E-mail

English






Polska wina i "strach"

Marcin Fabjanski Przekroj Nr 28/2006

Nowa ksiazka Jana Grossa o antysemityzmie w Polsce uswiadamia, ze Polacy takze po wojnie okrutnie mordowali Zydów. Ale tezy autora o poczuciu winy jako motywie tych mordów i klinicznym antysemityzmie Polaków budza sprzeciw innych historyków.

Ubiór opowiesci odtworzonych na podstawie relacji swiadków, które zachowaly sie w róznych dokumentach, ilustruje postawiona zaraz na poczatku teze - Polacy zabijali po wojnie Zydów, bo ci przypominali swoim istnieniem czas wojny i wspóludzial Polaków w niemieckich zbrodniach. Zabijali wiec, bo czuli sie winni.

Teza profesora Jana Tomasza Grossa zawarta w ksiazce "Strach. Antysemityzm w Polsce po Auschwitz" jest uproszczeniem. Udowadnianie jej za pomoca serii przykladów okrucienstw, jakie Polacy zgotowali Zydom, nie przekonuje.

Co wiemy o pogromie kieleckim, najwazniejszym wydarzeniu opisanym w "Strachu"?

4 lipca 1946 roku Polacy zabili w Kielcach 39 Zydów, bo uwierzyli, ze ci porywali i zabijali polskie dzieci dla celów rytualnych. Byc moze - uwaza tak kilku historyków - byla to prowokacja wladz komunistycznych, które chcialy wykorzystac eksplozje antysemityzmu w rozgrywkach politycznych. Wszystko zaczelo sie 1 lipca, gdy zaginal osmioletni chlopiec Henryk Blaszczyk. Chociaz byla to zwykla ucieczka do kolegów na czeresnie, bo maly Henryk wrócil dwa dni pózniej, jego ojciec doniósl na milicje, ze chlopca przetrzymywali Zydzi w domu przy ulicy Planty 7. Szef komisariatu wyslal tam patrol, a jego ludzie po drodze zaczeli rozpowiadac przechodniom, ze Zydzi porywaja chrzescijanskie dzieci. Wybuchly zamieszki. Zolnierze i milicjanci wyciagali Zydów z budynku albo wyrzucali przez okna. Tlum bil i zabijal przerazonych Zydów. W poludnie inny oddzial wojska powstrzymal pogrom, ale wlasnie wtedy z huty Ludwików wyruszal tlum robotników z kijami, metalowymi rurami i kamieniami w dloniach, wykrzykujac antysemickie hasla. Gdy robotnicy doszli na ulice Planty, pogrom zaczal sie na nowo.

Trzeba przyjac optyke Zyda, dla którego Polak jest wrogiem, zeby zrozumiec ogrom nieszczescia, jakie mialo miejsce w Kielcach. Gross pisze swoja ksiazke z takiej wlasnie pozycji, czego nie ukrywa, i dlatego ta ksiazka wstrzasa.

Oto scena ze "Strachu":

policjant Mazur, piekarz Nowakowski i szewc Sliwa zatrzymuja jadaca ulica ciezarówke. Mazur mówi kierowcy, zeby go podrzucil za miasto, bo ma paru Zydów do zabicia. Kierowca sie zgadza za tysiac zlotych. Wsiadaja razem z ofiarami - Regina Fisz, jej dzieckiem i Abramem Moszkowiczem. Zydzi oferuja 150 tysiecy zlotych za darowanie zycia. W lesie, osiem kilometrów za Kielcami, Polacy pozwalaja im uciekac. Mazur strzela Reginie Fisz w plecy. Zabija ja na miejscu. Moszkowicz, uciekajac, wypuszcza z rak dziecko. Mazur zabija je strzalem w glowe. Moszkowicz ucieka. Kierowca kaze gapiom z okolicznych wiosek zakopac ciala. Mordercy wracaja do Kielc i ida do restauracji na wystawny obiad i wódke. Gross pisze o rozmowie Polaków, którzy zatrzymali ciezarówke: "To byla najzwyklejsza rozmowa miedzy obcymi sobie ludzmi w Polsce Anno Domini 1946".

Optyka ofiar

Alina Cala, historyk z Zydowskiego Instytutu Historycznego, jest zwolenniczka podobnego sposobu przedstawiania historii: - To jest pisanie z punktu widzenia ofiar, a nie katów. Uwazam, ze najwyzszy czas, zeby przyjac taka optyke.  Optyka Grossa unaocznia ogrom krzywd, jakie Polacy wyrzadzili Zydom. I jest to wielka zaleta "Strachu".

Doktor Andrzej Zbikowski z Zydowskiego Instytutu Historycznego: - Z fragmentów "Strachu", które przeczytalem w "Tygodniku Powszechnym", wnioskuje, ze ta ksiazka nie zawiera wielkich odkryc, ale wysoko oceniam zawarty w niej opis zdarzen. Profesor Gross formuluje tezy wyraziscie i pokazuje dobitnie, w jakiej sytuacji znalezli sie Zydzi w Polsce po wojnie.

Glówna teza Grossa wzbudza jednak znacznie mniejszy entuzjazm historyków. Mówi doktor Bozena Szaynok z Uniwersytetu Wroclawskiego, autorka ksiazki "Pogrom Zydów w Kielcach. 4 VII 1946 r.": - Nie zgadzam sie z teza, ze Polacy zabijali Zydów po wojnie, bo czuli sie winni ich przesladowan w czasie wojny. Zjawisko antysemityzmu jest niezwykle zlozone, nie da sie go wyjasnic jednym schematem.

To o tezie. A teraz o ustaleniach faktograficznych.

Bozena Szaynok: - Profesor Gross nie bierze pod uwage najnowszych ustalen dotyczacych pogromu w Kielcach. Wedlug raportu Okregowej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN, która prowadzila przez wiele lat sledztwo w sprawie pogromu kieleckiego, na ulicy Planty zebralo sie okolo 500 osób. Zdaniem prokuratora takie byly mozliwosci tego miejsca. Natomiast w tekscie w "Tygodniku Powszechnym" profesor Gross przytacza bez komentarza wspomnienia profesora Witolda Kuli z 1946 roku, w których ten podaje niezweryfikowana informacje, ze w pogromie wziela udzial jedna czwarta mieszkanców Kielc, gdzie mieszkalo wtedy blisko 50 tysiecy osób.

Andrzej Zbikowski (ZIH) czesciowo broni ustalen Grossa: - To nieprawda, ze jedna czwarta mieszkanców miasta brala udzial w pogromie w Kielcach, ale jedna czwarta mogla wiedziec, ze takie wydarzenie mialo miejsce.

Szaynok: - Antysemityzm czesci Polaków to fakt. Mordowanie Zydów tylko dlatego, ze byli Zydami, jest zródlowo potwierdzone. Ale przyczyny pogromu kieleckiego byly bardziej zlozone. Przyjecie - jak to robi profesor Gross - ze ktos wysylal wojsko, zeby mordowalo Zydów, bo ich nie lubil, jest mocno naciagana teza.

Gross twierdzi, ze Zydzi byli jedyna kategoria, wobec której nie obowiazywalo przykazanie "nie zabijaj". To nieprawda. W Polsce po wojnie to przykazanie nie obowiazywalo wobec podziemia niepodleglosciowego, a takze Niemców czy Ukrainców.

Publicystyka i emocje

Tezy Grossa i dane o liczbie katów sa watpliwe. Tylko czy to ma jakies znaczenie?

Obraz morderstwa Reginy Fisz i jej dziecka wcale przez to nie blednie. Jednak juz zdanie: "To byla najzwyklejsza rozmowa miedzy obcymi sobie ludzmi w Polsce Anno Domini 1946" - tak. Bo takie uogólnienia domagaja sie co najmniej dyskusji. Na razie profesor Gross nie daje na nia szansy. W synagodze Tempel na krakowskim Kazimierzu odczytal fragment swojej ksiazki, który wczesniej wydrukowal "Tygodnik Powszechny". Powiedzial, ze nie bedzie rozmawial z dziennikarzami, i poprosil o zmówienie kadyszu, modlitwy za zmarlych.

- Nie do konca rozumiem, dlaczego po wykladzie nie bylo dyskusji. Profesor opowiadal o kontrowersyjnych, trudnych problemach, które nie sa jednoznaczne - mówi Bozena Szaynok.

Autor tego artykulu umówil sie z Grossem  na wywiad w Krakowie, ale gdy tam pojechal, uslyszal, ze rozmowy nie bedzie. Jan Tomasz Gross: - Czytalem wczoraj panski artykul. Jak sie pan domysla, nie bede z panem rozmawial.

Poszlo o tekst "Bedzie wstyd i wrzask" z ostatniego czerwcowego wydania "Przekroju", w którym miedzy innymi profesor Andrzej Paczkowski z kolegium IPN mówi, ze ksiazki Grossa to publicystyka oparta na emocjonalnej tezie. Nie mogac rozmawiac z autorem, trzeba rozmawiac z ksiazka. A nie jest to latwe.

Trudna rozmowa ze "Strachem"

"Strachowi" mozna zarzucic kilka rzeczy:

1. To, ze jest to ksiazka, która sprawia wrazenie, jakby byla obliczona glównie na efekt wywolania skandalu, a nie wzbogacenia wiedzy czytelnika. Gross tego nie ukrywa. Pisze, ze po wkroczeniu Niemców w roku 1941 na tereny zajete wczesniej przez ZSRR "miejscowa ludnosc entuzjastycznie witala niemieckich wyzwolicieli, kolaborowala z nimi, brala udzial w masowym zabijaniu Zydów". I dodaje z wyrazna nadzieja, ze te rewelacje pewnie znowu wywolaja wsciekla debate w Polsce tak jak jego poprzednia ksiazka o mordzie w Jedwabnem. Polscy historycy twierdza, ze kolaboracja z Niemcami byla marginesem.

2. To, ze autor, wspominajac o swojej poprzedniej ksiazce "Sasiedzi", podaje znowu, ze Polacy zabili w Jedwabnem 1600 Zydów, choc badania IPN (miedzy innymi ekshumacja) wykazaly, ze bylo ich od 300 do 600. Dla niektórych historyków podawanie zawyzonych liczb  to uchybienie. Innych, na przyklad doktora Andrzeja Zbikowskiego, wcale to nie oburza: - Te liczby, nawet zawyzone, maja znaczenie metafory, symbolu. Na pomniku w Jedwabnem do niedawna byla liczba ofiar 1600 i teraz trudno wycofac sie z tych pozycji - mówi profesor. - Ile dokladnie bylo ofiar, to dla nas, historyków, sprawa drugorzedna. Wazne, ze byl to wielki masowy mord.

3. To, ze "Strach" przypomina poetyka klasyczny western, w którym mamy grupe swietlanych bohaterów (Zydów) i podlych lajdaków (Polaków). Ten podzial moralny ma konsekwencje dla ustalen historycznych. Zeznania Zydów sa zawsze niepodwazalne, choc na ich obiektywizm mógl przeciez wplynac ogromny ból, jakiego doznawali. W zeznaniach Polaków Gross dopatruje sie klamstw.

4. Powtarzane z mechaniczna satysfakcja pytanie, jak to mozliwe, ze rok po wojnie Polacy zabijali Zydów, którzy byli ich towarzyszami tragedii, co ma chyba generowac publicystyczne napiecie. Dyskusja na ten temat wsród polskich historyków juz sie odbyla. Odpowiedz brzmi: pogromy byly mozliwe wlasnie dlatego, ze mielismy do czynienia ze swiezym doswiadczeniem wojny. Mówi Bozena Szaynok: - Spoleczenstwo wychodzilo z wojny z poczuciem, ze zycie ludzkie niewiele jest warte. Ten przekaz szczególnie dotyczyl Zydów. Polska czesc spoleczenstwa zajmowala sie swoimi ranami, nie rozumiala, co sie stalo z Zydami. Nie bylo mozliwosci spotkania miedzy tymi spolecznosciami i zrozumienia bólu innych. Sytuacja temu nie sprzyjala.

5. Niepoparta dostatecznymi dowodami ogólna wymowa ksiazki, ze dominujaca postawa wsród Polaków byla nienawisc wobec Zydów. Bozena Szaynok: - Dokumenty i pamietniki pokazuja, ze dominujaca postawa w czasie wojny byla postawa obojetnosci. Heroiczne ukrywanie Zydów lub ich przesladowanie to margines.

Maszynka do poczucia winy

"Strach" mozna juz kupic w amerykanskich ksiegarniach. W przyszlym roku ksiazke ma wydac wydawnictwo Znak. Jaki wiec bedzie efekt jej publikacji w Polsce?

Profesor Gross denerwujacymi zabiegami - o których mowa powyzej - wzmocni pewnie tylko neurotyczna mechanike wzajemnych pretensji Polaków i Zydów. Jednakze polscy historycy licza tez, ze dojdzie do wielkiej debaty, a jej efekt bedzie taki jak w wypadku "Sasiadów".

Wlasnie wyszla dwutomowa praca zbiorowa IPN "Wokól Jedwabnego" pelna nowych ustalen w sprawie pogromów na Bialostocczyznie w roku 1941.

Gdyby Gross nie sprowokowal debaty swoja pierwsza, przerysowana ksiazka, te dwa tomy nigdy by nie powstaly. Gdyby napisal "Sasiadów" w bardziej wywazony sposób, tez pewnie nie. Gross musial przesadzic, zeby sie przebic.

Doktor Andrzej Zbikowski: - Gross znowu ostro przerysowuje sytuacje, tak jak zrobil to w "Sasiadach", ale w odpowiedzi reaguja inni historycy i mamy do czynienia z debata, co jest bardzo pozytywne.

Czy warto wiec czytac ksiazke Grossa?

Tak, bo dowiemy sie z niej o prawdziwych wydarzeniach, które nami wstrzasna, o przykladach podlych zachowan Polaków po wojnie. Ale czytac ja nalezy uwaznie w momentach, gdy autor uogólnia lub zszywa te wydarzenia gruba nicia moralnego potepienia. Czytajac "Strach", ma sie czasami wrazenie, ze ta ksiazka autor chcialby wywolac poczucie winy u kazdego polskiego czytelnika.

Marcin Fabjanski