|
Kogo przeraza Strach?
Aleksander Klugman
Midrasz Nr 2 (130), luty 2008, str.44 - 47
(bez polskich znakow)
Chcialem zabrac glos w dyskusji, jaka rozgorzala wokól ksiazki prof. Jana
Tomasza Grossa Strach, ale zrezygnowalem z tego, zapoznawszy sie ze znaczna
czescia wypowiedzi. Jak dotad bowiem nie jest to dyskusja w powszechnie
przyjetym znaczeniu tego slowa, ale nieslychana i niewybredna polajanka pod
adresem autora. Poziom wielu, pozal sie Boze, argumentów jest taki, ze
czlowiek wlasnym oczom nie chce uwierzyc. I wlasnie do tych "argumentów", a
nie do samej ksiazki, odnosza sie ponizsze uwagi.
3 marca 2001 roku ukazalo sie na lamach "Rzeczpospolitej" niemal
stenograficzne sprawozdanie z redakcyjnej dyskusji z udzialem publicystów,
autora oraz jego polemistów na temat wydarzen w Jedwabnem i ich opisu w
ksiazce Sasiedzi. Dyskusji przewodniczyli Jan Skórzynski i Pawel Lisicki.
Sprawozdanie zaczyna sie od stów: "Tematem naszej dyskusji sa wydarzenia w
Jedwabnem w 1941 roku - wszystkie ich okolicznosci i konsekwencje.
Przywiazujemy jako gazeta do tej sprawy bardzo duza wage i bierzemy udzial
w debacie pu?icznej, jaka sie tocz? w Polsce na ten temat od czasu
pierwszych publikacji profesora Grossa. Chcemy zaczac od prostego pytania,
które chyba jednak w tej sprawie nie znalazlo jeszcze wyczerpujacej
odpowiedzi, co sie tak naprawde wydarzylo 10 Lipca 1941 roku w Jedwabnem?"
Po pieciu latach, 15 lipca 2006, w rubryce "Od redaktora" na lamach dodatku
"Plus Minus" ukazal sie tekst podpisany przez Jana Skórzynskiego, w którym
stwierdza on m.in., ze "Jan Gross to ktos wiecej niz autor glosnych ksiazek
historycznych - to czlowiek z misja. Polsko-amerykanski socjolog, parajacy
sie historia najnowsza, chce wydobyc na swiatlo dzienne te fragmenty
polsko-zydowskiej przeszlosci, które sa zepchniete w strefe milczenia, bo
chluby Polakom nie przynosza. Zamiar tylez trudny, co godny poparcia.
Opublikowany przez Grossa piec lat temu zapis zbrodni, jakiej dokonali
polscy mieszkancy Jedwabnego na swych zydowskich sasiadach, choc niewolny
od bledów, otworzyl wielu ludziom oczy na ciemna strone naszego
historycznego dziedzictwa. "Rzeczpospolita" opisala sprawe Jedwabnego jako
pierwsza z polskich mediów... Wzielismy równiez zywy udzial w debacie
publicznej, jaka przetoczyla sie przez Polske. Publikacja Sasiadów wywolala
szok, ale byl to szok ozdrowienczy - przypomina Maciej Kozlowski w tym
numerze "Plusa Minusa". Znakomity publicysta i dyplomata, byty ambasador RP
w Izraelu, watpi jednak, czy nowa ksiazka Grossa, wydana w USA pod tytulem
"Strach", wywrze podobny efekt... Autor dokonuje w niej bowiem tak daleko
idacych uogólnien na temat zródel i wymiarów polskiego antysemityzmu, ze
jego tezy traca walor naukowy... Ksiazki Jana Grossa stawiaja jednak wazne
pytania, zmuszajac polskich historyków do szukania wlasnych odpowiedzi.
Dobrze, ze zostaly napisane".
Minelo kilka lat. Na swiecie, w Polsce oraz w redakcji "Rzeczpospolitej"
wiele sie zmienilo. Miedzy innymi Pawel Lisicki zostal jej redaktorem
naczelnym. Zanim w Polsce ukazal sie Strach, w zamieszczonym w gazecie
komentarzu naczelny "Rzeczpospolitej" dal sygnal do ataku. Przyznajac, ze
jeszcze ksiazki nie przeczytal, wystapil z cala ostroscia przeciwko jej
autorowi, zarzucajac mu ni mniej, ni wiecej brak elementarnej uczciwosci,
rzetelnosci, szacunku dna faktów, rozumienia historycznego procesu,
zdolnosci wyjscia poza swój waski punkt widzenia i dostrzezenia albo
przynajmniej próby dostrzezenia, kontekstu wydarzen. "Tego wszystkiego w
ksiazce Grossa nie ma" -wyrokuje Lisicki, który oczywiscie, jest
przekonany, ze on sam wszystkie te zalety posiadl.
Lisicki przyznaje, ze "Problem relacji Polaków i Zydów oraz problem
polskiego antysemityzmu jest rzecza bolesna, drazliwa i trudna". Czy wiec
kilka niewybrednych epitetów pod adresem autora moze w jakimkolwiek stopniu
pomóc w uczciwej - nawet wobec wlasnego sumienia - próbie oceny sprawy
"bolesnej, drazliwej i trudnej"? Czy nie byloby lepiej, uczciwiej i madrzej
pójsc szlakiem utartym na poczatku obecnego wieku i zainicjowac spoleczna
debate, rzeczowa i wolna od inwektyw, nad tym "bolesnym, drazliwym i
trudnym" problemem, jakim byl wybuch antysemityzmu w Polsce po upadku
hitleryzmu?
Lisicki jest "zaskoczony" i twierdzi, ze kazdy polski czytelnik musi byc,
jak on, zaskoczony, ze Gross sprowadzil cala (?) groze II wojny swiatowej
wylacznie do Holokaustu. "W tej ksiazce znika cierpienie innych ofiar niz
zydowskie, a problem uwiklania sie czesci Zydów w komunizm staje sie
calkiem nieistotny" - pisze.
Oba te "argumenty" sa równie bledne, jak i balamutne. Podobnie rozumiejac
stwierdzic by bowiem mozna, ze redaktor nie widzi zadnych innych problemów,
jakie stoja obecnie przed Polska, niz problem ksiazki Grossa. A jednak
istnieje oczywiscie wiele innych problemów i redagowana przez Lisickiego
gazeta daje im wyraz. Podobnie groza II wojny swiatowej - byla i nadal jest
opisywana w tysiacach innych publikacji, wiec zarzut, ze Gross, piszac o
problemie antysemityzmu w Polsce po II wojnie swiatowej, ignoruje inne
problemy, jest zywcem wziety z oslawionego sowieckiego argumentu: "a u was
bija Murzynów".
Niezwykle ciekawy jest zarzut, ze Gross ignoruje "problem uwiklania sie
czesci Zydów w komunizm" w PRL, bo przeciez w tym uwiklaniu nalezaloby sie
dopatrywac jesli nie usprawiedliwienia, to przynajmniej zrozumienia tla
poczynan antysemickich w Polsce po wojnie. Wlasnie w tej sprawie niezwykle
ciekawa jest opinia nie "mieszkajacego w USA polskiego socjologa
pochodzenia zydowskiego", ale stanowisko katolickiego mysliciela, ksiedza
Jacka Salija, który stwierdza, ze "mówiac o zbrodniach, jakich dopuscili
sie przeciwko nam niektórzy czlonkowie narodu zydowskiego, starajmy sie
stosowac te same zasady, jakie chcielibysmy, zeby byly stosowane w
odniesieniu do zbrodni, jakich dopuscili sie niektórzy Polacy przeciwko
Zydom" (O problemie polsko-zydowskim. Uwagi wychodzace przewaznie poza
temat). I dodajmy od siebie - nie tylko przeciwko Zydom. Podkreslajac, ze
wobec Zydów stosuje sie na ogól zasade zbiorowej odpowiedzialnosci,
ks. Salij pisze, ze "za kazda krzywde, prawdziwa lub pozorna, jakiej
dopuszcza! sie Zyd wobec chrzescijanina lub wobec chrzescijanskiej
zbiorowosci, odpowiedzialni sa wszyscy Zydzi". Dlaczego? Zydzi byli
zawsze w stosunku do strony chrzescijanskiej strona slaba, a "na kozla
ofiarnego wybiera sie zawsze kogos, kto jest slaby i kogo mozna pietnowac
stosunkowo bezkarnie. Materii zas do pietnowania nigdy nie zabraknie, jesli
tylko jej szukamy".
W tym miejscu chcialoby sie zapytac, czy komukolwiek w Polsce wpadnie na
mysl szerzenie nienawisci do Gruzinów? A przeciez Stalin, którego rece po
lokcie unurzane byly w polskiej krwi, byl Gruzinem! Wszystkie antypolskie
poczynania Sowietów, poczawszy od najazdu na Polske 17 wrzesnia 1939 roku,
poprzez przesladowanie ludnosci polskiej na terenach zagarnietych podczas
tego najazdu az po zbrodnie katynska i bezczynne przygladanie sie zza Wisly
walczacej Warszawie, byly wynikiem rozkazów Stalina. Jego podpis figurowal
na wszystkich jawnych i tajnych dokumentach, zawierajacych zlowieszcze dla
Polski postanowienia. A mimo to zaden Polak nie glosil i nie glosi hasel
nawolujacych do nienawidzenia Gruzinów. Do prób tego rodzaju "rozrachunków"
ustosunkowuje sie takze Jakub Karpinski w artykule pt. Asymetria: "Zbrodnie
UB to nie zbrodnie zydowskie, bo UB, Informacja Wojskowa, prokuratura lub
sadownictwo w czasach stalinowskich to nie byly instytucje zydowskie, ale
komunistyczne i sowieckie. Pracowali w nich ludzie pochodzenia zydowskiego,
Polacy i obywatele sowieccy. Funkcjonariusze tych instytucji niewiele mieli
wówczas wspólnego z zydostwem, ale za to wiele z komunizmem i z
podporzadkowaniem Polski interesom radzieckim. Przeciwstawiac sie
komunizmowi nie jest latwo. Kto chce zwalczac komunizm, a zwalcza Zydów,
temu sie pomieszalo w glowie i przestawilo".
I jeszcze jedna sprawa: zadnemu Polakowi na mysl nie przychodzi - i
zupelnie slusznie - ze powinien czuc sie moralnie odpowiedzialny za to, ze
twórca systemu krwawej rozprawy z przeciwnikami ideologicznymi, na dlugo
przed zbrodniami Hitlera i Stalina, byl czystej krwi Polak, Feliks
Dzierzynski, pierwszy szef sowieckiej "Czerezwyczajki". Czy jego
dzialalnosc usprawiedliwialaby chocby w minimalnym stopniu nastroje
antypolskie wsród Rosjan? Czy zdaniem krytyków Grossa moralne i dopuszczalne
jest wystawianie innym rachunków za ich rzekome winy, zapominajac o swoich
winach wobec innych? A jesli na kazdym Zydzie spoczywa w jakimkolwiek
stopniu odpowiedzialnosc za poczynania komunistów polskich pochodzenia
zydowskiego w sluzbie PRL, w takim samym stopniu na Pawle Lisickim spoczywa
odpowiedzialnosc za poczynania Feliksa Dzierzynskiego, Juliana
Marchlewskiego i wielu innych Polaków sluzacych obcym Polsce interesom
sowieckim. Czy ktokolwiek usilujacy w najmniejszy nawet sposób obarczyc
wszystkich Zydów odpowiedzialnoscia za - jak to formuluje Lisicki
-"uwiklania sie czesci Zydów w komunizm", gotów jest takze wziac na siebie
chocby ulamek odpowiedzialnosci za zbrodnicza akcje "Wisla", w ramach
której - na mocy decyzji biura politycznego PPR - w brutalny sposób
wysiedlono w roku 1947 ponad 140 tysiecy obywateli polskich narodowosci
ukrainskiej oraz Lemków z poludniowe-wschodnich obszarów Polski? W tej
zbrodniczej akcji uczestniczylo 16 pulków piechoty Wojska Polskiego oraz
eskadra lotnicza, nie liczac jednostek KBW WOP oraz milicji. Czy "uwiklanie
sie" tych polskich jednostek w zbrodnie obciaza kogokolwiek oprócz jej
inicjatorów? Dlaczego wiec inna miare nalezy stosowac wobec obywateli
polskich narodowosci zydowskiej?
"Po kolejnych opisach Grossa pojawic sie musi proste pytanie: jesli
wiekszosc Polaków byla taka, jak ich nam maluje autor Strachu,
irracjonalna, otepiala, poddana machinacjom katolickiego kleru, pazerna i
zbrodnicza masa, to czyz zaliczenie ich przez okupanta do kategorii
podludzi nie bylo aby uzasadnione?" - "argumentuje" naczelny redakter
"Rzeczpospolitej", zarzucajac Grossowi, ze "tworzy atmosfere konfrontacji i
wrogosci". To juz jest szczyt hipokryzji i watpie, czy sam autor tych slów
wierzy w ich rzetelnosc. Zestawianie tez Grossa w jednym rzedzie z
hitlerowskim traktowaniem Polaków jako "podludzi", zamiast uczciwego i
nawet jak najbardziej krytycznego, ale w kazdym razie rzeczowego i
merytorycznego ustosunkowania sie do nich, uraga juz nie tylko minimalnej
uczciwosci, ale nawet minimalnemu rozsadkowi.
O tym, ze naczelny nie jest odosobniony w swej redakcji, swiadczy zalew
komentarzy utrzymanych w wyznaczonym przez niego kierunku. Jeden z
czolowych publicystów tej powaznej swego czasu gazety doslownie nazajutrz
poinformowal czytelników, ze nie czytal i nie ma zamiaru czytac drugiej
ksiazki Grossa, bo calkowicie wystarczyla mu pierwsza, aby wyrobic sobie
jak najgorsze mniemanie o tym autorze. Po kilku dniach, widocznie po tym,
jak mimo to ksiazke przeczytal, w kolejnym komentarzu stwierdza, ze
"Ksiazka Jana ? Grossa jest nierzetelna, ahistoryczna i moralizatorska, a
do tego miejscami przeksztalca sie w niesmaczny akt oskarzenia wszystkich
Polaków o wrodzony antysemityzm".
Swoisty dowód powagi i glebi myslowej dal prezes IPN Janusz Kurtyka, który
przed mikrofonem rozglosni RMF powiedzial, ze "pana Grossa mozna nazwac
wampirem historiografii, dlatego ze jego ksiazka z nauka ma niewiele
wspólnego, operuje przede wszystkim emocja, operuje bardzo ograniczonym
zestawem zródel i bardzo jednostronnie interpretowanych" i wezwal
prokuratorów do scigania Grossa. Czy prezes IPN w ogóle wie, co oznacza
slowo "wampir"? Warto mu zaproponowac zajrzenie do slownika lub
encyklopedii...
Kurtyka zarzuca Grosowi, ze nie tylko nie jest historykiem, ale zapomnial
nawet, czym jest socjologia. On sam, oczywiscie, jest historykiem i posiada
nawet tytul doktora w tej dziedzinie nauki. Mim? to nie wie o takim
historycznym fakcie jak ten, ze w latach 1946-1947, kiedy to w Polsce mialo
miejsce wiele krwawych ekscesów antysemickich, Izrael jeszcze nie istnial i
dlatego mówienie (i to publicznie, przez radio), ze w owym okresie
"wiekszosc z ocalalych Zydów myslala o tym, zeby udac sie do Izraela", jest
powazna gafa historyka.
Wielu "polemistów" Grossa ma mu za zle, ze zarzuca jakoby "calemu narodowi
polskiemu" antysemityzm. Gdyby taki zarzut zostal postawiony, bylby to
rzeczywiscie powód do krytyki. Rzecz jednak w tym, ze jako pierwsi, na
dlugo przed publikacjami Grossa, bo jeszcze w okresie okupacji
hitlerowskiej, o powszechnosci antysemityzmu w spoleczenstwie polskim
pisali... emisariusze rzadu polskiego w Londynie w przesylanych tam
raportach.
Stawianie tez Grossa w jednym rzedzie
z hitlerowskim traktowaniem Polakowi
jako "podludzi" uraga juz nie tylko
minimalnej uczciwosci, ale nawet
minimalnemu rozsadkowi
25 wrzesnia 1941 roku, a wiec w trzy miesiace po wybuchu wojny
sowiecko-niemieckiej i po pierwszej fali zbiorowego mordowania Zydów na
wschodnich terenach Rzeczypospolitej przez oddzialy specjalne SS, dowódca
Armii Krajowej, general Grot-Rowecki, wyslal do Londynu telegram
nastepujacej tresci:
"Melduje, ze wszystkie oswiadczenia i posuniecia Rzadu i czlonków Rady
Narodowej dotyczace Zydów w Polsce wywoluja w Kraju jak najgorsze wrazenie
i znakomicie ulatwiaja propagande rzadowi nieprzychylna lub wroga... Prosze
przyjac jako fakt zupelnie realny, ze przygniatajaca wiekszosc kraju jest
nastrojona antysemicko... Antysemityzm jest obecnie postawa szeroko
rozpowszechniona..."
Po kilku latach, w lipcu 1944, a wiec juz po powstaniu w getcie
warszawskim, po wymordowaniu przez hitlerowców prawie calej ludnosci
zydowskiej na okupowanych przez nich terenach, w przededniu powstania
warszawskiego, kolejny emisariusz polityczny, Marek Celt (Tadeusz Chciuk),
po powrocie z misji do kraju napisal: "Delegat Rzadu prosil mnie, abym
oswiadczyl, ze wedlug niego Rzad przesadza w milosci dla Zydów. Delegat
rozumie, ze to sa dla naszej polityki zagranicznej posuniecia konieczne,
ale uwaza, ze trzeba w nich zachowac umiar. Zarówno za rzadów generala
Sikorskiego, jak i teraz, Rzad idzie w swym filosemityzmie za daleko
zwlaszcza, ze w kraju Zydzi sa nielubiani".
Jacy Zydzi byli wtedy w kraju nielubiani? Przeciez ich juz nie bylo, a
ludnosc polska byla swiadkiem ich meczenskiej smierci. Okazuje sie jednak -
na podstawie relacji Delegata Rzadu (londynskiego) - takze po smierci ich
nie lubila. A argument o "filosemityzmie" rzadu polskiego na potrzeby
polityki zagranicznej swiadczy tylko o tym, ze delegat Rzadu zdawal sobie
sprawe, jak swiat ocenic musi nienawisc Polaków - w takich warunkach - do
ginacych Zydów.
Rzad polski w Londynie, zdajac sobie doskonale sprawe z antysemickich
nastrojów wsród znacznej czesci (o ?? nie jej przytlaczajacej wiekszosci)
ludnosci w kraju, rozumial, ze moze to zaciazyc na stosunku rzadu
angielskiego i amerykanskiego do problemu pomocy dla polskie-o podziemia w
Polsce. Dlatego tez, gdy Jan Karski, wyslannik organizacji podziemnych w
kraju, przybyl po raz pierwszy na Zachód i zlozyl raport na temat sytuacji
Zydów w okupowanej Polsce, wywolal duza konsternacje. Informacje jego "byly
miejscami na tyle niewygodne dla rzadu generala Sikorskiego, ze
przygotowujac wersje oficjalna, do której alianci mogli miec dostep, raport
Karskiego sfalszowano. Uznano bowiem, ze Zachód nie powinien wiedziec o
nastrojach antysemickich w Polsce, o których informowal Karski w swoim
meldunku. Wedle jego rozeznania (a pisal swój raport jako emisariusz
polityczny podziemia, nie zas osoba prywatna dzielaca sie subiektywna
ocena) Niemcom udalo sie znalezc waska platforme porozumienia "z duza
czescia polskiego spoleczenstwa" wokól problemu zydowskiego".
I dlatego napasc na Grossa, który tylko powtarza opinie oficjalnych
przedstawicieli polskich w okresie okupacji, jest zupelnie nieuzasadniona.
Chyba ze ktos uwaza, ze po wyzwoleniu Polski spod hitlerowskiej okupacji
wczorajsi antysemici stali sie nagle filosemitami... Pogromy antyzydowskie
w Krakowie (1945) i Kielcach (1946) zdaja sie temu przeczyc.
O antysemityzmie, jaki byl dosc powszechny w okresie hitlerowskiej okupacji
w Polsce i o jego przyczynach, pisal dosc obszernie dr Emanuel Ringelblum,
kronikarz getta warszawskiego, który zostal rozstrzelany w Warszawie
podczas wojny, wiec nie mógl swoich opinii koniunkturalnie dostosowac do
aktualnej sytuacji politycznej w wolnej Polsce. A oto kilka jego
spostrzezen i uwag na temat antysemityzmu pod hitlerowska okupacja
(Stosunki polsko-zydowskie w czasie drugiej wojny swiatowej):
"Jeszcze przed upadkiem Warszawy hydra antysemityzmu zaczela podnosic
glowe. Zdarzalo sie niejednokrotnie, ze do schronów w domach czysto
polskich nie przyjmowano Zydów, nawet w chwilach bombardowania... Gdy
oficyna naszego domu zostala trafiona bomba, mieszkancy szukali azylu w
schronie przy ul. Leszno 13. Z motywów antysemickich odmówiono nam, pomimo
iz w naszym domu nie bylo w ogóle schronu... Antysemityzm ujawnil sie w
dlugich ogonkach przy Wisle, przy których wydawano mieszkancom wode. Na
zadanie antysemickiej lobuzerii utworzono oddzielne ogonki zydowskie i
oddzielne aryjskie. Na 50 aryjczyków dopuszczono 5 Zydów do wody. Zydów,
wracajacych z woda, przewracano, wylewano im wode, bito, katowano. W
rezultacie, po calodziennym wyczekiwaniu w ogonku, Zyd wracal do domu
posiniaczony, pobity, bez wody... [...]
Po nadejsciu Niemców antysemityzm odzyl w calej pelni. Ujawnilo sie to w
akcji charytatywnej, podjetej przez NSV (National-sozialistische
Volkswohlfahrt) - narodowo-socjalistyczna opieka spoleczna. Olbrzymie
samochody NSV rozdawaly wówczas na placach publicznych zglodnialej ludnosci
warszawskiej bezplatnie chleb oraz zupy z produktów zarekwirowanych w
Polsce. W pierwszych dniach nie wytaczono z tej akcji charytatywnej i
Zydów, ale czyniono to raczej dla filmów, które nakrecano w nowo zdobytej
stolicy. Na Placu Muranowskim bylem swiadkiem, jak Zydów obdarowanych
chlebem i zupa z uwagi na film, tuz po sfotografowaniu zolnierze niemieccy
bili niemilosiernie i rozpedzali ustawiona przez nich samych kolejke.
Antysemicki motloch wylapywal zglodnialych Zydów ustawiajacych sie w
kolejkach przed wozami NSV, wskazujac, kto jest Jude (jedyni slowo
niemieckie, które lobuzeria razu znala). Rozpoczely sie wkrótce lapanki do
rozmaitych formacji wojskowych, które potrzebowaly sil fachowych do
wykonywania rozmaitych robót. Poniewaz Zydzi nie nosili jeszcze wówczas
specjalnych odznak, trudno bylo niemieckim lapaczom odróznic Zydów od
nie-Zydów. W sukurs przyszly mety antysemickie, które usluznie wskazywaly
Niemcom, kto jest Zydem. Byla to pierwsza wiez zadzierzgnieta miedzy
polskimi antysemitami a hitlerowcami. Pomostem laczacym byl jak zawsze Zyd.
[...]
Na ludnosci zydowskiej pierwsze te wyczyny antysemitów polskich zrobily
wstrzasajace wrazenie. Wyobrazano sobie, ze gdy do zdobytej po tak
bohaterskiej obronie stolicy wkroczy wróg, syntetyzujacy w sobie podlosc i
perfidie Krzyzaków, bezwzglednosc i wiarolomstwo Prusaków, dzikosc
wandalów, moralnosc Hotentotów, okrucienstwo Mongolów, barbarzynstwo
?atarów, brutalnosc Hunów - spotka sie z ogólna, niema pogarda calego
narodu. Nikt oczywiscie nie bedzie winil narodu polskiego, ze nie zachowal
nalezytej postawy wobec wroga. Jest faktem bezspornym, i za to narody musza
chylic czolo przed Polakami, ze mimo straszliwego terroru nie znalazla sie
w Polsce ani jedna wybitna osobistosc, która chcialaby zajac miejsce
polskiego Hachy. Tym bardziej nas smuci, ze takiej godnej postawy nie
przyjal caly naród, ze juz w pazdzierniku i pózniej, znalazly sie
antysemickie elementy, i to dosc liczne, które wspólpracowaly z Niemcami na
odcinku zwalczania Zydów. Wspólpraca ta ujawnila sie na wielu odcinkach
zycia i obejmowala szerszy lub wezszy zasieg, zaleznie od okolicznosci
zewnetrznych... Pierwszy usmiech, który zakwitl na tw?rzy antysemity
polskiego potakujacy Niemcowi - to byl odzew na uderzenie, które spadlo na
zydowskiego przechodnia, zlapanego do pracy przez Niemca z pomoca
antysemity polskiego. [...]
...liczba bandytów antysemickich rosla z dnia na dzien. Dla wykolejenców
byl to jedyny sposób zarobkowania. Juz nie wystarczaly im pojedyncze
napasci. Organizacja patronujaca tym bandyckim elementom (niewatpliwie
któras z filii ONR-u) postanowila dac Warszawie spektakl, którego
antysemici byli z dawna spragnieni. Od NSV dostali panem, teraz chcieli
cir?enses. Zima kilkakrotnie zdarzaly sie ekscesy, z których najglosniejszy
byl pogrom lutowy (1940 roku). Bandy antysemitów, przewaznie mlodocianych,
ruszaly pod kierunkiem Niemca, zabezpieczajacego tyly i patronujacego
akcji. Uzbrojenie tych band skladalo sie z kijów, lasek, lomów zelaznych
itd. Hasla napastników byly: "wytepic Zydów", "precz z Zydami", "Niech zyje
niepodlegla Polska bez Zydów" itd. Po drodze tlukli szyby w sklepach,
oznaczonych tarcza Dawida, wylamywali zaluzje zelazne, otwierali sklepy i
rabowali. Zydów napotkanych po drodze tlukli, przewracali, bili do
nieprzytomnosci. Rabunek sklepów to byl final pogromu, jego cel istotny.
Pogromy trwaly przez kilka dni, nikt nie ingerowal. Milczala polska
policja, odpowiedzialna za bezpieczenstwo ludnosci, milczaly polskie
organizacje niepodleglosciowe... [...]".
Oburzenie niektórych polemistów Grosa budzi jego argument, ze jedna z
przyczyn antysemityzmu byla zwykla pazernosc ludzi, którzy sie "dorobili"
na hitlerowskiej zagladzie Zydów i dlatego bali sie (stad tytul ksiazki)
powracajacych do Polski niedobitków Zaglady. W ogóle udzial Polaków (nie
wszystkich, ale równiez nie tylko nielicznych) w eksterminacji Zydów
podczas hitlerowskiej okupacji i antyzydowskich ekscesów w latach
powojennych jest problemem nieprzyjemnym, o którym niezrecznie jakos dzis
mówic. Nie czul jednak takiej niezrecznosci "czystej krwi" lekarz polski,
dr Zygmunt Klukowski, który w swoich pisanych na goraco notatkach, podczas
hitlerowskiej okupacji i wydanych w Lublinie w roku 1958 pod tytulem
Dziennik z lat okupacji Zamojszczyzny, zanotowal:
"15 kwietnia 1942. Noc przeszla spokojnie, lecz panika wsród Zydów jeszcze
bardziej sie wzmogla. Od rana oczekiwali zjawienia sie lada chwila
zandarmów i gestapowców... Z róznych stron dochodza wiadomosci o
skandalicznym zachowaniu sie czesci ludnosci polskiej... Zydzi mnóstwo
rzeczy oddali na przechowanie mieszczanom i chlopom... Za przechowanie w
ciagu kilku dni dzieci i doroslych dawano ogromne pieniadze, lecz chlopi z
bliskich wsi boja sie, bo za ukrywanie Zydów grozi kara smierci, a
donosicieli wszedzie jest pelno... [...]
9 maja 1942. Dowiedzialem sie dzisiaj, ze wczorajsza wizyte gestapowców w
szpitalu zawdzieczam niejakiemu Wójtowiczowi, który podszedl do granatowego
policjanta towarzyszacego gestapowcom i powiedzial, ze ja w szpitalu
ukrywam Zydów, wymienil nawet pare nazwisk. W ogóle zachowanie sie pewnej
czesci ludnosci polskiej pozostawialo wiele do zyczenia. [...]
8 sierpnia 1942. Wyglad Zydów okropny, przewaznie w lachmanach, kobiety z
malymi dziecmi na rekach. Na twarzach maluje sie wprost zwierzecy strach i
beznadziejna rozpacz. Zachowuja zupelna cisze, nie slychac ani placzu, ani
lamentu. Domy zydowskie opustoszaly, niektóre mieszkania stoja otworem...
Wiekszosc Zydów ukryla sie tak, ze znalezc ich nie moga. Sporo ludnosci
polskiej, zwlaszcza chlopaków, gorliwie pomaga przy wyszukiwaniu Zydów...
Smiano sie, zartowano, wielu lazików poszlo na tzw. "zatyly", czyli do
dzielnicy zydowskiej, wypatrujac, czy nie da sie czegos zrabowac w
opuszczonych domach... Na miasto wylegly wszystkie szumowiny, zjechalo sie
sporo furmanek ze wsi i wszystko to niemal caly dzien stalo w oczekiwaniu,
kiedy mozna bedzie przystapic do rabunku..."
Opisywane przez dra Klukowskiego wydarzenia mialy miejsce w drugiej polowie
1942 roku. Czy po uplywie 3-4 lat, a wiec w pierwszych latach po wyzwoleniu
Zamojszczyzny spod okupacji, owa "spora czesc ludnosci polskiej, a w
szczególnosci chlopcy" (którzy w miedzyczasie nieco podrosli i stali sie
mlodziencami) zalowali swego niedawnego postepowania? Czy odczuwali palacy
wstyd na wspomnienie grabiezy zydowskiego mienia? Czy czuli zazenowanie na
mysl o udziale, u boku hitlerowskich oprawców, w nagonce na nieszczesliwych
Zydów próbujacych sie ukryc przed swymi katami? Czy przynajmniej staneli
przed konfesjonalem i ze skrucha powiedzieli ksiedzu-spowiednikowi:
"zgrzeszylem, ojcze"? Czy raczej na widok nielicznych co prawda Zydów,
powracajacych z hitlerowskich obozów smierci, obawiali sie i odczuwali
strach? Czy to nie oni wlasnie kontynuowali, dostosowane do nowych
warunków, antysemickie postepowanie?
Wiec nie jest to wymysl Grossa...
Histerycznym krzykiem, wyzwiskami i obrazliwymi epitetami mozna ewentualnie
zagluszyc czyjes slowa czy wypowiedzi, ale w zadnym wypadku nie mozna
zmienic przeszlosci. Historie mozna zaklamac, nie mozna jej jednak zmienic.
No virus found in this incoming message. Version: 7.5.519 / Virus
Checked by AVG.
Database: 269.22.0/1342 - Release Date: 3/25/2008 10:26 AM
|