|
Wypowiedzi w sprawie Ostatniej
Szansy
Forum-znak.org.pl
16 czerwca 2004
W "Gazecie Wyborczej"
pomysł uruchomienia przez Centrum Wiesenthala infolinii, gdzie
można odpłatnie donieść na ludzi współpracujących w czasie
wojny z Niemcami w zagładzie Żydów, komentują Witold Kulesza
i Konstanty Gebert.
Kulesza, wiceprezes
Instytutu Pamięci Narodowej mówi:
- Przed rokiem wraz z prezesem IPN prof. Leonem Kieresem rozmawialiśmy
z dyrektorem Centrum Wiesenthala Efraimem Zuroffem na temat
tej akcji. Zapewniał on, że akcja nie jest "nakierowana"
na obywateli polskich. My przedstawiliśmy polski stan prawny,
zgodnie z którym będziemy traktowali zgłoszenia świadków odnalezionych
przez Centrum jak każde inne doniesienie o zbrodni ludobójstwa.
Doniesienie jednego świadka nie może być podstawą wszczęcia
procesu sądowego, musi być potwierdzone innymi zeznaniami
lub dowodami.
Moje zdziwienie budzi jednak fakt,
że Polska została wpisana do projektu, który obejmuje kraje
nadbałtyckie i te kraje Europy Wschodniej, które współdziałały
z Hitlerem. O tym wcześniej nie rozmawialiśmy.
Takie postawienie sprawy jest ahistoryczne,
gdyż Polska jako jedyny kraj w tym regionie od 1945 r. konsekwentnie
ścigała zbrodnie przeciwko ludzkości i to bez względu na narodowość
osoby, która je popełniła. Świadczy o tym choćby fakt, że
pierwszy proces w sprawie Jedwabnego, który objął 22 osoby,
odbył się w 1949 r.
Konstanty Gebert,
publicysta "Wyborczej" i były redaktor naczelny
żydowskiego miesięcznika "Midrasz", powiedział krótko:
- Mam niechęć do donoszenia, ale w tym przypadku jest to uprawnione,
bo dotyczy osób, które mogą mieć na sumieniu udział w ludobójstwie.
Ich bezkarność zagraża społecznemu poczuciu sprawiedliwości.
Oczywiście lepiej byłoby, gdyby ludzie wskazywali przestępców
bez nagrody pieniężnej. To powinien być obywatelski obowiązek/
Geremek i Michnik krytycznie
w sprawie Ostatniej Szansy
Bronisław Geremek,
wybrany w niedzielę na posła Parlamentu Europejskiego, powiedział
we wtorek w Radiu Zet, że akcja Centrum Wiesenthala "Ostatnia
Szansa" "szkodzi ludzkim umysłom". Również
Adam Michnik uruchomienie infolinii nazywa "chybionym
pomysłem". Poniżej przytaczamy zapis fragmentu wywiadu
radiowego:Monika Olejnik: Centrum Szymona Wiesenthala uruchamia
infolinię o Polakach kolaborujących w czasie wojny z Niemcami
lub tępiących Żydów. Co Pan na to?Bronisław Geremek: Dzisiaj
usłyszałem przez radio i mam poczucie głębokiej niechęci do
tego. Co więcej, myślę, że to przynosi szkodę w umysłach ludzi.
Chciałbym najpierw, żeby cały świat wiedział jak wiele dobrego
zrobili jedni Polacy dla drugich Polaków ratując Żydów. Gdy
nagle zewnętrzny ośrodek zaczyna taką tropicielską działalność,
muszę powiedzieć, że napełnia mnie to obrzydzeniem i niepokojem.
Jestem tym bardzo, bardzo zaskoczony.Z kolei Adam Michnik,
redaktor naczelny "Gazety Wyborczej" w komentarzu
opublikowanym na jej łamach uznaje "Ostatnią Szansę"
za "chybiony pomysł". - Holokaust był zbrodnią wyjątkową.
Mam jednak istotne wątpliwości, czy sensowne jest tak osobliwe
wyodrębnianie tej zbrodni po 60 latach - czytamy w jego tekście.
- Czemu proponuje się, by - za pieniądze - ścigać jeden tylko
typ ludobójców, a rezygnować ze ścigania za opłatą wszystkich
innych? Ofiarami straszliwych mordów padali też Polacy, Ormianie,
Ukraińcy, Chińczycy, Rosjanie, Bośniacy, Arabowie. Nie rozumiem
logiki, która nakazuje Żydów ekskluzywnie zabijać, ani też
tej logiki, która nakazuje ścigać wyłącznie sprawców mordów
na Żydach. Po wtóre - donos za pieniądze wzbudza mój niepokój.
Przecież otwiera to wrota do piekła porachunków, kłamliwych
oskarżeń i demagogicznych uogólnień. Ściganie w ten sposób
ludzi, którzy są dziś staruszkami, przynieść musi więcej szkód
niż pożytku dla ładu moralnego. Mam wielki szacunek dla Szymona
Wiesenthala i jego dokonań, ale ten pomysł Centrum Wiesenthala
uważam za chybiony.-
Przeciwnicy "Ostatniej
szansy"
DAWID WARSZAWSKI
Rzeczpospolita, 18 czerwca
2004
Jerozolimskie Centrum Szymona Wiesenthala
uruchomiło wczoraj w Polsce akcję "Ostatnia szansa",
mającą doprowadzić do ujawnienia mieszkających tu być może
jeszcze współuczestników hitlerowskiego ludobójstwa Żydów,
"Gazeta Wyborcza" zamieściła aż trzy komentarze
na ten temat: wiceprezesa IPN profesora Witolda Kuleszy, profesora
Bronisława Geremka oraz swego redaktora naczelnego, Adama
Michnika. Wszystkie, choć na różny sposób, krytyczne wobec
przedsięwzięcia.
Budzi to zdumienie: czyżby naprawdę
nie było w Polsce osoby, która by miała w tej kwestii inne
zdanie? Jeśli nawet tak, to ze zwykłej dziennikarskiej uczciwości
należało choćby zamieścić pełną wypowiedź inicjatora akcji,
szefa Centrum, Efraima Zuroffa, nie ograniczając się do zacytowania
kilku jego zdań. "Gazeta" nie zamieściła także ogłoszenia,
które krytykuje.
Argumenty wysunięte przeciwko inicjatywie
Centrum są mało przekonujące. Profesor Geremek stwierdził:
"gdy nagle zewnętrzny ośrodek zaczyna taką tropicielską
działalność, napełnia mnie to obrzydzeniem". Adam Michnik
zaś ma "istotne wątpliwości, czy sensowne jest tak osobliwe
wyodrębnianie tej zbrodni po 60 latach". Obaj jednak
nie mogą nie wiedzieć, że Centrum tropi hitlerowskich zbrodniarzy
nie "nagle" i "po 60 latach", lecz od
momentu swego powstania, tuż po wojnie, i ma w tej sprawie
ogromne osiągnięcia. Akcja "Ostatnia szansa" to
zwieńczenie tej trwającej niemal 60 lat działalności, ostatnia
próba uzyskania zeznań żyjących jeszcze świadków, którzy być
może do tej pory nie mieli sposobności ich złożyć.
Szukać świadków i czcić bohaterów
Profesor Geremek chciałby "najpierw,
żeby cały świat wiedział, jak wiele dobrego zrobili jedni
Polacy dla drugich Polaków, ratując Żydów". Trudno poważnie
przypuszczać, że uzależnia ściganie jakichkolwiek ewentualnych
zbrodniarzy od wcześniejszego upublicznienia faktu, iż znakomita
większość społeczeństwa zbrodni nie popełnia. Przecież nie
protestuje, na przykład, przeciwko ściganiu zbrodniarzy stalinowskich,
choć większość społeczeństwa polskiego stalinizm odrzucała.
Instytucja powołana do upamiętniania tych, którzy ratowali
Żydów - izraelski instytut Yad Vashem - zasadnie podkreśla
fakt, że najliczniejszą grupę wśród osób uhonorowanych jego
medalem stanowią Polacy właśnie. Odróżnia się to zresztą korzystnie
od postawy polskiego Sejmu, który dopiero po kilku latach
zajadłych debat zdecydował się na przyznanie przywilejów kombatanckich
osobom tak wyróżnionym. Nie widać też, mimo odkrywczych książek
Elżbiety Isakiewicz i Grzegorza Łubczyka o Henryku Sławiku,
polskim Walde! nbergu, oficjalnych działań, by godnie uczcić
tego bohatera, któremu Izrael już oddał cześć.
Z kolei profesor Kulesza mówi, iż jego
"zdziwienie budzi fakt, że Polska została wpisana do
projektu, który obejmuje kraje nadbałtyckie i te kraje Europy
Wschodniej, które współdziałały z Hitlerem". Tymczasem
zakres terytorialny akcji "Ostatnia szansa" podyktowany
został nie polityką wobec Hitlera państw dziś nią objętych,
lecz faktem, że to na ich terytorium Niemcy dokonali swej
zbrodni. Tu więc należy szukać jej świadków.
Wreszcie Adam Michnik pyta: "Czemu
proponuje się, by - za pieniądze - ścigać jeden tylko typ
ludobójców, a rezygnować ze ścigania za opłatą wszystkich
innych?", i wylicza inne, prócz Żydów, narody, które
- jak na przykład Ormianie - także doznały w swej historii
cierpień. Trudno to pytanie potraktować poważnie. Czy istotnie
Centrum Szymona Wiesenthala winno było, nim przystąpiło do
tropienia hitlerowskich morderców Żydów, zająć się najpierw
łapaniem tureckich sprawców rzezi Ormian w 1915 roku? Ilu
ich dziś można się spodziewać znaleźć w Polsce? Co więcej,
ten argument także i takiej "Ostatniej szansie"
byłby przecież przeciwny. Albo łapiemy wszystkich złoczyńców
naraz, albo nie łapiemy nikogo? Wynik z góry łatwy do przewidzenia.
Nie chciałbym żyć w takim społeczeństwie.
Frazeologia z innej epoki
Redaktor naczelny "Gazety"
pisze też: "donos za pieniądze wzbudza mój niepokój".
Podzielam ten niepokój - ale czemu Michnik nie zaprotestował
kilka dni temu, gdy "Gazeta" podała, że po kradzieży
w mieszkaniu gdańskiego bursztynnika wyznaczono nagrodę w
wysokości 20 tysięcy złotych za pomoc w ujęciu sprawców? Ryzyko
"kłamliwych oskarżeń", których naczelny "Gazety"
się obawia, jest w obu wypadkach takie samo. Z tego też powodu,
choć takie nagrody pieniężne często oferują rodziny i bliscy
ofiar, policja czy prokuratura, to nigdy sądy. Także i w przypadku
"Ostatniej szansy" zeznania, choćby i nagrodzone
10 tysiącami euro, będą ewentualnie rozpatrywane, i to przez
- co Centrum podkreśla - polskie sądy, jedynie jeśli spełnią
powszechnie przyjęte kryteria rzetelności, wiarygodności i
prawdziwości.
Adam Michnik wyraża też przekonanie,
że "ściganie w ten sposób ludzi, którzy dziś są staruszkami,
przynieść musi więcej szkód niż pożytku dla ładu moralnego".
Oznacza to, że w jego opinii bezkarność sprawców zbrodni takich
szkód przynosi mniej. Nie jest to argument nowy: opowiadają
się za nim zwolennicy przedawnienia wszystkich, czy też niektórych
typów zbrodni, po upływie wystarczająco długiego czasu. Przemawiają
za tym istotne argumenty; spór ma charakter moralny i nie
daje się w sposób zadowalający rozstrzygnąć. Ale przyjęcie
takiego stanowiska oznacza opowiedzenie się za przedawnieniem
wszystkich zbrodni, hitlerowskich i stalinowskich, podobnie
jak wymienionych wcześniej przez Michnika "straszliwych
mordów [których ofiarą] padali też Polacy, Ormianie, Ukraińcy,
Chińczycy, Rosjanie, Bośniacy, Arabowie". Jeżeli takie
jest istotnie jego stanowisko, powinien je wypowiedzieć wprost.
Krytycy inicjatywy Centrum używają niezwykle
mocnego języka. Profesor Geremek mówi o "obrzydzeniu",
jakie budzi w nim taka działalność "zewnętrznego ośrodka".
Ta frazeologia, jakby żywcem przeniesiona z innej epoki, całkiem
nie pasuje do sytuacji i nie przynosi mu zaszczytu. Michnik
z kolei stwierdza, że nie rozumie "logiki, która każe
ekskluzywnie zabijać Żydów, ani też tej logiki, która nakazuje
ścigać wyłącznie sprawców mordów na Żydach". Tym samym
w zdumiewający i godny potępienia sposób zrównuje sprawców
zbrodni i tych, którzy chcą ich ścigać.
Taki zabieg byłby niedopuszczalny nawet
wówczas, gdyby Centrum, jak sugeruje Michnik, nakazywało ścigać
wyłącznie sprawców mordów na Żydach. Ale tak nie jest. Efraim
Zuroff, co zupełnie naturalne, wielokrotnie wzywał do ścigania
sprawców wszystkich zbrodni przeciw ludzkości, w tym zbrodniarzy
stalinowskich. "Jednoznacznie potępiam zbrodnie komunistyczne
i stanowczo uważam, że ich sprawcy winni zostać ukarani",
stwierdził w lutym w artykule w łotewskiej gazecie "The
Baltic Times". Tyle że jego Centrum nie tym się zajmuje,
ono istotnie skupia się na Zagładzie. Czynienie mu z tego
zarzutu jest równie sensowne, jak krytykowanie "Gazety",
że poświęca więcej uwagi wydarzeniom w Polsce niż na przykład
w Indiach.
Kubeł pomyj zamiast uznania
Stężenie emocji w wypowiedziach profesora
Geremka i redaktora Michnika całkowicie nieadekwatne do meritum
sprawy każe przypuszczać, że w istocie występują oni nie tyle
przeciwko samej akcji "Ostatnia szansa", co przeciwko
interpretacji, jaką można by jej nadać. "Zewnętrzny ośrodek"
potępiony przez Geremka miałby w niej doprowadzić do niepokojących
Michnika "demagogicznych uogólnień" i "piekła
porachunków". Postawmy kropkę nad "i": w tej
interpretacji izraelscy Żydzi mieliby, poprzez akcję Centrum,
demagogicznie dążyć do porachunków z Polską. Gdyby tak było,
oburzenie obu autorów byłoby jak najbardziej uzasadnione.
Tyle że taka interpretacja, rodem raczej z antysemickich uprzedzeń,
nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.
Centrum nie krytykuje Polski. Przeciwnie:
Efraim Zuroff wielokrotnie wyrażał swój szacunek dla działań
polskiego wymiaru sprawiedliwości, od lat skutecznie tropiącego
hitlerowskich zbrodniarzy, podziw dla IPN i jego prezesa,
profesora Leona Kieresa, i ogromne uznanie dla odwagi i głębi
dyskusji, jaka się w Polsce odbyła w związku ze sprawą Jedwabnego.
"Wznowione wysiłki polskiego IPN w tropieniu hitlerowskich
zbrodniarzy wojennych to jedno z najważniejszych pozytywnych
zdarzeń w ostatnim okresie" - oświadczył Zuroff w kwietniu
2002.
Z kolei prezes IPN profesor Leon Kieres,
pisał, w liście do Zuroffa 5 września ub.r.: "Pragnę
wyrazić swą aprobatę dla prac kierowanego przez Pana Centrum
Szymona Wiesenthala, jak również dla wyników Operacji Ostatnia
Szansa". Centrum jest tu Polski sojusznikiem, nie przeciwnikiem.
Należą mu się słowa uznania za wspierającą polski wymiar sprawiedliwość
akcję, którą podjął, a nie kubeł pomyj, który "Gazeta"
nań wylała. Linia podziału nie przebiega tu między Polakami
a Żydami, lecz między nieujawnionymi zbrodniarzami, o ile
jeszcze tacy są, i tymi, którzy chcą ich postawić przed sądem.
Stanowisko, jakie w tej sprawie zajęli profesor Geremek i
redaktor Michnik, budzić musi zdumienie.
W rozmowie ze mną wiceprezes IPN profesor
Witold Kulesza słusznie zwrócił uwagę na to, że w dyskusji
wokół inicjatywy Centrum przeplatają się trzy płaszczyzny:
historyczna, moralna i prawna, które jednak traktować należy
rozłącznie. W płaszczyźnie historycznej nie wolno ignorować
faktu, że podczas gdy pozostałe kraje, objęte akcją, podczas
wojny sprzymierzone były z Hitlerem, polskie Państwo Podziemne
już podczas okupacji karało kolaborantów, w tym także szmalcowników
wydających Niemcom Żydów, pierwsza Komisja Badania Zbrodni
Hitlerowskich powstała zaś na terenach wyzwolonych jeszcze
przed kapitulacją III Rzeszy. Co więcej, PRL-owski wymiar
sprawiedliwości, przy wszystkich zastrzeżeniach, jakie można
do niego mieć, doprowadził jednak do skazania około 5 tysięcy
hitlerowskich zbrodniarzy i ich pomocników. Wszystko to jest
nieporównywalne z sytuacją w pozostałych krajach objętych
akcją. Tyle że Centrum w pełni te różnicę docenia.
Po niewłaściwej stronie
W płaszczyźnie moralnej "ściganie
staruszków", by użyć słów Michnika, ma wymiar nie tylko
odwetu. Chodzi przede wszystkim o to, by ich ewentualnych
naśladowców odstraszyć wizją nieuchronnej kary. Ludobójstwo
w Europie, choćby na przywołanych przez Michnika Bośniakach,
było możliwe między innymi dlatego, że część sprawców Zagłady
pozostała bezkarna. Podobnie Hitler miał powiedzieć, że nikt
już nie pamięta o losie Ormian. W płaszczyźnie prawnej, wreszcie,
nie każdy dowód może być użyty przed sądem. Ktoś, kto ujawni
zbrodniarza, choćby dostał w nagrodę od Centrum rzeczone 10
tysięcy euro, nadal będzie musiał udowodnić swoje zarzuty,
świadom kary za fałszywe zeznania.
Z tego, co mi wiadomo, infolinia: (022)
498 1507, już zebrała pierwsze zgłoszenia. Jeśli doprowadzi
do skazania choć jednego zbrodniarza, akcja "Ostatnia
szansa" okaże się w pełni uzasadniona. Jeśli nie, jedynie
Centrum Wiesenthala straci na tym czas i pieniądze. Tak czy
inaczej, zacietrzewieni krytycy tej akcji zaangażowali się,
najwyraźniej, opierając się na błędnych przesłankach, po całkiem
niewłaściwej stronie.
Autor jest publicystą "Midrasza"
i "Gazety Wyborczej"
|