|
JULIAN TUWIM
1944, sierpień, Londyn
MY, ŻYDZI POLSCY...
Matce
w Polsce lub najukochańszemu Jej cieniowi.
...I od razu słyszę pytanie: "Skąd
to MY?" Pytanie w pewnym stopniu uzasadnione. Zadają
mi je Żydzi, którym zawsze tłumaczyłem, że jestem Polakiem,
a teraz zadadzą mi je Polacy, dla których w znakomitej większości
jestem i będę Żydem. Oto odpowiedź dla jednych i drugich.
Jestem Polakiem, bo mi się tak podoba. To moja ściśle prywatna
sprawa, z której nikomu nie mam zamiaru zdawać relacji, ani
wyjaśniać jej, tłumaczyć, uzasadniać. Nie dzielę Polaków na
"rodowitych" i "nierodowitych", pozostawiając
to rodowitym i nierodowitym rasistom, rodzimym i nierodzimym
hitlerowcom. Dzielę Polaków jak Żydów i jak inne narody, na
mądrych i głupich, uczciwych i złodziei, inteligentnych i
tępych, interesujących i nudnych, krzywdzonych i krzywdzących,
gentlemenów i nie-gentlemenów itd. Dzielę też Polaków na faszystów
i kontrfaszystów. Te dwa obozy nie są, oczywiście, Jednolite,
każdy z nich mieni się odcieniami barw o rozmaitym zgęszczeniu.
Ale linia podziału na pewno istnieje, a wkrótce da się całkiem
wyraźnie przeprowadzić. Odcienie zostaną odcieniami, lecz
barwa samej linii zjaskrawieje i pogłębi się w zdecydowany
sposób.
Mógłbym powiedzieć, że w płaszczyźnie politycznej dzielę Polaków
na antysemitów i antyfaszystów. Bo faszyzm to zawsze antysemityzm.
Antysemityzm jest międzynarodowym językiem faszystów.
II
Gdyby jednak przyszło do uzasadnienia swej narodowości, a
raczej narodowego poczucia, to jestem Polakiem dla najprostszych,
niemal prymitywnych powodów przeważnie racjonalnych, częściowo
irracjonalnych, ale bez "mistycznej" przyprawy.
Być Polakiem - to ani zaszczyt, ani chluba, ani przywilej.
To samo jest z oddychaniem. Nie spotkałem jeszcze człowieka,
który jest dumny z tego, że oddycha.
Polak - bo się w Polsce urodziłem, wzrosłem, wychowałem, nauczyłem,
bo w Polsce byłem szczęśliwy i nieszczęśliwy, bo z wygnania
chcę koniecznie wrócić do Polski, choćby mi gdzie indziej
rajskie rozkosze zapewniono.
Polak - bo dla czułego przesądu, którego żadną racją ani logiką
nie potrafię wytłumaczyć, pragnę, aby mnie po śmierci wchłonęła
i wessała ziemia polska, nie żadna inna.
Polak - bo mi tak w domu rodzicielskim po polsku powiedziano;
bo mnie tam polską mową od niemowlęctwa karmiono; bo mnie
matka nauczyła polskich wierszy i piosenek; bo gdy przyszedł
pierwszy wstrząs poezji, to wyładował się polskimi słowami;
bo to, co w życiu stało się najważniejsze - twórczość poetycka
- jest nie do pomyślenia w żadnym innym języku, choćbym nim
jak najbieglej mówił.
Polak - bo po polsku spowiadałem się z niepokojów pierwszej
miłości i po polsku bełkotałem o Jej szczęściu i burzach.
Polak dlatego także, że brzoza i wierzba są mi bliższe niż
palma i cyprus, a Mickiewicz i Chopin drożsi, niż Szekspir
i Beethoven. Drożsi dla powodów, których znowu żadną racją
nie potrafię uzasadnić.
Polak - bo przejąłem od Polaków pewną
ilość ich wad narodowych. Polak - bo moja nienawiść dla faszystów
polskich Jest większa, niż faszystów innych narodowości.
I uważam to za bardzo poważną cechę mojej polskości.
Ale przede wszystkim - Polak dlatego, że mi się tak podoba.
III
Na to słyszę głosy: "Dobrze. Ale Jeżeli Polak, to w takim
razie dlaczego "My, ŻYDZI"? Służę odpowiedzią: Z
POWODU KRWI. - "Więc rasizm?!" -Nie. Wcale nie rasizm.
Wprost przeciwnie.
Dwojaka jest krew: ta w żyłach i ta z żył. Pierwsza jest sokiem
cielesnym, więc badanie Jej należy do fizjologów. Kto tej
krwi przypisuje jakieś inne, poza organicznymi, specjalne
właściwości i tajemnicze moce, ten, jak to widzimy, w konsekwencji
obraca miasta w zgliszcza, wyrzyna miliony ludzi i wreszcie,
jak to zobaczymy, sprowadza rzeź na własny swój szczep.
Druga krew - to ta właśnie, którą ów herszt międzynarodowego
faszyzmu wytacza z ludzkości, aby zadokumentować tryumf własnej
juchy nad moją juchą - krew niewinnie pomordowanych milionów
ludzi, krew nie ukryta w arteriach, lecz krew ujawniona. Takiej
powodzi męczeńskiej krwi nie było jeszcze Jak świat światem,
a krew Żydów (nie "krew żydowska") najszerszymi,
i najgłębszymi płynie strumieniami. Zczerniałe jej potoki
zlewają się już w burzliwą, pienistą rzekę - I W TYM OTO NOWYM
JORDANIE PRZYJMUJĘ CHRZEST NAD CHRZĘSTY:
KRWAWE, GORĄCE, MĘCZENNICZE BRATERSTWO Z ŻYDAMI.
Przyjmijcie mnie. Bracia, do tej zaszczytnej wspólnoty Niewinnie
Przelanej Krwi. Do tej gminy, do tego kościoła chcę od dziś
należeć.
Ta RANGA - ranga Żyda Doloris Causa - niechaj będzie udzielona
polskiemu poecie przez naród, który go wydał. Nie za żadne
zasługi, bo Ich przed wami nie mam. Będę to uważał za awans
i najwyższą nagrodę za tych parę wierszy polskich, które może
mnie przeżyją i pamięć o których związana będzie z moim imieniem
- imieniem Żyda polskiego.
IV
Na opaskach, Jakie nosiliście w ghetcie, wymalowana była gwiazda
Dawida. Wierzę w taką przyszłą Polskę, w której ta gwiazda,
ta z opasek, stanie się jednym z najwyższych odznaczeń, udzielanych
najwaleczniejszym żołnierzom i oficerom polskim. Będą ją oni
z dumą nosili na piersi obok dawnego Virtuti Militari. Będzie
i Krzyż Ghetta - nazwa głęboko symboliczna. Będzie Order Żółtej
Łaty - zaszczytniejszy niż niejedno dotychczasowe świecidło.
I będzie w Warszawie, i w każdym innym mieście polskim, pozostawiony,
utrwalony i konserwowany jakiś fragment ghetta w niezmienionej
postaci, tak jak go zastaniemy, w całej zgrozie zgliszcz i
zniszczenia. Otoczymy ten zabytek hańby naszych wrogów, a
chwały naszych umęczonych bohaterów łańcuchami, odlanymi ze
zdobytych hitlerowskich armat, i świeże, żywe kwiaty będziemy
co dzień wplatać między żelazne ogniwa, aby po wieczne czasy
świeża i żywa pozostała pamięć przyszłych pokoleń o zmasakrowanym
narodzie, i na znak, że zawsze żywy i świeży jest nasz ból
po nim.
Kościołowi narodowych pamiątek przybędzie jeszcze jedna. Będziemy
tam prowadzić dzieci i opowiadać o najpotworniejszym w dziejach
świata męczeństwie ludzi. W centrum tego pomnika, którego
tragizm uwydatnią otaczające go nowoczesne, da Bóg, Szklane
Domy odbudowanego miasta, płonąć będzie nigdy nie gasnący
ogień. Przechodnie będą zdejmować przed nim kapelusz.
A kto chrześcijanin - przeżegna się znakiem krzyża... Więc
z dumą, z żałobną dumą będziemy nosić tę rangę, wszystkie
inne zaćmiewającą - rangę Żyda Polskiego - my, cudem i przypadkiem
pozostali przy życiu. Z dumą? Powiedzmy raczej: ze skruchą
i żrącym wstydem. Bo przypadła nam ona za waszą mękę, za waszą
chwałę. Odkupiciele!
...Więc może nie "My, Żydzi Polscy", ale "My,
Widma, my. Cienie pomordowanych braci naszych, Żydów Polskich"...
V
My Żydzi Polscy... My, wiecznie żywi - to znaczy ci, którzy
zginęli w ghettach i obozach, i my widma - to znaczy ci, którzy
zza mórz i oceanów wrócimy do kraju i będziemy straszyć wśród
ruin swymi w całości zachowanymi cielskami i upiornością niby
to zachowanych dusz.
My, prawda grobów, i my złuda istnienia, my, miliony trupów
i kilkanaście, może kilkadziesiąt tysięcy niby nietrupów;
my, nieskończenie wielka bratnia mogiła; my, kirkut, jakiego
dzieje nie widziały i nie zobaczą.
My, poduszeni w komorach gazowych i przetopieni na mydło,
którym nie zmyje się ani śladów naszej krwi, ani piętna grzechów
świata wobec nas.
My, których mózgi tryskały na ściany naszych nędzarskich mieszkanek
i na mury, pod którymi nas masowo rozstrzeliwano - tylko za
to, że jesteśmy Żydami.
My, Golgota, na której mógłby stanąć nieprzebyty las krzyżów.
My, którzyśmy dwa tysiące lat temu dali ludzkości jednego
niewinnie przez Imperium Romanum zamordowanego Syna Człowieczego
- i wystarczyło tej jednej śmierci, aby się stal Bogiem. Jaka
religia urośnie z milionów śmierci, tortur, poniżeń i rozkrzyżowanych
w ostatniej rozpaczy ramion?
My, Szlojmy, Srule, Mośki, parchy, bejlisy, gudłaje-my, których
imiona i przezwiska prześcigną w dostojności brzemienia wszelkich
Achillesów, Chrobrych i Ryszardów o Lwich Sercach.
My, znowu w katakumbach - w "bunkrach" pod brukiem
Warszawy, człapiący w smrodzie ścieków, ku zdziwieniu naszych
kompanów - szczurów.
My, z karabinami na barykadach, śród ruin naszych bombardowanych
z powietrza domostw; my, żołnierze wolności i honoru...
"Jojne, idź na wojnę!" Poszedł, szanowni panowie,
i zginął za Polskę..
My, którym "twierdzą był każdy próg" każdego walącego
się na nas domu.
My, Żydzi polscy, dziczejący w lasach, karmiący przerażone
nasze dzieci korzonkami i trawą, my pełzający, czołgający
się, nastroszeni, z jakąś cudem zdobytą lub za grube pieniądze
wybłaganą, staroświecką dwururką...
My, Hiobowie, my. Nioby, my na pokucie po setkach tysięcy
naszych żydowskich Urszulek...
My, głębokie doły potrzaskanych, pomiażdżonych kości i poskręcanych,
pręgami pokrytych zwłok.
My-krzyk bólu! Krzyk tak przeciągły, że go najdalsze wieki
usłyszą. My, Wycie, my Chór, zawodzący mogilne El mole rachmim,
którego stulecie będzie stuleciu przekazywać.
My, najwspanialsza w dziejach kupa krwawego nawozu, którym
użyźniliśmy Polskę, aby tym, co nas przeżyją, lepiej smakował
chleb wolności.
My, makabryczny rezerwat, my, ostatni Mohikanie, niedobitki
rzezi, które jakiś nowy Barnum może obwozić po świecie, obwieszczając
na pstrych plakatach: "Niesłychane widowisko! The biggest
sensation in the world! Żydzi polscy-żywi i prawdziwi!"
My, Gabinet Okropności, Schreckenskammer, Chambre des Tortures!
"Osoby nerwowe upraszane są o opuszczenie sali!"
My nad rzekami zamorskich krain siedzący i płaczący. Jak ongi
nad rzekami Babilonu. Po całym okręgu świata płacze Rachel
dzieci swoje, aleć ich niemasz! Nad rzeką Hudson, nad Tamizą,
nad Eufratem, Nilem, Gangesem i Jordanem błąkamy siew rozproszeniu
naszym, wołając: "Wisło! Wisło! Wisło! Matko rodzona!
Szara Wisło, nie od brzasku różowa, ale od krwi!"
My, którzy nawet grobów dzieci naszych i matek nie odnajdziemy-
tak się warstwami poukładają, tak się na całą ojczyznę wszerz
rozpostrą w jedno pogrzebanie! I nie będzie upatrzonego miejsca,
żebyś mógł na nim kwiaty położyć, ale, jak siewca ziarno,
będziesz je szerokim rozmachem rąk rozrzucał. Może przypadkiem
trafisz.
My Żydzi polscy... My, legenda krwią i łzami ociekająca. Kto
wie, czy Jej nie trzeba będzie pisać biblijnymi wersetami:
"Oby rylcem żelaznym i ołowiem na wieczną pamiątkę wydrążona
była" (Hiob XIX, 24). My, apokaliptyczne stadium dziejów.
My, Jeremiaszowe Treny:
..."Leży na ziemi po ulicach dziecię i starzec, panny
moje i młodzieńcy moi polegli od miecza; pobiłeś ich w dzień
zapalczywości twojej, pomordowałeś ich a nie sfolgowałeś..."
..."Wrzucili do dołu żywot mój, a przywalili mnie kamieniem.
Wezbrały wody nad głową moją i rzekłem: Jużci po mnie!...
Wzywam imienia Twego, o Panie, z dołu bardzo głębokiego...
Widzisz, o Panie bezprawie, które mi się dzieje, osądźże sprawę
moją... Oddajże im nagrodę Panie, według sprawy rąk ich! Dajże
im zatwardziałe serce i przekleństwo swe na nich! Goń ich
w zapalczywości, a zgładź ich, aby nie byli pod niebem Twoim,
o Panie!" (Treny Jeremiaszowe, III).
Nad Europą stoi olbrzymi i wciąż rosnący widmowy Kościotrup.
W jego pustych oczodołach świeci ogień niebezpiecznego gniewu,
a palce zacisnęły się w kościstą pięść. I On, nasz Wódz i
Dyktator, będzie nam dyktował prawa nasze i żądania.
Tekst pochodzi z książki :
POLACY
- ŻYDZI / POLEN - JUDEN / POLES - JEWS 1939-1945
WYBÓR ŻRÓDEL
QUELLENAUSWAHL
SELECTION OF DOCUMENTS
Opracowanie/Auswahl/Edited by: Andrzej Krzysztof Kunert
Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa,
Instytut Dziedzictwa Narodowego,
Oficyna Wydawnicza RYTM
Warszawa 2001
IV/33 : 1944, sierpień, Londyn. My, Żydzi Polscy..., ss.
444-449
|