzura skutecznie wyeliminowała sprawę Żydów
- ich losu i roli w okresie wojennym. W 1968 roku ci, którzy
jeszcze pozostali, opuścili Polskę.
W dzisiejszych czasach, w wolnej, demokratycznej Polsce odbyły
się po 1989 roku trzy poważne debaty - spór o klasztor karmelitanek
w Oświęcimiu, spór o incydentalne przypadki mordowania Żydów
w czasie Powstania Warszawskiego i wreszcie ostatnia, najważniejsza
- debata o Jedwabnem. Ta ostatnia zmusiła wszystkich do przyznania,
że miały miejsce wydarzenia niechlubne, straszne. Bez przyznania,
że tak też było, nie może być mowy o porozumieniu i dialogu.
Tylko mówiąc prawdę, uznając otwarcie złe za złe, nie zaprzeczając
historycznym faktom, można dokonać prawdziwego rozrachunku
z przeszłością. A bez tego rozrachunku nie sposób iść do przodu.
Jak słusznie powiedział Adam Michnik, antysemityzm to nie
sprawa stosunku Polaków do Żydów, lecz raczej sprawa stosunku
Polaków do własnej historii.
Trzeba zrozumieć, że przyznanie istniejącego bez najmniejszych
wątpliwości antysemityzmu pewnych grup politycznych w Polsce
w okresie międzywojennym nie oznacza przyznania, że każdy
Polak to żydożerca, że Polacy nie ratowali Żydów i nie wykazywali
niesłychanego bohaterstwa. Byli tacy i tacy.
I już.
Dzisiaj także są ugrupowania polityczne, których wyznacznikiem
jest antysemityzm. Nie ma on takiej mocy jak w okresie przedwojennym,
kiedy na murach miast i wsi rozwieszano plakaty, głoszące,
że Żydzi roznoszą tyfus, na uczelniach istniały specjalne
ławki dla Żydów. Dzisiaj w Polsce takie sytuacje nie są możliwe.
Ale, mimo że antysemickie nawoływania pewnych mediów czy polityków
nie prowadzą do takich drastycznych działań, musimy być na
nie bardzo wyczuleni. Zwycięstwa w dziedzinie praw człowieka,
wolności, tolerancji, są bardzo kruche i nietrwałe. Wystarczy
czasem odpowiedni klimat polityczny, aby zdobycze legły w
gruzach, co widać na podstawie ostatnich strasznych wydarzeń
we Francji. Nigdy nie możemy być pewni, że takie podmuchy
nienawiści nie powrócą, jeżeli coś je wznieci i sprowokuje.
Dlatego z walką z rasizmem, ksenofobią, antysemityzmem itp.
jest jak z głazem Syzyfa. Ciągle trzeba pracować i napinać
mięśnie, aby pchać go pod górę, bo w każdej chwili może zsunąć
się w dół.
Ale, podobnie jak w środę, Adam Michnik zakończył swoje ciekawe
i pełne dowcipu i swady wystąpienie optymistycznym akcentem,
wyrażając przekonanie, że zmiany idą we właściwym kierunku
i że dzisiejsza Polska dokonała wielkiego kroku i jest na
właściwym torze.
I znowu, wniosek, jaki można wyciągnąć z refleksji i uwag
usłyszanych w czasie tego inspirującego do refleksji spotkania
to to, że Polska, w porównaniu z diasporą, jest o kilka kroków
do przodu. Także w tzw. kwestii żydowskiej.
Na szczęście, dosyć jest wokoło ludzi, którzy rozumieją,
że tylko prawda i uczciwość może zagwarantować nam to, że
będziemy rozumiani i słuchani. Walczmy o swoje, ale sensownie
i pamiętajmy, że, tak jak inni, mamy za sobą i wspaniałe karty
historii i takie, których powinniśmy się wstydzić.
|