|
Nowe oblicze antysemityzmu
Prawie połowa zachodnich Europejczyków
uważa, że Żydzi są im kulturowo obcy
PIOTR ZYCHOWICZ
Rzeczpospolita, 28 stycznia 2004
Obóz koncentracyjny Sachsenhausen
w Niemczech
|
27 stycznia - dzień, w którym przed
59 laty sowieckie wojsko zajęło niemiecki obóz koncentracyjny
w Auschwitz - uznawany jest w wielu krajach za dzień pamięci
ofiar holokaustu. Tegoroczne uroczystości odbyły się jednak
w cieniu narastającego konfliktu pomiędzy Unią Europejską
a Izraelem. Czy rzeczywiście mamy do czynienia z odrodzeniem
się antysemityzmu w Europie Zachodniej? Niewątpliwie tak.
Jest to jednak antysemityzm o nowym obliczu.
Włoska gazeta "Corriere della Sera"
postanowiła głębiej zbadać to zjawisko, zlecając przeprowadzenie
specjalnego sondażu we Włoszech, Francji, Belgii, Austrii,
Hiszpanii, Holandii, Luksemburgu, Niemczech oraz Wielkiej
Brytanii. Jej wyniki - opublikowane w poniedziałek - wprawiły
Europę w osłupienie.
46 procent zachodnich Europejczyków
uznało, że mieszkający wśród nich Żydzi są im "mentalnie
obcy i prowadzą odmienny tryb życia". Ponad 40 procent
stwierdziło, że Żydzi mają "specyficzny stosunek do pieniędzy".
Ponad jedna trzecia zgodziła się z twierdzeniem, że powinni
oni zaprzestać "odgrywania roli ofiar holokaustu".
Na pytanie, czy judaizm jest religią nietolerancyjną - "tak"
odpowiedziało 18 procent ankietowanych, jednocześnie 17 procent
uznało, że zamieszkujący ich kraj Żydzi nie są ich "prawdziwymi"
współrodakami.
- Wirus antysemityzmu jest bardziej
odporny, niż nam się wydawało - skomentował znany amerykański
rabin David Rosen.
ROCZNICA WYZWOLENIA
OBOZU AUSCHWITZ-BIRKENAU W 59.
rocznicę wyzwolenia Auschwitz
byli więźniowie tego hitlerowskiego obozu zwrócili się
do polityków Europy i świata o zaniechanie waśni, wojen
i konfliktów zbrojnych. Rocznicowe uroczystości odbyły
się wczoraj przed pomnikiem Ofiar Obozu w Brzezince.
Odczytano tam przesłanie, z jakim byli więźniowie Auschwitz
zwrócili się do parlamentów, rządów i partii politycznych
państw Europy i innych części świata. Wezwali ich, by
czynili wszystko dla utrzymania pokoju i nigdy nie dopuszczali
do wojen. "Z tego tragicznego miejsca wołamy nie
o zemstę, lecz o pamięć i rozwagę. Niech krew tu przelana
stanie się źródłem dobra wśród ludzi. (...) Niech ksenofobia
i nienawiść, rasizm, antysemityzm i szowinizm nie niszczą
przyjaznego współżycia narodów (...). Aby zło ludobójstwa
i holokaustu Auschwitz-Birkenau nie mogło już nigdzie
i nigdy znaleźć miejsca na ziemi" - napisali byli
więźniowie. J.SAD. |
Zagrożenie dla pokoju
O narastaniu nastrojów antysemickich
świadczą nie tylko wyniki rozmaitych sondaży, ale również
statystyki kryminalne. Na przykład we Francji liczba aktów
wandalizmu i napaści o podłożu antysemickim wzrosła w zeszłym
roku dwukrotnie. W Niemczech policjanci przed instytucjami
żydowskimi czy transportery opancerzone chroniące synagogi
to normalny widok.
Prawdziwym sygnałem, że w masowej świadomości
zachodnich Europejczyków zachodzą niepokojące procesy, były
jednak wyniki sondażu. Ku zdziwieniu tamtejszej klasy politycznej
i powszechnemu oburzeniu Izraelczyków większość respondentów
przeprowadzonej w listopadzie ankiety wskazała na państwo
Izrael jako największe zagrożenie dla światowego pokoju.
Kolejnym sygnałem stał się raport dotyczący
antysemityzmu sporządzony na zlecenie Europejskiego Centrum
Monitoringu Rasizmu i Ksenofobii. Dokument wykazał, że winę
za większość antyżydowskich wystąpień ponoszą przedstawiciele
społeczności muzułmańskich oraz antyglobaliści. Raport ten
tak zaskoczył europejskich polityków, że postanowili zataić
jego treść. Opublikował go dopiero dwa miesiące temu Światowy
Kongres Żydów, któremu udało się wejść w posiadanie kopii.
Pod wpływem obu tych wydarzeń dwaj prominentni
działacze żydowscy: Edgar Bronfman, przewodniczący Światowego
Kongresu Żydów, i Cobi Benatoff, szef Europejskiego Kongresu
Żydów, w artykule opublikowanym na łamach "Financial
Times" stwierdzili, że Komisja Europejska szerzy antyżydowskie
nastroje.
APEL O USTANOWIENIE DNIA PAMIĘCI O HOLOKAUŚCIE
Bruksela
walczy z antysemityzmem Kraje
Unii powinny obchodzić europejski dzień pamięci o holokauście
- uważa Romano Prodi. To kolejna inicjatywa przewodniczącego
Komisji Europejskiej, której celem jest przekonanie
opinii publicznej, że w Brukseli nie ma antysemickich
nastrojów. - W XXI wieku na wszystkich ludziach spoczywa
odpowiedzialność za zapobieżenie horrorowi ludobójstwa,
czystek etnicznych, rasizmu, ksenofobii i antysemityzmu
- powiedział Prodi z okazji 59. rocznicy wyzwolenia
obozu koncentracyjnego w Auschwitz. Włoch przypomniał,
że holokaust miał miejsce w Europie. Między innymi to
bolesne doświadczenie doprowadziło do powstania zjednoczonej
Europy. Przewodniczący Komisji uważa, że powinno się
obchodzić europejski dzień pamięci dla upamiętnienia
ofiar holokaustu i oddania hołdu tym, którzy - często
z narażeniem własnego życia - sprzeciwiali się zbrodniom.
Prodi proponuje, by każdy kraj wybrał datę, uzasadnioną
jego własną historią. Apel przewodniczącego Komisji
to kolejna reakcja na oskarżenia o antysemityzm wysuwane
pod adresem Unii Europejskiej. W najbliższych tygodniach
z inicjatywy Prodiego odbędzie się w Brukseli seminarium
poświęcone temu problemowi. Anna Słojewska z Brukseli
|
Europejski paradoks
Oskarżenie Unii o antysemityzm wydaje
się paradoksem. Organizacja ta, podobnie jak większość klasy
politycznej Europy Zachodniej, znana jest z wyjątkowej wrażliwości
- a często nawet nadwrażliwości - na wszelkie przejawy dyskryminacji
rasowej, narodowościowej czy religijnej. Trudno więc dziwić
się przewodniczącemu Komisji Romano Prodiemu, że po przeczytaniu
artykułu był "zaskoczony i zszokowany".
Zatajenie kontrowersyjnego raportu jest
faktem. Wydaje się jednak, że nie może być w tym przypadku
mowy o antysemityzmie europejskich przywódców, ale raczej
- kolejny paradoks - o ich nadmiernej politycznej poprawności.
Dokument, który wskazał na muzułmańskich imigrantów jako sprawców
większości antyżydowskich wystąpień, wprawił europejskich
decydentów w niemałe zakłopotanie. Do tej pory wszelka krytyka
tej społeczności piętnowana była bowiem jako przejaw ksenofobii
lub politycznego populizmu.
Stwierdzenie, że wielu podobnych aktów
dokonują antyglobaliści, również nie pasowało do obowiązującej
wizji świata. Okazało się, że flag z gwiazdą Dawida nie palą
już tylko skinheadzi, ale również młodzi anarchiści z arafatkami
na twarzach i Che na koszulkach. Według nich Izrael jest państwem
ucisku, bliskowschodnią emanacją amerykańskiego imperializmu.
Tym samym młodzi europejscy buntownicy - w których wielu dzisiejszych
przywódców widzi kontynuatorów ruchu 1968 roku - stanęli w
jednym szeregu z neonazistowskimi bojówkarzami.
Zakładnicy Izraela
Metody używane przez Izraelczyków do
tłumienia intifady mogą budzić kontrowersje. Mimo to upatrywanie
wroga światowego pokoju numer 1 w Izraelu, a nie w nieprzewidywalnych
krajach igrających z bronią masowej zagłady - w rodzaju Korei
Północnej czy niektórych państw muzułmańskich - wydaje się
co najmniej zaskakujące.
Nie ulega wątpliwości, że winę za podobny pogląd ponoszą,
tradycyjnie proarabskie, europejskie elity. Nie jest tajemnicą,
że wielu wpływowych polityków UE bardzo krytycznie ocenia
sposób, w jaki Izrael, zwłaszcza rząd Ariela Szarona, rozwiązuje
problem z Palestyńczykami. To, w jaki sposób Wspólnota angażuje
się w bliskowschodni konflikt - przekazywanie Autonomii wielomilionowej
pomocy, kontakty z izolowanym Jaserem Arafatem - również nie
sprzyja narastaniu proizraelskich nastrojów.
Nie bez znaczenia jest także przekazywany
przez europejskie media stereotyp przedstawiający Izraelczyków
jako proamerykańskich militarystów, strzelających do dzieci.
W ten sposób, jak stwierdził jeden z niemieckich naukowców,
"Żydzi stali się zakładnikami polityki prowadzonej przez
państwo Izrael".
Pogląd ten potwierdził sondaż "Corriere
della Sera". Ponad 71 procent ankietowanych stwierdziło,
że Izrael powinien opuścić okupowane przez siebie terytoria.
Niemal taka sama liczba Europejczyków uważa, że premier Szaron
dokonuje "złych wyborów. " - Korzenie nowego antysemityzmu
znajdują się na Bliskim Wschodzie - zauważył były francuski
premier Alain Jupp?.
Dwa antysemityzmy
Choć Romano Prodi załagodził spór z
żydowskimi liderami, a francuski rząd nazwał walkę z narastającym
antysemityzmem swoim priorytetem, należy mieć nadzieję, że
europejscy przywódcy stawią czoło niewygodnym dla siebie faktom
i przyjmą do wiadomości, że mają do czynienia z nowym zjawiskiem.
Zagrożenie stanowi obecnie bowiem nie tylko antysemityzm wypływający
z nauk zawartych w "Mein Kampf", ale również z antyamerykanizmu,
z krytyki poczynań Izraela oraz z muzułmańskiego fundamentalizmu.
W przyszłym miesiącu odbędzie się, zorganizowana przez Komisję
Europejską, międzynarodowa konferencja poświęcona antysemityzmowi.
Wypada mieć nadzieję, że jej uczestnicy wyciągną z ostatnich
wydarzeń odpowiednie wnioski. -
DLA "RZECZPOSPOLITEJ":
Bogusław Majewski, rzecznik MSZ
Ustanowienie dnia pamięci o holokauście jest wynikiem
wspólnych przemyśleń europejskich ministrów edukacji.
Jeszcze w 2000 roku w Krakowie przyjęli oni tekst deklaracji
o wprowadzeniu tego dnia do programu edukacyjnego. Jako
datę realizacji inicjatywy polskie ministerstwo zaakceptowało
19 kwietnia (rocznica powstania w Getcie Warszawskim).
Myślę, że data ta najbardziej kojarzy się - zarówno
w szkołach, jak i w świadomości całego społeczeństwa
- z tragedią holokaustu oraz wolą przeciwstawiania się
podobnym zbrodniom przeciwko ludzkości. Dla Polski ustanowienie
dnia pamięci o holokauście jest jednym z priorytetów.
NOT. S.G. |
|