|
Autor "Europy" na siedemdziesięciolecie autora "Imperium"
Norman Davies
Autor "Europy" o Ryszardzie
Kapuscinskim
Rzeczpospolita, Plus Minus, 2 marca
2002
Pierwszą prawdą o Polsce, którą usłyszałem
podczas swojej tu wizyty z grupą studencką na początku lat
60., było to, że ten kraj jest jak rzodkiewka. Słowo było
za trudne dla naszych niedoćwiczonych języków. Pojęcie jednak
było zrozumiałe i na każdym kroku sprawdzone. Zaimponowało
nam, że ta metafora wyszła z ust nie jakiegoś dysydenta, ale
naszej oficjalnej przewodniczki z Orbisu.
Jakoś nie pomyślałem o tej rzodkiewce, kiedy zetknąłem się
po raz pierwszy z nazwiskiem Ryszarda Kapuścińskiego, autora
nieznanej mi jeszcze wtedy książki o upadku cesarza Hajle
Sellasje w Etiopii. Ten afrykański władca cieszył się u nas
dobrą opinią ze względu na jego godne zachowanie podczas wojny
- kiedy był kolegą na uchodźstwie w Londynie generała Sikorskiego.
A dawna Abisynia była mi znana wyłącznie z różnych dziecięcych
książek przygodowych, takich jak na przykład "Kopalnie
króla Salomona" Haggarda. Wiedziałem, do czego była zdolna
"Trybuna Ludu" w dziedzinach, które znałem z bliska.
Toteż nie wyobrażałem sobie, by korespondent takiej wybitnej
gazety mógł ciekawie pisać o dalekich krajach. Bez dalszych
badań przypuszczałem, że ten pisarz próbuje sprawiać kłopoty
polityce Zachodu w Afryce. Trochę więcej uwagi zwróciłem na
następną książkę Kapuścińskiego - o upadku szachinszacha.
O Persji wiedziałem jeszcze mniej niż o Abisynii. Ale polityka
amerykańska na Bliskim Wschodzie już wtedy wyglądała na błędną
i mniej mi przeszkadzały polityczne podteksty analizy Kapuścińskiego.
Widocznie posiadał on nie tylko talent wnikliwego obserwatora,
ale również szeroką perspektywę światową.
Dopiero po przeczytaniu "Imperium" wyraźnie zobaczyłem
człowieczeństwo autora i zbrodnię doskonałą, którą genialnie
popełnił jako korespondent "Trybuny Ludu". Zawsze
powtarzałem swoim studentom, że historia Polski daje m.in.
dobry punkt wyjścia do poznania natury Rosji - ku zgorszeniu
moich kolegów, ekspertów rosyjskich i sowietologów. Ale zanim
nie przeczytałem rozdziału, w którym pan Ryszard opisuje swoje
przeżycia szkolne w Pińsku w 1939 roku, kiedy jako siedmioletni
uczeń patrzył z przerażeniem na stopniowo pustoszejącą klasę
i na niewyjaśnione zniknięcie swojego nauczyciela, ja sam
nie rozumiałem motywów dorosłego Kapuścińskiego, nie mogłem
znaleźć do niego klucza.
Teraz wszyscy wiemy, jaką nieporównywalną
z niczym robotę zrobił ten chłopak z Pińska, patrząc na świat
w całości i pięknie szeregując ZSRR w kategorii chorych i
skazanych imperiów. Przez parę wieków niewoli Polacy różnie
znosili swój bolesny los. Niektórzy walczyli otwarcie - zbrojnie
i mężnie, ale niekiedy niemądrze i zaściankowo. Inni walczyli
po cichu, inteligentnie i z humorem. Kapuściński był wśród
nich.
Norman Davies
|