Demagogia
Barbara Skarga
Gazeta Wyborcza
8 października 2006
Demagog wskazuje ludowi wroga, bo każdy demagog musi mieć wroga. Rzuca więc oskarżenia przeciwko wszystkim, których za niebezpiecznych dla siebie uznaje, i woła, że lud ich sądzić powinien, co lud na ogół nader chętnie przyjmuje
Przeglądając stare teczki, trafiłam na tekst, o którym zupełnie zapomniałam, nigdy niedrukowany. Wygłaszałam go w Wyższej Szkole w Siedlcach w końcu lat 80. Miał być zapewne aluzyjną krytyką ówczesnej rzeczywistości, ale po przeczytaniu widzę, że jest i dziś aktualny, może nawet bardziej niż kiedyś, o czym czytelnik sam się przekona. Chodzi w nim bowiem o demagogię, a tej jest pełno. Podaję go więc z minimalnymi stylistycznymi poprawkami.
(((
Cóż to znaczy demagogia? Wyraz jest stary, pojawia się w Grecji, ale nie jestem w stanie stwierdzić, kto użył go po raz pierwszy. Spotykamy go przede wszystkim u Arystotelesa i Arystoteles był pierwszym, który wyjaśnił, kim jest demagog, w jakich okolicznościach działa i jakie są tych działań skutki. Wskazówki zawarł w "Polityce", dziele, które do dziś zdumiewa przenikliwością obserwacji życia społecznego i politycznego. Dzieli nas od jego Aten prawie 25 stuleci, ale widocznie przywary ludzkie się nie zmieniły, gdyż tezy Arystotelesa świetnie charakteryzują obecną polityczną rzeczywistość.
Kim więc jest demagog? Okazuje się, że nie jest to bynajmniej polityk, działacz głoszący puste hasła. To ten, który "lud prowadzi", to przywódca ludu, ale przywódca egoistyczny, pewny siebie i żądny władzy. Pojawia się zatem tam tylko, gdzie "lud jest panem", czyli w ustroju demokratycznym. Ale, jak wyjaśnia Arystoteles, są różne demokracje, a wśród nich wyróżnić trzeba dwie formy najważniejsze. W obu z samej zasady wolność i równość przysługują obywatelom. Lecz w jednej każdy obywatel podległy jest tylko prawu i prawo szanuje, w drugiej zamiast prawa rządzą rozmaite doraźne ustawy uchwalane pod naciskiem jednego polityka lub co najwyżej wąskiej politycznej grupy. Za taki stan rzeczy winę ponosi demagog, który obywateli łudzi i wykorzystuje ich łatwowierność.
I Filozof pisze: "Tam, gdzie prawo włada, nie ma warunków do wystąpienia demagoga, lecz najlepsi z obywateli grają przewodnią rolę, gdzie zaś prawa nie panują, tam zjawiają się demagodzy", a ci mając na uwadze własne interesy, zaczynają rządzić despotycznie. Powstaje zatem demokracja zwyrodniała, która szybko zmierza do tyranii ("Polityka" 1292a).
Po tej konstatacji, ilekroć Arystoteles mówi o demagogach, odnosi się do nich negatywnie, piętnując właściwe im postępowanie i, zapewne by swą opinię podkreślić, nazywa ich wprost tyranami. Zastrzega się jednak, że rodzajów tyranii jako pewnego ustroju bywa wiele i że niektóre mogą być oceniane pozytywnie i porównywane z monarchią. Niemniej jest pewien jej szczególny rodzaj, właśnie ten, który rodzi się z demokratycznego ustroju, i ten bywa niemal zbrodniczy. Albowiem demokracja nie jest ustrojem stałym. Przeciwnie, ulega przekształceniom, a także rozmaitego typu przewrotom głównie dzięki "rozpasaniu demagogów", którzy podburzają lud przeciwko tym, co sprawują urzędy (1304b).
Co znaczy to "rozpasanie"? Z kontekstu wynika, że polega ono na omijaniu prawa lub jego fałszywej interpretacji, co prowadzi do pełnej bezkarności i działań społecznie szkodliwych. Demagog bowiem żądny władzy nie lubi się ograniczać prawem. O prawie nieustannie mówi, ale prawa nie słucha. By zaś zyskać dla swych bezprawnych działań poparcie ludu, stara mu się przypodobać. Staje się zatem ludu pochlebcą, jego wielkość sławi, a jednocześnie go łudzi. Obiecuje więc wiele, choć wie, że obietnic nigdy nie będzie mógł spełnić, roztacza przed ludem wspaniałe możliwości, a wybranym przyrzeka urzędy, przywileje, bogactwa. Lud zaś słucha zadowolony, dając wiarę i nie bacząc na politykę naruszającą prawa i "podkopującą niepostrzeżenie państwo".
I Arystoteles ostrzegał: "Toteż ci, którym leży na sercu utrzymanie ustroju, powinni stwarzać nastrój obawy, aby się obywatele mieli na baczności i nie zaniedbywali czuwania nad ustrojem, niczym nocna straż bezpieczeństwa, co więcej, nawet dalekie niebezpieczeństwo powinni by im przedstawiać jako bliskie" (1308).
(((
Tak rodzi się "demokracja zwyrodniała". Demagog przeinacza fakty, zwalcza cudze argumenty, przytaczając słowa nigdy przez przeciwnika niewypowiedziane, opisuje fałszywie wydarzenia. Czyni także coś jeszcze: szukając poparcia ludu, oskarża możnych i mądrych, to jest tych, którym zazwyczaj lud zazdrości, tropi ich, wysuwa różne kłamliwe oskarżenia, "wytycza złośliwe procesy" i, walcząc z nimi, "stara się, skrycie i otwarcie, zniszczyć i wyrzucić z kraju jako współzawodników oraz przeszkodę w dążeniu do władzy" itd., itd. "Tym też tłumaczy się rada Perriandra udzielona Trazybulowi, by ścinać wystające kłosy, wskazująca na to, że trzeba zawsze uprzątać najwybitniejszych obywateli" (tamże 1311a).
Nikomu zresztą demagog nie ufa, nawet własnym przyjaciołom, bo ci go najlepiej znają. I Arystoteles dodaje: cechą tych demagogów tyranów jest, że "nie znajdują upodobania w ludziach dostojnych i niezależnych. Bo tyran chciałby te cechy u siebie jedynie widzieć, więc kto z godnością i niezależnością mu się przeciwstawia, uszczupla przewagę i despotyzm tyranii, i skutkiem tego jest znienawidzony jako podkopujący jej władzę" (1314a).
Tyran demagog nie zdaje sobie sprawy, że ustrój usilnie przez niego budowany nie ma trwałości. Przeciwnie, dodawał Arystoteles, tylko te ustroje są trwałe i silne, gdzie "przedstawiciele władzy umieją się odpowiednio obchodzić tak z odsuniętymi od rządów, jak i z pełnouprawnionymi. Pierwszych mianowicie nie krzywdzą, a tych, którzy przewodnią wśród nich rolę odgrywają, wprowadzają do grona rządzących, baczą, by nie urazić czci ambitnych, a pospólstwu nie uszczuplić zysków, w stosunku zaś do kolegów i do klasy rządzącej stosują zasadę równości demokratycznej" (tamże).
Najważniejszym instrumentem demagoga dążącego uparcie do coraz silniejszej władzy jest więc kłamstwo, kłamstwo dezawuujące przeciwników i kłamliwe insynuacje. Propagowane w całym polis i podchwytywane przez lud rozbudzają nienawiści i podburzają do odwetu. Demagog wskazuje ludowi wroga, bo każdy demagog musi mieć wroga. Rzuca więc oskarżenia przeciwko wszystkim, których za niebezpiecznych dla siebie uznaje, i woła, że lud ich sądzić powinien, co lud na ogół nader chętnie przyjmuje.
W rezultacie demagodzy są jak tyrani, co "zwalczają ludzi przyzwoitych jako szkodliwych dla swojego panowania nie tylko dlatego, że nie pozwalają rządzić sobą w sposób despotyczny, ale i dlatego, że dochowują wiary między sobą i w stosunku do innych i nie oskarżają ani siebie wzajemnie, ani drugich" (1314a). Nic tedy dziwnego, że demagodzy są "przyjaciółmi złych ludzi, znajdują bowiem przyjemność w pochlebstwie, na które nigdy nie zdobędzie się człowiek o niezależnym sposobie myślenia, bo ludzie tacy mogą być tylko przyjaciółmi, nigdy zaś nie schlebiają" (tamże). Stara się też demagog o to, "aby dochodziło do jego wiadomości wszystko, co mówi lub co czyni ktokolwiek z jego poddanych. Do tego celu służą szpiedzy, jak w Syrakuzach, tzw. Donosicielki, albo też >podsłuchiwacze <, których wysyłał Hieron gdziekolwiek było jakieś zebranie towarzyskie i zgromadzenie" (tamże 1313b).
I aby już skończyć z cytatami z Arystotelesa, przytaczam ten ostatni, jakże jednak ważny, jakże podsumowujący świetnie jego opinie. Zazwyczaj bowiem wszyscy demagodzy, pisał, którzy zmierzają do zdobycia jak największej władzy, używają takich oto środków, starają się, po pierwsze, "aby poddani byli małoduszni, bo człowiek małoduszny nie uknuje spisku na nikogo; po wtóre, aby szerzyć wzajemną nieufność (...), po trzecie, ma [tyrania na celu] utrzymanie niemocy do działania, bo nikt się nie porwie na rzeczy niemożliwe, a więc i na obalenie tyranii, jeśli brak mu sił do tego" (tamże).
(((
Dość to pesymistyczne zakończenie, ale my dobrze wiemy, że najrozmaitsze tyranie obalano, choć rzeczywiście często towarzyszy im społeczny marazm i zniechęcenie. Tyrania tyranii nierówna, ale większość cech przytoczonych przez filozofa pojawia się w każdej, nawet w takiej, jaką dziś obserwujemy. Wszędzie też demagodzy nie biorą odpowiedzialności za słowa, słowo bowiem jest dla nich instrumentem walki, naginanym do potrzeby bieżącej chwili. Stąd zapewne tak często przeczą sami sobie, nie jest bowiem dla nich ważne to, co powiedzieli wczoraj. Demagog zręcznie przekręca własne wypowiedzi, ciągle ich sensy zmienia. Widocznie nie chce wiedzieć, że słowo ma swą wagę, że raz wypowiedziane zmusza do takich a nie innych konsekwencji. Nie chce też uznać owej prostej prawdy, że społeczne kłamstwo służy demoralizacji ludzi, że społeczność przestaje ważyć słowa i poczuwać się za nie do odpowiedzialności.
Rzucane na wiatr słowa rujnują zaufanie, ale czy o zaufanie im chodzi? Jakie są skutki tego rodzaju działań, dobrze wiemy z własnych doświadczeń, których dostarcza rzeczywistość polityczna. Nie jest to tyrania, o której pisze Arystoteles, raczej jej nieudolna karykatura, "demokracja zwyrodniała", pełna tych osobliwości, o których była mowa. Nikomu nie zależy już na racjach, przeciwnie, zręczna manipulacja budzi u niektórych uznanie. Podziwiać trzeba przenikliwość Arystotelesa, który doskonale rozumiał, że demagodzy, zdobywając sobie przewagę, rozpętują mechanizm dewastujący obywatelską społeczność.
(((
Na tym się kończy zasadnicza część tak dawno pisanego tekstu. Dalej już tylko podawałam przykłady demagogicznej frazeologii, która nam towarzyszyła przez długie lata. Już dziś nie pamiętamy o haśle: "Polak potrafi", "Naród z partią, partia z narodem" lub o innym: "Życie będzie lepsze, życie będzie weselsze", jakby było ono wesołym, a nie smutnym i szarym.
Zapomnieliśmy nie tylko o tamtych hasłach, ale także o różnych ówczesnych teoriach i wynikających z nich dyrektywach, choćby o takiej, która niszczyła podstawowe zasady Monteskiusza, a więc zasadę demokratyczną podziału władz. Głosiła bowiem, że "usuwając rozdział władzy ustawodawczej i wykonawczej, zapewnia się najszerszym masom ludności pracującej bezpośredni udział we władzy, przygotowując i wychowując do wykonania władzy państwowej". A czy kto pamięta jeszcze o światłym zadaniu wzmacniania dyktatury proletariatu reprezentowanego przez partie, partię, która się nigdy nie myli, i o warchołach lub syjonistach stających na jej drodze? Przykładów jest wiele. Wystarczy przejrzeć ówczesne gazety.
Demagogia panowała także w nauce, gdzie obowiązywała miczurinowska biologia stwierdzająca, że geny to wymysł, a weismanizm i morganizm wpycha naukę w objęcia idealizmu i metafizyki*. Mówiło się więc o łże-nauce i propagowało się biologię narodową, która miała przenikać głęboko w kołchozowe masy.
Dziś się mówi o łże-elicie, Sejm ingeruje w sądownictwo i politykę rządu, a ówczesne dyrektywy o unarodowieniu nauki znalazły odbicie w propagowanej polityce historycznej. Dziwnie historia się powtarza. Wydawałoby się, że w demokracji tak rozumiana demagogia nie ma wielkich szans, że społeczeństwo, które ma za sobą doświadczenia PRL, szybko potrafi rozszyfrowywać głoszone bzdury kompromitujące ich autorów. Okazuje się, że tak nie jest, demagogia kwitnie, uciekając się do analogicznych sformułowań i analogicznego postępowania, a ludzie mimo zmienionych warunków chętnie jej ulegają, chociaż powinni się jej strzec. Dziś także tylko jedna partia ma rację, jakbyśmy się niczego nie nauczyli i "biuro polityczne tej partii" z generalissimusem, który nigdy nie był w armii, chce swym rządom podporządkować wszystkie instytucje państwowe, razem z tą, której konstytucyjne zadanie polega na niedopuszczaniu do nadużyć władzy.
Kiedyś za anegdotę sadzano do więzienia, dziś można za nią stracić pracę. Widocznie wszystkie demagogie są do siebie podobne. Dlaczego tak się dzieje? Cóż, władza, zwłaszcza ta, o której się długo marzyło, zwykle jak balon nabrzmiewa, pęcznieje, póki nie pęknie. Działa też zazwyczaj destrukcyjnie na komórki mózgowe. Zadziwia natomiast reakcja ludu. Dlaczego ten typ rządów jest dla niego atrakcyjny? Dlaczego demagogów słucha i popiera?
Oto jest pytanie, na które zresztą próbował odpowiedzieć także Arystoteles. Niestety, pisał, zawsze znajdą się ludzie "wykazujący nazbyt służalczą uległość", gotowi na wszystko, aby tylko uszczknąć korzyści, jakie daje posłuszeństwo władcy. Ludzie pragnący godności i zawistni wobec innych, którzy nagle dostrzegli swoją szansę. W rezultacie zaniku obywatelskich obowiązków, poczucia odpowiedzialności za państwo i amoralnych postaw "powstaje państwo nie ludzi wolnych, ale niewolników i despotów, z których jedni są przepełnieni zawiścią, a drudzy pogardą" (tamże 1295b). Państwo pełne rodzących się konfliktów, niezmiernie kruche.
Na szczęście, zdaniem Arystotelesa, upadek władzy demagogów jest nieuchronny. Nasze doświadczenie tę ostatnią tezę Arystotelesa, a jest to teza pocieszająca, już raz potwierdziło. Miejmy nadzieję, że potwierdzi ją znowu.
*Iwan Miczurin, 1855-1935 - radziecki sadownik, propagandowo wykorzystywany do krytyki genetyki w okresie stalinizmu; August Weismann, 1834-1914 - niemiecki biolog i genetyk; Thomas H. Morgan, 1866-1945 - amerykański genetyk; "weismanizm-morganizm" - pogardliwe określenie genetyki zwalczanej w czasach stalinowskich.
prof. Barbara Skarga
(ur. 1919) - filozof i etyk, pracownik Instytutu Filozofii i Socjologii PAN. Autorka wielu książek, m.in.: "Narodziny pozytywizmu polskiego 1831-1864" (1964), "Kłopoty intelektu. Między Comtem a Bergsonem" (1975), "Przeszłość i interpretacje" (1987), "Ślad i obecność" (2002), "Kwintet metafizyczny" (2005). Redaktor naukowy "Przewodnika po literaturze filozoficznej XX wieku" (t. 1-5, 1994-97). Odznaczona Orderem Orła Białego.
Była łączniczką AK, w 1944 r. została aresztowana przez Rosjan i skazana na dziesięć lat łagru. Po wyjściu z niego dostała nakaz dożywotniego osiedlenia w kołchozie. Do kraju wróciła w 1955 r. Przeżyciom w ZSRR poświęciła książkę "Po wyzwoleniu... (1944-56)" (1985)
Cytaty z "Polityki" Arystotelesa w tłumaczeniu Ludwika Piotrowicza
Barbara Skarga
|