E-mail

English






REPORTAŻ
Sąd nad synagogą

Jerzy Morawski

Rzeczpospolita 4 marca 2006

plus_minus_a_12-1.F.jpg

Obchody Dnia Judaizmu w poznańskiej synagodze
(c) ARCHIWUM

Z wielowiekowej historii Żydów w Poznaniu niewiele ostało się pamiątek. Na miejscu cmentarza żydowskiego działają Międzynarodowe Targi Poznańskie. Gmina żydowska odkupuje od prywatnych osób część terenu, na którym stoją garaże. Pod jednym z nich znajduje się grób wielkiego mistyka żydowskiego, rabina Akiva Eigera. Tu zostanie odtworzony fragment cmentarza społeczności żydowskiej, która w Poznaniu mieszkała od 800 lat. Bywało, że co trzeci mieszkaniec miasta był Żydem.
Trzy lata temu poznańska gmina żydowska przejęła od miasta synagogę wraz z czynną tam pływalnią. Gminie brak odpowiednich funduszy, by przywrócić dawny blask świątyni. W basenie dalej pływają dzieci. Gdyby nie pływalnia, budynek szybko zamieniłby się w ruinę. I tak obdarty ze zdobień gmach wygląda upiornie.

Pytanie o intencje

Spór o poznańską synagogę wywołało wystąpienie gminy żydowskiej do władz miasta o wsparcie pomysłu utworzenia Centrum Judaizmu, Tolerancji i Dialogu. Gmina prosiła, aby samorząd miasta poparł ideę powstania centrum w synagodze i wystarał się o fundusze europejskie na jego stworzenie. Prezydentowi miasta Ryszardowi Grobelnemu podoba się pomysł utworzenia centrum.
W styczniu tego roku w lokalnym dodatku "Gazety Wyborczej" Marcin Libicki zaproponował, aby władze miasta odkupiły od gminy synagogę. I dodał: "(...) po ewentualnym wyburzeniu tego niemającego dziś żadnych estetycznych walorów budynku można by zagospodarować stosownie do projektu odbudowy murów miejskich i innych planów rewitalizacji tej części starego miasta".
Pomysł Libickiego wyłuskano z zawiłości stylistycznych: chce zburzyć synagogę. Zaczęto się zastanawiać, jakie za tą propozycją kryją się intencje.

Marsz równości osacza europosła

-Chciałem przerwać to bezczeszczenie świątyni, ale podniosła się histeria - mówi Libicki. Wśród protestujących przeciwko wypowiedzi o zburzeniu synagogi Marcin Libicki widzi lesbijki, homoseksualistów, feministki, zielonych i te środowiska, które organizowały w mieście zakazany marsz równości w ubiegłym roku. Więcej - podkreśla poseł - to zwolennicy marszu wykorzystują fakt, że jest członkiem PiS, i atakując jego, uderzają w nielubianą partię.
Ponad 130 osób z różnych organizacji, uczelni i instytucji Poznania podpisało list protestacyjny przeciwko wypowiedziom europosła. Protest skierowano do prezesa PiS, Jarosława Kaczyńskiego.
Pomysł zburzenia synagogi europoseł podpiera argumentami: wybudowano ją na początku ubiegłego wieku, aby górowała nad polskimi kościołami Starego Miasta. Zamożna społeczność żydowska w Poznaniu ufundowała wtedy właśnie jako wyraz wierności wobec władz niemieckich pomnik kanclerza Bismarcka. A pomnik to gest jawnie antypolski - dodaje Libicki.
Senat Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu potępił Libickiego. W stanowisku Senatu ASP napisano: "Głos pomysłodawcy zburzenia synagogi to głęboko zasmucający przykład manipulowania wiedzą historyczną i budzenia upiorów antysemityzmu i nacjonalizmu (...)".
Marcin Libicki twierdzi, że w dyskusji o poznańskiej synagodze sednem sprawy są właśnie historyczne odniesienia. Polemiści posła twierdzą, że w bitwie z synagogą manipuluje przeszłością.

Zemsta na zabytkach

Dr Ireneusz Kowalski, poznański historyk, uważa dzisiejszy sąd nad synagogą za nieuczciwy. Zarzut pod adresem Żydów, że wybudowali za wysoką synagogę, jest absurdalny. Byli bogatymi mieszkańcami Poznania, płacili podatki i wznieśli taką świątynię, jaką chcieli. Ówczesne prawo im na to pozwalało - wywodzi Kowalski.
- Libicki, głoszący określone sądy nad historią, robi to jako wpływowy polityk w Poznaniu. Jego stanowisko znajduje uznanie - przekonuje Ireneusz Kowalski. - To nie są słowa puszczane na wiatr. One mają siłę.
Wiele osób nazywa polemikę dotyczącą dalszych losach synagogi burzą w szklance wody. Wiceprzewodniczący Rady Miasta Krzysztof Mączkowski, członek PiS, uważa, że rozpętano dyskusję bez sensu:
- Bronię Libickiego. Nic się w synagodze nie dzieje. Ona ewidentnie szpeci teren miasta. A gmina żydowska nie umie sobie z tym poradzić. Dlaczego gmina toleruje w synagodze pływalnię? Basen wydzierżawiła spółce, która od miasta bierze 13 tys. zł za lekcje nauki pływania dzieci. Gmina czerpie z tego korzyści. Utrzymywanie pływalni, która ma rodowód hitlerowski, to skandal. Panu Marcinowi Libickiemu miasto będzie wdzięczne za kilka lat za podniesienie problemu rewitalizacji części miasta, gdzie stała synagoga.
Senator Przemysław Alexandrowicz z PiS, historyk, były przewodniczący Rady Miasta w Poznaniu, uważa: -W Polsce bardzo trudno powiedzieć cokolwiek oprócz uładzonych zdań na tematy polsko-żydowskie. Marcina Libickiego oskarża się o stwierdzenia obrazoburcze, ale są one oczywiste. Od lat jako radnych miasta raziło nas, że w synagodze jest pływalnia. Dziwi, że gmina żydowska, której przekazano synagogę, dalej świątynię wynajmuje na pływalnię.
Niektórzy wręcz twierdzą, że europoseł z całą świadomością polityka wywołał problem. Zdaniem prof. Janusza Marciniaka z ASP poseł Libicki swym wystąpieniem "spolaryzował poglądy w kategoriach prowokacji".
- Mam kłopot ze zrozumieniem racji Libickiego, bo jak ocenić rewanż polityczny na zabytkach historii? - pyta.
Ks. dr Jerzy Stranz, oddelegowany przez ks. arcybiskupa Stanisława Gądeckiego do spraw dialogu z judaizmem, mówi: - Nie rozumiem, dlaczego w centrum uwagi znalazła się wypowiedź tak niefortunna i, wydaje się, nieprzemyślana. Jeśli spojrzeć na nią w kategorii dialogu międzyreligijnego, który domaga się szczególnej wrażliwości, uważności i mądrości - wydaje się wręcz nieodpowiedzialna i niekompetentna. Kolejny tekst posła Libickiego, który ukazał się w dodatku do lokalnej "Gazety Wyborczej", też nie wnosi nic nowego, a koncentruje się raczej na sferze rozrachunków personalnych, łatwych uogólnień, dzielenia ludzi. W takiej rozmowie nie chciałbym uczestniczyć, nie widzę potrzeby, nie wierzę bowiem, aby toczyła się ona dla dobra dialogu i rzeczywistego rozwiązania kwestii byłej synagogi.

Niemcy wyznania mojżeszowego

Historyk sztuki Marcin Libicki uważa się także za historyka. Powołując się na różne publikacje naukowe, mówi: -Żydzi, którzy mieszkali w Poznaniu w XIX wieku, byli całkowicie zniemczeni. Niemcy kładli ogromny nacisk, aby oni czuli się Niemcami. W 1833 roku wydali ustawę, która dotyczyła naturalizacji Żydów. Ona wskazywała Żydom, że mogą zostać uznani za pełnoprawnych obywateli Niemiec, ale muszą przyjąć nazwisko niemieckie i swobodnie posługiwać się językiem niemieckim. To był wstęp do zupełnego zniemczenia Żydów poznańskich. Oni tak dalece poczuli się Niemcami, że de facto byli Niemcami wyznania mojżeszowego.
Synagoga została wybudowana w 1907 roku. Budowa trwała jeden rok. Marcin Libicki cytuje z książki "Architektura Poznania 1890 - 1918" prof. Skuratowicza fragmenty o wznoszeniu obiektu:
"Ogromne koszty budowy sięgające miliona marek pokryli członkowie gminy, oczywiście ci najbogatsi. Owa dominująca nad dzielnicą żydowską świątynia budzi w oczach dzisiejszego badacza liczne wątpliwości, szczególnie gdy analizuje się jej kształt architektoniczny. Nie wynika oczywiście, że mamy do czynienia z budynkiem synagogi. Układ upodabnia poznańską budowlę do popularnego wówczas w Niemczech typu centralnej świątyni katolickiej lub protestanckiej. (...) Jest to podobieństwo zastanawiające. Czyżby to było działanie celowe (...) być może odcinające się od tradycyjnej żydowskiej ortodoksji. (...) Doszło do tak charakterystycznego odejścia na koszt monumentalnej formy sakralnej dominującej nad tą częścią miasta, stanowiącej istotny konkurencyjny element wobec katolickich kościołów starego miasta".
Podpierając się inną publikacją, Marcin Libicki dodaje: - W 1918 roku, gdy skończyła się pierwsza wojna, Żydzi byli za pozostawieniem Wielkopolski w granicach Niemiec. Po zwycięstwie powstania wielkopolskiego emigrowali do Niemiec, bo czuli się Niemcami. A w 1939 skończyła się historia Żydów przedwojennego Poznania. Wtedy mieszkało tu już 1500 Żydów.
Racje historyczne wymieniane przez europosła mają wzmacniać argumenty za wyburzeniem synagogi.

Wielkopolski antysemityzm

Dr Ireneusz Kowalski, historyk, potwierdza opinię Marcina Libickiego, że poznańscy Żydzi nie cieszyli się z odzyskania niepodległości przez Polskę po I wojnie światowej. Masowo wyjeżdżali do Niemiec, USA i Palestyny. Na ich miejsce do Poznania przybyli ubodzy Żydzi z Galicji i Kongresówki.
-Ta fala nowych Żydów to byli kupcy, proletariat. Pojawili się też geszefciarze, ktoś nie dopełnił wymogów meldunkowych. Przylgnęły do poznańskich Żydów niesympatyczne opinie. A tu panował antysemityzm chyba największy w przedwojennej Polsce, mimo że w mieście mieszkało kilka tysięcy Żydów, w odróżnieniu od Warszawy, gdzie było ich 300 tysięcy. W Poznaniu ukazywały się "Kurier Poznański", "Dziennik Polski" i prasa lokalna, jak "Gazeta Leszczyńska", pisma na wskroś endeckie - mówi dr Kowalski.
Zdaniem Kowalskiego, który badał i publikował prace na temat przedwojennego antysemityzmu w Wielkopolsce, Poznań był wyjątkowo nieprzychylny Żydom. Liga Obrony Interesów Żydowskich organizowała wiece antyżydowskie, alarmowała, że mieszczaństwu grozi zalew żydowski. Na Uniwersytecie Poznańskim działała Bratnia Pomoc, która doprowadziła do tego, że na rok akademicki 1936-1937 nie przyjęto ani jednego studenta żydowskiego.
O klimacie tu panującym niech świadczą ukazujące się w przedwojennym Poznaniu dwa pisma antysemickie "Pająk", mający w podtytule zapis: "Dwutygodnik zwalczający niebezpieczeństwo żydowskie", i "Pod pręgierz". Oto seria tytułów z tych pism: "Atak żydostwa na Poznań", "Żydzi atakują Poznań", "Przemysł mydlarski żerowiskiem dla sępów żydowskich", "Żyd - wieczny pasożyt", "Kto popiera żydo-masońskie firmy", "Bluźnierstwa talmudu", "Groźne niebezpieczeństwo żydowskie", "Kwestia żydowska - kwestią żywotną Polski!", "Reklamowana pasta An-Bu ma żydowską wspólniczkę", "Polskie chałupnictwo w rękach żydowskich", "Przestępczość żydowska w Polsce", "Żydzi! Bezczelność żydowska w szkole", "Znowu 300 Żydów przywędrowało do Poznania". Na rysunkach satyrycznych zawsze odrażający osobnicy w jarmułkach, z pejsami i krzywymi nosami. Te pisemka czytano w Wielkopolsce.

Żydowski Poznań

Prof. Janusz Marciniak do żydowskiej przeszłości ma osobistą perspektywę. Jako dziecko mieszkał w domu postawionym na cmentarzu żydowskim. Bawiąc się w piasku, natrafiał na ludzkie kości. W dorosłym życiu zrozumiał niestosowność całej sytuacji. Przecież dla Żydów cmentarz jest świętym miejscem. A to właśnie zniszczono i zasypano.
-Narodziła się jakaś empatia i ból, że to, co zburzyli Niemcy, trwa - mówi prof. Marciniak. - Stąd wynikła potrzeba nawiązania do żydowskiego Poznania.
Profesor ustalił, że w poznańskiej synagodze ostatnie nabożeństwo odprawiono o dziewiątej rano 9 września 1939 roku. (10 września do Poznania wkroczyli Niemcy.) Za pomocą komputerów ustalił mapę nieba tamtego dnia. Zbudował instalację z niebieskich zniczy na wodzie pływalni, co było odwzorowaniem fragmentu układu gwiazd nad Poznaniem właśnie wtedy. Instalację zaprezentował w trakcie obchodów Dnia Judaizmu.
- Żeby myśli ludzi pobiegły w przeszłość - wyjaśnia sens i potrzebę takiej instalacji prof. Marciniak.
Pomysłodawca i organizator Dnia Judaizmu w Poznaniu, ks. Jerzy Stranz, wykładowca ekumenizmu na UAM, uważa, że współcześni mieszkańcy Poznania są spadkobiercami tej społeczności miasta, która na początku XX wieku modliła się w kościołach i synagogach, przeżyła dramat wojny i czasy komunistyczne. Tamte dzieje trzeba pojąć, odpowiedzieć na swego rodzaju wyzwanie, gdy już mamy możliwość rozmowy, dialogu i tworzenia.
- Ogólnopolskie obchody VII Dnia Judaizmu wydarzyły się w Poznaniu niedługo po objęciu arcybiskupstwa poznańskiego przez Stanisława Gądeckiego, który pełni funkcję przewodniczącego Komisji Episkopatu Polski ds. Dialogu Międzyreligijnego. Jego wolą było i jest, żeby w Poznaniu dialog chrześcijańsko-żydowski nie tylko miał miejsce, ale wyznaczał dobry kierunek spotkań i współpracy, wspólnej modlitwy, rozmowy i działania - mówi ks. Stranz.
Dni Judaizmu stały się dorocznym festiwalem kultury żydowskiej w Poznaniu. Według profesora Janusza Marciniaka popularność festiwalu wynika w pewnym sensie z poczucia winy, które się pojawia, gdy odrzuci się przymiotnik niemieckie na określenie zniszczenia wszystkich śladów po Żydach w mieście. Trzy lata temu na Dniach Judaizmu pojawiły się tłumy poznaniaków. Profesor widzi w tym nie tylko uświadamianą konieczność naprawienia krzywd, ale potrzebę otwartości.
- Nie chodzi o roztrząsanie przeszłości, ale o koncepcję na przyszłość - dodaje. - Jesteśmy Europejczykami.

Kogo ominął dialog

Ksiądz Jerzy Stranz nie przypomina sobie Marcina Libickiego, goszczącego na Dniach Judaizmu. W uroczystość angażują się władze miasta i politycy. Patroni to prezydent Poznania, marszałek województwa, wojewoda i przewodniczący Rady Miasta. Poznaniacy i najważniejsze osoby w mieście. Spotkania, koncerty i prezentacje instalacji prof. Janusza Marciniaka odbywają się w synagodze.
- Po trzech latach dojrzałego dialogu wypowiedź Marcina Libickiego to pierwszy głos całkowicie ignorujący te wydarzenia, a przede wszystkim to, co działo się każdego roku w historycznym gmachu synagogi. Możliwe, że stało się tak, bo poseł nie włączył się w poznański dialog religii - zastanawia się ks. Stranz.
Czy Dni Judaizmu i zapowiedź stworzenia w synagodze Centrum Judaizmu i Tolerancji wywołały wypowiedź Libickiego o zburzeniu synagogi? Czy to może walka o rząd dusz?
- Nie wdaję się w takie spekulacje - mówi ks. Stranz. - Nie podejrzewam człowieka z tak dużym stażem politycznym i doświadczeniem medialnym o brak zdolności przewidywania konsekwencji tego rodzaju wystąpień. Poseł Libicki musiał zdawać sobie sprawę, że jego wypowiedź odbije się szerokim echem.
Marcin Libicki pytany, czy nie uważa dziś, po polemikach, jakie wywołał jego pomysł zburzenia poznańskiej synagogi, że może przeszarżował, odpowiada:
- Nie mam sobie nic do zarzucenia, nic mi się nie wymsknęło.
JERZY MORAWSKI