E-mail

English






TUZ PRZED HOLOKAUSTEM

Zydzi u Eichmanna

Plus Minus
Rzeczpospolita, 14 kwietnia 2006


W listopadzie 1939 roku delegacja polskich Zydow
ze Slaska byla u Adolfa Eichmanna.
Przekonywali, ze Zydzi slascy gotowi sa do emigracji.


Pragne zwrocic uwage czytelnikow
"Rzeczpospolitej" na wlasnie wydana ksiazke
mieszkajacego w Tel Awiwie i piszacego po polsku
Henryka Schönkera (Osrodek KARTA). Jego
pasjonujace i ogromnie szczere wspomnienie
"Dotkniecie aniola" (owym aniolem jest polski
chlop, ratujacy rodzine autora od niechybnej
smierci) winni przeczytac wszyscy interesujacy
sie losem polskich Zydow podczas II wojny swiatowej.

W artykule tym ogranicze sie do omowienia jednego
tylko, ale moim zdaniem najbardziej frapujacego,
fragmentu ksiazki, opartego na relacji ojca -
Leona Schönkera, sprawujacego jesienia 1939 r.
funkcje przewodniczacego gminy zydowskiej w Oswiecimiu.

Zaczne od przytoczenia kilku ustepow z listu,
jaki 15 maja tego roku przeslal mi Henryk Schönker:
"Mialem trzy przyczyny, ktore bardzo silnie
motywowaly mnie przy napisaniu tej ksiazki.
Pierwsza, to sprawa nieudanej emigracji Zydow ze
Slaska na poczatku wojny, kiedy Niemcy, nie majac
jeszcze, w kazdym razie operatywnego planu
zaglady Zydow w Europie, byli zainteresowani, aby
Zydzi wyjechali i byli gotowi te emigracje umozliwic.

Emigracja ta nie doszla do skutku jedynie
dlatego, ze Zydzi nie mieli dokad
wyjechac. Wszystkie panstwa na Zachodzie zamknely przed nimi wrota.

Oznaczalo to, ze wiele tysiecy, a moze nawet
setki tysiecy ludzi moglo zostac uratowanych i
nie zgineloby w zagladzie, gdyby tylko narody
swiata, a przede wszystkim mocarstwa, wykazaly
minimalna doze uczucia dla Zydow, ktorzy znalezli
sie na okupowanych przez Niemcow terenach w
smiertelnym niebezpieczenstwie. Do dzisiejszego
dnia sprawa ta jest przemilczana. (...) Ja, jako
moze ostatni naoczny swiadek tych wydarzen i syn
czlowieka, ktory tak blisko z tymi wydarzeniami
byl zwiazany, czulem sie w obowiazku, aby o tych wydarzeniach doniesc swiatu".

Jesli sie nie myle, rzeczywiscie jak dotad nikt w
Polsce nie wiedzial o tym, ze najpierw na krotko
w Krakowie (zapewne jeszcze przed utworzeniem
Generalnego Gubernatorstwa), a nastepnie w
Oswiecimiu (na terenie ziem polskich wlaczonych
do Rzeszy) utworzone zostaly z inicjatywy Niemcow
biura emigracyjne, ktorych zadaniem bylo
zorganizowanie wyjazdu Zydow do Palestyny.

Bodajze zupelnie nieznany byl fakt wysylania w
tym samym czasie, a wiec jesienia 1939 r., w
zamknietych wagonach transportow Zydow z Bielska
w rejon Przemysla, co mialo im umozliwic
przedostanie sie na obszar okupacji sowieckiej. A
juz trudno nie uznac za rewelacyjna wiadomosc o
wyjezdzie do Berlina w listopadzie 1939 r.
delegacji polskich Zydow ze Slaska i
przeprowadzonej przez nia w Glownym Urzedzie
Bezpieczenstwa Rzeszy rozmowie z Adolfem
Eichmannem. Wtedy opowiadal sie on jeszcze za
"rozwiazaniem kwestii zydowskiej" poprzez
emigracje oraz dobrowolne lub przymusowe
opuszczenie kraju, ale nie na drodze eksterminacji.

Nalezy w tym miejscu przypomniec, ze ow przyszly
kierownik referatu zydowskiego w RSHA juz w 1937
r. odwiedzil Palestyne i badal mozliwosci
skierowania tam Zydow zmuszonych do emigracji z
Europy. W pazdzierniku 1938 r. Eichmann stanal na
czele utworzonej w Wiedniu Zentralstelle für
jüdische Auswanderung, ktorej dzialalnosc
doprowadzila do wyjazdu w ciagu 18 miesiecy ok.
150 tys. austriackich Zydow. Cel oslawionej nocy
krysztalowej z listopada tegoz roku byl podobny:
rozbijane szyby zydowskich sklepow, aresztowania,
popelniane mordy i plonace synagogi mialy "pomoc"
Zydom w podjeciu decyzji wyjazdu z Trzeciej Rzeszy.
W podobnym kontekscie widziec mozna pierwsza
podczas II wojny swiatowej akcje wypedzenia
ludnosci (Vertreibung), a mianowicie dokonane 25
- 27 wrzesnia 1939 r. przez wojsko niemieckie
wysiedlenie Zydow z miejscowosci lezacych na
lewym brzegu Bugu i Sanu i przepedzenie ich na
prawy brzeg tych rzek, by znalezli sie po
sowieckiej stronie linii demarkacyjnej.

Powrocmy do wydarzen opisanych przez Henryka
Schönkera w "Dotknieciu aniola". Otoz pewnego
dnia - trudno ustalic dokladna date - jego ojciec
zostal wezwany do niemieckiego komendanta miasta
Oswiecimia, ktory powiedzial: "Otrzymalem rozkaz,
aby w Oswiecimiu otwarte zostalo biuro emigracji
do Palestyny. Otwarcie tego biura powierzam panu.
Emigracja jest dobrowolna. Wladze niemieckie
zainteresowane sa, aby zglosila sie jak
najwieksza liczba ludzi, i mamy nadzieje, ze
emigracja wkrotce sie rozpocznie". Leon Schönker
dowiedzial sie, ze "kazdy bedzie mogl wyjechac",
i polecono mu natychmiast "rozlepic w calym
miescie afisze o rejestracji Zydow chcacych
wyjechac do Palestyny". Jego syn pisze: "Jeszcze
tego samego dnia ojciec otworzyl biuro
emigracyjne w restauracji swojego najlepszego
przyjaciela Szmula Schnitzera. (...) Kierownikiem
biura zostal Jozef Manheimer".

Okazuje sie, ze przygotowania Niemcow do
zorganizowania emigracji Zydow z okupowanego
przez nich polskiego Slaska zbiegly sie w czasie
z dzialalnoscia miedzynarodowej organizacji, jaka
bylo istniejace od 1909 r. Hebrajskie
Stowarzyszenie Pomocy Imigrantom (HIAS). Tu w gre
wchodzilo stworzenie drogi nielegalnego przerzutu
- ucieczki, przede wszystkim mlodych Zydow, z
okupowanej przez Niemcow Europy do Palestyny. W
tym celu na terenie Slowacji zostaly utworzone
tajne obozy dla uchodzcow, skad miano ich
transportowac Dunajem "az do portow Warna,
Konstanca i Sulina nad Morzem Czarnym. Stamtad,
wynajetymi statkami, tez w ukryciu, tym razem
przed Anglikami, mieli oni osiagnac brzegi swego
ocalenia - Erec Israel". U Leona Schönkera w
Oswiecimiu zjawili sie wyslannicy owych
slowackich obozow i prosili go, "aby pomogl
zorganizowac droge ucieczki mlodym Zydom z
Polski". "Niestety - pisze Henryk Schönker -
akcja ta nie trwala dlugo; po jakims czasie
Anglicy dowiedzieli sie o niej i nie chcac
dopuscic do emigracji Zydow do Palestyny,
zamkneli swoimi okretami wojennymi wyjscie z
portow Warna, Konstanca i Sulina. Zaden okret nie
mogl juz opuscic tych portow bez dokladnej
kontroli". Nie wydaje sie mozliwe, by cala ta
sprawa nie pozostawila zadnego sladu w dokumentach brytyjskich!

W listopadzie 1939 r. Leon Schönker po raz
kolejny zostal wezwany do wojskowego komendanta
Oswiecimia. Tym razem polecono mu wyjazd do
Bielska i skontaktowanie sie tam z szefem
gestapo, niejakim von Rüdigerem. Oto co o
przebiegu tej rozmowy pisze Henryk Schönker na
podstawie relacji ojca: "Rüdiger powiedzial, ze
jego zadaniem jest, aby na Slasku nie bylo wiecej
Zydow. Nastepnie oswiadczyl, ze ojciec moj, wraz
z przedstawicielami gminy zydowskiej w Oswiecimiu
i przedstawicielami innych gmin zydowskich na
Slasku, ma pojechac w delegacji do Berlina, aby tam otrzymac od

centralnych wladz niemieckich, zajmujacych sie
sprawami zydowskimi, polecenia dotyczace
emigracji Zydow. Rüdiger rozkazal ojcu, by jak
najpredzej przedlozyl mu liste zydowskich
przedstawicieli, ktorzy beda brali udzial w tej
delegacji, aby mogl przygotowac im dokumenty
podrozy. Uzgodniono, ze lista skladac sie bedzie
z reprezentantow gmin zydowskich z Oswiecimia, Bielska, Katowic i Cieszyna".

Piszac swa ksiazke, Henryk Schönker nie byl w
stanie ustalic dokladnej daty wyjazdu delegacji
do Berlina. Jego ojciec pamietal jedynie, ze
wyjazd nastapil wieczorem, a pobyt w stolicy
Rzeszy trwal trzy dni. Zapamietal natomiast
pewien, jak sie mialo okazac, niezwykle istotny
szczegol - w dniu powrotu na dworcu w Katowicach
czlonkowie delegacji dowiedzieli sie, ze
poprzedniej nocy splonela synagoga w Oswiecimiu.
Otoz mlodemu historykowi Arturowi Szyndlerowi,
doktorantowi Uniwersytetu Jagiellonskiego,
pracujacemu w Edukacyjnym Centrum Zydowskim w
Oswiecimiu, udalo sie odnalezc dwa niemieckie
dokumenty i na ich podstawie ustalic, ze
oswiecimska synagoga splonela w nocy z 29 na 30
listopada 1939 r. Tym samym mozna stwierdzic, ze
delegacja polskich Zydow przebywala w Berlinie od
rana 27 listopada do wieczora 29 listopada i
nocnym pociagiem wyjechala do Katowic.

Najpierw udano sie do siedziby berlinskiego biura
emigracyjnego, mieszczacego sie przy
Meineckerstrasse 7. Jego kierownik dr Pik
natychmiast o przyjezdzie delegacji powiadomil
rabina, prof. Leo Baecka, piastujacego od 1933 r.
az do aresztowania w 1943 r. urzad prezydenta
Zjednoczenia Zydow w Niemczech, czyli uznanego
przywodcy niemieckiego zydostwa. Rozmowy z tym
bardzo madrym i powszechnie szanowanym
czlowiekiem mialy dla przybyszow ze Slaska bardzo
istotne znaczenie. Okazalo sie, ze Zydzi w
Berlinie swietnie wiedzieli o planie przerzucania
uciekinierow z Europy statkami z Warny, Suliny i
Konstancy do Palestyny, ale tez i niepowodzeniu
calej akcji. Delegacje poinformowano, "ze

w obozach zalozonych w Warnie i Sulinie znajduje sie juz przeszlo
20 tysiecy Zydow i nie mozna znalezc panstwa, ktore chcialoby
otworzyc przed nimi granice. (...)

Zywiono jednak nadzieje, ze ze wzgledu na tak
drastyczne pogorszenie sytuacji Zydow w Polsce i
grozace im niebezpieczenstwo Anglicy dadza jednak
pozwolenie przedstawicielom Zjednoczenia Zydow w
Stambule na przewiezienie pewnej liczby Zydow do
Erec Israel. Czlonkowie delegacji dowiedzieli
sie, ze Niemcy nie robia w tej sprawie zadnych
trudnosci, bo ich celem jest pozbycie sie Zydow
za wszelka cene. Niestety, Zydzi nie otrzymuja od
nikogo na swiecie pomocy. Wszystkie drzwi sa przed nimi zamkniete".

Prof. Leon Baeck nie mial zludzen, "uwazal, ze
ci, ktorzy nie beda mogli wyemigrowac z Niemiec,
zgina w obozach koncentracyjnych lub z glodu.
Niemcy nazywaja to "naturalnym rozwiazaniem
problemu zydowskiego"". On sam, osadzony w
Terezinie, przezyl, i po wojnie, az do smierci w
roku 1956, mieszkal w Londynie. Gdyby o tym
wiedzial Leon Schönker (zmarl w 1965 r.), byc
moze napisalby do rabina Baecka, przypominajac
pobyt Zydow polskich w Berlinie jesienia 1939 r.
i proszac ewentualnie o dalsze informacje na
temat zapomnianej proby ratowania Zydow,
znajdujacych sie pod wladza hitlerowskich Niemiec.

Audiencja delegacji polskich Zydow u Adolfa
Eichmanna musiala byc bardzo krotka. Henryk
Schönker tak ja opisuje: "Po polgodzinnym
oczekiwaniu w sekretariacie zostali wprowadzeni
do eleganckiego gabinetu, gdzie za biurkiem
siedzial oficer w mundurze SS, z blada twarza i
lekkim grymasem kolo ust. Cichym, miekkim glosem
zazadal, aby kazdy z przybylych sie przedstawil,
po czym kazal im usiasc i oznajmil, ze wszystkie
sprawy Zydow podlegaja Glownemu Urzedowi
Bezpieczenstwa Rzeszy. Nastepnie kazal zdac sobie
sprawozdanie z organizacji i dzialalnosci biura
emigracyjnego w Oswiecimiu, ktore ma zajmowac sie
sprawami emigracji Zydow z calego Slaska. Ojciec
moj i jeszcze jeden z czlonkow delegacji
przedstawili mu sprawozdanie, z ktorego wynikalo,
ze Zydzi slascy gotowi sa do emigracji. Eichmann
sluchal z uwaga i nie zadawal zadnych pytan".
Przed pozegnaniem Leon Schönker zwrocil sie z
prosba o uwolnienie osadzonych w wiezieniu
kilkunastu Zydow z Chrzanowa. Po powrocie do
Oswiecimia dowiedziano sie, ze prosba ta zostala spelniona.

W chwili, gdy pisze ten artykul, nie mam
mozliwosci sprawdzenia, czy podczas procesu
Eichmanna w Jerozolimie on sam lub jego obroncy
wspomnieli o pobycie w Berlinie w listopadzie
1939 r. delegacji polskich Zydow ze Slaska. Takze
pod tym katem nalezaloby sprawdzic notatki
Eichmanna sporzadzane w wieziennej celi.

W 1994 r. ukazalo sie polskie tlumaczenie wydanej
dziesiec lat wczesniej w Stanach Zjednoczonych
ksiazki Davida S. Wymana. Nosi ona tytul
"Pozostawieni swemu losowi" i opowiada o
biernosci tego mocarstwa wobec Holokaustu w latach 1941 - 1945.
Nadszedl chyba czas, by powstala tez ksiazka o
tym, jak Zydow pozostawily swemu losowi panstwa europejskie juz w roku 1939.

TOMASZ SZAROTA
Autor jest profesorem w Instytucie Historii PAN i
autorem ksiazek, m.in. "Okupowanej Warszawy dzien
powszedni. Studium historyczne", "Zycie codzienne
w stolicach okupowanej Europy", "U progu zaglady.
Zajscia antyzydowskie i pogromy w okupowanej
Europie. Warszawa - Paryz - Amsterdam - Antwerpia
- Kowno", "Komunizm. Ideologia, system, ludzie".
Wraz z Andrzejem Krzysztofem Kunertem opublikowal
biografie dowodcy Armii Krajowej generala Stefana Roweckiego "Grota".

#################################################

http://www.znak.com.pl/forum/index.php?t=ksiazki&id=74

Marek Tobolewski

05.05.2005/MT


W serii serii swiadectw "Zydzi polscy" wydawanej
przez Osrodek "Karta" w Warszawie ukazala sie
ostatnio wspomnieniowa ksiazka Henryka Schönkera "Dotkniecie aniola".


http://www.znak.com.pl/forum/gfx/foto/b-schonker-ks.jpg
Henryk Schönker, Dotkniecie aniola, Karta, Warszawa 2005. [
http://www.karta.org.pl/
http://www.karta.org.pl/NajnowszaWiadomosc.asp?jezyk=1&id_wiadomosc_jezyk=550 ]

Henryk Schönker urodzil sie w 1931 roku w
rodzinie krakowskiego malarza Leona Schönkera.
Dziadek Henryka, Jozef Schönker, byl wlascicielem
oswiecimskiej fabryki nawozow sztucznych
"Agrochemia". W ostatnich latach przed wybuchem
II wojny autor wraz z rodzicami przeniosl sie do
Oswiecimia i tu rozpoczal nauke w szkole
podstawowej. Podczas okupacji hitlerowskiej
rodzina zmuszona byla wyjechac do Krakowa, a
stamtad do Wieliczki, gdzie w czasie akcji latem
1942 cudem unikneli wywiezienia do hitlerowskiego
obozu zaglady w Belzcu. Nastepne etapy ich
wojennych losow to getto w Tarnowie i Bochni oraz
specjalny oboz dla cudzoziemcow w Bergen-Belsen,
dokad trafili, dzieki zdobytym dokumentom, jako
obywatele "palestynscy" czekajacy na wymiane.

Po wyzwoleniu Henryk Schönker wraz z rodzicami i
mlodsza siostra Lusia powrocili do Oswiecimia.
Nikt inny z ich rodziny nie przezyl. Leon
Schönker na nowo uruchomil fabryke "Agrochemia",
ktora byla teraz jego wlasnoscia.

W roku 1949, w ramach likwidacji "prywatnej
inicjatywy" w Polsce, odebrano mu fabryke
"Agrochemia", ktora nieco pozniej zostala
upanstwowiona. On sam zostal aresztowany i
spedzil w wiezieniach blisko dwa lata. Henryk
Schönker ukonczyl Liceum im. Konarskiego w
Oswiecimiu, ale ze wzgledu na aresztowanie ojca,
rodzina opuscila tymczasowo Oswiecim i Henryk nie
mogl uczeszczac juz do liceum. Po zdaniu matury
eksternistycznej rozpoczal studia, najpierw w
Wyzszej Szkole Inzynieryjnej w Czestochowie, a
pozniej na Wydzialach Politechnicznych Akademii
Gorniczo-Hutniczej w Krakowie, gdzie w roku 1955
otrzymal tytul inzyniera mechanika. W tymze roku
rodzina otrzymala zezwolenie na wyjazd za
granice. Zamieszkali poczatkowo w Wiedniu, a w
1961 roku Henryk Schönker wyjechal do Izraela i
zdecydowal sie osiasc tam na stale (wkrotce
dolaczyli do niego rodzice i siostra). W 1963
roku poslubil Helene Kon. Od poczatku swojego
pobytu w Izraelu az do przejscia na emeryture
pracowal jako inzynier w zakladach lotniczych. Od
roku 1979 Henryk Schönker maluje obrazy o tematyce Holokaustu.

Wspomnienia Schönkera "Dotkniecie aniola" to
bardzo osobista historia zydowskiego chlopca,
ktory ocalal z Holokaustu. Jego opowiesc rozgrywa
sie kolejno w Oswiecimiu, Krakowie, Wieliczce,
Tarnowie, Bochni, obozie w Bergen-Belsen.
Wszedzie tam autor i jego rodzina doswiadczaja
niezwyklych wydarzen, ktore pozwalaja im wymknac
sie wyrokowi smierci. Ich wojenne losy to seria
cudownych przypadkow, ale takze pelna
determinacji i woli zycia walka o przetrwanie.

Autor ocalil w pamieci wiele pieknych postaci -
doroslych i dzieci, ktore odegraly wazna role w
jego zyciu i duchowym dojrzewaniu. Sugestywnie
opisuje spotkania z nimi i chwile radosci i
wzruszen w cieniu Holokaustu. Wiele tu takze
waznych scen, ukazujacych roznorodne postawy
Polakow wobec Zydow. Cala opowiesc, mimo scen
pelnych grozy i okrucienstwa, ma w sobie wielki ladunek duchowosci i optymizmu.

W pierwszej czesci ksiazki autor opiera sie na
notatkach i ustnych relacjach swego ojca, malarza
i ostatniego przewodniczacego Rady Gminy
Zydowskiej w Oswiecimiu, ktory pragnal przekazac
potomnym, ze to miasto nie musialo stac sie
symbolem Zaglady, ze na poczatku wojny - gdyby
nie obojetnosc swiata - moglo byc miejscem
ratunku Zydow. Opisana we wspomnieniach szansa
oficjalnej masowej emigracji Zydow z Oswiecimia
do Palestyny to nieznany watek historii Holokaustu.

#################################################

http://www.znak.com.pl/forum/index.php?t=wydarzenia&id=2772

Spotkanie z Henrykiem Schoenkerem

13.04.2005/JS

Podczas zorganizowanego w krakowskim Centrum
Kultury Zydowskiej spotkania pan Henryk na tle
opowiadal swych obrazow o przyczynach napisania
ksiazki, w ktorej pisze m.in. ze Oswiecim mogl
stac sie symbolem ocalenia, a nie Zaglady Zydow podczas II wojny swiatowej.


Najpierw w tworczosci Henryka Schoenkera bylo
malarstwo. Nie moglo byc inaczej, gdyz jest on
przeciez synem znanego portrecisty Leona. Ale dla
syna malarstwo nie bylo sposobem zarobkowania na
zycie, hobby ani prostym przedluzeniem rodzinnych
tradycji. Bylo terapia czlowieka, ktory ocalal z
Holokaustu. Pojawilo sie zreszta stosunkowo pozno
w zyciu tego urodzonego w Krakowie w 1931 roku
syna ostatniego przewodniczacego Rady Gminy
Zydowskiej w Oswiecimiu. Swoj pierwszy obraz
Henryk namalowal dopiero w 1979 r. Tworczosc
malarska okazala sie skuteczna terapia - odtad
Henryk zaczal swobodnie mowic o wojennych
przezyciach. Spisal je potem w ksiazce Dotkniecie
aniola, wydanej przez Osrodek Karta w ramach serii "Zydzi polscy".

Wspomnienia Schoenkera sa bardzo osobista relacja
zydowskiego chlopca, ktory szczesliwie przezyl
Holokaust. W chwili wybuchu wojny mial osiem lat
i mieszkal z rodzina w Oswiecimiu. Wojna
sprawila, ze znalazl sie kolejno w Krakowie,
Wieliczce, Tarnowie, Bochni i wreszcie w obozie w
Bergen-Belsen. Wszedzie tam wraz z rodzina
doswiadczal niezwyklych wydarzen, ktore pozwolily
im wymknac sie czyhajacemu na Zydow wyrokowi smierci.

Podczas zorganizowanego w krakowskim Centrum
Kultury Zydowskiej spotkania pan Henryk opowiadal
na tle swych obrazow o przyczynach napisania
ksiazki. Pierwsza jej czesc, powstala na
podstawie notatek i ustnych relacji Leona
Schoenkera, opowiada o malo znanym fakcie:
Oswiecim mogl stac sie symbolem ocalenia, a nie
Zaglady. Ojciec Henryka wraz z innymi zydowskimi
przywodcami z aprobata Niemcow (sic!), ktorzy nie
podjeli jeszcze decyzji o eksterminacji Zydow,
zabiegal o otwarcie Palestyny i krajow zachodnich
dla zydowskiej emigracji z Gornego Slaska i
Generalnej Guberni. Jednak Brytyjczycy i
Amerykanie byli niewzruszeni. Anglicy zastosowali
blokade Palestyny, by nie dopuscic do niej
przedostajacych sie tam nielegalnie Zydow, a
Amerykanie nie naciskali na rzad brytyjski, by
zdjal blokade. Plan emigracyjny upadl wiec z powodu obojetnosci swiata.

Dwa inne motywy napisania Dotkniecia aniola to
potrzeba upamietnienia rzezi, jakiej Niemcy
dopuscili sie na dzieciach przebywajacych w
szpitalu na terenie wielickiego getta, oraz
uwiecznienie czlowieka, ktory dla Schoenkerow
okazal sie aniolem. Starszy czlowiek znalazl
ukrywajaca sie na podwielickich polach rodzine
Schoenkerow i powiedzial slowa, ktorych
Schoenkerowie absolutnie sie nie spodziewali: O,
wy biedni! Ja bym wam nieba uchylil. Nakarmil ich
i dzieki jego pomocy cala rodzina bezpiecznie
dotarla do Tarnowa. Mimo ogromnych wysilkow
podejmowanych po wojnie Schoenkerom nie udalo sie
odnalezc tego szlachetnego czlowieka,
najszlachetniejszego, jakiego Henryk Schoenker spotkal w zyciu.

W spotkaniu obok autora uczestniczyly Maria
Osterwa-Czekaj, ktora prezentowala obrazy pana
Henryka, oraz Katarzyna Mitzner z Osrodka Karta.