|
SPRAWA WIKTORA TROŚCIANKI
- Kryptonim Medal
Paweł Machcewicz
TO BYŁA ZDRADA
Jan Nowak Jeziorański
Rzeczpospolita - Plus Minus
18 września 2004
Peerelowski wywiad, według zapewnień
jego weteranów chętnie udzielających się w mediach III Rzeczypospolitej,
miał być fachową, apolityczną (na ile było to możliwe w tamtym
systemie) siłą służącą Polsce, zdobywającą informacje niezwykle
cenne dla naszej gospodarki i państwowości, niezależnie od
ówczesnego ustroju i od podległości wobec ZSRR. Dokumenty
przejęte przez Instytut Pamięci Narodowej pokazują inny obraz.
Jednym z głównych stałych zadań peerelowskiego wywiadu było
zwalczanie polskiej emigracji politycznej na Zachodzie.
Za najważniejszych przeciwników uważano
Radio Wolna Europa i paryską "Kulturę", utrzymujące
najszersze kontakty z krajem i wywierające największy wpływ
na myślenie Polaków. W przypadku pisma Jerzego Giedroycia
- przede wszystkim elit intelektualnych, a Rozgłośni Polskiej
RWE - także masowego odbiorcy. Według badań przeprowadzonych
przez Służbę Bezpieczeństwa w 1965 r. zachodnich radiostacji
(głównie Wolnej Europy) słuchało ok. jednej trzeciej Polaków.
Zwalczanie "ośrodków dywersji ideologiczno-politycznej"
- to określenie począwszy od lat 60. będzie stałym elementem
żargonu używanego zarówno przez służby specjalne, jak i propagandę
- było pierwszoplanowym zadaniem Departamentu I MSW (wywiadu
cywilnego). W oficjalnych, wewnętrznych dokumentach stawiano
je na równi z "rozpoznawaniem central i ogniw wywiadów
głównych państw kapitalistycznych".
W przypadku polskiego zespołu RWE Departament
I zdołał zwerbować (bądź wprowadzić do zespołu już jako swoich
agentów) cztery osoby - to udało się dotąd ustalić ponad wszelką
wątpliwość na podstawie dokumentów przekazanych do IPN. Były
to jednak postaci o drugoplanowym znaczeniu, trzy z nich pracujące
zresztą nie w sekcji radiowej, ale w pionie analityczno-dokumentacyjnym.
Dostarczyły one cennych informacji o atmosferze w monachijskim
zespole, konfliktach i antagonizmach, sylwetkach i cechach
pracowników, ich stosunkach z dyrektorem.
Paktowanie z diabłem
To wszystko było wykorzystywane zarówno
dla prób werbunku kolejnych osób, podsycania konfliktów, jak
i przede wszystkim w atakach propagandowych, zwłaszcza po
powrocie do kraju w marcu 1971 r. Andrzeja Czechowicza. Ten
ostatni prezentowany był jako oficer MSW wykonujący w Monachium
przez siedem lat z góry zaplanowaną misję wywiadowczą. Dostępne
w IPN dokumenty pokazują, że było inaczej: został zwerbowany
w 1965 r. Dwaj inni agenci - Mieczysław Lach i Andrzej Smoliński
- również zostali ściągnięci do kraju (w 1974 r.) , ale ich
powrotom nadano znacznie mniejszy rozgłos niż w przypadku
kpt. Czechowicza, kreowanego przez propagandę na peerelowskiego
odpowiednika kapitana Klossa.
Okazuje się jednak, że większej pomocy
komunistycznym służbom specjalnym mogły udzielić osoby, które
nie były wcale agentami, należały natomiast do grona najbardziej
znaczących postaci polskiej sekcji RWE. Przykładem, do jak
szokujących skutków może prowadzić "paktowanie z diabłem",
jest historia Wiktora Trościanki, czołowego komentatora politycznego
RWE, wybitnego działacza Stronnictwa Narodowego, ideowego
antykomunisty.
Trościanko miał nieposzlakowaną kartę okupacyjną i emigracyjną.
Przedwojenny dziennikarz, w czasie wojny kierował prasą SN,
walczył w Powstaniu Warszawskim w batalionie "Gustaw",
po jego upadku przebywał w oflagu. Na emigracji wydał kilka
książek (powieści, wspomnienia), a przez ponad dwadzieścia
lat był jednym z najbardziej błyskotliwych piór (czy raczej
głosów) polskiej sekcji Wolnej Europy, redaktorem bardzo znanego
publicystycznego programu "Odwrotna strona medalu".
"Trościanko był urodzonym polemistą, odznaczał się ciętym
dowcipem i świetnym piórem. Potrafił jednym trafnym słowem
bezlitośnie ośmieszyć i zniszczyć przeciwnika" - pisał
o nim Jan Nowak-Jeziorański. Uważał go za jedną z najważniejszych
postaci w redakcyjnym gronie, powierzał mu przygotowywanie
komentarzy politycznych w wielu przełomowych momentach.
Trościanko potrafił też przeciwstawiać
się dyrektorowi. Był przeciwny wykorzystaniu na antenie RWE
wyznań Józefa Światły, którego uważał za komunistycznego zbrodniarza.
A po ujawnieniu się Czechowicza w 1971 r. należał do czołowych
krytyków Jana Nowaka, któremu zarzucał karygodną nieostrożność
wobec knowań peerelowskiego wywiadu.
Militaryzm i syjonizm
Z dokumentów przekazanych do IPN wynika,
że Trościanko w latach 1965-1971 wielokrotnie spotykał się
z oficerami Wojskowej Służby Wewnętrznej (kontrwywiadu wojskowego).
Od pewnego momentu w spotkaniach uczestniczył wysoki funkcjonariusz
Departamentu I MSW, który występował jednak jako oficer służb
wojskowych, ponieważ Trościanko kategorycznie odmawiał współpracy
z wywiadem cywilnym, uważając go za ściśle uzależniony od
PZPR, niesłużący narodowym interesom. Kontakt ten, nawiązany
za pośrednictwem zaprzyjaźnionego z rodziną Trościanki agenta
WSW o pseudonimie Bogdan, miał mieć w rozumieniu redaktora
RWE charakter czysto polityczny, w żadnym razie agenturalny.
Trościanko rozmowy te prowadził za wiedzą i zgodą przywódców
emigracyjnego SN - Tadeusza Bieleckiego i Antoniego Dargasa.
Ten ostatni wziął zresztą udział w dwóch spotkaniach. W drugiej
połowie lat 60. Stronnictwo Narodowe uważało, że narastający
konflikt radziecko-chiński, a także nasilające się tendencje
odśrodkowe w bloku komunistycznym (m.in. "schizma"
rumuńska, Praska Wiosna) stwarzają dla Polski możliwości uzyskania
bardziej partnerskich stosunków z ZSRR. W nowej sytuacji międzynarodowej
coraz większym niebezpieczeństwem miała być natomiast rosnąca
w siłę i samodzielność Republika Federalna Niemiec. Poglądy
takie, które wpisywały się w tradycyjnie prorosyjską i antyniemiecką
orientację narodowej demokracji, różniły SN od stanowiska
większości środowisk politycznych na uchodźstwie. Podobnie
zresztą jak brak potępienia "antysyjonistycznej"
kampanii z marca 1968 r., którą emigracyjni endecy uważali
jedynie za szkodzącą Polsce frakcyjną rozgrywkę w PZPR.
W trakcie rozmów z WSW Trościanko i
Dargas poszukiwali - w ramach "obrony interesów ogólnonarodowych"
- możliwości wspólnych działań wymierzonych w "militaryzm
NRF" oraz "syjonizm". Z uznaniem wyrażali się
o staraniach władz PRL o uznanie granicy na Odrze i Nysie,
jak również o usuwaniu z armii oficerów żydowskiego pochodzenia
(w latach 1967-1968 ok. 150 osób). "Znany jest na Zachodzie
fakt oczyszczenia kierowniczej kadry WP z elementów antynarodowych
i jednoznacznie oceniany pozytywnie" - relacjonowano
wypowiedzi Trościanki i Dargasa w raporcie dla szefa WSW gen.
Teodora Kufla. Podczas spotkań omawiano m.in. koncepcję opublikowania
przez Trościankę w emigracyjnym wydawnictwie w Anglii bądź
Francji książki "obrazującej antypolską rolę syjonistów
w Polsce po II wojnie światowej". Materiałów do niej
oraz funduszy koniecznych dla jej wydania miał dostarczyć
peerelowski wywiad. Dargas z kolei zobowiązał się do opublikowania
w emigracyjnym organie SN "Myśl Polska" artykułów
polemizujących ze stanowiskiem paryskiej "Kultury"
wobec wydarzeń marcowych w kraju. Odpowiednich materiałów
miały znów dostarczyć służby specjalne PRL.
Obrona interesów narodowych
Trościanko szczegółowo opowiadał o syjonistach
w RWE, którzy mieli mieć dominujący wpływ na linię programową
Radia. Ich inspiracja miała pochodzić z dwóch głównych źródeł.
Po pierwsze, jak przekonywał oficera MSW w kwietniu 1969 r.,
"utajeni we władzach partii sympatycy Izraela i tzw.
liberałowie inspirują linie ataków propagandowych RWE. Ich
kontakty z RWE trwają od lat. (...) Na podstawie ostatnich
obserwacji [Trościanko] stanowczo stwierdza, że gros informacji
o sytuacji wewnętrznej w partii idzie przez zakonspirowane
środowiska syjonistyczne, inspirujące niekończące się ataki
na MSW i tow. Moczara".
Drugim źródłem miały być osoby opuszczające
Polskę w wyniku "antysyjonistycznej" kampanii rozpętanej
przez władze: "Takiego dopływu informacji z Polski, jaki
istnieje teraz, nie było nigdy od początku istnienia RWE.
Lawina ta idzie przede wszystkim z Wiednia. Emigranci żydowscy
i inni zwolennicy - informatorzy RWE, którzy mogą więcej powiedzieć
lub napisać, są ściągani do Monachium i Nowak finansuje pobyt
w porozumieniu z organizacjami żydowskimi. Dyrekcja RWE przeznacza
na ten cel znaczne sumy".
"Antysyjonistyczne" wywody
Trościanki potwierdzały wizję świata dominującą w drugiej
połowie lat 60. i na początku 70. w peerelowskim aparacie
bezpieczeństwa. Oceny Trościanki były powtarzane niemal dosłownie
w wielu analitycznych dokumentach MSW z tamtego okresu. Ppłk.
Zbigniewa Mikołajewskiego z Departamentu I MSW nie zadowalały
jednak rozważania na temat sytuacji międzynarodowej i zagrożeń
ze strony syjonizmu wygłaszane przez "Medala" (taki
kryptonim nadano "rozpracowaniu" Trościanki i jemu
samemu, używano go wymiennie z innymi: "Tuba" oraz
"Mentor"). Starano się od niego uzyskać jak najwięcej
konkretnych informacji o sekcji polskiej RWE. Cel był jasno
zarysowany: "Istniejącą styczność z 'Tubą', pod legendą
przedstawiciela SN do rozmów z czynnikami wojskowymi w kraju
na bazie zwalczania militaryzmu NRF, należy stopniowo przekształcać
w kontakt agenturalny. Umożliwiłoby to głębsze rozpoznanie
obiektu".
"Medal" odmawiał jednak sformalizowania
współpracy z wywiadem, deklarując swój antykomunizm i chęć
porozumienia wyłącznie na gruncie obrony interesów narodowych.
Proponowano mu, by "jako pracownik ośrodka dywersyjno-wywiadowczego
odczuwający interesy narodowe był 'naszym konsultantem' na
odcinku obronności interesów narodowych PRL". Kuszono
go perspektywą publikacji jego książek " 'M'jako zawiedziony
działacz polityczny w wieku 'dobrze dojrzałym' ma ambicje
literackie. Obietnice robiły na nim wrażenie" - oceniał
ppłk Mikołajewski.
Atak w tonie poważnym
Trościanko nie został agentem wywiadu
PRL, chętnie jednak udzielał obszernych informacji na temat
atmosfery i stosunków panujących w polskim zespole RWE (MSW
interesowały m.in. reakcje na "powrót" do kraju
Czechowicza), jak również planowanej taktyki i zamierzeń programowych.
Kreślił sylwetki poszczególnych pracowników (m.in. spekulował,
kto z nich pracował dla zachodnich wywiadów) oraz członków
amerykańskiego kierownictwa Radia. Chyba najbardziej bulwersujące
jest, że z własnej inicjatywy sugerował najlepsze sposoby
dyskredytowania poszczególnych pracowników RWE, zwłaszcza
dyrektora polskiej sekcji, do którego niechęci nie ukrywał.
"Odnośnie do kompromitowania czołowych
pracowników RWE - pisano w raporcie po spotkaniu w maju 1969
r. - ÇMentorČ obecnie twierdzi, iż ataki polityczne z naszej
strony nie podrywają ich opinii u mocodawców, a mają często
skutek odwrotny. Kompromitacja prasowa winna koncentrować
się na stronie moralno-etycznej, ewentualnego wykazania przestępczej
działalności - powiązań itp. Np. sugerował sfabrykowanie sprawy
wobec Nowaka jako handlarza narkotyków".
Inną osobą, której kompromitowanie zalecał
"Medal", była Aleksandra Stypułkowska (na antenie
RWE występująca jako Jadwiga Mieczkowska), rywalizująca z
Trościanką o palmę pierwszeństwa jako komentatorka polityczna,
również zresztą związana z obozem narodowym. Stypułkowska
była więziona na Pawiaku i w Ravensbr?ck. Po wojnie cieszyła
się dużym autorytetem w emigracyjnych środowiskach kombatanckich,
była m.in. członkinią zarządu Związku byłych Więźniów Politycznych.
W 1969 r. Trościanko zalecał, by oskarżyć ją o sprawowanie
funkcji kapo w obozie koncentracyjnym. "Atak powinien
być w tonie poważnym, a nie felietonowym. Tylko udokumentowane
argumenty będą miały swój wydźwięk" - radził. Departament
I MSW bardzo zainteresował się tym tropem, ale nie udało się
znaleźć żadnych dokumentów ani relacji, bo ich być nie mogło
w stosunku do osoby, której przeszłość - chociażby ze względu
na pełnione po wojnie funkcje - była szeroko znana. Nie omieszkano
jednak oszczerczego oskarżenia włożyć w usta Czechowicza,
który w jednym z wywiadów po swoim powrocie w 1971 r. stwierdził,
że Stypułkowska "przedstawia się teraz jako członek ruchu
oporu w Ravensbruck. W rzeczywistości była kapo w tym obozie
i dzięki temu, będąc Żydówką, wyszła bez szwanku z tego piekła".
W trakcie spotkania w sierpniu 1971
r. Trościanko chwalił wywiad za celne i mocne uderzenie, z
satysfakcją opisując wstrząs, jaki spowodowało ono u Stypułkowskiej:
"...zapadła na zdrowiu (serce), osłabła w aktywności
i przez 3 miesiące nie mogła wrócić do normy. Stała się zgorzkniała
i apatyczna". "Medal" albo zapomniał, że to
on sam poddał ten trop peerelowskim służbom specjalnym w rozmowie
prowadzonej dwa lata wcześniej, albo nie dowierzał, że tylko
jego sugestia stała się podstawą tak brutalnego oskarżenia.
Ppłk Mikołajewski wykorzystał to do przekonywania Trościanki,
że i tak jest już głęboko zaangażowany w faktyczną współpracę
z wywiadem i następny krok w kierunku jej sformalizowania
nie będzie z jego punktu widzenia znacząca zmianą: "Rozmowy
przeplatane były szeregiem 'delikatności'. Np. m.in. 'M':
Jak to było z kompromitacją Stypułkowskiej, skąd materiały?
Ja: A co pan powie, jeśli stwierdzę, ze materiał był od pana?
- informował pan nas o Stypułkowskiej jako kapo. (...)'M'
przyjął to bez słowa".
Spreparowane dokumenty
Najbardziej owocna z punktu widzenia
MSW była jednak inna sugestia Trościanki, dotycząca dyrektora
polskiej sekcji Wolnej Europy. "Medal" w czasie
spotkania w sierpniu 1971 r. zawiedziony, że ataki na Nowaka
formułowane w czasie kampanii propagandowej po powrocie Czechowicza
nie osłabiły jego pozycji w RWE, doradzał wysunięcie oskarżeń
dotyczących okupacyjnej przeszłości. Sugerował oskarżenie
"kuriera z Warszawy" o administrowanie żydowskim
majątkiem skonfiskowanym przez Niemców. Opowiadał ppłk. Mikołajewskiemu,
że takie informacje rozpowszechnia Józef Mackiewicz.
Konflikt emigracyjnego pisarza z dyrektorem Rozgłośni Polskiej
RWE był dobrze znany, zarówno w środowiskach emigracyjnych,
jak i na Rakowieckiej. "Germanofil, antykomunista, skłócony
z Nowakiem" - taką krótką ocenę autora "Drogi donikąd"
przedstawił w swoim raporcie Mikołajewski. Nowak-Jeziorański
konsekwentnie odmawiał wszelkiej współpracy z Mackiewiczem,
który został przez podziemny sąd skazany na karę śmierci za
publikowanie w gadzinowym "Gońcu Codziennym" ukazującym
się w Wilnie. Do dziś trwają spory o zasadność tych oskarżeń.
Trościanko doradzał dobre przygotowanie
ataku na Nowaka, który będzie skuteczny "wyłącznie przy
poparciu dokumentami". "Sprawą zainteresowano Inspektorat
I" - pisał w swoim raporcie ppłk Mikołajewski. Była to
jedna z najbardziej zakamuflowanych komórek Departamentu I.
Żadnych wytworzonych przez nią dokumentów nie udało się dotąd
odnaleźć, według wszelkiego prawdopodobieństwa zostały zniszczone.
Wiadomo tylko, że właśnie tam przygotowywano fałszywki wykorzystywane
w akcjach "dezinformacyjno-dezintegracyjnych" wymierzonych
w emigrację i "ośrodki dywersji ideologiczno-politycznej".
Spreparowanie dokumentów zajęło specjalistom
z Rakowieckiej trochę czasu. W 1972 r. na emigracji zaczęło
krążyć oświadczenie "volksdeutscha" z Żyrardowa
Johanna Kassnera, który twierdził, że Jan Nowak-Jeziorański
w latach 1940-1942 był z upoważnienia władz okupacyjnych komisarycznym
zarządcą mienia pożydowskiego. Jego faksimile opublikowano
dopiero w 1974 r. w drugim wydaniu rzekomych wspomnień Andrzeja
Czechowicza ("Siedem trudnych lat"). Inne fałszywe
dokumenty, które miały dowodzić współpracy Nowaka z hitlerowcami,
w następnych miesiącach rozpowszechniano w kręgach emigracyjnych,
rozsyłano do członków amerykańskiego kierownictwa Radia, niemieckich
gazet. Reakcję Trościanki na jeden z nich opisał w swoich
wspomnieniach Nowak-Jeziorański: "Któregoś dnia wpadł
do mnie do pokoju Wiktor Trościanko. Miał minę tak radosną
i triumfującą, że w pierwszej chwili myślałem, że przynosi
mi jakiś nowy dowód uznania słuchaczy dla jego świetnych audycji
'Odwrotna strona medalu'. Rzucił mi na biurko jakieś pismo
i wybiegł. Miałem przed sobą list SS Oberstrurmf? hrera dr.
Zahna".
Dyrektorowi polskiej sekcji RWE wiele
czasu i energii zajęło udowadnianie, że krążące "dokumenty"
są falsyfikatami, pisane były na maszynach niemających niemieckich
czcionek, zawierają sformułowania i tytuły niestosowane przez
niemieckie władze okupacyjne, a wspomniany Kassner, autor
oświadczenia, już nie żyje. Wiktor Trościanko mógł triumfować
- jego sugestia poddała wywiadowi PRL trop do przeprowadzenia
największej kampanii przeciw Nowakowi. Oszczerstwa wobec "kuriera
z Warszawy" podnoszone są zresztą do dzisiaj, m.in. przez
prezesa Kongresu Polonii Amerykańskiej Edwarda Moskala oraz
emerytowanego już funkcjonariusza "bezpieki" Andrzeja
Czechowicza.
Wykorzystywanie ludzkich ułomności
Medal" w trakcie kampanii "dezinformacyjnej"
prowadzonej przez MSW nie mógł już wspierać resortu swoimi
radami. Spotkanie z sierpnia 1971 r. było ostatnim, kontakt
z nim został przerwany w wyniku bardzo poważnej wpadki służb
specjalnych. Po dłuższych negocjacjach Wojskowa Służba Wewnętrzna
zgodziła się, acz niechętnie, na przekazanie sprawy "Medala"
wywiadowi cywilnemu. Zwyciężyło stanowisko Departamentu I,
iż "dialog przedstawicieli MON z 'M' (jego grupą polityczną
- SN) należy uznać za poważny 'błąd polityczny' [podkreślenie
w dokumencie MSW - P.M.]". Odtąd rozmowy z Trościanką
miały służyć uzyskiwaniu informacji o RWE i docelowo jego
werbunkowi, a nie szukaniu politycznego porozumienia między
emigracyjnym Stronnictwem Narodowym a służbami specjalnymi
PRL. Podczas uzgodnionego spotkania w Hiszpanii Trościanko
miał już zostać przejęty na wyłączność przez ppłk. Mikołajewskiego
z Departamentu I (występującego jednak w dalszym ciągu jako
oficer MON) , a pośredniczyć miał w tym wspomniany wcześniej
agent "Bogdan", cieszący się zaufaniem "Medala".
Współpraca między MSW a służbami wojskowymi
od początku układała się źle. Ppłk Mikołajewski dotarł bezpiecznie
samolotem do Hiszpanii, gdzie spotkał się z Trościanką. "Bogdan"
natomiast odrzucił sugestię Departamentu I, by również dotrzeć
na miejsce drogą lotniczą. Wybrał jazdę własnym samochodem
i podczas przekraczania granicy niemiecko-szwajcarskiej został
zatrzymany przez kontrwywiad RFN. Nie miało to jednak żadnego
związku z "Medalem". Ku zaskoczeniu i oburzeniu
MSW, "Bogdan" wykonywał inne ważne zadania wywiadowcze
dla WSW i Zarządu II Sztabu Generalnego, o czym Departament
I nie był nawet informowany. "Bogdan" po kilku miesiącach
spędzonych w więzieniu został wymieniony na zachodnioniemieckiego
szpiega schwytanego w Polsce. Trościanko, jako znajomy "Bogdana",
był nawet przesłuchiwany przez niemiecką prokuraturę, przed
którą zaświadczał o niewinności agenta. Departament I uznał
jednak, że wobec groźby dekonspiracji dalsze kontakty z "Medalem"
są zbyt ryzykowne.
Trościanko przeszedł w latach 70. na
emeryturę, przeniósł się do Hiszpanii, gdzie zmarł w 1983
r. MSW do końca istnienia PRL nie ustawało w wysiłkach penetrowania
Radia Wolna Europa, starając się wykorzystywać wszystkie ludzkie
ułomności, podsycać konflikty, kusić rozmaitymi korzyściami,
za które - pozornie - nie trzeba było płacić od razu wielkiej
ceny: jawnej zdrady czy formalnej współpracy agenturalnej.
Krok po kroku wciągano do współdziałania, zacierano granicę,
której ludzie kontaktujący się ze służbami specjalnymi nie
chcieli przekroczyć. I często nie zdawali sobie sprawy, że
już to uczynili.
PAWEŁ MACHCEWICZ
Autor (ur. 1966) jest historykiem,
redaktorem i współautorem "Wokół Jedwabnego", od
2000 r. dyrektor Biura Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci
Narodowej. Wydał m.in. "Polski rok 1956", "Historia
Hiszpanii" (wraz z Tadeuszem Miłkowskim), "Emigracja
w polityce międzynarodowej"
TO BYŁA ZDRADA
Jan Nowak Jeziorański
Jestem zaskoczony. Nie tylko dlatego,
że w udostępnionych mi przed kilku laty aktach MSW, które
na mój temat gromadziła i wytwarzała bezpieka, nie natknąłem
się na żaden ślad tej sprawy. Ale przede wszystkim dlatego,
że Trościanko w zespole Wolnej Europy występował jako kapłan
nieustępliwości, zaciekły wróg jakiegokolwiek łagodzenia kursu
wobec komunistycznego reżimu.
Jakie motywy mogły nim kierować? Moim
zdaniem, chorobliwa ambicja i jego osobista nienawiść do mnie,
płynąca z prostego faktu, że byłem jego szefem; nie mógł znieść,
że nie jest odwrotnie. Nie było innego powodu do nienawiści.
Wbrew temu, co sam twierdził, Trościanko nie był w radiu prześladowany,
ale był uprzywilejowany. Doceniałem w pełni jego ogromne uzdolnienia
i przywiązywałem duże znaczenie do funkcji, jaką wypełniał
jego program "Odwrotna strona medalu".
Co oznacza fakt, że przez wiele lat
pozostawał w kontakcie z reżimem? Bez względu na to, że wzbraniał
się przed podpisaniem formalnego zobowiązania, był agentem
tego reżimu, skoro podjął współpracę i pomagał osłabiać Wolną
Europę, która była chyba najważniejszym orężem w obronie przed
indoktrynacją, przed zniewoleniem umysłów. Trudno mi to nazwać
inaczej niż zdradą.
Największym zaskoczeniem było dla mnie
to, że Trościanko starał się podsuwać reżimowi metody walki
ze mną. Przekonywał, iż propaganda nie wystarczy, proponował,
żeby za pomocą prowokacji obciążyć mnie zarzutem o handel
narkotykami. To już miało charakter zbrodniczy. W tym punkcie
Trościanko stał się zbrodniarzem - namawiał do przestępstwa.
Bardzo smutna jest informacja, że kontakty
te utrzymywał za wiedzą władz Stronnictwa Narodowego. Stronnictwo
należało przecież do Rady Trzech, było - jak się zdawało -
kamieniem węgielnym walki ze zniewoleniem Polski przez Związek
Sowiecki, z uzależnieniem od systemu komunistycznego. Okazało
się jednak, że było gotowe potajemnie wspierać przeciwnika.
Czy z tego powodu, że czołowy komentator
radia okazał się agentem, trzeba rewidować ocenę Wolnej Europy?
Nie. Wolna Europa była placówką walki. Na pierwszej linii
frontu. Każdy, kto walczy, musi się liczyć z tym, że nie tylko
sam zadaje ciosy, lecz że również przeciwnik będzie szukać
jego słabych punktów i będzie uderzał. Uważam więc, że to,
co się stało, było po prostu aspektem naszej walki, którą
myśmy w sposób nieustępliwy prowadzili. W najmniejszym stopniu
nie zmienia to - w moim przekonaniu - oceny roli, jaką Wolna
Europa odegrała.
JAN NOWAK-JEZIORAŃSKI
NOTOWAŁ AKA
|