E-mail

English






Michnik o Grassie: Wałęsa w sforze naganiaczy

Adam Michnik

Gazeta Wyborcza, 08-2006

Lech Wałęsa oświadczył niemieckiemu "Bildowi", że gdyby był na miejscu Guentera Grassa, sam by zrezygnował z honorowego obywatelstwa Gdańska. Wałęsie odpowiada - Adam Michnik

Guenter Grass, wielki pisarz niemiecki, laureat literackiej Nagrody Nobla, zdecydował się ujawnić, że jako 15-latek zgłosił się na ochotnika do armii hitlerowskiej i przez pewien czas służył w jednostkach Waffen SS. Napisał o tym książkę, gdyż - jak to wyjaśnił w wywiadzie - to "był mój wewnętrzny przymus", tamtą "winę odczuwałem jako hańbę".

Taka postawa pisarza zasługuje na podziw i szacunek. Gdy pisarz, znany z uczciwości i odwagi, przez nikogo nieprzymuszany publicznie wyznaje swój błąd sprzed 62 lat, można tylko pochylić czoło, bowiem jest to przypadek całkowicie unikalny. Gdy jednak odzywa się natychmiast sfora naganiaczy, która wykorzystuje ten akt pisarza do rozpętania przeciw niemu nienawistnej nagonki - można tylko ubolewać nad małością ludzkiej kondycji.

Niestety, w tej sforze naganiaczy znalazł się także Lech Wałęsa. Uznał on za właściwe dorzucić swoje pogardliwe trzy grosze na łamach brukowego Springerowskiego dziennika "Bild", skądinąd znanego z wrogości do Grassa, który wielokrotnie krytykował "Bilda" za publikacje zatruwające publiczne debaty w Niemczech.

Nie wiem, czy to któryś z doradców Wałęsy zasugerował mu tę deklarację - niemądrą i niegodną. Jeśli tak było, to powinien on zrezygnować z usług tego doradcy. Jeśli natomiast był to rezultat jego bezmyślnego gadulstwa, to Wałęsa powinien w przyszłości chwilę pomyśleć, zanim dokona tak osobliwego bilansu życia wielkiego pisarza. Literaturoznawstwo nigdy nie było mocną stroną Lecha Wałęsy.

O czym bowiem mowa? Chodzi o czyn - niewątpliwie naganny i pożałowania godny - popełniony przez nastolatka przed 60 laty. Ten czyn Grass dogłębnie przemyślał i wielokrotnie przekreślił całym swoim życiem; wszystkimi swoimi książkami. W tych książkach pisarz stworzył wspaniały pomnik Gdańska; także w niezapomnianym "Blaszanym bębenku" oddał hołd bohaterskim polskim obrońcom Poczty Gdańskiej.

W swych powieściach i esejach, w publicznych wystąpieniach i wywiadach był Guenter Grass konsekwentnym krytykiem i demaskatorem nazizmu, także zbrodni nazistowskich przeciw Polsce. Przez długie lata nie miała Polska w Niemczech bardziej konsekwentnego i bezinteresownego przyjaciela.

Płacił za to wysoką cenę. Nacjonaliści niemieccy atakowali go bezpardonowo, gdy uparcie powtarzał, że Niemcy muszą uznać ostateczny kształt granicy na Odrze i Nysie. Natomiast komuniści atakowali go, gdy wspierał uparcie, od samego początku, polską opozycję demokratyczną, współpracował z polską prasą pod-ziemną, występował w obronie więźniów politycznych w Polsce. Zapominanie o tym wszystkim dzisiaj jest głupotą i niewdzięcznością; przekreślanie tego wszystkiego z powodu błędu życiowego kilkunastolatka w 1944 r. jest po prostu nieprzyzwoitością.

Kilkunastoletni młodzi ludzie popełniają różne błędy - Lech Wałęsa wie o tym doskonale, bowiem jako młody człowiek - pisał o tym w swojej książce wspomnieniowej - dopuścił się czynów, które potem sam uznał za błędne i pożałowania godne. Te błędy wszakże przekreślił swoim późniejszym życiem. A przecież i dzisiaj nie brakuje chętnych - dość nikczemnej konduity - którzy chcieliby, poprzez przywołanie tamtej pomyłki życiowej młodego Wałęsy, unieważnić dorobek całego jego życia.

My, Polacy, domagamy się słusznie od niemieckiej opinii publicznej, by zrozumiała, że działania pani Eriki Steinbach i jej współpracowników obrażają pamięć zbiorową i zmysł moralny Polaków. Widzimy w tych działaniach - też słusznie - kłody rzucane na drodze polsko-niemieckiego pojednania.

Otóż Guenter Grass, który wysiedlenia Niemców z Gdańska opisał w "Blaszanym bębenku" z nieporównanym realizmem; którego siostra była podczas tego wysiedlania kilkakrotnie gwałcona przez wysiedlających, o czym pisarz publicznie opowiadał podczas debaty w Gdańsku, ten sam Guenter Grass przez lata konsekwentnie przypominał, że właściwymi winowajcami wszystkich niemieckich nieszczęść są niemieccy naziści, gdyż to oni rozpętali II wojnę światową, napadając na Polskę. Guenter Grass zawsze wykazywał olbrzymią wrażliwość na polską pamięć o tamtych dramatach.

Czyż nam, Polakom, tak trudno zrozumieć ówczesny dramat młodych Niemców ogłupionych totalitarną indoktrynacją propagandy nazistowskiej i Hitlerjugend, wciśniętych w koszmar wojny, strach przed bombami, w jeszcze większy strach przed bolszewizmem, który nadchodził ze wschodu? Czyż trudno zrozumieć, że wielu młodych Niemców pogubiło się wtedy i pobłądziło?

Taka przecież jest prawda o ówczesnym dramacie generacji młodych Niemców. Nie tylko Guenter Grass pobłądził. Inny Niemiec, rówieśnik Grassa, także spędził pod koniec wojny kilka miesięcy w mundurze armii hitlerowskiej. Ów Niemiec wspominał po latach, że choć pochodził z rodziny antynazistowskiej, to w 1940 r., podczas wielkich triumfów armii niemieckiej, odczuwał "pewien rodzaj patriotycznej satysfakcji". Czy również na miejscu tego Niemca chciałby Lech Wałęsa z czegoś tam zrezygnować?

Na wszelki wypadek podaję dane personalne: ów Niemiec nazywał się Joseph Ratzinger, ostatnio bardziej znany jako papież Benedykt XVI.

PS Nie sporządziłem tych uwag, by zapewniać Guentera Grassa, że ma w Polsce wielu przyjaciół, którzy szanują go i podziwiają. Także nie po to, by go bronić - ten wielki pisarz i wspaniały człowiek nie potrzebuje mojej obrony. Napisałem to po to, by bronić Lecha Wałęsy. Przed nim samym.