|
Lekceważyłam nasz antysemityzm
Dominika Wielowieyska, Gazeta Wyborcza
10 kwietnia 2008
http://www.gazetawyborcza.pl/51,88975,5104221.html
(bez polskich znakow)
Tych, którzy krzyczeli i pisali, ze trzeba pozbawic Żydów władzy, uważałam
za garstkę wariatów. Za folklor bez znaczenia.
Zmieniłam jednak zdanie
W ciagu ostatnich kilkunastu lat moje poglady na temat relacji
polsko-zydowskich bardzo sie zmienily. Byc moze moja droga jest
doswiadczeniem takze innych moich rówiesników, którzy wiekszosc edukacji
odebrali w PRL, a w dorosle zycie wchodzili w epoce Okraglego Stolu.
Wychowalam sie w srodowisku, w którym antysemityzm nie istnial, nikt nie
badal, kto jakie ma korzenie i co z tego wynika. To srodowisko to moja
liczna rodzina z tradycja polskiego ziemianstwa w tle, warszawski Klub
Inteligencji Katolickiej i podwarszawska Falenica z moimi przyjaciólmi z
robotniczych i inteligenckich rodzin.
Owszem slyszalam o Marcu '68, ale uwazalam, ze odpowiedzialnosc za to
ponosza komunisci, których w zaden sposób nie mozna utozsamiac ze
spoleczenstwem. Pierwszy raz z antysemityzmem spotkalam sie we Francji,
majac 18 lat, kiedy to zona pewnego eurodeputowanego spytala mnie, czy
wyszlabym za maz za Zyda, bo ona nigdy by sie na cos takiego nie
zdecydowala. Zamurowalo mnie.
Dlatego kiedy w tym samym roku po powrocie do Polski obejrzalam francuski
film Claude'a Lanzmanna "Shoah", bylam wstrzasnieta. Jak ktos moze nas,
ofiary nazizmu, oskarzac o wspóludzial w zbrodni? I to Francuzi, którzy
maja na swoim koncie Vichy?
O tym filmie napisano bardzo wiele, wielki tekst poswiecila mu Anna Bikont
w 1997 roku, przedstawiajac Lanzmanna jako wielkiego filmowca. Nie pominela
jednak zadnej z fatalnych cech rezysera, który antysemityzm dostrzegal
wszedzie: nawet dwa filmy Andrzeja Wajdy "Ziemia obiecana" i "Korczak"
uwazal za antysemickie. Nie rozwodzac sie nad ocena filmu, przywolam tylko
Jerzego Turowicza, który uwazal "Shoah" za film wielki, choc
podporzadkowany tezie, ze eksterminacja Zydów byla ostateczna kulminacja
antysemityzmu chrzescijan, a dla rezysera z samego faktu, ze Polacy sa
katolikami, wynikalo, ze musza byc antysemitami. "Niestety, jezeli chodzi o
sprawe polska - pisal Turowicz - film jest zdecydowanie nieobiektywny,
tendencyjny i w ostatecznej wymowie - antypolski".
Ja nie potrafilam docenic wielkosci tego filmu, tak bardzo bylam
rozgoryczona jego wymowa.
Lekcewazylam doniesienia o wiecu, na którym krewcy zwolennicy Lecha Walesy
krzyczeli, by pozbawil wladzy Zydów, uwazalam ich za garstke wariatów.
Lekcewazylam zenujace incydenty jak ten z Tadeuszem Mazowieckim, kiedy to
ktos na spotkaniu wyborczym zadal od premiera, by przedstawil swoje drzewo
genealogiczne.
Delikatny niepokój pojawil sie w polowie lat 90. w czasie rozmów z uznanym
w swej dziedzinie profesorem, który snul rozwazania o zydokomunie, o tym,
ze UB to wlasciwie byli sami Zydzi.
Gdy niedlugo po tych rozmowach z moja kilkuletnia córka ogladalam "Betlejem
polskie" Lucjana Rydla, gdzie dziarski chlop w krakowskim stroju bije Zyda,
bo zabil Pana Jezusa, niepokój powoli zamienial sie w przerazenie. Czy aby
edukacja mojej córki na pewno zmierza w dobra strone?
Potem przyszly lektury pamietników Marii Dabrowskiej i innych ksiazek, w
których pojawialy sie opisy traktowania Zydów przed II wojna swiatowa.
Gdy czytalam "Ogród pamieci" Joanny Ronikier-Olczak, poczulam zal: oto
dziadek autorki slynny wydawca najwiekszych poetów okresu miedzywojennego
Jakub Mortkowicz, który mial niezwykle zaslugi dla polskiej kultury, czul
sie przez Polaków odrzucany z powodu swego pochodzenia.
Nie zajmowalam sie studiowaniem relacji polsko-zydowskich, ten temat wciaz
wracal. Jakby mimochodem. Wzielam do reki pamietnik mojego praprapradziadka
Henryka Wielowieyskiego, urodzonego na poczatku XIX wieku.
Jako mlody chlopak musial wziac odpowiedzialnosc za swój majatek i rodzine,
jego ojciec umarl bardzo wczesnie. A tu jeszcze wojna i obowiazki wobec
ojczyzny. Pojawily sie klopoty finansowe. "Na pomoc przyszedl mi
niespodziewanie stary zyd z sasiedniego miasteczka, dowiedziawszy sie, ze
jestem w klopotliwem polozeniu, przyniósl mi potrzebne pieniadze, a kiedym
zdziwiony tem, serdecznie mu podziekowal i pytal o procent, jakiby zadal,
odpowiedzial mi: "Ja sie z laski ojca panskiego dorobil tego, co mam, to od
pana procentu nie wezme, dasz mi pan co bedziesz chcial i czekac bede
dopóki sie pan nie dorobisz, abys mi mógl z latwoscia oddac." I pomiedzy
zydami trafiaja sie ludzie z sercem i uczciwoscia. Nie wyszedl on zle na
tem, bo oprócz prawego procenta dawalem mu nieraz to pszenicy na mace, to
ryb na szabas, w zimie troche drzewa na opal - obie strony byly zadowolone
i robilismy sobie wzajemnie reklame ja rozpowiadajac pomiedzy szlachta jego
bezinteresowny i szlachetny uczynek, a on zas moja wytrwala prace,
rzetelnosc i sumiennosc i obydwu nam to na dobre wychodzilo".
Mily to fragment, gdyby nie zdanie, ze nawet wsród Zydów sa ludzie uczciwi.
Znów uczucie zalu, choc przeciez z tej historii wniosek plynie prosty - moi
przodkowie, Henryk i jego ojciec Pawel, byli wzorem obywateli bez uprzedzen
narodowosciowych.
Pod koniec lat 90. w eseju opublikowanym w "Gazecie Wyborczej" Aleksander
Smolar z chirurgiczna precyzja opisywal relacje polsko-zydowskie zaraz po
wojnie, opisywal zródla wzajemnych niecheci, urazów. Nie pomijal zadnych
tematów jak chocby legendy o zdominowaniu UB przez oficerów o zydowskich
korzeniach.
Tekst bardzo ciekawy i wywazony pod kazdym wzgledem. Pies z kulawa noga nie zajal sie tym artykulem.
Jakis czas pózniej Jan Tomasz Gross opublikowal ksiazke "Sasiedzi", o tym
jak Polacy wspóluczestniczyli w zabijaniu swoich zydowskich sasiadów w
Jedwabnem. Nie bylo tam chirurgicznej precyzji, ani wywazenia. Byl brutalny
opis wydarzen. I byly bledy wskazane przez wielu historyków. Wybuchla
burza. Dzieki tej burzy do wielu Polaków, szczególnie z mlodego pokolenia,
dotarlo, ze takie wydarzenia jak to w Jedwabnem w ogóle mialy miejsce.
Sporo polskich naukowców i intelektualistów podeszlo do ksiazki w sposób
emocjonalny. Malo kto chcial uznac wine Polaków.
W "Gazecie Wyborczej" debate o "Sasiadach" rozpoczal tekst Jacka
Zakowskiego, bardzo krytyczny wobec Grossa. Podpisywalam sie pod tekstem
Zakowskiego obydwoma rekami.
Znów mija kilka lat. Adam Michnik publikuje wielki tekst o pogromie
kieleckim z 1944 roku. Ta sama chirurgiczna precyzja, to samo wywazenie
racji jak u Smolara. Michnik szczególowo analizowal role bp Czeslawa
Kaczmarka, który zamiast potepic pogrom, powtarzal, ze Zydzi promuja ustrój
komunistyczny. Przywolywal tez biskupa Teodora Kubine, który po pogromie jako jedyny z wysokich hierarchów polskiego Kosciola zdecydowanie potepil pogrom i antysemityzm. I znów to samo. Zadnej debaty o tym tekscie. Kosciól w Polsce nie zdobyl sie na zadna refleksje w tej sprawie.
I znów pojawia sie Gross z kolejna ksiazka "Strach". Zadnego wywazenia,
tylko wstrzasajace opisy zabijania, zerowania na tragedii ludnosci
zydowskiej. I znów wybucha awantura.
Przywoluje te publikacje jednym tchem, bo tak naprawde nie potrafie wskazac
momentu, w którym nastapil przelom w moim mysleniu o polskim
antysemityzmie. Nie kwestionowalam tego, co napisal Gross, ani tego, co
opisywala Anna Bikont w ksiazce "My z Jedwabnego". Ale nie bylam w stanie
zaakceptowac ich punktu widzenia.
Chyba juz po publikacji "Strachu" pojelam, ze stalo sie zlo, które trzeba
nazwac i pochylic glowe, zamiast sie gimnastykowac i wykazywac, ze Gross
pomylil styczen z marcem, a w stodole Zydów nie bylo 200, tylko 160.
Rozumiem powaznych krytyków Grossa i ich argumenty. Maja swoje racje.
Rozumiem tych, którzy sa zbulwersowani ta ksiazka.
Jest to bariera psychologiczna, której pokonanie zajelo mi kilkanascie lat.
Kiedy oskarzaja moich rodaków o zbrodnie, instynkt kaze protestowac i
bronic sie przed zarzutami. To naturalny odruch.
Ale glosy publicystów, którzy przekonuja, iz ksiazka Grossa wzmocni
antysemityzm w Polsce, sa dziwaczne. Mamy uciekac od rozliczenia tych
wydarzen dlatego, ze ktos stanie sie przez to wiekszym antysemita?
Pokrecona logika.
Juz bardziej uzasadnione wydaje mi sie przypominanie przypadków, kiedy to
Polacy ratowali Zydów. To zdrowszy odruch samoobrony.
Nie zmienia to jednak mojego przekonania, ze wrogosc Polaków wobec
srodowisk zydowskich nie byla zjawiskiem marginalnym.
Obojetnosc Polaków wobec Zaglady nie byla czyms rzadko spotykanym.
Marzec '68 nie byl jedynie tworem komunistów.
Poszukiwania dowodów, ze za pogromem kieleckim stalo od poczatku do konca
UB, wydaje sie zalosna próba zagluszenia wyrzutów sumienia.
A zbrodnie nie byly dokonywane jedynie przez ludzi z marginesu, wyrzutków
spoleczenstwa. Mialy swoje korzenie w polskim antysemityzmie, niezwykle
odpornym na dzialanie czasu. Wystarczy posluchac, co dzis wygaduja
niektórzy zwolennicy Radia Maryja.
Dzis tym wszystkim faktom trzeba stawic czolo. W tej dziedzinie i prezydent
Aleksander Kwasniewski i prezydent Lech Kaczynski zrobili wiele dla
poprawienia wizerunku Polski w swiecie.
Dlaczego wiec dzis kardynal Stanislaw Dziwisz utyskuje na wydawnictwo Znak,
które wydalo ksiazke Grossa, a nie umie zdobyc sie na jasna deklaracje, ze
Kosciól polski czuje sie spadkobierca bpa Kubiny, a nie bpa Kaczmarka?
Takiej jasnej deklaracji nie moglam sie doszukac w wypowiedzi zadnego z
biskupów.
Dlaczego Jerzy Robert Nowak moze jezdzic po kraju z antysemickimi
wykladami, a kolejne parafie, kolejni proboszczowie udostepniaja mu
swiatynie katolickie? I prawie nikt przeciwko temu nie protestuje.
Jak to mozliwe jest w XXI wieku?
Czy ksiazka Grossa nie obnazyla przypadkiem prawdziwej natury czesci
Polaków, skrywanej, tlumionej, ale wciaz istniejacej?
Dlaczego szef Radia Maryja moze bezkarnie nazywac prezydenta oszustem, bo
podobno chce oddac polski majatek obywatelom polskim pochodzenia
zydowskiego?
Najwyzszy czas, by przestac traktowac antysemityzm jako folklor.
Najwyzszy czas, by Polacy dokonali rachunku sumienia, bez wykretów i
uderzania sie w cudze piersi. Mamy w tej sprawie duzo do zrobienia, a
najwiecej - hierarchowie naszego Kosciola.
--
--
No virus found in this incoming message.
Checked by AVG.
Version: 7.5.519 / Virus Database: 269.22.12/1374 - Release Date: 4/11/2008 4:59 PM
|