Jedwabne wybiera burmistrza.
Kampania z Żydem w tle
Marcin Kowalski
Gazeta Wyborcza
13 marca 2006
Robilem wszystko, zeby Zyda na oczy nie widziały. W Jedwabnem wybierają burmistrza. Kandydat I: - 10 lipca?
Rocznica spalenia Żydów. Jak zostanę burmistrzem, nie
pójdę pod pomnik. Sąsiedzi źle by odebrali taki gest.
Kandydat II: - 10 lipca? Dzień jak każdy. Rodzice mnie nauczyli
modlić się za zmarłych 1 listopada.
Kandydat III: - 10 lipca? Nie wiem. Gazet nie czytam, telewizji
nie oglądam. W gminie trzeba drogi budować.
Burmistrz wraca ze stypy
Kandydatów na burmistrza Jedwabnego jest trzech: weterynarz
Michał Chajewski (były burmistrz), nauczyciel Krzysztof Moenke
i rolnik Marek Zabielski.
Na rynku w Jedwabnem nie ma śladu, że kampania wyborcza wchodzi
w decydującą fazę. Żadnych plakatów, ulotek, zaproszeń. Wybory
(bezpośrednie) rozpisał premier, kiedy burmistrz Chajewski
został skazany na grzywnę za prowadzenie samochodu po pijanemu.
Wracał ze stypy, miał we krwi 0,6 promila. Jak zatrzymywała
go policja, przednimi kołami stał już na swoim podwórzu.
- Ta cisza w miasteczku jest pozorna - mówi Maria Kaczyńska,
dziennikarka łomżyńskiego tygodnika "Kontakty".
- Kandydaci toczą zażarty bój. Jeżdżą od wsi do wsi, chodzą
od domu do domu.
- Co obiecują?
- Nowe drogi i mniejsze bezrobocie, jak wszędzie. Ale tym
się w Jedwabnem wyborów nie wygra.
- A czym?
- Nie czym, tylko kim. To kampania z Żydem w tle.
(Ustalenia IPN są takie: 10 lipca 1941 roku zgładzono w Jedwabnem
nie mniej niż 340 Żydów, sprawcami mordu byli Polacy, działali
z inspiracji Niemców. Zamknęli co najmniej 300 osób w stodole,
oblali ją naftą i podpalili).
Kandydat I: weterynarz Bubla
Michał Chajewski pochodzi z Siedlec, z zawodu weterynarz,
w Jedwabnem od ponad 20 lat. Umawiamy się w lecznicy dla
zwierząt (prowadzi ją żona).
Na podwórko z piskiem opon wjeżdża złote terenowe suzuki.
Kierowca ubrany w sportowe ciuchy bez słowa prosi do środka.
Chajewski: - Mam żal do dziennikarzy. Niszczycie dobre imię
Jedwabnego. Uroczystości 60. rocznicy śmierci Żydów to była
nagonka. Ktoś tym wszystkim sterował.
- Kto?
- Przecież to niemożliwe, żeby tyle mediów się zjechało do
małego Jedwabnego ot, tak. Ktoś ułożył scenariusz. Wy już
wiecie, kto.
- Proszę opowiedzieć o sobie.
- Było nas dziewięcioro rodzeństwa. Rodzice mieli średnie
wykształcenie, pracowali w spółdzielni. Wychowali mnie starannie,
w duchu umiłowania Boga i Polski. Od dziecka służyłem do
mszy, śpiewałem w scholi przy parafii. Skończyłem najlepsze
w mieście liceum. Postanowiłem zostać weterynarzem. Na studiach
poznałem przyszłą żonę, rodowitą jedwabiankę, córkę weterynarza.
Zanim zostałem burmistrzem, pracowałem w tej lecznicy z teściem
i z żoną. Teraz budynki trochę się sypią, bo nie ma sensu
inwestować. Żadne z trójki dzieci raczej nie pójdzie w nasze
ślady. Bardziej interesuje ich prawo niż weterynaria.
- Dlaczego zrezygnował pan z wykonywania zawodu?
- Polityka była dla mnie naturalną drogą. Jak jechałem na
wieś, to nie tylko odbierałem porody cielaków, ale rozmawiałem
z rolnikami, wysłuchiwałem ich żalów. Wciągały mnie te rozmowy.
Chciałem pomagać.
- Co pan zrobił jako burmistrz?
- Uporządkowałem pracę w urzędzie miasta, rozpocząłem budowę
gimnazjum, załatwiłem gimbusa i kupiłem śmieciarkę. A jak
zostanę ponownie wybrany, to przerobię olejową kotłownię
w szkole tak, żeby w niej palić owsem, i wybuduję wodociągi.
Chajewski nie należy do żadnej partii, ale sympatyzuje ze
skrajną prawicą. W 2001 roku, kiedy w Jedwabnem odbyły się
uroczystości 60. rocznicy mordu na Żydach, współpracował
z antysemitą Leszkiem Bublem. Zapraszał go do miasteczka,
pomagał zbierać materiały do antyżydowskich książek. W ostatnich
wyborach parlamentarnych dostał od Bubla drugie miejsce na
liście do Sejmu z ramienia Polskiej Partii Narodowej.
- Trudno wystawić Bublowi jednoznaczną ocenę - mówi. - Można
mu zarzucić, że trochę przesadza z opiniami o Żydach, ale
nie można mu odmówić działania w kierunku propolskim, pronarodowym.
Współpracowałem z nim, bo walczył o dobre imię mieszkańców
Jedwabnego.
Marcin Kornak z antynazistowskiego stowarzyszenia Nigdy Więcej:
- Miejsce Bubla jest w więzieniu. Wydaje jawnie rasistowskie
pisma i prowadzi nazistowską Polską Partię Narodową. Jeśli
ktoś mówi, że Bubel działa dla dobra Polski, jest idiotą.
W połowie lutego warszawski sąd uznał, że Bubel jest winny
lżenia narodu żydowskiego, i skazał go na 5 tys. zł grzywny.
To wyrok za publikację sprzed sześciu lat pt. "Polsko-żydowska
wojna o krzyże". Bubel napisał, że studentom, którzy
złożyli w sądzie pozew przeciwko ks. Henrykowi Jankowskiemu, "obrzezano
mózgi", oraz użył sformułowania "podstępne jest
żydowskie nasienie".
Chajewski: - Pierwsze słyszę o takim wyroku. Nie znam sprawy,
nie chcę się wypowiadać.
- Czytał pan jakąś książkę Bubla albo chociaż artykuł?
- Przyznam szczerze: nie czytałem.
Godlewski: Mam dosyć!
Chajewski pierwszy raz burmistrzem został w listopadzie 2001
roku. Wybrali go radni - jeszcze nie obowiązywała ustawa
o głosowaniu powszechnym. Zajął miejsce Krzysztofa Godlewskiego,
rodowitego mieszkańca Jedwabnego, który za zorganizowanie
obchodów rocznicy wymordowania jedwabińskich Żydów został
zmuszony do dymisji.
W rozmowie z Anną Bikont, dziennikarką "Gazety" i
autorką książki "My z Jedwabnego", Godlewski wyznaje:
- Widziałem, jak trudno żyje się mieszkańcom z poczuciem,
że Jedwabne utożsamiano z miastem morderców. Miałem pomysł,
jak to odwrócić. Miasto musi pokazać, że znalazło się kilku
bandytów, ale byli tam Polacy, którzy ratowali Żydów. Czułem,
że jak ryba wody tak Jedwabne potrzebuje, by jego mieszkańcy
pokazali się od dobrej strony. Usłyszałem od jednego z kolegów: "Masz
rację, korona ci z głowy nie spadnie, jak powiesz przepraszam",
i zrobiło mi się ciepło na sercu. W programie lokalnej telewizji
zwierzyłem się z moich marzeń: żeby czasem nowożeńcy poszli
złożyć kwiaty na cmentarzu, tak jak to ma miejsce w Katyniu,
i żeby pomnik stał się jedną ze stacji drogi krzyżowej. W
radiu mówiłem, że pójdę na uroczystości 60. rocznicy wymordowania
Żydów z potrzeby serca.
Wielu mieszkańców odczuło to jako zniewagę. Czuję na sobie
niechętne spojrzenia. Jeden zaczepił mnie przed obchodami: "Kurwa,
zastrzelę, jak mi ktoś zdepcze żyto". 10 lipca 2001
radna, która oglądała uroczystości zza firanki, gdy miałem
przemawiać, warknęła: "No przywitaj ich teraz, kurwa,
przywitaj, to jutro nie będziesz pracować". Przychodzę
następnego dnia do pracy i słyszę na schodach: "Ty jesteś
jeszcze w Polsce? Jeszcze cię Żydzi nie zabrali do Ameryki?".
Nie mogę ich wyleczyć. Mam dosyć.
Po dymisji Godlewski wyemigrował do USA. W Jedwabnem została
jego żona i trójka dzieci. Unikają dziennikarzy.
Prawdziwi przyjaciele
Rok 2002: pierwsze powszechne wybory burmistrza. W Jedwabnem
wygrywa Michał Chajewski, dostaje prawie 80 procent głosów.
To jeden z lepszych wyników w kraju.
- Ludzie mnie nagrodzili za walkę o ich dobre imię - twierdzi
były burmistrz. - Jestem stanowczy i wyrazisty, nie ulegam
żydowskiej propagandzie. Nie klękam na kolana, nie nadużywam
słowa "przepraszam". Przyciągam do miasteczka prawdziwych
przyjaciół, a nie farbowane lisy.
"Prawdziwy przyjaciel" Jedwabnego to - obok Bubla - Jerzy Robert
Nowak. Dzisiaj czołowy ideolog Radia Maryja i Telewizji Trwam, jeszcze w latach
80. chciał zostać zastępcą Jerzego Urbana w Komitecie do spraw Radia i Telewizji.
Za rządów Tadeusza Mazowieckiego bez powodzenia starał się o posadę ambasadora
w Budapeszcie. Po tych porażkach zaprzyjaźnił się z ojcem Tadeuszem Rydzykiem,
zaczął pisać antysemickie książki. Był pierwszym historykiem, który na łamach
związanego z o. Rydzykiem "Naszego Dziennika" zaatakował Jana T.
Grossa, autora "Sąsiadów" (książka rozpoczęła wielką dyskusję o zbrodni
w Jedwabnem). Później sam napisał książkę pt. "Sto kłamstw Grossa o Jedwabnem".
- To wielkie dzieło - mówi Chajewski. - Prawda, prawda i
jeszcze raz prawda. Każdy mieszkaniec naszego miasta powinien
mieć "Sto kłamstw" na głównym miejscu w salonie.
Inne zdanie na temat "Stu kłamstw" ma prof. Jerzy
Tomaszewski z Uniwersytetu Warszawskiego. Na polecenie sądu
napisał ekspertyzę w sprawie antysemickich publikacji sprzedawanych
w warszawskiej księgarni Antyk. Bestsellerem tej księgarni
była praca Nowaka.
Z opinii prof. Tomaszewskiego: "Nowak manipuluje informacjami
i materiałami źródłowymi, wykorzystując z nich tylko te elementy,
które ukazują Żydów w złym świetle. Kieruje ostrze swej krytyki
przede wszystkim przeciwko Janowi Tomaszowi Grossowi, określając
go jako kłamcę, oszusta, cynicznego fałszerza, dyletanta
w dziedzinie historii. Obelżywy język połączony ze specyficznym,
karykaturalnym i obraźliwym przedstawieniem społeczności
żydowskiej i posługiwaniem się przez autora pozornie naukową
argumentacją sprzyja kształtowaniu postaw antysemickich u
czytelników. Sposób przedstawiania historii, kultury, obyczajów
oraz roli Żydów polskich w dziejach państwa i narodu polskiego
oraz stosowane przy tym epitety i oskarżenia mają dla społeczności
żydowskiej charakter obraźliwy, w części są to insynuacje
o charakterze pomówienia".
Chajewski: - To tylko opinia jakiegoś profesora. Inni naukowcy
myślą co innego. Ja Nowaka szanuję, to bohater. Dlatego poprosiłem
radę miasta o nadanie mu honorowego obywatelstwa Jedwabnego.
Tytuł został przyznany w grudniu 2005 roku. Rada przyjęła
uchwałę przez aklamację. Na stronie internetowej urzędu miasta
znalazłem relację z tego wydarzenia.
Uroczystość rozpoczęła się mszą świętą koncelebrowaną przez
biskupa Stanisława Stefanka. Z relacji wynika, że wszyscy
życzyli profesorowi odwagi i wytrwałości w głoszeniu prawdy.
Zarówno kościół podczas mszy świętej, jak i sala kinowa wypełnione
były po brzegi. "Fakt ten podkreślił powagę uroczystości
i słuszność decyzji Rady Miejskiej w Jedwabnem. Pokazał,
jak bardzo zależy nam na ukazywaniu prawdy. Taką właśnie
prawdę o Polsce, Polakach i mieszkańcach Jedwabnego głosi
prof. Jerzy Robert Nowak".
Nowak węszy spisek
Nowak odwdzięcza się Chajewskiemu za zaszczyty - pod koniec
lutego, już w gorączce kampanii wyborczej, przyjechał do
Jedwabnego. Wygłosił kilka odczytów, m.in. w kościołach.
Towarzyszył mu Chajewski.
Maria Kaczyńska, dziennikarka "Kontaktów": - To
była wizyta wyborcza. W kampanię Chajewskiego wciągnięci
zostali nawet uczniowie. Zorganizowano dla nich spotkanie
z prof. Nowakiem.
Spotkanie miało się odbyć w domu kultury, za miejskie pieniądze
przygotowano wystawną ucztę na cześć gościa, ale w sali pękł
bojler z wodą.
- Ktoś z urzędu miejskiego powiedział, że to sabotaż - śmieje
się Kaczyńska. - Szybko przenieśli uroczystość do salki parafialnej
przy kościele. Przyszło kilkadziesiąt przedszkolaków, garstka
rodziców i sztabowcy Chajewskiego. Nowak mówił dzieciom,
że patriota musi być czujny i dać zdecydowany odpór tym,
którzy plują na Polskę. Oskarżał Aleksandra Kwaśniewskiego
o działania na szkodę kraju, bo przepraszał Żydów i Ukraińców.
Podkreślił też, że Kwaśniewski jest winny przeprosiny mieszkańcom
Jedwabnego, bo napiętnował miasteczko na całym świecie.
- Wizyta pana Nowaka nie miała nic wspólnego z wyborami -
odpiera Chajewski. - Przypadkowo zbiegły się terminy. A że
z nim jeździłem, to oczywiste. To ja zaprosiłem profesora,
jestem dobrze wychowany.
Na lutowym spotkaniu dostało się też prezydentowej Jolancie
Kwaśniewskiej. Nowak skrytykował ją za Klub Szkół Tolerancji.
To inicjatywa wymyślona w 2002 roku przez Gimnazjum nr 14
z Łodzi, której Kwaśniewska patronowała. Uczniowie z różnych
miast w Europie spotykali się, opowiadali o swojej kulturze,
historii, wyznaniu. W ramach programu 20 jedwabińskich dzieci
pojechało na wycieczkę do USA. Po powrocie zza oceanu zmienił
się dyrektor szkoły w Jedwabnem - Krzysztofa Moenkego (konkurent
Chajewskiego w wyborach na burmistrza) zastąpił Wiesław Olszewski.
Jedną z pierwszych jego decyzji było wystąpienie Jedwabnego
z Klubu Szkół.
Olszewski tłumaczy: - Ten cały klub był w zamysłach Kwaśniewskiej
kolejnym etapem spisku. Chodziło tylko o to, żeby pokazać
światu, gdzie jest hańba. Wystąpienie z klubu to z mojej
strony akt obrony mieszkańców i godności miasta. W ostatniej
chwili udało mi się zapobiec katastrofie. Nauczyciele już
jeździli na konferencje, gdzie uczyli się historii nie według
prawdy, tylko według państwa Kwaśniewskich. Na naszej młodzieży
chciano eksperymentować!
Nowak (do uczniów): - Pani Kwaśniewska wzięła aktywny udział
w planie upokarzania Jedwabnego. Gdy wysyłała dzieci do Ameryki,
nie chodziło jej o naukę tolerancji, tylko o złamanie ducha,
żeby dzieci uwierzyły, że ciąży na nich piętno Jedwabnego,
i czuły się winne.
Kandydat II: Ucieczka przed Żydami
Krzysztof Moenke - urodzony w Jedwabnem, były sportowiec,
nauczyciel WF. Przyjmuje mnie w aptece na środku jedwabińskiego
rynku należącej do jego rodziny od 1930 roku. Siedzimy na
zapleczu między kartonami pełnymi leków.
Moenke - wysoki, szczupły, w dżinsach i polarowej kamizelce.
Brat łata - klepie po plecach, mówi po imieniu, co chwilę
podkreśla swoje związki z Ameryką. Jeździ rocznym dodge'em
durango sprowadzonym z USA (auto kosztuje w Polsce ok. 200
tys. zł), najlepiej wypoczywa na swojej łodzi motorowej Maxum
(kupionej w USA) albo pędząc po mazurskich drogach motocyklem
Yamaha Virago (przywiózł go z USA).
Jest nie tylko rywalem Chajewskiego w wyborach, jego zagorzałym
wrogiem, ale i sąsiadem - do Moenków należy parter kamienicy,
do Chajewskich - piętro. Panowie walczą ze sobą od lat -
kilkakrotnie musiała rozdzielać ich policja. Raz Moenke groził
Chajewskiemu bronią. Innym razem popchnął go na maskę auta.
Moenke: - Chajewski był pijany i mnie prowokował.
Chajewski: - To Moenke był pijany.
- Należy pan do jakiejś partii? - pytam Moenkego.
- Nie. Za komuny uciekłem do USA, żeby się nie zapisywać.
Dzisiaj najbliżej mi do PiS. To na Kaczyńskich głosowałem
w ostatnich wyborach.
- Dlaczego chce pan być burmistrzem?
- Bo w Jedwabnem nic się nie dzieje. Chajewski przez cztery
lata nie zrobił nic. Tylko jątrzy. Ja zbuduję nowe drogi,
kanalizację, ograniczę bezrobocie. Postawimy na agroturystykę
i edukację. Wiem, jak się to robi w Ameryce. Pracowałem tam
ponad trzy lata, do dzisiaj często wyjeżdżam.
- A jak Chajewski jątrzy?
- Sprowadza polityków, ciągle gra na żydowskiej nucie. Potrzebny
był honorowy tytuł dla Jerzego Roberta Nowaka? Nie można
było tego zrobić po wyborach? Albo list do prezesa IPN. Po
co znowu do tego wszystkiego wracać?
"List do prezesa IPN" to gratulacje, jakie w styczniu burmistrz
Chajewski przesłał prezesowi Instytutu Januszowi Kurtyce.
Napisał: "Gratulując wyboru My - burmistrz i rada miejska
Jedwabnego - wnosimy o wszczęcie śledztwa w sprawie mordu
dokonanego 10 lipca 1941 roku przez Niemców w Jedwabnem na
miejscowych Żydach. Obecnie tzw. ustalenia są w istocie wyrokiem
politycznym Aleksandra Kwaśniewskiego i związanych z nim
środowisk na społeczności Jedwabnego, swoistą >nagrodą <
za bohaterską postawę tutejszej ludności w latach wojny i
bezpośrednio po jej zakończeniu. Wiele przemilczanych wątków
wymaga podjęcia na nowo lub w ogóle. Dokończenie ekshumacji
jest kluczowe. 10 lipca 2001 roku Mieszkańcy Jedwabnego spontanicznie
wywiesili w oknach kartki z napisem MY NIE PRZEPRASZAMY.
Nie będziemy przepraszać za nie popełnione zbrodnie. Tak
nam dopomóż Bóg".
Moenke: - Po co te kłamstwa o kartkach w oknach? Ja żadnych
kartek nie widziałem, a żyję tu od urodzenia. Inną drogą
powinniśmy pójść. Dlatego jak byłem dyrektorem szkoły, zapisałem
ją do Klubu Tolerancji. Chciałem, żeby dzieciaki poznały
swoich rówieśników, nauczyły się innych kultur. Byłem w Stanach,
wiem, jak to dobrze na człowieka wpływa. Dzisiaj mam za to
same nieprzyjemności.
- Jakie nieprzyjemności?
- Anonimy po mieście krążą. Niektórzy ludzie krzywo patrzą,
coś dogadują. Że ja niby dzieciaki do Żydów zawoziłem.
- A zawoził pan?
- Bzdura. Byliśmy w USA, ale nie u Żydów. Powiem pierwszy
raz, jak naprawdę było. Wszystko robiłem, żeby dzieciaki
się na Żydów nawet nie natknęły. Spojrzałem przed wylotem
w plan wycieczki. Widzę - wizyta w Muzeum Holocaustu. Na
moją prośbę ten punkt został wykreślony. Po co rozgrzebywać
rany? Po co dzieciakom to pokazywać? Nawet jak jechaliśmy
autokarem po Nowym Jorku, to tak pilotowałem kierowcę, żeby
nie wjeżdżał do żydowskiej dzielnicy. Chciałem uniknąć burzy.
Jakoś mi się udało. Dopiero na lotnisku, jak już do samolotu
wchodziliśmy, dzieci zobaczyły pierwszego Żyda. Miał długą
brodę, pejsy, jarmułkę - uważnie mu się przyglądały.
Kandydat III: Wszystko jest w ulotce
Marek Zabielski - rolnik po trzydziestce, od urodzenia mieszka
we wsi Korytki (5 kilometrów od Jedwabnego). Chętnie umawia
się na spotkanie, zaprasza serdecznie do swojego domu. Żona
stawia na stole świeży makowiec, trójka dzieci wiesza się
ojcu na szyi, czwarta pociecha płacze w wózku - jeszcze nie
skończyła miesiąca.
Zabielski: - Proszę przeczytać moją ulotkę wyborczą. Tam
jest wszystko.
Czytam: "Jestem szczery, uczciwy, pracowity, otwarty
na każdą propozycję. Znam doskonale realia życia rolników
i ich dzieci. Kandyduję, bo prosili mnie o to ludzie. Mówili,
że gminie potrzebna jest nowa osoba, która byłaby postronna,
nie uwikłana w żadne układy".
- O co pytają pana wyborcy na spotkaniach?
- Wielkich spotkań nie robię. Jeżdżę od domu do domu. Jestem
jak towar, który trzeba sprzedać. Skończyłem studia, zarządzanie,
wiem, jak umiejętnie się zaprezentować. Trzeba unikać skrajności,
trudnych tematów. W Jedwabnem to szczególnie ważne.
- Ma pan jakieś poglądy polityczne?
- Ich nie zdradzam. To moja osobista sprawa.
- Na kogo głosował pan w ostatnich wyborach?
- Już zapomniałem, tak dawno to było.
- Jak ktoś pyta, czy jako burmistrz zapali pan znicz przy
obelisku, to co pan odpowiada?
- Że się nad tym nie zastanawiałem. Nie daję się wciągnąć
w takie rozmowy. Nie oglądam telewizji, nie czytam gazet.
Nie mam na to czasu. Czwórka dzieci, żona, gospodarstwo i
firma, która ma rocznie kilka milionów złotych obrotu. Skąd
wziąć czas na historię? Niech tym się kto inny zajmuje. Ja
wyrobię sobie zdanie na temat pewnych trudnych spraw dopiero
po wyborach. A resztę napisałem w ulotce.
Ostatnie słowo
Wybory w Jedwabnem odbędą się najpóźniej 23 kwietnia. Ale
kampania trwa już ponad dwa miesiące, bo początkowo premier
zarządził głosowanie na 5 marca. Przesunął termin, kiedy
w życie weszła zmieniona ustawa o samorządzie gminnym.
Przed wyjazdem z Jedwabnego idę zobaczyć miejsce, w którym
zginęli Żydzi. Na miejscu stodoły stoi pomnik ku czci zabitych
- prawie dwumetrowy nieodśnieżony obelisk otoczony murem
z kamiennych bloków. Jego frontową część zdobi macewa z dębu
przypominającego kolorem spalone drewno. Na pomniku wyryty
jest napis: "Pamięci Żydów z Jedwabnego i okolic, mężczyzn,
kobiet, dzieci, współgospodarzy tej ziemi, zamordowanych,
żywcem spalonych w tym miejscu 10 lipca 1941 r.". Pali
się jeden znicz.
Chajewski: - Wierzę, że nowy rząd spojrzy przychylnie na
sprawę Jedwabnego. Tak jak apelujemy do prezesa IPN - trzeba
ponownie zbadać sprawę. Z mojej wiedzy podpartej naukowymi
autorytetami wynika, że nie tylko Niemcy zginęli przy stodole,
ale i Polacy. Strzelali Niemcy i nie palili nikogo żywcem,
tylko już zwłoki.
Moenke: - Nie ma co do tego wracać. Pomnik niech sobie stoi,
kto chce, może się przy nim pomodlić. Ja nie pójdę, bo ludzie
mogą to źle odebrać.
Zabielski: - Nie mam zdania.
*Korzystałem z numerów archiwalnych łomżyńskiego tygodnika "Kontakty" i
książki Anny Bikont "My z Jedwabnego"
Marcin Kowalski
|