|
Musimy pokazać potomkom wymordowanych
Żydów całą prawdę o Polsce i Polakach
Przyjaciele Konrada Żegoty
Rzeczpospolita, 2 lipca 2004
MAREK ŻEBROWSKI
Medialne dyskusje o wizerunku Polski
w świecie rozbudzają się co chwilę - wraz z powstaniem nowych
projektów logo czy konkursami na rozmaite hasła - i równie
szybko zamierają, bez konkretnych efektów. Podejrzewać można,
że wciąż nie ma nawet rzetelnej analizy tegoż wizerunku, skoro
za rozwiązanie niektórych kluczowych wręcz zagadnień nie zabrano
się przez piętnaście lat niepodległości. Jedno z nich zawiera
się w trzech słowach "Polacy - Żydzi - holokaust".
Tysiące młodych Żydów i Amerykanów,
Francuzów czy Niemców odwiedzają co roku Polskę, by zobaczyć
kraj, w którym żyli ich przodkowie, i odwiedzić miejsce noszące
najstraszniejszą na świecie nazwę: Auschwitz. Płaczą na Umschlagplatz.
Od kilku tygodni do tragicznej listy miejsc pamięci dołączył
nowy pomnik w Bełżcu. Polska często nie kojarzy się im z niczym
więcej, dobrze więc, jeśli przy okazji zobaczą Kraków czy
Warszawę, wybiorą się w Tatry czy nad morze. Jednak krajobrazowe
atuty Polski nie zmienią faktu, że wyjadą stąd z przeświadczeniem,
że to kraj, w którym mordowano ich naród, żydowski cmentarz.
Jeśli zaś trafi w ich ręce któryś z tekstów mówiących o "polskich
obozach śmierci" czy polskim współdziałaniu w nazistowskich
zbrodniach, przeświadczenie to się umocni. A przyczynić się
do tego mogą choćby deputowani izraelscy, którzy przed paroma
laty na forum Knesetu ganili "polski antysemityzm"
podczas oficjalnej wizyty ministra Władysława Bartoszewskiego,
jednego z założycieli "Żegoty".
Festiwal Kultury Żydowskiej, którego
czternasta edycja trwa właśnie w Krakowie, jest jednym z niewielu
elementów zmieniających ten obraz Polski. Nowym rozdziałem
w relacjach polsko-żydowskich stanie się natomiast z pewnością
Muzeum Historii Żydów Polskich, mające powstać w Warszawie.
Autorzy pomysłu jego powołania chcą pokazać nie żydowską śmierć
w Polsce, lecz żydowskie życie tutaj, na przestrzeni wieków.
Chcą pokazać, dlaczego przez wieki tutaj właśnie ściągali
prześladowani w innych krajach Żydzi i jak dalece odcisnęli
swe piętno, ile z siebie oddali polskim dziejom i polskiej
kulturze. Odkryć współczesnym polskie korzenie takich postaci
jak Dawid Ben Gurion i Menachem Begin, Andre Citroen i Samuel
Goldwyn, Henri Bergson czy Isaac Bashevis Singer. Wierzę,
że w muzealnej ekspozycji znajdzie się też miejsce dla Żydów,
którzy w polskich mundurach ginęli w Katyniu, pod Tobrukiem
czy Monte Cassino. Ginęli za swoje - i za nasze - państwo.
Będziemy więc mieli muzeum zagłady w
Oświęcimiu i muzeum życia w Warszawie. Ale nawet te dwie instytucje
nie wypełnią wielopokoleniowej luki w świadomości Żydów i
Polaków. Za konieczne uznać należy utworzenie instytucji,
która dokumentować będzie wysiłki próbujących planom zagłady
się przeciwstawić - Instytutu i Muzeum Pamięci "Żegoty".
Musimy pokazywać światu sylwetki Jana Karskiego, który rządom
aliantów usiłował przedstawić prawdę o położeniu polskich
Żydów pod niemiecką okupacją, czy Zofii Kossak-Szczuckiej,
współtwórczyni "Żegoty" - Tymczasowego Komitetu
Pomocy Żydom, przekształconego szybko w oficjalny organ Delegatury
Rządu RP na Kraj, Radę Pomocy Żydom. Dziś, jeśli chcemy uczciwie
spojrzeć na historię wielowiekowych relacji polsko-żydowskich,
musimy zarówno zmierzyć się ze świadomością silnych przed
wojną nastrojów antysemickich, jak i pamiętać o okupacyjnej
działalności tej katolickiej pisarki, zbliżonej właśnie do
kręgów antysemickich. Nie można patrzeć na przedwojenny antysemityzm
w Polsce przez pryzmat holokaustu. Ale też nie można mówić
o polsko-żydowskich relacjach, zaprzeczając istnieniu antyżydowskich
nastrojów w II RP. Oba te zachowania skażone są błędem ahistoryczności
i stanowią zbrodnię na pamięci.
Konrada Żegotę, którego imię nosił Tymczasowy
Komitet, wymyśliła właśnie Kossak-Szczucka. Ci, których pracę
koordynowała Rada Pomocy Żydom, byli jednak postaciami rzeczywistymi,
przeciwstawiającymi się rzeczywistej tragedii. Dziś Polacy
pomagający w okresie hitlerowskiego bestialstwa Żydom stanowią
ok. 1/3 grona Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Ale dla
tychże narodów symbolem bohaterstwa pozostaje Niemiec Oskar
Schindler, a nie Irena Sendlerowa z Krakowa - szefowa referatu
dziecięcego "Żegoty", której życie zawdzięcza 2500
osób.
Dlatego wskazane jest utworzenie Instytutu
i Muzeum Pamięci "Żegoty". Należy zebrać w nim i
upowszechniać wszystkie świadectwa działalności tych, którzy
chcieli jedynie "zachowywać się przyzwoicie", a
byli bohaterami. Historycy obliczają, że dla uratowania jednego
Żyda potrzebna była pomoc kilkunastu osób. Musiały więc być
ich setki tysięcy. Wizytę w muzeum wpisać należy koniecznie
w program zwiedzania muzeum oświęcimskiego, tak aby odwiedzający
Polskę Żydzi wyjeżdżali z obrazem kraju, w którym Żydów spotykała
nie tylko śmierć, ale i ratunek. Z tego względu właściwe byłoby
zlokalizowanie tej instytucji w samym Oświęcimiu, albo może
na krakowskim Kazimierzu. Wierzę, że ideę tę podejmie minister
kultury, samorządy czy organizacje pozarządowe. Jestem pewien,
że poprą ją media. Mam nadzieję, że do jej realizacji przyczynią
się też środowiska żydowskie.
Nieżyjący już minister Andrzej Zakrzewski
mawiał: "Nikt nie będzie mówił prawdy o nas, jeśli sami
nie będziemy tego robić". Nie namawiam do fałszowania
historii dla celów propagandowych. Nie możemy ukrywać tego,
że w historii stosunków polsko-żydowskich są czarne karty
antysemityzmu czy podłego szmalcownictwa. Ale musimy pamiętać
i przypominać innym, że przez sądy Polski Podziemnej szmalcownicy
karani byli wyrokami śmierci. Kto na świecie wie, że Polska
była jedynym krajem, w którym za pomaganie Żydom groziła śmierć
zarówno pomagającemu, jak i jego rodzinie? Powołanie Muzeum
"Żegoty" jest obowiązkiem wobec ludzi, którzy za
swą działalność oddali życie, ale też obowiązkiem wobec przyszłości.
Bo i młodym Polakom przyda się nauka, że - jak pisał prof.
Bartoszewski - "warto być przyzwoitym". Nawet w
naprawdę ciężkich czasach.
Młodzi Żydzi, którzy dziś podczas Marszów Żywych nieodmiennie
pytają, "gdzie podczas zagłady był Bóg", za kilka
lat będą politykami, dziennikarzami i artystami. Będą współkształtować
świat i wpływać na pozycję w nim Polski. Jeśli chcemy, żeby
mieli wtedy prawdziwy obraz historii naszego kraju, musimy
już dziś sami o to zadbać. Jeśli tego nie zrobimy, tylko do
siebie będziemy mogli mieć pretensję.
Autor zajmuje się public relations i
kreowaniem wizerunku osób publicznych.
|