|
REPORTAŻ
Sąd nad synagogą
Jerzy Morawski
Rzeczpospolita 4 marca 2006
W poznańskiej synagodze
kąpią się dzieci. To pozostałość wojny. Wtedy hitlerowcy
zbezcześcili żydowską świątynie, największą między Berlinem
i Warszawą. Usunęli zdobienia z murów, a w jej wnętrzu
urządzili pływalnię dla żołnierzy Wehrmachtu. Teraz europoseł
PiS Marcin Libicki zaproponował, by synagogę zburzyć. W
Poznaniu zawrzało.

|
Obchody Dnia Judaizmu w poznańskiej
synagodze
(c) ARCHIWUM |
Z wielowiekowej historii Żydów w Poznaniu niewiele ostało
się pamiątek. Na miejscu cmentarza żydowskiego działają Międzynarodowe
Targi Poznańskie. Gmina żydowska odkupuje od prywatnych osób
część terenu, na którym stoją garaże. Pod jednym z nich znajduje
się grób wielkiego mistyka żydowskiego, rabina Akiva Eigera.
Tu zostanie odtworzony fragment cmentarza społeczności żydowskiej,
która w Poznaniu mieszkała od 800 lat. Bywało, że co trzeci
mieszkaniec miasta był Żydem.
Trzy lata temu poznańska gmina żydowska przejęła od miasta
synagogę wraz z czynną tam pływalnią. Gminie brak odpowiednich
funduszy, by przywrócić dawny blask świątyni. W basenie dalej
pływają dzieci. Gdyby nie pływalnia, budynek szybko zamieniłby
się w ruinę. I tak obdarty ze zdobień gmach wygląda upiornie.
Pytanie o intencje
Spór o poznańską synagogę wywołało wystąpienie gminy żydowskiej
do władz miasta o wsparcie pomysłu utworzenia Centrum Judaizmu,
Tolerancji i Dialogu. Gmina prosiła, aby samorząd miasta
poparł ideę powstania centrum w synagodze i wystarał się
o fundusze europejskie na jego stworzenie. Prezydentowi miasta
Ryszardowi Grobelnemu podoba się pomysł utworzenia centrum.
W styczniu tego roku w lokalnym dodatku "Gazety Wyborczej" Marcin
Libicki zaproponował, aby władze miasta odkupiły od gminy
synagogę. I dodał: "(...) po ewentualnym wyburzeniu
tego niemającego dziś żadnych estetycznych walorów budynku
można by zagospodarować stosownie do projektu odbudowy murów
miejskich i innych planów rewitalizacji tej części starego
miasta".
Pomysł Libickiego wyłuskano z zawiłości stylistycznych: chce
zburzyć synagogę. Zaczęto się zastanawiać, jakie za tą propozycją
kryją się intencje.
Marsz równości osacza europosła
-Chciałem przerwać to bezczeszczenie świątyni, ale podniosła
się histeria - mówi Libicki. Wśród protestujących przeciwko
wypowiedzi o zburzeniu synagogi Marcin Libicki widzi lesbijki,
homoseksualistów, feministki, zielonych i te środowiska,
które organizowały w mieście zakazany marsz równości w ubiegłym
roku. Więcej - podkreśla poseł - to zwolennicy marszu wykorzystują
fakt, że jest członkiem PiS, i atakując jego, uderzają w
nielubianą partię.
Ponad 130 osób z różnych organizacji, uczelni i instytucji
Poznania podpisało list protestacyjny przeciwko wypowiedziom
europosła. Protest skierowano do prezesa PiS, Jarosława Kaczyńskiego.
Pomysł zburzenia synagogi europoseł podpiera argumentami:
wybudowano ją na początku ubiegłego wieku, aby górowała nad
polskimi kościołami Starego Miasta. Zamożna społeczność żydowska
w Poznaniu ufundowała wtedy właśnie jako wyraz wierności
wobec władz niemieckich pomnik kanclerza Bismarcka. A pomnik
to gest jawnie antypolski - dodaje Libicki.
Senat Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu potępił Libickiego.
W stanowisku Senatu ASP napisano: "Głos pomysłodawcy
zburzenia synagogi to głęboko zasmucający przykład manipulowania
wiedzą historyczną i budzenia upiorów antysemityzmu i nacjonalizmu
(...)".
Marcin Libicki twierdzi, że w dyskusji o poznańskiej synagodze
sednem sprawy są właśnie historyczne odniesienia. Polemiści
posła twierdzą, że w bitwie z synagogą manipuluje przeszłością.
Zemsta na zabytkach
Dr Ireneusz Kowalski, poznański historyk, uważa dzisiejszy
sąd nad synagogą za nieuczciwy. Zarzut pod adresem Żydów,
że wybudowali za wysoką synagogę, jest absurdalny. Byli bogatymi
mieszkańcami Poznania, płacili podatki i wznieśli taką świątynię,
jaką chcieli. Ówczesne prawo im na to pozwalało - wywodzi
Kowalski.
- Libicki, głoszący określone sądy nad historią, robi to
jako wpływowy polityk w Poznaniu. Jego stanowisko znajduje
uznanie - przekonuje Ireneusz Kowalski. - To nie są słowa
puszczane na wiatr. One mają siłę.
Wiele osób nazywa polemikę dotyczącą dalszych losach synagogi
burzą w szklance wody. Wiceprzewodniczący Rady Miasta Krzysztof
Mączkowski, członek PiS, uważa, że rozpętano dyskusję bez
sensu:
- Bronię Libickiego. Nic się w synagodze nie dzieje. Ona
ewidentnie szpeci teren miasta. A gmina żydowska nie umie
sobie z tym poradzić. Dlaczego gmina toleruje w synagodze
pływalnię? Basen wydzierżawiła spółce, która od miasta bierze
13 tys. zł za lekcje nauki pływania dzieci. Gmina czerpie
z tego korzyści. Utrzymywanie pływalni, która ma rodowód
hitlerowski, to skandal. Panu Marcinowi Libickiemu miasto
będzie wdzięczne za kilka lat za podniesienie problemu rewitalizacji
części miasta, gdzie stała synagoga.
Senator Przemysław Alexandrowicz z PiS, historyk, były przewodniczący
Rady Miasta w Poznaniu, uważa: -W Polsce bardzo trudno powiedzieć
cokolwiek oprócz uładzonych zdań na tematy polsko-żydowskie.
Marcina Libickiego oskarża się o stwierdzenia obrazoburcze,
ale są one oczywiste. Od lat jako radnych miasta raziło nas,
że w synagodze jest pływalnia. Dziwi, że gmina żydowska,
której przekazano synagogę, dalej świątynię wynajmuje na
pływalnię.
Niektórzy wręcz twierdzą, że europoseł z całą świadomością
polityka wywołał problem. Zdaniem prof. Janusza Marciniaka
z ASP poseł Libicki swym wystąpieniem "spolaryzował
poglądy w kategoriach prowokacji".
- Mam kłopot ze zrozumieniem racji Libickiego, bo jak ocenić
rewanż polityczny na zabytkach historii? - pyta.
Ks. dr Jerzy Stranz, oddelegowany przez ks. arcybiskupa Stanisława
Gądeckiego do spraw dialogu z judaizmem, mówi: - Nie rozumiem,
dlaczego w centrum uwagi znalazła się wypowiedź tak niefortunna
i, wydaje się, nieprzemyślana. Jeśli spojrzeć na nią w kategorii
dialogu międzyreligijnego, który domaga się szczególnej wrażliwości,
uważności i mądrości - wydaje się wręcz nieodpowiedzialna
i niekompetentna. Kolejny tekst posła Libickiego, który ukazał
się w dodatku do lokalnej "Gazety Wyborczej", też
nie wnosi nic nowego, a koncentruje się raczej na sferze
rozrachunków personalnych, łatwych uogólnień, dzielenia ludzi.
W takiej rozmowie nie chciałbym uczestniczyć, nie widzę potrzeby,
nie wierzę bowiem, aby toczyła się ona dla dobra dialogu
i rzeczywistego rozwiązania kwestii byłej synagogi.
Niemcy wyznania mojżeszowego
Historyk sztuki Marcin Libicki uważa się także za historyka.
Powołując się na różne publikacje naukowe, mówi: -Żydzi,
którzy mieszkali w Poznaniu w XIX wieku, byli całkowicie
zniemczeni. Niemcy kładli ogromny nacisk, aby oni czuli się
Niemcami. W 1833 roku wydali ustawę, która dotyczyła naturalizacji
Żydów. Ona wskazywała Żydom, że mogą zostać uznani za pełnoprawnych
obywateli Niemiec, ale muszą przyjąć nazwisko niemieckie
i swobodnie posługiwać się językiem niemieckim. To był wstęp
do zupełnego zniemczenia Żydów poznańskich. Oni tak dalece
poczuli się Niemcami, że de facto byli Niemcami wyznania
mojżeszowego.
Synagoga została wybudowana w 1907 roku. Budowa trwała jeden
rok. Marcin Libicki cytuje z książki "Architektura Poznania
1890 - 1918" prof. Skuratowicza fragmenty o wznoszeniu
obiektu:
"Ogromne koszty budowy sięgające miliona marek pokryli członkowie gminy,
oczywiście ci najbogatsi. Owa dominująca nad dzielnicą żydowską świątynia budzi
w oczach dzisiejszego badacza liczne wątpliwości, szczególnie gdy analizuje
się jej kształt architektoniczny. Nie wynika oczywiście, że mamy do czynienia
z budynkiem synagogi. Układ upodabnia poznańską budowlę do popularnego wówczas
w Niemczech typu centralnej świątyni katolickiej lub protestanckiej. (...)
Jest to podobieństwo zastanawiające. Czyżby to było działanie celowe (...)
być może odcinające się od tradycyjnej żydowskiej ortodoksji. (...) Doszło
do tak charakterystycznego odejścia na koszt monumentalnej formy sakralnej
dominującej nad tą częścią miasta, stanowiącej istotny konkurencyjny element
wobec katolickich kościołów starego miasta".
Podpierając się inną publikacją, Marcin Libicki dodaje: -
W 1918 roku, gdy skończyła się pierwsza wojna, Żydzi byli
za pozostawieniem Wielkopolski w granicach Niemiec. Po zwycięstwie
powstania wielkopolskiego emigrowali do Niemiec, bo czuli
się Niemcami. A w 1939 skończyła się historia Żydów przedwojennego
Poznania. Wtedy mieszkało tu już 1500 Żydów.
Racje historyczne wymieniane przez europosła mają wzmacniać
argumenty za wyburzeniem synagogi.
Wielkopolski antysemityzm
Dr Ireneusz Kowalski, historyk, potwierdza opinię Marcina
Libickiego, że poznańscy Żydzi nie cieszyli się z odzyskania
niepodległości przez Polskę po I wojnie światowej. Masowo
wyjeżdżali do Niemiec, USA i Palestyny. Na ich miejsce do
Poznania przybyli ubodzy Żydzi z Galicji i Kongresówki.
-Ta fala nowych Żydów to byli kupcy, proletariat. Pojawili
się też geszefciarze, ktoś nie dopełnił wymogów meldunkowych.
Przylgnęły do poznańskich Żydów niesympatyczne opinie. A
tu panował antysemityzm chyba największy w przedwojennej
Polsce, mimo że w mieście mieszkało kilka tysięcy Żydów,
w odróżnieniu od Warszawy, gdzie było ich 300 tysięcy. W
Poznaniu ukazywały się "Kurier Poznański", "Dziennik
Polski" i prasa lokalna, jak "Gazeta Leszczyńska",
pisma na wskroś endeckie - mówi dr Kowalski.
Zdaniem Kowalskiego, który badał i publikował prace na temat
przedwojennego antysemityzmu w Wielkopolsce, Poznań był wyjątkowo
nieprzychylny Żydom. Liga Obrony Interesów Żydowskich organizowała
wiece antyżydowskie, alarmowała, że mieszczaństwu grozi zalew
żydowski. Na Uniwersytecie Poznańskim działała Bratnia Pomoc,
która doprowadziła do tego, że na rok akademicki 1936-1937
nie przyjęto ani jednego studenta żydowskiego.
O klimacie tu panującym niech świadczą ukazujące się w przedwojennym
Poznaniu dwa pisma antysemickie "Pająk", mający
w podtytule zapis: "Dwutygodnik zwalczający niebezpieczeństwo
żydowskie", i "Pod pręgierz". Oto seria tytułów
z tych pism: "Atak żydostwa na Poznań", "Żydzi
atakują Poznań", "Przemysł mydlarski żerowiskiem
dla sępów żydowskich", "Żyd - wieczny pasożyt", "Kto
popiera żydo-masońskie firmy", "Bluźnierstwa talmudu", "Groźne
niebezpieczeństwo żydowskie", "Kwestia żydowska
- kwestią żywotną Polski!", "Reklamowana pasta
An-Bu ma żydowską wspólniczkę", "Polskie chałupnictwo
w rękach żydowskich", "Przestępczość żydowska w
Polsce", "Żydzi! Bezczelność żydowska w szkole", "Znowu
300 Żydów przywędrowało do Poznania". Na rysunkach satyrycznych
zawsze odrażający osobnicy w jarmułkach, z pejsami i krzywymi
nosami. Te pisemka czytano w Wielkopolsce.
Żydowski Poznań
Prof. Janusz Marciniak do żydowskiej przeszłości ma osobistą
perspektywę. Jako dziecko mieszkał w domu postawionym na
cmentarzu żydowskim. Bawiąc się w piasku, natrafiał na ludzkie
kości. W dorosłym życiu zrozumiał niestosowność całej sytuacji.
Przecież dla Żydów cmentarz jest świętym miejscem. A to właśnie
zniszczono i zasypano.
-Narodziła się jakaś empatia i ból, że to, co zburzyli Niemcy,
trwa - mówi prof. Marciniak. - Stąd wynikła potrzeba nawiązania
do żydowskiego Poznania.
Profesor ustalił, że w poznańskiej synagodze ostatnie nabożeństwo
odprawiono o dziewiątej rano 9 września 1939 roku. (10 września
do Poznania wkroczyli Niemcy.) Za pomocą komputerów ustalił
mapę nieba tamtego dnia. Zbudował instalację z niebieskich
zniczy na wodzie pływalni, co było odwzorowaniem fragmentu
układu gwiazd nad Poznaniem właśnie wtedy. Instalację zaprezentował
w trakcie obchodów Dnia Judaizmu.
- Żeby myśli ludzi pobiegły w przeszłość - wyjaśnia sens
i potrzebę takiej instalacji prof. Marciniak.
Pomysłodawca i organizator Dnia Judaizmu w Poznaniu, ks.
Jerzy Stranz, wykładowca ekumenizmu na UAM, uważa, że współcześni
mieszkańcy Poznania są spadkobiercami tej społeczności miasta,
która na początku XX wieku modliła się w kościołach i synagogach,
przeżyła dramat wojny i czasy komunistyczne. Tamte dzieje
trzeba pojąć, odpowiedzieć na swego rodzaju wyzwanie, gdy
już mamy możliwość rozmowy, dialogu i tworzenia.
- Ogólnopolskie obchody VII Dnia Judaizmu wydarzyły się w
Poznaniu niedługo po objęciu arcybiskupstwa poznańskiego
przez Stanisława Gądeckiego, który pełni funkcję przewodniczącego
Komisji Episkopatu Polski ds. Dialogu Międzyreligijnego.
Jego wolą było i jest, żeby w Poznaniu dialog chrześcijańsko-żydowski
nie tylko miał miejsce, ale wyznaczał dobry kierunek spotkań
i współpracy, wspólnej modlitwy, rozmowy i działania - mówi
ks. Stranz.
Dni Judaizmu stały się dorocznym festiwalem kultury żydowskiej
w Poznaniu. Według profesora Janusza Marciniaka popularność
festiwalu wynika w pewnym sensie z poczucia winy, które się
pojawia, gdy odrzuci się przymiotnik niemieckie na określenie
zniszczenia wszystkich śladów po Żydach w mieście. Trzy lata
temu na Dniach Judaizmu pojawiły się tłumy poznaniaków. Profesor
widzi w tym nie tylko uświadamianą konieczność naprawienia
krzywd, ale potrzebę otwartości.
- Nie chodzi o roztrząsanie przeszłości, ale o koncepcję
na przyszłość - dodaje. - Jesteśmy Europejczykami.
Kogo ominął dialog
Ksiądz Jerzy Stranz nie przypomina sobie Marcina Libickiego,
goszczącego na Dniach Judaizmu. W uroczystość angażują się
władze miasta i politycy. Patroni to prezydent Poznania,
marszałek województwa, wojewoda i przewodniczący Rady Miasta.
Poznaniacy i najważniejsze osoby w mieście. Spotkania, koncerty
i prezentacje instalacji prof. Janusza Marciniaka odbywają
się w synagodze.
- Po trzech latach dojrzałego dialogu wypowiedź Marcina Libickiego
to pierwszy głos całkowicie ignorujący te wydarzenia, a przede
wszystkim to, co działo się każdego roku w historycznym gmachu
synagogi. Możliwe, że stało się tak, bo poseł nie włączył
się w poznański dialog religii - zastanawia się ks. Stranz.
Czy Dni Judaizmu i zapowiedź stworzenia w synagodze Centrum
Judaizmu i Tolerancji wywołały wypowiedź Libickiego o zburzeniu
synagogi? Czy to może walka o rząd dusz?
- Nie wdaję się w takie spekulacje - mówi ks. Stranz. - Nie
podejrzewam człowieka z tak dużym stażem politycznym i doświadczeniem
medialnym o brak zdolności przewidywania konsekwencji tego
rodzaju wystąpień. Poseł Libicki musiał zdawać sobie sprawę,
że jego wypowiedź odbije się szerokim echem.
Marcin Libicki pytany, czy nie uważa dziś, po polemikach,
jakie wywołał jego pomysł zburzenia poznańskiej synagogi,
że może przeszarżował, odpowiada:
- Nie mam sobie nic do zarzucenia, nic mi się nie wymsknęło.
JERZY MORAWSKI
|