|
Jerzy Kluger, Człowiek Pojednania
2003
Papieski łącznik
Rzeczpospolita 5 grudnia 2003
(C) PAP/EPA
Jerzy Kluger, najdawniejszy przyjaciel
papieża, Żyd i polski patriota, obywatel Włoch, otrzymał od
Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów tytuł Człowieka Pojednania
2003.
Od dwudziestu pięciu lat z zaangażowaniem
i skutecznie działa na rzecz dialogu chrześcijańsko-żydowskiego,
polsko-żydowskiego oraz między Stolicą Apostolską a Izraelem.
Walnie przyczynił się do pierwszej w dziejach wizyty papieża
w synagodze w Rzymie w 1986 roku, do nawiązania stosunków
dyplomatycznych między państwem watykańskim i państwem Izrael
w 1994 roku, oraz do jubileuszowej pielgrzymki Jana Pawła
II do Ziemi Świętej w 2000 roku.
Antysemityzm unieważniony
Szczególnie doniosłą rolę odegrał w
nadzwyczaj delikatnej materii: nawiązywania oficjalnych państwowych
kontaktów watykańsko-izraelskich. Z dyskrecją i taktem godnymi
wytrawnego zawodowego dyplomaty (którym nie jest) Jerzy Kluger
- obdarzany zaufaniem przez obie strony - przez piętnaście
lat pełnił tajną misję dobrych usług. Przełamywał lody nieufności,
wiązał rwące się wciąż wątłe nici porozumienia, niestrudzenie
mediował, tak długo łączył i poręczał, aż doprowadził do uznania
Izraela przez Stolicę Apostolską.
Jedynym mandatem, który usposabiał go
do tej misji, była przyjaźń z papieżem. Ale oprócz tego, że
utorowała drogę do historycznego przełomu, ta trwająca już
przeszło siedemdziesiąt pięć lat przyjaźń ma też samoistną
wartość przykładną. Poznali się jako siedmioletni chłopcy.
"Karol Wojtyła, Polak i katolik, (od razu) stał się i
odtąd jest już nieodwołalnie wiernym przyjacielem Żyda Jerzego
Klugera. W ten oto sposób, niejako jednym rzutem, raz na zawsze
został ČunieważnionyÇ problem antysemityzmu. Unieważniony
w sercach obu przyjaciół" - taką moralną naukę wysnuł
z dziejów tej przyjaźni uczeń i następca kardynała Karola
Wojtyły na katedrze uniwersyteckiej. Ks. Tadeusz Styczeń napisał
to we wstępie do opowieści o Karolu i Jerzym, książki Darcy
O'Briena "Papież nieznany", która - uważa - ma też
trzech bohaterów: ten trzeci to antysemityzm, polski i katolicki,
nabrzmiały problem i dramat, moralny i religijny zarazem.
"Przyjaźń Karola i Jerzego stanowi jego modelowe rozwiązanie"
-! pisze ks. Styczeń.
... a w tamtym domu mieszkał Jurek Kluger
W papieskim serdecznym "przewodniku
po Wadowicach", pamiętnej gawędzie Jana Pawła II o czasach
młodości, wygłoszonej 16 czerwca 1999 roku, nie zabrakło wspomnienia
o najdawniejszym z przyjaciół, Jurku Klugerze.
- Dom, w którym mieszkałem, należał
do pana Chaima Bałamuta - przypomniał papież. - Nie wiem,
co się z nim stało, myślę, że nie żyje. Wiem, że Żydzi wadowiccy
przeszli ciężką próbę. Wielu zginęło w gettach i obozach zagłady
- mówił ze smutkiem. - A w tamtym domu mieszkał Jurek Kluger
- dodał po chwili i rozpogodził się. Zaraz potem z czułym
rozbawieniem wspomniał o kremówkach, na które chodzili po
maturze. W taki sposób cała Polska dowiedziała się o istnieniu
Jurka Klugera, "sąsiada kremówek", i że dla papieża
jest to miłe i dobre wspomnienie.
Już na samym początku pontyfikatu jedną
z największych sensacji było to, że na pierwszej audiencji
papież najpierw przywitał się i serdecznie rozmawiał z Żydem
Jerzym Klugerem i jego rodziną.
W autobiograficznej książce "Przekroczyć
próg nadziei" Jan Paweł II wyjawił, dlaczego do tej właśnie
przyjaźni przykłada tak wielką wagę. Mówiąc o przełomie w
stosunku Kościoła do narodu Izraela i religii żydowskiej,
który dokonał się za sprawą deklaracji soborowej "Nostra
aetate", wyznał: "Za jej słowami stoi doświadczenie
wielu ludzi, zarówno Żydów, jak i chrześcijan. Stoi także
moje osobiste doświadczenie od najwcześniejszych lat mojego
życia w mieście rodzinnym. Pamiętam naprzód szkołę podstawową
w Wadowicach - kontynuował papież - gdzie co najmniej jedną
czwartą uczniów w klasie stanowili chłopcy żydowscy. Trzeba
tutaj wspomnieć o mojej koleżeńskiej przyjaźni z jednym z
nich, Jerzym Klugerem. Trwa ona od ławy szkolnej aż do dnia
dzisiejszego. Mam żywo przed oczyma obraz Żydów podążających
w dzień sobotni do synagogi. Obie grupy religijne, katolików
i żydów, łączyła, jak przypuszczam, świadomość, że modlą się
do tego samego Boga."
Podobne słowa Karol Wojtyła wyrzekł już kilkadziesiąt lat
wcześniej. Opowiedział o tym Jerzy Kluger: chcąc niezwłocznie
podzielić się z przyjacielem nowiną, że zostali przyjęci do
gimnazjum, przybiegł do kościoła, gdzie Lolek służył do mszy.
Jakaś kobieta na widok Klugera zdumiała się: - Ależ ty jesteś
synem prezesa gminy żydowskiej! A gdy Jerzy sumitował się
przed kolegą, że on, Żyd, nie powinien był wtargnąć do katolickiej
świątyni, ten mu przerwał: - Dlaczego, czyż nie jesteśmy wszyscy
dziećmi jednego Boga?
Wspólne marzenie
Gdy w 1986 roku Jan Paweł II złożył
historyczną wizytę w rzymskiej synagodze, wyznał "starszym
braciom w wierze" (po raz pierwszy użył wówczas tej formuły
na określenie relacji pomiędzy judaizmem i chrześcijaństwem),
że co prawda jako pierwszy w dziejach papież przekroczył próg
żydowskiej bożnicy, ale dla niego osobiście nie była to pierwsza
wizyta w synagodze. Opowiedział dalej, że w 1936 roku w Wadowicach
odbywał służbę wojskową Mosze Kusewicki ze sławnej dynastii
kantorów synagogalnych, porównywany z Carusem tenor operowy.
Prezes wadowickiej gminy żydowskiej Wilhelm Kluger na jego
koncert pieśni religijnych w miejscowej synagodze zaprosił
kilku zaprzyjaźnionych Polaków, wśród nich kolegę syna, Karola
Wojtyłę. Jurek usiadł przy Lolku, by mu objaśniać hebrajskie
teksty.
Na podróż, trwającą dziesięć minut, trzeba było czekać dwa
tysiące lat - tak włoska prasa komentowała sąsiedzkie odwiedziny
papieża w nieodległej od Watykanu rzymskiej synagodze. Tak
samo jak pięćdziesiąt lat wcześniej w Wadowicach, Jerzy Kluger
towarzyszył przyjacielowi. Wizyta Jana Pawła II w synagodze
była ich wspólnym marzeniem. Nie jedynym.
Zaledwie kilka osób wiedziało, że za
pośrednictwem Jerzego Klugera papież w zupełnej dyskrecji
utrzymywał kontakt z władzami Izraela. Dekada lat osiemdziesiątych
nie sprzyjała zbliżeniu, którego papież usilnie pragnął. Dla
dyplomacji watykańskiej główną przeszkodą była wojna na Bliskim
Wschodzie. Nieufność strony żydowskiej wzmogło powstanie klasztoru
sióstr karmelitanek w Oświęcimiu. Gwałtowny spór na tym tle
wybuchł w 1984 roku, i właśnie wizyta Jana Pawła II w synagodze
była nań odpowiedzią, którą wspólnie obmyślili papież z Jerzym
Klugerem. Ale ten konflikt zażegnany został dopiero w roku
1993, po osobistej interwencji Ojca Świętego. W tym samym
roku w Izraelu doszli do porozumienia Żydzi z Palestyńczykami.
Naturalnie, Jerzy Kluger nie miał wpływu
na wydarzenia, od których ostatecznie zależało nawiązanie
stosunków przez Watykan i Izrael. Ale nieoficjalne kontakty,
które podtrzymywał, sprawiły, że mogło do tego dojść bez dalszej
zwłoki: 13 września 1993 roku zawarto porozumienie izraelsko-palestyńskie,
29 grudnia robocza komisja izraelsko-watykańska zakończyła
swoje prace, 15 czerwca 1994 roku Stolica Apostolska i Izrael
oficjalnie zainaugurowały stosunki dyplomatyczne.
Jerzemu Klugerowi podziękowali zarówno izraelski minister
spraw zagranicznych Icchak Szamir, jak i kardynał Achille
Silvestrini.
Dwie podróże
W książce "Przekroczyć próg nadziei"
papież przypomniał zagładę narodu żydowskiego, z którą - pisał
- każdy, kto żył wówczas w Polsce, musiał się zetknąć. "Było
to więc i moje osobiste doświadczenie, które noszę w sobie
do dzisiaj - wyznał Ojciec Święty. - Wrócę jeszcze do synagogi
wadowickiej. Spalona przez Niemców, dziś nie istnieje. Oto
przyszedł kiedyś do mnie Jerzy, by mi powiedzieć, iż miejsce,
na którym stała, ma zostać uczczone płytą pamiątkową... Udzieliło
się nam głębokie wzruszenie. Stanęły nam przed oczyma sylwetki
osób znajomych i bliskich. Powiedziałem mu, że chętnie napiszę
na tę okazję moje osobiste słowo, znak solidarności. Osobą,
która przekazała treść tego listu moim rodakom z Wadowic,
był waśnie Jerzy. Wiele go ten wyjazd kosztował. Trzeba bowiem
zaznaczyć, że cała jego rodzina, która pozostała w Wadowicach,
zginęła w Oświęcimiu, a przyjazd na odsłonięcie płyty pamiątkowej
był pierwszym po pięćdziesięciu latach" - napisał papież.
W istocie Jan Paweł II nakłonił Jerzego
do odbycia tej traumatycznej podróży. Zapewniając w liście
uczestników uroczystości, że razem z nimi wspomina ich pomordowanych
rodaków, nie pozostawił mu wyboru. Pojechał.
"Stojąc na wadowickim rynku Jerzy
poczuł, że coś w nim topnieje. Napięcie zelżało. Poczuł, że
płacze. Ale nie z rozpaczy. Był to cichy, łagodny płacz przynoszący
ukojenie, wyzwolenie. Spojrzał na swój dom. I poczuł, że wraca
pamięcią do odległych szczęśliwych lat" - zapisał jego
wyznanie włoski dziennikarz polskiego pochodzenia Gian Franco
Svidercoschi w książce "List do przyjaciela Żyda".
Był 1989 rok. Podróż Jurka Klugera do rodzinnego miasta trwała
pięćdziesiąt lat.
Od tej pory Jerzy jeździł do Polski
wielokrotnie. Brał udział w akcjach dobroczynnych, m.in. wspierał
fundację "Serce" w budowie szpitala i sanatorium
kardiologicznego.
W 2000 roku, roku Wielkiego Jubileuszu,
Ojciec Święty nareszcie mógł odbyć upragnioną pielgrzymkę
do Ziemi Świętej, złożyć wizytę w Izraelu i Palestynie. Jest
pewne, że było to jeszcze jedno wspólne marzenie, najważniejszy
wspólny cel Jana Pawła II i Jerzego Klugera. I że ten drugi
uczynił wszystko, co w jego mocy, żeby tak samo jak wizyta
w rzymskiej synagodze ziściła się wymarzona, historyczna podróż
jego przyjaciela. W Instytucie Yad Vashem, po zakończeniu
oficjalnych uroczystości, Jan Paweł II - śpiesznie, jak zanotowali
obserwatorzy - podszedł do grupy wadowickich Żydów. Był wśród
nich Jerzy Kluger. Papież objął go serdecznie. - Dobrze, że
jesteś, Jurku - powiedział. -
ANDRZEJ KACZYŃSKI
|