E-mail

English






Jedwabne wybiera burmistrza.

Kampania z Żydem w tle

Marcin Kowalski 

Gazeta Wyborcza

13 marca 2006

Robilem wszystko, zeby Zyda na oczy nie widziały. W Jedwabnem wybierają burmistrza. Kandydat I:  - 10 lipca? Rocznica spalenia Żydów. Jak zostanę burmistrzem, nie pójdę pod pomnik. Sąsiedzi źle by odebrali taki gest.

Kandydat II: - 10 lipca? Dzień jak każdy. Rodzice mnie nauczyli modlić się za zmarłych 1 listopada.

Kandydat III: - 10 lipca? Nie wiem. Gazet nie czytam, telewizji nie oglądam. W gminie trzeba drogi budować.

Burmistrz wraca ze stypy

Kandydatów na burmistrza Jedwabnego jest trzech: weterynarz Michał Chajewski (były burmistrz), nauczyciel Krzysztof Moenke i rolnik Marek Zabielski.

Na rynku w Jedwabnem nie ma śladu, że kampania wyborcza wchodzi w decydującą fazę. Żadnych plakatów, ulotek, zaproszeń. Wybory (bezpośrednie) rozpisał premier, kiedy burmistrz Chajewski został skazany na grzywnę za prowadzenie samochodu po pijanemu. Wracał ze stypy, miał we krwi 0,6 promila. Jak zatrzymywała go policja, przednimi kołami stał już na swoim podwórzu.

- Ta cisza w miasteczku jest pozorna - mówi Maria Kaczyńska, dziennikarka łomżyńskiego tygodnika "Kontakty". - Kandydaci toczą zażarty bój. Jeżdżą od wsi do wsi, chodzą od domu do domu.

- Co obiecują?

- Nowe drogi i mniejsze bezrobocie, jak wszędzie. Ale tym się w Jedwabnem wyborów nie wygra.

- A czym?

- Nie czym, tylko kim. To kampania z Żydem w tle.

(Ustalenia IPN są takie: 10 lipca 1941 roku zgładzono w Jedwabnem nie mniej niż 340 Żydów, sprawcami mordu byli Polacy, działali z inspiracji Niemców. Zamknęli co najmniej 300 osób w stodole, oblali ją naftą i podpalili).

Kandydat I: weterynarz Bubla

Michał Chajewski pochodzi z Siedlec, z zawodu weterynarz, w Jedwabnem od ponad 20 lat. Umawiamy się w lecznicy dla zwierząt (prowadzi ją żona).

Na podwórko z piskiem opon wjeżdża złote terenowe suzuki. Kierowca ubrany w sportowe ciuchy bez słowa prosi do środka.

Chajewski: - Mam żal do dziennikarzy. Niszczycie dobre imię Jedwabnego. Uroczystości 60. rocznicy śmierci Żydów to była nagonka. Ktoś tym wszystkim sterował.

- Kto?

- Przecież to niemożliwe, żeby tyle mediów się zjechało do małego Jedwabnego ot, tak. Ktoś ułożył scenariusz. Wy już wiecie, kto.

- Proszę opowiedzieć o sobie.

- Było nas dziewięcioro rodzeństwa. Rodzice mieli średnie wykształcenie, pracowali w spółdzielni. Wychowali mnie starannie, w duchu umiłowania Boga i Polski. Od dziecka służyłem do mszy, śpiewałem w scholi przy parafii. Skończyłem najlepsze w mieście liceum. Postanowiłem zostać weterynarzem. Na studiach poznałem przyszłą żonę, rodowitą jedwabiankę, córkę weterynarza. Zanim zostałem burmistrzem, pracowałem w tej lecznicy z teściem i z żoną. Teraz budynki trochę się sypią, bo nie ma sensu inwestować. Żadne z trójki dzieci raczej nie pójdzie w nasze ślady. Bardziej interesuje ich prawo niż weterynaria.
- Dlaczego zrezygnował pan z wykonywania zawodu?

- Polityka była dla mnie naturalną drogą. Jak jechałem na wieś, to nie tylko odbierałem porody cielaków, ale rozmawiałem z rolnikami, wysłuchiwałem ich żalów. Wciągały mnie te rozmowy. Chciałem pomagać.

- Co pan zrobił jako burmistrz?

- Uporządkowałem pracę w urzędzie miasta, rozpocząłem budowę gimnazjum, załatwiłem gimbusa i kupiłem śmieciarkę. A jak zostanę ponownie wybrany, to przerobię olejową kotłownię w szkole tak, żeby w niej palić owsem, i wybuduję wodociągi.

Chajewski nie należy do żadnej partii, ale sympatyzuje ze skrajną prawicą. W 2001 roku, kiedy w Jedwabnem odbyły się uroczystości 60. rocznicy mordu na Żydach, współpracował z antysemitą Leszkiem Bublem. Zapraszał go do miasteczka, pomagał zbierać materiały do antyżydowskich książek. W ostatnich wyborach parlamentarnych dostał od Bubla drugie miejsce na liście do Sejmu z ramienia Polskiej Partii Narodowej.

- Trudno wystawić Bublowi jednoznaczną ocenę - mówi. - Można mu zarzucić, że trochę przesadza z opiniami o Żydach, ale nie można mu odmówić działania w kierunku propolskim, pronarodowym. Współpracowałem z nim, bo walczył o dobre imię mieszkańców Jedwabnego.

Marcin Kornak z antynazistowskiego stowarzyszenia Nigdy Więcej: - Miejsce Bubla jest w więzieniu. Wydaje jawnie rasistowskie pisma i prowadzi nazistowską Polską Partię Narodową. Jeśli ktoś mówi, że Bubel działa dla dobra Polski, jest idiotą.

W połowie lutego warszawski sąd uznał, że Bubel jest winny lżenia narodu żydowskiego, i skazał go na 5 tys. zł grzywny. To wyrok za publikację sprzed sześciu lat pt. "Polsko-żydowska wojna o krzyże". Bubel napisał, że studentom, którzy złożyli w sądzie pozew przeciwko ks. Henrykowi Jankowskiemu, "obrzezano mózgi", oraz użył sformułowania "podstępne jest żydowskie nasienie".

Chajewski: - Pierwsze słyszę o takim wyroku. Nie znam sprawy, nie chcę się wypowiadać.

- Czytał pan jakąś książkę Bubla albo chociaż artykuł?

- Przyznam szczerze: nie czytałem.

Godlewski: Mam dosyć!

Chajewski pierwszy raz burmistrzem został w listopadzie 2001 roku. Wybrali go radni - jeszcze nie obowiązywała ustawa o głosowaniu powszechnym. Zajął miejsce Krzysztofa Godlewskiego, rodowitego mieszkańca Jedwabnego, który za zorganizowanie obchodów rocznicy wymordowania jedwabińskich Żydów został zmuszony do dymisji.

W rozmowie z Anną Bikont, dziennikarką "Gazety" i autorką książki "My z Jedwabnego", Godlewski wyznaje:

- Widziałem, jak trudno żyje się mieszkańcom z poczuciem, że Jedwabne utożsamiano z miastem morderców. Miałem pomysł, jak to odwrócić. Miasto musi pokazać, że znalazło się kilku bandytów, ale byli tam Polacy, którzy ratowali Żydów. Czułem, że jak ryba wody tak Jedwabne potrzebuje, by jego mieszkańcy pokazali się od dobrej strony. Usłyszałem od jednego z kolegów: "Masz rację, korona ci z głowy nie spadnie, jak powiesz przepraszam", i zrobiło mi się ciepło na sercu. W programie lokalnej telewizji zwierzyłem się z moich marzeń: żeby czasem nowożeńcy poszli złożyć kwiaty na cmentarzu, tak jak to ma miejsce w Katyniu, i żeby pomnik stał się jedną ze stacji drogi krzyżowej. W radiu mówiłem, że pójdę na uroczystości 60. rocznicy wymordowania Żydów z potrzeby serca.

Wielu mieszkańców odczuło to jako zniewagę. Czuję na sobie niechętne spojrzenia. Jeden zaczepił mnie przed obchodami: "Kurwa, zastrzelę, jak mi ktoś zdepcze żyto". 10 lipca 2001 radna, która oglądała uroczystości zza firanki, gdy miałem przemawiać, warknęła: "No przywitaj ich teraz, kurwa, przywitaj, to jutro nie będziesz pracować". Przychodzę następnego dnia do pracy i słyszę na schodach: "Ty jesteś jeszcze w Polsce? Jeszcze cię Żydzi nie zabrali do Ameryki?". Nie mogę ich wyleczyć. Mam dosyć.

Po dymisji Godlewski wyemigrował do USA. W Jedwabnem została jego żona i trójka dzieci. Unikają dziennikarzy.

Prawdziwi przyjaciele

Rok 2002: pierwsze powszechne wybory burmistrza. W Jedwabnem wygrywa Michał Chajewski, dostaje prawie 80 procent głosów. To jeden z lepszych wyników w kraju.

- Ludzie mnie nagrodzili za walkę o ich dobre imię - twierdzi były burmistrz. - Jestem stanowczy i wyrazisty, nie ulegam żydowskiej propagandzie. Nie klękam na kolana, nie nadużywam słowa "przepraszam". Przyciągam do miasteczka prawdziwych przyjaciół, a nie farbowane lisy.
"Prawdziwy przyjaciel" Jedwabnego to - obok Bubla - Jerzy Robert Nowak. Dzisiaj czołowy ideolog Radia Maryja i Telewizji Trwam, jeszcze w latach 80. chciał zostać zastępcą Jerzego Urbana w Komitecie do spraw Radia i Telewizji. Za rządów Tadeusza Mazowieckiego bez powodzenia starał się o posadę ambasadora w Budapeszcie. Po tych porażkach zaprzyjaźnił się z ojcem Tadeuszem Rydzykiem, zaczął pisać antysemickie książki. Był pierwszym historykiem, który na łamach związanego z o. Rydzykiem "Naszego Dziennika" zaatakował Jana T. Grossa, autora "Sąsiadów" (książka rozpoczęła wielką dyskusję o zbrodni w Jedwabnem). Później sam napisał książkę pt. "Sto kłamstw Grossa o Jedwabnem".

- To wielkie dzieło - mówi Chajewski. - Prawda, prawda i jeszcze raz prawda. Każdy mieszkaniec naszego miasta powinien mieć "Sto kłamstw" na głównym miejscu w salonie.

Inne zdanie na temat "Stu kłamstw" ma prof. Jerzy Tomaszewski z Uniwersytetu Warszawskiego. Na polecenie sądu napisał ekspertyzę w sprawie antysemickich publikacji sprzedawanych w warszawskiej księgarni Antyk. Bestsellerem tej księgarni była praca Nowaka.

Z opinii prof. Tomaszewskiego: "Nowak manipuluje informacjami i materiałami źródłowymi, wykorzystując z nich tylko te elementy, które ukazują Żydów w złym świetle. Kieruje ostrze swej krytyki przede wszystkim przeciwko Janowi Tomaszowi Grossowi, określając go jako kłamcę, oszusta, cynicznego fałszerza, dyletanta w dziedzinie historii. Obelżywy język połączony ze specyficznym, karykaturalnym i obraźliwym przedstawieniem społeczności żydowskiej i posługiwaniem się przez autora pozornie naukową argumentacją sprzyja kształtowaniu postaw antysemickich u czytelników. Sposób przedstawiania historii, kultury, obyczajów oraz roli Żydów polskich w dziejach państwa i narodu polskiego oraz stosowane przy tym epitety i oskarżenia mają dla społeczności żydowskiej charakter obraźliwy, w części są to insynuacje o charakterze pomówienia".

Chajewski: - To tylko opinia jakiegoś profesora. Inni naukowcy myślą co innego. Ja Nowaka szanuję, to bohater. Dlatego poprosiłem radę miasta o nadanie mu honorowego obywatelstwa Jedwabnego.

Tytuł został przyznany w grudniu 2005 roku. Rada przyjęła uchwałę przez aklamację. Na stronie internetowej urzędu miasta znalazłem relację z tego wydarzenia.

Uroczystość rozpoczęła się mszą świętą koncelebrowaną przez biskupa Stanisława Stefanka. Z relacji wynika, że wszyscy życzyli profesorowi odwagi i wytrwałości w głoszeniu prawdy. Zarówno kościół podczas mszy świętej, jak i sala kinowa wypełnione były po brzegi. "Fakt ten podkreślił powagę uroczystości i słuszność decyzji Rady Miejskiej w Jedwabnem. Pokazał, jak bardzo zależy nam na ukazywaniu prawdy. Taką właśnie prawdę o Polsce, Polakach i mieszkańcach Jedwabnego głosi prof. Jerzy Robert Nowak".

Nowak węszy spisek

Nowak odwdzięcza się Chajewskiemu za zaszczyty - pod koniec lutego, już w gorączce kampanii wyborczej, przyjechał do Jedwabnego. Wygłosił kilka odczytów, m.in. w kościołach. Towarzyszył mu Chajewski.

Maria Kaczyńska, dziennikarka "Kontaktów": - To była wizyta wyborcza. W kampanię Chajewskiego wciągnięci zostali nawet uczniowie. Zorganizowano dla nich spotkanie z prof. Nowakiem.

Spotkanie miało się odbyć w domu kultury, za miejskie pieniądze przygotowano wystawną ucztę na cześć gościa, ale w sali pękł bojler z wodą.

- Ktoś z urzędu miejskiego powiedział, że to sabotaż - śmieje się Kaczyńska. - Szybko przenieśli uroczystość do salki parafialnej przy kościele. Przyszło kilkadziesiąt przedszkolaków, garstka rodziców i sztabowcy Chajewskiego. Nowak mówił dzieciom, że patriota musi być czujny i dać zdecydowany odpór tym, którzy plują na Polskę. Oskarżał Aleksandra Kwaśniewskiego o działania na szkodę kraju, bo przepraszał Żydów i Ukraińców. Podkreślił też, że Kwaśniewski jest winny przeprosiny mieszkańcom Jedwabnego, bo napiętnował miasteczko na całym świecie.

- Wizyta pana Nowaka nie miała nic wspólnego z wyborami - odpiera Chajewski. - Przypadkowo zbiegły się terminy. A że z nim jeździłem, to oczywiste. To ja zaprosiłem profesora, jestem dobrze wychowany.

Na lutowym spotkaniu dostało się też prezydentowej Jolancie Kwaśniewskiej. Nowak skrytykował ją za Klub Szkół Tolerancji. To inicjatywa wymyślona w 2002 roku przez Gimnazjum nr 14 z Łodzi, której Kwaśniewska patronowała. Uczniowie z różnych miast w Europie spotykali się, opowiadali o swojej kulturze, historii, wyznaniu. W ramach programu 20 jedwabińskich dzieci pojechało na wycieczkę do USA. Po powrocie zza oceanu zmienił się dyrektor szkoły w Jedwabnem - Krzysztofa Moenkego (konkurent Chajewskiego w wyborach na burmistrza) zastąpił Wiesław Olszewski. Jedną z pierwszych jego decyzji było wystąpienie Jedwabnego z Klubu Szkół.

Olszewski tłumaczy: - Ten cały klub był w zamysłach Kwaśniewskiej kolejnym etapem spisku. Chodziło tylko o to, żeby pokazać światu, gdzie jest hańba. Wystąpienie z klubu to z mojej strony akt obrony mieszkańców i godności miasta. W ostatniej chwili udało mi się zapobiec katastrofie. Nauczyciele już jeździli na konferencje, gdzie uczyli się historii nie według prawdy, tylko według państwa Kwaśniewskich. Na naszej młodzieży chciano eksperymentować!

Nowak (do uczniów): - Pani Kwaśniewska wzięła aktywny udział w planie upokarzania Jedwabnego. Gdy wysyłała dzieci do Ameryki, nie chodziło jej o naukę tolerancji, tylko o złamanie ducha, żeby dzieci uwierzyły, że ciąży na nich piętno Jedwabnego, i czuły się winne.

Kandydat II: Ucieczka przed Żydami

Krzysztof Moenke - urodzony w Jedwabnem, były sportowiec, nauczyciel WF. Przyjmuje mnie w aptece na środku jedwabińskiego rynku należącej do jego rodziny od 1930 roku. Siedzimy na zapleczu między kartonami pełnymi leków.

Moenke - wysoki, szczupły, w dżinsach i polarowej kamizelce. Brat łata - klepie po plecach, mówi po imieniu, co chwilę podkreśla swoje związki z Ameryką. Jeździ rocznym dodge'em durango sprowadzonym z USA (auto kosztuje w Polsce ok. 200 tys. zł), najlepiej wypoczywa na swojej łodzi motorowej Maxum (kupionej w USA) albo pędząc po mazurskich drogach motocyklem Yamaha Virago (przywiózł go z USA).

Jest nie tylko rywalem Chajewskiego w wyborach, jego zagorzałym wrogiem, ale i sąsiadem - do Moenków należy parter kamienicy, do Chajewskich - piętro. Panowie walczą ze sobą od lat - kilkakrotnie musiała rozdzielać ich policja. Raz Moenke groził Chajewskiemu bronią. Innym razem popchnął go na maskę auta.

Moenke: - Chajewski był pijany i mnie prowokował.

Chajewski: - To Moenke był pijany.

- Należy pan do jakiejś partii? - pytam Moenkego.

- Nie. Za komuny uciekłem do USA, żeby się nie zapisywać. Dzisiaj najbliżej mi do PiS. To na Kaczyńskich głosowałem w ostatnich wyborach.

- Dlaczego chce pan być burmistrzem?

- Bo w Jedwabnem nic się nie dzieje. Chajewski przez cztery lata nie zrobił nic. Tylko jątrzy. Ja zbuduję nowe drogi, kanalizację, ograniczę bezrobocie. Postawimy na agroturystykę i edukację. Wiem, jak się to robi w Ameryce. Pracowałem tam ponad trzy lata, do dzisiaj często wyjeżdżam.

- A jak Chajewski jątrzy?

- Sprowadza polityków, ciągle gra na żydowskiej nucie. Potrzebny był honorowy tytuł dla Jerzego Roberta Nowaka? Nie można było tego zrobić po wyborach? Albo list do prezesa IPN. Po co znowu do tego wszystkiego wracać?

"List do prezesa IPN" to gratulacje, jakie w styczniu burmistrz Chajewski przesłał prezesowi Instytutu Januszowi Kurtyce. Napisał: "Gratulując wyboru My - burmistrz i rada miejska Jedwabnego - wnosimy o wszczęcie śledztwa w sprawie mordu dokonanego 10 lipca 1941 roku przez Niemców w Jedwabnem na miejscowych Żydach. Obecnie tzw. ustalenia są w istocie wyrokiem politycznym Aleksandra Kwaśniewskiego i związanych z nim środowisk na społeczności Jedwabnego, swoistą >nagrodą < za bohaterską postawę tutejszej ludności w latach wojny i bezpośrednio po jej zakończeniu. Wiele przemilczanych wątków wymaga podjęcia na nowo lub w ogóle. Dokończenie ekshumacji jest kluczowe. 10 lipca 2001 roku Mieszkańcy Jedwabnego spontanicznie wywiesili w oknach kartki z napisem MY NIE PRZEPRASZAMY. Nie będziemy przepraszać za nie popełnione zbrodnie. Tak nam dopomóż Bóg".

Moenke: - Po co te kłamstwa o kartkach w oknach? Ja żadnych kartek nie widziałem, a żyję tu od urodzenia. Inną drogą powinniśmy pójść. Dlatego jak byłem dyrektorem szkoły, zapisałem ją do Klubu Tolerancji. Chciałem, żeby dzieciaki poznały swoich rówieśników, nauczyły się innych kultur. Byłem w Stanach, wiem, jak to dobrze na człowieka wpływa. Dzisiaj mam za to same nieprzyjemności.

- Jakie nieprzyjemności?

- Anonimy po mieście krążą. Niektórzy ludzie krzywo patrzą, coś dogadują. Że ja niby dzieciaki do Żydów zawoziłem.

- A zawoził pan?

- Bzdura. Byliśmy w USA, ale nie u Żydów. Powiem pierwszy raz, jak naprawdę było. Wszystko robiłem, żeby dzieciaki się na Żydów nawet nie natknęły. Spojrzałem przed wylotem w plan wycieczki. Widzę - wizyta w Muzeum Holocaustu. Na moją prośbę ten punkt został wykreślony. Po co rozgrzebywać rany? Po co dzieciakom to pokazywać? Nawet jak jechaliśmy autokarem po Nowym Jorku, to tak pilotowałem kierowcę, żeby nie wjeżdżał do żydowskiej dzielnicy. Chciałem uniknąć burzy. Jakoś mi się udało. Dopiero na lotnisku, jak już do samolotu wchodziliśmy, dzieci zobaczyły pierwszego Żyda. Miał długą brodę, pejsy, jarmułkę - uważnie mu się przyglądały.

Kandydat III: Wszystko jest w ulotce

Marek Zabielski - rolnik po trzydziestce, od urodzenia mieszka we wsi Korytki (5 kilometrów od Jedwabnego). Chętnie umawia się na spotkanie, zaprasza serdecznie do swojego domu. Żona stawia na stole świeży makowiec, trójka dzieci wiesza się ojcu na szyi, czwarta pociecha płacze w wózku - jeszcze nie skończyła miesiąca.

Zabielski: - Proszę przeczytać moją ulotkę wyborczą. Tam jest wszystko.

Czytam: "Jestem szczery, uczciwy, pracowity, otwarty na każdą propozycję. Znam doskonale realia życia rolników i ich dzieci. Kandyduję, bo prosili mnie o to ludzie. Mówili, że gminie potrzebna jest nowa osoba, która byłaby postronna, nie uwikłana w żadne układy".

- O co pytają pana wyborcy na spotkaniach?

- Wielkich spotkań nie robię. Jeżdżę od domu do domu. Jestem jak towar, który trzeba sprzedać. Skończyłem studia, zarządzanie, wiem, jak umiejętnie się zaprezentować. Trzeba unikać skrajności, trudnych tematów. W Jedwabnem to szczególnie ważne.


- Ma pan jakieś poglądy polityczne?

- Ich nie zdradzam. To moja osobista sprawa.

- Na kogo głosował pan w ostatnich wyborach?

- Już zapomniałem, tak dawno to było.

- Jak ktoś pyta, czy jako burmistrz zapali pan znicz przy obelisku, to co pan odpowiada?

- Że się nad tym nie zastanawiałem. Nie daję się wciągnąć w takie rozmowy. Nie oglądam telewizji, nie czytam gazet. Nie mam na to czasu. Czwórka dzieci, żona, gospodarstwo i firma, która ma rocznie kilka milionów złotych obrotu. Skąd wziąć czas na historię? Niech tym się kto inny zajmuje. Ja wyrobię sobie zdanie na temat pewnych trudnych spraw dopiero po wyborach. A resztę napisałem w ulotce.

Ostatnie słowo

Wybory w Jedwabnem odbędą się najpóźniej 23 kwietnia. Ale kampania trwa już ponad dwa miesiące, bo początkowo premier zarządził głosowanie na 5 marca. Przesunął termin, kiedy w życie weszła zmieniona ustawa o samorządzie gminnym.

Przed wyjazdem z Jedwabnego idę zobaczyć miejsce, w którym zginęli Żydzi. Na miejscu stodoły stoi pomnik ku czci zabitych - prawie dwumetrowy nieodśnieżony obelisk otoczony murem z kamiennych bloków. Jego frontową część zdobi macewa z dębu przypominającego kolorem spalone drewno. Na pomniku wyryty jest napis: "Pamięci Żydów z Jedwabnego i okolic, mężczyzn, kobiet, dzieci, współgospodarzy tej ziemi, zamordowanych, żywcem spalonych w tym miejscu 10 lipca 1941 r.". Pali się jeden znicz.

Chajewski: - Wierzę, że nowy rząd spojrzy przychylnie na sprawę Jedwabnego. Tak jak apelujemy do prezesa IPN - trzeba ponownie zbadać sprawę. Z mojej wiedzy podpartej naukowymi autorytetami wynika, że nie tylko Niemcy zginęli przy stodole, ale i Polacy. Strzelali Niemcy i nie palili nikogo żywcem, tylko już zwłoki.

Moenke: - Nie ma co do tego wracać. Pomnik niech sobie stoi, kto chce, może się przy nim pomodlić. Ja nie pójdę, bo ludzie mogą to źle odebrać.

Zabielski: - Nie mam zdania.

*Korzystałem z numerów archiwalnych łomżyńskiego tygodnika "Kontakty" i książki Anny Bikont "My z Jedwabnego"
Marcin Kowalski