|
Państwo ograniczone, ale mocne
Odczyt Premiera Tadeusza Mazowieckiego
Wygloszony 6 czerwca 2005
w Fundacji Batorego
|

Tadeusz Mazowiecki
Fot. ALIK KEPLICZ AP
|
Słyszę o "rewolucji moralnej". Zapowiedziom
tym towarzyszą dążenia do odarcia III RP z wszelkiej
godności. Do odarcia z godności tych wszystkich, którzy
z nią łączyli swe nadzieje
Jak ma się dokonać naprawa Rzeczypospolitej, naprawa i rozwój?
Zacząłbym od zaproponowania pewnego podziału - na sferę kształtowania
i funkcjonowania instytucji oraz sferę debaty czy, mówiąc
umownie, sferę dziania się polityki. I od razu postawiłbym
pytanie kluczowe dla polskiej sytuacji. Czy może nastąpić
naprawa Rzeczypospolitej, jeśli ta sfera dziania się totalnie
odstręcza obywatela od życia publicznego? Jak przełamać to
odrzucenie polityki, zwłaszcza wśród ludzi młodego pokolenia?
To jest problem pierwszy i podstawowy.
Co mamy na myśli, kiedy mówimy: naprawa Rzeczypospolitej?
Ja też jestem za jej naprawą. Nie jestem zwolennikiem status
quo czy jakiejś obłędnej tezy, że nie popełniono żadnych
błędów, że nie ma żadnych problemów, że wszystko jest dobrze.
Jest wiele problemów niezwykle poważnych i trudnych. Jednak
czym innym jest rozwój oparty na tym, co zostało stworzone
przez 15 lat, a czym innym jest uznanie, że trzeba to wszystko
odrzucić, że w gruncie rzeczy wszystko jest przegniłe, niezdrowe
- i trzeba zaczynać od początku.
Istnieją różne filozofie polityczne stojące za dążeniem do
naprawy Rzeczypospolitej. Filozofia, którą ja wyznaję, w
skrócie dałaby się ująć tak: państwo ograniczone, ale mocne.
Nie miękkie, nie bezradne. Ograniczone, nie wszechogarniające,
nie wtrącające się do wszystkiego - ale mocne, skuteczne.
Dążące do dialogu, do znajdowania konsensusu politycznego,
bo tylko wtedy można iść naprzód i rozwiązywać trudne problemy.
A więc państwo ograniczone, lecz mocne, sprzyjające otwartemu
społeczeństwu obywatelskiemu. Nasze zadania ująłbym w trzech
słowach: rozwój, uczciwość, demokracja.
Jednak jest też inna filozofia - totalnego zanegowania III
Rzeczypospolitej, wymiecenia jej jako tworu nieudanego. Filozofia
państwa, nie chciałbym przesadzić, ale w jakimś stopniu autorytarnego,
opartego na nieufności do obywateli. Na założeniu, że wszyscy
są potencjalnie nieuczciwi z wyjątkiem "ośrodka decyzyjnego
władzy" - bo takie określenie padło w referacie wygłoszonym
w Fundacji Batorego przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego.
Ja już nie poznaję Jarosława Kaczyńskiego jako człowieka,
z którym przecież blisko współdziałałem w walce w latach
80. W myśl jego dzisiejszej koncepcji ma się wrażenie, że
wszyscy są chorzy czy potencjalnie chorzy, a tylko ośrodek
decyzyjny władzy (oczywiście ten, który utworzy PiS) ma we
krwi wszystkie cnoty. Ta filozofia jest moim zdaniem pokrewna
niektórym latynoamerykańskim filozofiom politycznym.
Instytucje i media
Jakie sprawy są najważniejsze i najpilniejsze, gdy chodzi
o instytucjonalną naprawę Rzeczypospolitej? Po pierwsze -
absolutne oddzielenie działalności służb specjalnych od polityki
wewnętrznej.
Po drugie - egzekwowanie prawa przez wymiar sprawiedliwości.
Nasz wymiar sprawiedliwości jest niesprawny. Zbyt wiele wysiłku
i pieniędzy poświęca się na jego struktury biurokratyczne,
takie jak Prokuratura Krajowa, a zbyt mało - tu zgadzam się
z panem Kaczyńskim - na pierwszą linię wymiaru sprawiedliwości.
To jednak bierze się także z pewnego nastawienia świata sądowniczego
i prokuratorskiego. To nastawienie powinno ulec zmianie.
Czyniąc z Krajowej Rady Sądownictwa instytucję konstytucyjną,
kierowano się założeniem, że rada ma być gwarantem niezależności,
niezawisłości sądownictwa. Na zapewnienie tego byliśmy przede
wszystkim uwrażliwieni. Tymczasem stała się ona raczej gwarantem
korporacyjnych nastawień środowiska prawniczego. W sytuacji
ogromnej niewydolności systemu egzekwowania prawa ani Krajowa
Rada Sądownictwa, ani to środowisko nie zabiera głosu na
temat niezbędnej, pilnej reformy wymiaru sprawiedliwości
- tego, by prawo było lepiej tworzone i skuteczniej egzekwowane.
I nie kształtuje takiej, pełnej poczucia współodpowiedzialności
za państwo, samoświadomości własnego środowiska.
Po trzecie - przejrzystość udziału państwa tam, gdzie jeszcze
on występuje w gospodarce. Chodzi o udział przedstawicieli
państwa w radach nadzorczych. To nie może być rozdawnictwo
tych stanowisk dla działaczy partyjnych. To musi być absolutnie
przejrzyste, kontrolowalne.
I czwarta rzecz - rola służby publicznej w administracji
państwowej i samorządowej. Bo przecież decentralizacja sprawiła,
że samorządy przejęły w dużym zakresie zadania administracyjne.
Wojewoda powinien być urzędnikiem służby cywilnej. Powinno
się dążyć do stworzenia korpusu wojewodów jako elementu służby
cywilnej. W urzędach marszałków samorządowych też powinna
być służba cywilna, by zachować ciągłość administracji i
odpartyjnić sposób jej funkcjonowania.
Nie twierdzę, że to są wszystkie zadania naprawy instytucjonalnej,
ale te, które wydają mi się najpilniejsze.
Naprawa w sferze "dziania się polityki" to, jak
już wspomniałem, zmiana charakteru debaty publicznej i wytworzenie
zdolności do porozumienia, a nie tylko do wykluczania się
wzajemnego. A także wielki problem kształtowania opinii publicznej.
Kiedy mówi o tym polityk, zawsze posądzany jest o to, że
politycy zwalają winę na dziennikarzy. By uniknąć takich
podejrzeń, wspomnę, że zasługi wolnego dziennikarstwa dla
przejrzystości naszego życia publicznego są ogromne. Powołam
się jednak na wypowiedź Roberta Kozaka, nowego szefa "Wiadomości" TVP,
dla "Gazety Wyborczej" [z 1 czerwca br.]. Mówiąc
o tym, co chciałby zmienić w telewizji, Kozak przypomniał
o zasadzie domniemania niewinności. Otóż w naszej telewizji,
jeśli np. w informacji o pracach komisji śledczej padają
zarzuty wobec konkretnych osób, idzie to w eter w taki sposób,
że odbiorca traktuje to jako fakt udowodniony. Bezkrytyczne
upowszechnianie pomówień, nie tylko zresztą przy tej okazji,
stało się normą.
Oczekiwałem istotnej zmiany po tym, co się w ostatnim czasie
stało. W ciągu tygodnia czy dziesięciu dni choroby i śmierci
Papieża wszyscy odbiorcy odetchnęli od polityki, która została
wyłączona z telewizorów - i wszyscy zupełnie inaczej się
czuli, nie widząc polityków ani nie słysząc ich zacietrzewionych
sporów. Okazuje się jednak, że łatwiej na dziesięć dni wykluczyć
politykę z telewizji, niż pomyśleć, jak teraz, po tej wielkiej
refleksji, inaczej wrócić do polityki w telewizji czy gazetach.
Jak sprawić, by nie było podsycania tych nastrojów, które
odrzucają ludzi od polityki. Ten problem - odpowiedzialności
za kształtowanie opinii publicznej - jest problemem ogromnym
w sferze "dziania się polityki" i nie można się
łudzić, że on się sam jakoś rozwiąże. Tu trzeba refleksji.
Pakt przeciw bezrobociu
Naprawa Rzeczypospolitej musi być wkomponowana w widzenie
generalnych zadań, jakie stoją przed Polską. Chcę wymienić
cztery takie najważniejsze dziedziny. Po pierwsze - dobre
wykorzystanie polskiej obecności w Unii Europejskiej. To
jest kwestia właściwego wykorzystania funduszy unijnych przez
instytucje państwowe i samorządowe. Te ostatnie tworzą bardzo
wiele dobrych projektów, ale potrzeba współdziałania gmin,
by to były projekty większe, bo tylko wtedy dostaniemy na
nie pieniądze.
Jednak to jest również kwestia zasadnicza: jak my się czujemy
w Unii i jakie mamy poczucie współodpowiedzialności za UE?
Nasz wpływ, choćby potencjalny, na rozwiązywanie problemów
zjednoczonej Europy zależał będzie od nastawienia ludzi,
którzy obejmą władzę po najbliższych wyborach. Od tego, czy
poczują się odpowiedzialni za rozwój Unii, czy tylko będą
pytać, co możemy od niej dostać. Unia znalazła się dziś w
wielkim kryzysie po referendach we Francji i w Holandii.
Ponieważ jednak UE zawsze rozwijała się od kryzysu do kryzysu,
mam nadzieję, że i tym razem znajdzie wyjście. I że nie będzie
to wyjście polegające na umocnieniu współpracy kilku państw
- tzw. twardego jądra - ale wyjście wzmacniające współodpowiedzialność
wszystkich członków Unii, również nas. Polska o tyle będzie
silna w Unii, o ile będzie umiała wykazać swoją współodpowiedzialność
za nią.
Drugim kluczowym problemem jest bezrobocie. Mamy bardzo wysokie,
19-procentowe bezrobocie. W niektórych regionach, np. w Elbląskiem,
sięga ono 35 proc. Przeczytałem dziś w gazetach komentarze
do tego, że Partia Demokratyczna wysunęła Henrykę Bochniarz
na kandydata w wyborach prezydenckich. To ugrupowanie - Partia
Demokratyczna, a przedtem Unia Wolności - ma szczególne szczęście
do przyklejania jej różnych etykietek. Kiedyś była to etykietka
ludzi mądrych, ale nieskutecznych, potem etykietka tratwy
dla SLD, a teraz ma to być etykietka wielkiego kapitału.
Otóż ja powiedziałem pani Bochniarz, że oczekuję, iż jeśli
zostanie prezydentem, doprowadzi do powstania narodowego
paktu walki z bezrobociem. Jest to sprawa wykraczająca poza
jedną kadencję parlamentarną. W dialogu społecznym między
pracodawcami, przedstawicielami pracowników i państwa trzeba
stworzyć narodowy program wyjścia z katastrofy bezrobocia.
W historii wiele razy bywało tak, że konserwatyści rozwiązywali
problemy społeczne, a socjaliści rozdawali pieniądze. Tak
może być i tym razem. Osoba pochodząca ze środowiska pracodawców
nie będzie składała populistycznych obietnic, ale doprowadzi
dialog społeczny do skutecznych rozwiązań poprzez usunięcie
barier rozwojowych dla drobnej i średniej przedsiębiorczości.
Doprowadzi do wprowadzenia podatku liniowego czy obniżenia
podatków, co przełoży się na inwestycje zwiększające zatrudnienie.
Ale by to rzeczywiście przełożyło się na zwiększenie liczby
miejsc pracy, konieczne jest pewnego rodzaju zobowiązanie
wszystkich stron dialogu społecznego. Przyjęcie takiego narodowego
paktu społecznego uważam za niezwykle ważny cel, który pani
Bochniarz, jeśli zostanie prezydentem, powinna sobie postawić.
Trzeci problem - to jakość naszego wykształcenia. Jeżeli
stawiamy na wykształcenie, to musimy stawiać dzisiaj na jego
jakość i przezwyciężenie zapaści, w jakiej znalazła się polska
nauka.
Ostatni, ale bynajmniej nie co do znaczenia, problem, który
widzę - to jakościowy skok w rozwoju społeczeństwa obywatelskiego.
Instytucji społeczeństwa obywatelskiego jest już w Polsce
sporo, ale potrzebny jest teraz jakościowy skok w ich rozwoju.
W oparciu o poważną debatę wymaga to skonkretyzowania, jakimi
drogami to osiągnąć.
I na koniec - słyszę i czytam o "rewolucji moralnej".
Zapowiedziom tym towarzyszą dążenia do odarcia III Rzeczypospolitej
z wszelkiej godności. Do odarcia z godności tych wszystkich,
którzy tę Rzeczpospolitą tworzyli, którzy łączyli z nią nadzieje.
Więc ja zwolennikom "rewolucji moralnej" przeciwstawiam
skromniejsze zadanie - przywróćmy wyrażeniu "moralność
w polityce" prawdziwe znaczenie.
*Tadeusz Mazowiecki - pierwszy premier III RP (1989-90),
założyciel Unii Demokratycznej, później szef Unii Wolności,
dziś lider Partii Demokratycznej - Demokraci.pl
|