E-mail

English






Niekonczaca sie historia

Mam dosc fobii, polprawdy i latwej odwagi osadu w kwestii polsko-zydowskiej

Czeslaw Bielecki

Rzeczpospolita Online, August 14,  2006

http://www.rzeczpospolita.pl/teksty/wydanie_060814/publicystyka_a_1-1.F.jpg

Jesli Zyda pozbawiono po Holokauscie wlasnosci albo dyskryminowano, to robila to wladza ludowa, ktora przesladowala wywlaszczonych ziemian, gospodarnych chlopow, wykwalifikowanych robotnikow, przedwojennych profesorow i na koncu Zydow, szczegolnie gdy nie afiliowali sie do nowego ustroju.

Wspolna historia Polakow i Zydow miala z powodu Niemcow i Zaglady po prostu sie zakonczyc. Ale nie zakonczyla sie. Wedlug jednych - na szczescie, wedlug drugich - na nieszczescie. Ci pierwsi uwazaja, ze roznorodnosc, napiecie, a czasem konflikty wzbogacaja Polakow i Zydow. Ci drudzy, zasklepieni w swojej innosci, sa przekonani, ze polskosci czy zydowskosci sluza lepiej hermetyczne kultywowanie urazow i ostateczne rozliczenie win.

NIE UDALO SIE MNIE WYRZUCIC

Ani Polacy, ani Zydzi nie lubia przyznawac, ze najbardziej dzieli to, co ich laczy: mowienie wciaz o swoich historycznych dramatach, zaslugach i urazach (czasem wzajemnych), sklonnosc do kombinacji myslowych tlumaczacych kazdy skutek dobra przyczyna, przewaga solidarnosci grupowej nad mysleniem panstwowym.

Gdy Polacy lub Zydzi rozmawiaja miedzy soba, gotowi sa przyznac, ze to wszystko stanowi dajace sie statystycznie wychwycic w ich populacji cechy narodowej mentalnosci i zbiorowej tozsamosci. Gdy formuluje te obserwacje ktos z zewnatrz, sa to zarowno dla Polakow, jak i Zydow stereotypy: krzywdzace i lekcewazace. Raz antypolskie, za drugim razem antyzydowskie.

Jesli zabieram po latach po raz pierwszy glos w kwestii polsko-zydowskiej, to dlatego, ze mam dosc fobii, polprawd, latwej odwagi osadu.

Nikogo nie zamierzam w tej dyskusji udawac, sugerujac obiektywizm wlasnego punktu widzenia. Nie, to jest tekst subiektywny. Tak mysle i raczej juz nie zmienie zdania. To, co pisze, pisze na wlasny rachunek i bez kompleksow.

Kiedys w Radiu Maryja ktos z moich znajomych uslyszal asa naszego lotnictwa i bohatera bitwy o Anglie. Powiedzial on z grubsza tak: "Mowia, ze my w tym radiu wzywamy, zeby nie glosowac na Zydow. Nieprawda. Na Bieleckiego nalezy glosowac, bo to jest dobry Zyd". Kiedy indziej sam po przekreceniu galki trafilem na nieznanego mi sluchacza radia TOK FM. Wypowiedzial sie on rownie szczerze jak pulkownik Skalski: "Na wszelki wypadek zaznaczam, ze jestem wysokim blondynem o niebieskich oczach. I jak widze, jak moj kraj jest rzadzony, to moze juz go lepiej oddac Zydom".

Otoz ja nie oddalbym Zydom ani Polakom prawa rozsadzania wzajemnych krzywd, ktorych doznali w XX wieku, bo za dobrze znam Polakow i Zydow.

A pamiec mam niezla. I polska, i zydowska. Pamietam, co w Marcu '68 i potem zrobili mi Gomulka, Jaruzelski i Kiszczak. Pamietam tez, ze nigdy za to nie przeprosili Polakow ani Zydow; Polakow, ze ich kompromitowali, Zydow, ze ich wyrzucili z Polski. A tym lepiej pamietam, ze mnie nie udalo sie im wyrzucic.

LICZENIE ZYDOW

Czym manifestuje sie dzisiejszy polski antysemityzm? Nie tyle brutalnymi ekscesami, z ktorych znane sa Francja i Niemcy, ile powszechnym zaprzeczaniem, ze antysemityzm w Polsce wystepuje.

Dobrowolna czy zlozona pod przymusem koalicyjnym wizyta Giertycha w Jedwabnem nie pomniejsza urazow czy obaw. Hasla dzisiejszych wszechpolakow o walce z "elementem niepolskim" za bardzo przypominaja komunistyczne porachunki z "syjonistami" - byle tylko nie wymawiac slowa "Zyd".

Antysemityzmem jest permanentne liczenie Zydow, dochodzenie, kto sie do ich grona zalicza. Wolny czlowiek w wolnym kraju ma prawo byc przede wszystkim tym, za kogo sam sie uwaza, nie zas za kogo uznaja go inni.

Przykro stwierdzic, ze i kregi uwazane za liberalne potrafia brac udzial w tym zawezaniu wolnosci. Wolnosci bycia soba. Jezeli redaktorzy "Gazety Wyborczej" probowali wymusic na Gustawie Herlingu-Grudzinskim czy Ludwiku Dornie deklaracje narodowosciowa, to jest to praktyka rownie ohydna jak ta, z jaka zetknalem sie w Marcu '68 ze strony nielicznych kolegow na studiach, a potem w areszcie sledczym - ze strony wszystkich bez wyjatku esbekow. Wtedy wlasnie zaczalem pisac w ankietach personalnych: narodowosc zydowska, obywatelstwo polskie. Nie chcialem nikomu ulatwiac zycia: byc Polakiem, gdy zrobilem cos uznanego za dobre, a Zydem - gdy faktycznie czy rzekomo robilem cos zlego. Rownie dobrze nasz wielki pisarz z Neapolu chcial byc Polakiem po prostu - to byl jego wybor i kazdy powinien go uszanowac.

Istota bowiem fobii narodowosciowych jest to, ze antagonisci gotowi sa dzielic Zydow na dobrych i zlych oraz Polakow na dobrych i zlych. Dobrzy Zydzi moga nawet zasluzyc na miano Polakow. Dobrzy Polacy z kolei to ci, ktorzy uznaja, ze Zydzi lepiej wiedza, kto jest naprawde dobrym Polakiem.

Nielatwo w tych wzajemnych stosunkach o obiektywizm. Kazdy, kto strasznie oburza sie, slyszac o polskim antysemityzmie, powinien pamietac, ze podstawowym dowodem na jego istnienie jest fakt, iz przecietny Polak zaprzecza, ze sie z nim styka.

Trudno mi uwierzyc, ze jezdzilem innymi autobusami, bywalem w innych miejscach pracy i tylko ja slyszalem slowo "Zyd" jako najgorsza obelge.

Ostatnio przeczytalem fragment mojej teczki z IPN i usmialem sie do lez. Nie przepadam za zydowskim besserwisserstwem i nerwowoscia. W kregu menedzerskim naszej podziemnej firmy CDN wprowadzilem pol zartem, pol serio numerus clausus, o czym moim najblizszym wspolpracownikom wprost mowilem. I oto z mojej teczki dowiedzialem sie, ze bedac Zydem, zatrudniam w podziemiu "wspolziomkow i ludzi o sklonnosciach filosemickich". Ta uwaga mowi posrednio prawde o przesadach tych, ktorzy na nas polowali, i tych, ktorzy im donosili. Trawestujac podtytul ksiazki "Strach" Jana T. Grossa, mozna powiedziec: tak wygladal polski komunizm po Auschwitz.

FALSZYWA SYMETRIA

Polacy, ktorzy tak wiele wycierpieli od Rosjan i Niemcow, z trudem przyjmuja do wiadomosci, ze nie ma symetrii miedzy Holokaustem a nawet najgorszymi przesladowaniami, ktorych doznali z rak siepaczy stalinowskich czy nazistowskich.

Nie te liczby, nie ta skala i inna, nie tak darwinistycznie rasistowska, motywacja totalnego wyniszczenia. Nawet jesli cala polska rodzina byla przesladowana przez gestapo czy UB, to ktos przezyl, zostaly jakies zdjecia bliskich, przedmioty. Jedynym dostepnym i chociaz troche podobnym skala doswiadczeniem narodowego wyniszczenia bylo Powstanie Warszawskie. Cwierc miliona mieszkancow zginelo w ciagu trzech miesiecy. Ale pozostaly po nichslady, miejsca walk i meczenstwa znaczone krzyzami na murach oraz pelna czci pamiec o ruinach, z ktorych stolice na nowo odbudowano.

Skala wygumkowania Zydow z polskich miast i miasteczek to swiadectwo - nieudanej na szczescie - proby starcia przez hitlerowskie Niemcy calego narodu z powierzchni ziemi.

To nieporownywalne wprost z zadnymi innymi wydarzeniami w historii: po pol miliona galicyjskich Zydow pozostala nieduza, ot, 200 na 300 m, polana w Belzcu. Niedaleko szosy Krakow - Lwow tuz kolo przejezdzajacych pociagow mordowano ich spalinami silnikowymi, a potem miesiacami palono zwloki. Dopiero w wolnej Polsce wzniesiono w Belzcu pomnik. Trzeba dodac - wspanialy w swoim dramatyzmie.

Zaglada byla czyms bezapelacyjnym, ostatecznym. Jej asymetrii nie da sie odwrocic. Nigdy nie dowiemy sie na przyklad, jak zachowaliby sie Zydzi wobec Polakow, Francuzow czy Holendrow, gdyby to oni byli podobnie przesladowani. W jakiej proporcji w ich reakcjach mieszalyby sie groza, obojetnosc, radosc z powodu cudzego nieszczescia, na ktorym mozna skorzystac, chec pomocy nawet za cene zycia wlasnego i wlasnej rodziny lub obojetnosc i zamkniecie drzwi?

RONDO DMOWSKIEGO

Punkt, w ktorym Polacy i Zydzi sa po ludzku i brzydko podobni, to fakt wypierania ze zbiorowej pamieci czynow hanbiacych, ktore popelnili juz nie pojedynczy Polacy czy pojedynczy Zydzi, lecz cale ich zbiorowosci. I w tym nie roznia sie od innych narodow.

Zbiorowoscia byli szmalcownicy, ktorzy wydawali Zydow Niemcom. Dzisiejsze rondo Dmowskiego w Warszawie bylo - o ironio - ich stalym punktem obserwacji. Po prostu stali tam caly czas i zagladali w twarze przechodniow. Szukali strachu w oczach, skulenia zaszczutych zwierzat, czekali na latwy lup.

Nie jest prawda, ze Polacy nie wiedzieli, co Niemcy zgotowali Zydom, wiedzieli o tym rownie dobrze jak o sowieckich wywozkach do lagrow czy na Sybir. Wie sie tyle, ile chce sie wiedziec. Umysl i zmysly bronia sie przed koszmarem rzezni, zdzierania skory ze zwierzat. Dlaczego nie mielibysmy bronic sie przed urzeczywistniona ludzka rzeznia? To juz raczej Zydzi zamknieci w gettach mogli nie wiedziec o czekajacym ich losie. Ale tez do czasu.

Policja zydowska w gettach, zydowscy donosiciele i tropiciele, tak jak pozniej siepacze stalinowscy byli pewna zbiorowoscia, ktora tez wiedziala, co robi.

W kazdym wielkim strachu jest czyjs maly strach. Ale czy mozna sie zgodzic z argumentem Juliana Stryjkowskiego, ktory ten maly strach w okupowanym przez Sowietow Lwowie okreslil w swojej powiesci "Wielkim strachem"?

Czy mozna przyjac, ze odpowiedzia na stereotyp "zydokomuny" jest formula: jesli ktos zostal komunista, to przestal byc Zydem? Zatem jesli ktos zostal nazista, to przestal byc Niemcem? A kiedy zostal szmalcownikiem czy bral udzial w pogromie kieleckim, to przestal byc Polakiem?

WINY PRAWDZIWE I DOMNIEMANE

Podtytul ostatniej ksiazki Jana T. Grossa "Strach" brzmi: "Antysemityzm w Polsce po Auschwitz. Proba historycznej interpretacji". Autor probuje dojsc do pierwotnej winy Polakow wobec Zydow, konfrontujac  wydarzenia z zupelnie roznych porzadkow.

Nie widze najmniejszych szans na zbilansowanie na jednym rachunku rzeczywistych i domniemanych win i krzywd.

Domniemanych? - spytaja Zydzi. Tak, domniemanych!  Gross, jak wielu innych, wiedzac doskonale, czym bylo panstwo polskie sprowadzone do radzieckiego protektoratu, rozlicza polskie spoleczenstwo za rzady ignorujace podowczas skargi przesladowanych Zydow.

Tymczasem jesli Zyda pozbawiono po Holokauscie wlasnosci albo dyskryminowano, to robila to wladza ludowa, ktora przesladowala wywlaszczonych ziemian, gospodarnych chlopow, wykwalifikowanych robotnikow, przedwojennych profesorow i na koncu Zydow, szczegolnie gdy nie afiliowali sie do nowego ustroju.

Jesli zas partia przesladowala wlasnych czlonkow, to byl to znany z historii wszystkich rewolucji przypadek maszynisty przejechanego przez wlasny parowoz dziejow. Mozemy mu wspolczuc - czy jest Zydem, czy Polakiem - jako czlowiekowi, ale w bilansie niezliczonych ofiar komunizmu i nazizmu nie warto zbyt dlugo schylac sie nad przesladowcami, ktorzy podlegli kolejnym przesladowaniom. Na tym bowiem polegala ta technologia wladzy, od Sowietow, przez PRL, az po Kube.

Powojenne pogromy czy mordy Zydow, "znikanie" Zydow, ktorzy pojawiali sie, by upomniec sie o swoja wlasnosc, byly objawami rozbestwienia, ktore wyzwolil Hitler. Zyd przestal byc czlowiekiem, byl insektem. Tak jeden z katow z Chelmna nad Nerem opisal na urlopie swojemu koledze z wojska, czym sie zajmuje: skret podeszwy na chodniku i chrzest deptania, roztarcia.       Ale tu nie moze byc miejsca dla zadnych zludzen zydowskich; w stosunku czlowiek - czlowiek kategoria wroga u komunistow nie roznila sie od kategorii wroga u nazistow: zapluty karzel, wsciekly pies, wyrzucony na smietnik historii czy insekt - to juz naprawde wszystko jedno.

PO HIPNOZIE

Niestety, idea grabienia zagrabionego nie ma konca.

Faktycznie najpierw Polacy stali sie profitentami majatkow, ktore Niemcy zagrabili zamordowanym Zydom. Ale przede wszystkim nowe komunistyczne panstwo wywlaszczylo wszystkich obywateli z ich majatkow. To samo nieskuteczne panstwo (jak kazde panstwo postanawiajace sterowac zyciem obywateli od produkcji elektrycznosci po handel pietruszka) bylo w jednym skuteczne: w grabieniu obywateli i w terroryzowaniu ich. Jezeli wszystko wskazuje na to, ze ktos opuszcza dom, zeby do niego nie wrocic, ktos inny go zajmuje, jesli tylko lokalna wladza na to pozwala. Niezaleznie od tego, czy tego kogos wioza na smierc do Treblinki, jak Zydow, wywoza na Sybir, jak Polakow i Zydow, czy wysiedlaja, jak Niemcy Polakow lub Polacy Niemcow. Czy jest to powstanie w Warszawie, czy powodz w Nowym Orleanie, trzeba wielkiej mobilizacji wladzy, policji i zandarmerii, aby wszelka swolocz nie zaczela grabic.

Zydzi maja prawo miec zal do Polakow o Schadenfreude, gdy byla to radosc z powodu Zaglady, radosc, ze Niemcy rozwiazali polski problem: ekonomiczny, spoleczny, obyczajowy.

Ale okrutna i naturalna korzysc z latwego dysponowania majatkiem dotyczy wszystkich, ktorzy weszli do cudzych domostw. Niemcy do zydowskich w Niemczech, Zydzi do polskich (jesli Rosjanie nie wywiezli ich z Polakami), Polacy do poniemieckich. Z takiego poczucia winy czy strachu jeszcze nie rodzi sie zbrodnia. Zabija sie z nienawisci i chciwosci.

Jesli nagle w malym miasteczku pojawiali sie zywy Zyd czy Zydowka, jakby cudem dla swiezych wlascicieli zmartwychwstali z popiolow Auschwitz, Treblinki czy Belzca, i mowili: oddaj, co moje, albo kup to ode mnie, tym bardziej ze ja nie chce zyc tu, na cmentarzu moich bliskich, a nastepnie ten Zyd czy Zydowka znikali, to bylo to zwykle morderstwo z checi zysku. Ze dosc czeste byly te historie Zydow zglaszajacych sie po swoj majatek i nagle znikajacych? Tak, opisala to Hanna Krall w jednym ze swoich opowiadan-reportazy i mozna powiedziec, trawestujac tytul jej ksiazki, ze w wolnej Polsce i Polacy, i Zydzi budza sie po hipnozie.

INNY SWIAT

W kazdym narodzie pojawiaja sie neofaszysci, ekstremisci. Panstwo wolne i demokratyczne musi utrzymywac ich w ryzach. Jesli tego nie robi, wina spada tez na spoleczenstwo, ze zafundowalo sobie zle panstwo albo tolerowalo slabe panstwo.

Ale zadna miara nie mozna zarzucic Polakom, ze wybrali sobie po Auschwitz wladze, skadinad wszechwladna i zdolna do wszechobecnego terroru, ktora nagle w Kielcach w czasie pogromu zachorowala na bezsilnosc.

W dodatku Zydzi u wladzy uznali, ze publiczna obrona innych Zydow, bitych i zabitych w pogromie, przyniesie straty propagandowe tejze komunistycznej wladzy. Nie widze powodu, aby z Zydow-komunistow (czy sie za nich juz wtedy uwazali, czy zaczeli sie nimi czuc dopiero gdy w nich samych uderzyl partyjny antysemityzm) zdejmowac odpowiedzialnosc za ten "antysemityzm po Auschwitz". Bowiem za antysemityzm wladzy odpowiadaja ludzie tej wladzy, tak samo jak za jej antypolskosc i antypatriotyzm. Niezaleznie od tego, czy sa Polakami czy Zydami.

Nie zdejmuje to w najmniejszym stopniu winy z Polakow mordujacych sasiadow w pogromach w Krakowie czy Kielcach. Bo nawet gdyby pogrom byl komunistyczna prowokacja (na co zadnych materialnych dowodow nie ma, a zasada kto skorzystal, qui prodest, ma granice interpretacji), to Polacy mordujacy w czasie pogromu dali sie sprowokowac dlatego, ze nosili w sobie dostatecznie duzy ladunek slepej nienawisci. W ksiazce Grossa "Strach" hipoteza interpretacyjna przeslania co krok ohyde i groze antysemityzmu w komunizmie.

Prawda o ludziach, o Polakach i o Zydach jest trudna do przyjecia dla nich samych. Bowiem w normalnych czasach trudno jest przyjac do wiadomosci, jak funkcjonowal Inny Swiat.

Calek Perechodnik, policjant z otwockiego getta, czlowiek inteligentny i wyksztalcony, kazal wlasnej zonie z malenkim dzieckiem wyjsc z kryjowki, gdy nastapila Aktion; uwierzyl Niemcom, ze rodzin policjantow nie wysla na smierc. Ukrywajac sie pozniej, z dna swojej rozpaczy probowal ratowac sie, piszac  "Spowiedz", ktora dotrwala do naszych czasow.

Calek Perechodnik postanowil w godzinie przedsmiertnej opisac - jak to lapidarnie ujal - niemieckie bestialstwo, polska podlosc i zydowskie tchorzostwo.

Bestialstwo niemieckie jest tu oczywistoscia. Tym, z czym Polacy i Zydzi czytajacy "Spowiedz" musza sie zmierzyc, jest podlosc jednych i tchorzostwo drugich.

Perechodnik widzial podlosc pazernego rzucania sie Polakow na wlasnosc ich mordowanych sasiadow i widzial tchorzostwo Zydow przekonanych do konca - jak on sam - ze smierc zabierze sasiadow, ale nie wlasnie jego.

Jak wiemy, do rozpaczliwych zrywow w getcie wilenskim i warszawskim w imie innej smierci doszlo bardzo pozno, gdy Zydow zostala przy zyciu tylko garstka. Wyrachowane tchorzostwo i egoistyczny spryt paralizowaly aktywna solidarnosc i samoobrone spolecznosci zydowskiej. I nie chodzi tu o ten moment ostateczny, ktory tak samo dla Zydow i Polakow wygladal w Auschwitz, a osobno, ale tak samo w Belzcu i Katyniu.

Rzecz w tym, co dzialo sie przez dwa i pol roku przed Ostatecznym Rozwiazaniem. To jest lekcja, ktora dotarla do przyjmuje do wiadomosci, ze Zydzi w Izraelu nie chca ilustrowac ich antysemickich ani filosemickich  stereotypow. Izraelczykow, i to dotarla tak mocno, ze do dzis swiat niechetnie Chca jak kazdy narod miec prawo do zycia. W odwadze, chocby smiercionosnej dla tych, ktorzy    chca zniszczyc Izrael. I bez slabosci i strachu racjonalizowanych inteligencja, byle tylko ktos nie zarzucil nam,  ze w obronie wlasnej nie mamy humanistycznych hamulcow.

Panstwo Izrael powstalo w wyniku Zaglady, bylo posrednim czy bezposrednim skutkiem wyrzutow sumienia zachodniego swiata, ktory pozwolil na wymordowanie 6 milionow europejskich Zydow.

Dzis ten sam Zachod znow chcialby widziec Zydow szlachetnych, choc slabych. Wspolczuc im i na ich koszt sycic swoj latwy humanizm.

Ale Izraelczycy tym roznia sie od Zydow, ze nie chca juz byc ofiarami historii, ktore placa cudze rachunki. Bardzo chcialbym, aby Polacy podobnie patrzyli na swoja dramatyczna historie i wysnuwali z niej podobnie pragmatyczne i chlodne wnioski.

OD GETTA DO INTEGRACJI

Zaglada spowodowala zjawisko przesuniecia sie Zydow z peryferii zachodniej cywilizacji do jej centrow, z dolow spolecznych i waskiego wierzcholka plutokracji pieniadza na szeroki obszar zajmowany przez klase srednia.

Zydzi wspolczesni to juz nie wysepka bankierow, adwokatow i lekarzy w morzu zydowskiej biedoty. To takze filmowcy, ludzie mediow, naukowcy - to w swojej masie klasa srednia, raczej wyzsza niz nizsza. Zydzi przeszli w XX wieku droge odwrotna do tej, ktora ida dzis imigranci, ludzeni przez Zachod wielokulturowoscia. Przeszli od zasklepienia sie w swoich gettach do integracji ze spoleczenstwami, w ktorych zyja. Tozsamosc nie oznacza dzis dla Zydow hermetyzmu. Ten sukces integracji bez utraty korzeni budzi nadal zawisc i niechec.

Zmierzam do konkluzji.

Uzyteczne w drodze do niej bedzie motto zaczerpniete z ksiazki Christophera R. Browninga "Zwykli ludzie. 101. Rezerwowy Batalion Policji i Ostateczne Rozwiazanie w Polsce".

Autor pokazuje, jak zwykli Niemcy zamienili sie w mordercow w niezwyklych okolicznosciach, ktore szybko uznali za zwyczajne. Strzelali, stojac na wprost swoich zydowskich ofiar. Nawet z usmiechem fotografowali sie z nimi tuz przed zadaniem im smierci. Z niemiecka systematycznoscia tych paruset ludzi zdolalo wlasnorecznie zamordowac kilkadziesiat tysiecy Zydow.

Browning, autor tego historycznego studium, stwierdzil dwie rzeczy jako memento dla przyszlych zbrodniarzy i przyszlych interpretatorow wydarzen.       Nie ma zadnego dokumentu swiadczacego o represjach wobec zwyklych Niemcow, ktorzy po prostu odmowili wykonania zbrodniczego rozkazu. Zatem nie ma zadnej taryfy ulgowej dla zbrodniarzy chowajacych sie za dyscyplina rozkazu. Dla badaczy i interpretatorow zbrodni rowniez podaje twarda wskazowke: tlumaczenie nie jest usprawiedliwianiem, zrozumienie nie jest wybaczeniem.

Jan T. Gross cytowal liczne szokujace wypowiedzi z filmu "Swiadkowie" Marcela Lozinskiego, filmu z wywiadami przeprowadzonymi po latach z odnalezionymi swiadkami pogromu kieleckiego.

Nie przytoczyl jednak jednej bliskiej memu sercu sceny. Do wlasciciela zakladu fotograficznego w Kielcach przyszedl tego sadnego dnia rozwscieczony motloch i zazadal wydania Zyda, ktory u niego pracowal. Wlasciciel odpowiedzial na to, ze sam przezyl Auschwitz i nie boi sie ich. I kazal im sie wynosic, bo to jest jego Zyd i on za niego odpowiada. I tlum odstapil.

Konkluzja tego tekstu jest malo optymistyczna. Bo nie jest i nie bylo lekko ani latwo byc Zydem. I nie jest ani nie bylo lekko i latwo byc Polakiem w XX-wiecznych probach naszej historii.

Bowiem ciezko byc czlowiekiem w nieludzkim ustroju i w nieludzkich czasach. Chciec o tym wiedziec do konca okazuje sie rzecza wazniejsza niz znac szczegolowe fakty i okrucienstwa, ktore zrelacjonowal autor "Strachu".

O ile bowiem nie ma symetrii miedzy Holokaustem a innymi przesladowaniami w Polsce, o tyle jest symetria miedzy mordem w Kielcach na pewnej grupie obywateli zaklasyfikowanych jako Zydzi (w tej grupie zginelo tez dwoch Polakow, a jakze) a ubowskim pogromem dokonanym na grupie obywateli zaklasyfikowanych jako "polscy faszysci", podczas gdy byly to niedobitki patriotycznych organizacji AK i WiN.

Zydzi wola nie pamietac o swoich policjantach i donosicielach, Polacy wola nie pamietac o swoich policjantach i donosicielach. Kazdy nieludzki system, gwarantujac bezkarnosc, wciaga zwyklych ludzi w zachowania zbrodnicze. I ta bezkarnosc czynow dokonywanych w majestacie prawa powoduje, ze szybko wypieramy je ze swojej swiadomosci.

ODPOWIEDZIALNOSC ZA ZBIOROWOSC

Jak wyjsc calo moralnie, intelektualnie i politycznie z pulapki historii, ktora polaczyla i rozdzielila Polakow i Zydow? Nie mozna stosowac zasady zbiorowej odpowiedzialnosci: nikt nie moze odpowiadac za winy rodzicow, dzieci, braci czy braci przyrodnich, rodakow czy sasiadow.

Nie mozna tez bronic zasady zbiorowej nieodpowiedzialnosci za konkretne czyny: za skrytobojstwo zydowskich wspolpracownikow BIP Armii Krajowej - Handelsmana i Makowieckiego, czy za pogromy dokonane przez Polakow w Kielcach czy Krakowie. Ale zbiorowa nieodpowiedzialnoscia nie mozna tez objac sadowego morderstwa  Wolinskiej na generale Nilu-Fieldorfie i zbrodni jej podobnych katow zza biurka (a czesto, jak Rozanski czy Fejgin, nie tylko zza biurka). Zbiorowej nieodpowiedzialnosci nie podlegaja zbrodnie Salomona Morela, od niedawna obywatela Izraela, popelnione w obozie w Swietochlowicach na Niemcach i Polakach.

Glosze postawe odpowiedzialnosci za zbiorowosc. Jest to odpowiedzialnosc cywilna: Rosjan i Niemcow, Polakow i Zydow, Palestynczykow i Baskow, Tutsi i Hutu. Bez niej narody zamieniaja sie w motloch, ktorym tyran moze manipulowac, albo miazge etniczna, ktora inny tyran moze zniszczyc.

Nie jest to postawa latwa do przyjecia w codziennym zyciu. Ale innej nie uda sie nam chyba wypracowac, rozliczajac stare konflikty i przygotowujac sie do nowych cywilizacyjnych wyzwan. Tymi wyzwaniami jest dzisiaj aktywna obrona naszej cywilizacji przed agresywnym hermetyzmem grup, zamykaniem sie w gettach narodowych i myslowych, ideologicznych i religijnych. A takze zrozumienie, ze zawisc etniczna czy klasowa zaowocowac moze zawsze nienawiscia i zbrodnia.

W czlowieku drzemie bestia. Nie trzeba wierzyc w Boga, zeby uwierzyc w diabla, ktory czai sie w zwyklych ludziach. CZESLAW BIELECKI, CZESLAW BIELECKI, działacz dawnej opozycji antykomunistycznej, były poseł, architekt, eseista Sierpień 2006 Jest to fragment książki "Wizja Polski", którą wydawnictwo Świat Książki opublikuje w maju 2007 r.