E-mail

English






Amos Oz: trzeba rozmawiać z Syrią
Gazeta Wyborcza
21 grudnia 2006

Amos Oz / fot. Internet
Amos Oz / fot. Internet

Prezydent Syrii wielokrotnie już proponował Izraelowi podjęcie rozmów pokojowych. Izraelska racja stanu wymaga, by je podjąć, a nie stawiać niedorzeczne wstępne żądania - pisze wybitny izraelski pisarz Amos Oz.

Ostatnio Baszar Asad dodał, że nie stawia żadnych warunków wstępnych - nie żąda nawet obietnicy, że Izrael zwróci Wzgórza Golan. Odpowiedź izraelskiego premiera Ehuda Olmerta była zadziwiająca: - Nie możemy występować przeciwko naszemu przyjacielowi George'owi W. Bushowi, który nie ma żadnego interesu w tym, by Izrael i Syria zawarły ze sobą porozumienie. Dlatego Izrael odtrąca wyciągniętą rękę Syryjczyków.

Bywało w przeszłości, że Izrael działał jak państwo niepodległe, a nie jak satelita Stanów Zjednoczonych. Pragnienie nawiązania bezpośrednich i nieskrępowanych żadnymi warunkami wstępnymi rozmów z państwami arabskimi tkwiło wówczas w samym centrum izraelskiej polityki. Tacy premierzy, jak Dawid Ben Gurion, Mosze Szarett, Lewi Eszkol, Icchak Rabin i Menachem Begin chcieli, by przywódcy arabscy usiedli z nimi przy stole negocjacyjnym bez uprzedniego spełnienia przez żadną ze stron jakichkolwiek żądań. Przez dziesięciolecia stanowisko Izraela było jasne - roszczenia można rozpatrzyć dopiero podczas rozmów. Tak już nie jest.

Dziś Izrael w reakcji na przyjazny gest Syrii przedstawia listę warunków wstępnych. Syria musi wyrzucić ze swego terytorium przywódców Hezbollahu. Syria musi zerwać swoje powiązania z Hezbollahem. Syria musi zaprzestać nękania naszych amerykańskich sojuszników w Iraku. Syria musi zerwać sojusz z Iranem. Syria musi przerwać koncentrację wojsk w rejonie Wzgórz Golan.

Jeśli Syria przystanie na te warunki, Izrael nie będzie już miał żadnego powodu do podjęcia rozmów o przyszłości Wzgórz Golan. Gdyby bowiem Syryjczycy ustąpili, traktat pokojowy byłby zbyteczny.

W 1967 r. Izrael w odpowiedzi na atak syryjski rozpoczął okupację Wzgórz Golan. Od tamtej pory Syria żąda ich zwrotu, a Izrael domaga się od Damaszku uznania państwa Izrael, zaprzestania wrogich wobec niego wystąpień i pokojowego współżycia z żydowskim sąsiadem. Teraz Tel Awiw chce, by Syria ustąpiła mu we wszystkim, w czym może ustąpić. To niedorzeczne żądanie. Jeszcze bardziej niedorzecznie brzmi podawany przez Izrael powód odrzucenia syryjskiej propozycji - nie możemy negocjować z Syrią, ponieważ krok ten pogorszy pozycję prezydenta Busha w amerykańskiej wewnętrznej debacie publicznej.

Dlaczego Izrael z własnej inicjatywy angażuje się w spór pomiędzy amerykańskimi jastrzębiami i gołębiami? Dlaczego Izrael ma odłożyć na bok nadrzędny interes narodowy - pokój ze wszystkimi swoimi sąsiadami - w imię subtelności w stosunkach z obcym rządem?
To pierwszy przypadek, kiedy izraelski premier przyznaje, w dodatku z dumą, że podjęcie bardzo ważnej dla narodu izraelskiego decyzji zostało powierzone obcokrajowcom.

Przerabialiśmy już kiedyś to wszystko. W przededniu wojny Jom Kippur egipski prezydent Anwar Sadat zaoferował Izraelowi pokój w zamian za zwrot Synaju. Nieudolny rząd Goldy Meir zignorował tę propozycję z powodów bardzo zbliżonych do tych podawanych dziś przez Olmerta. W wojnie, która się potem rozpętała, życie straciło 2700 żołnierzy izraelskich, a tysiące innych zostało rannych. Po ustaniu walk Sadat wystosował pod adresem Izraela tę samą ofertę, jaką zgłosił przed wybuchem wojny - pokój w zamian za ziemię.
Czyżbyśmy się niczego nie nauczyli?
(Przełożył z angielskiego: Maciej Kositorny)

Amos Oz, Izrael powinien rozmawiać z Syrią ,
Gazeta Wyborcza 297 (5304), 21 grudnia 2006, s. 13.