|
Czy twierdzenie "Żydzi kradną
wszystko, co można wynieść" to nie jest oczywista zniewaga?
Alibi dla nienawiści
Stanislaw Podemski
Otwarta Rzeczpospolita,
28 czerwca 2003
Sejm pracuje od miesięcy nad projektem
nowego kodeksu karnego. Znajdą się tu też postanowienia, chroniące
przed zniewagami i nienawiścią szerzonymi z przyczyn rasowych,
religijnych, narodowych, etnicznych. Nie brak takich samych
przepisów kodeksowych i dzisiaj, ale ich egzekucja wyraźnie
kuleje. Może więc należy coś tu zmienić, przeredagować, wyklarować.
Póki jeszcze czas.
Pismo "Nigdy więcej" (nr
13 z tego roku), monitorujące objawy antysemityzmu, informuje,
że "w latach 1999- - 2001 liczba antysemickich publikacji
w porównaniu z okresem po 1989 r. znacznie wzrosła".
Wtóruje tej opinii komisarz praw człowieka
Rady Europy w raporcie z 19 marca tego roku, doręczonym Komitetowi
Ministrów Rady: "Ksenofobia, antysemityzm oraz negatywne
stereotypy mniejszości są powszechne". Ostatnie polskie
sprawozdanie z realizacji postanowień konwencji w sprawie
likwidacji wszelkich form dyskryminacji rasowej w okresie
sierpień 1997 - grudzień 1999 roku ilustruje dobrze rozbieżność
między rzeczywistością a reakcją władz sądowych na przestępstwa
z motywów rasowych. "W skali całego kraju sprawy dotyczące
dyskryminacji rasowej stanowią znikomą ilość" - można
tu przeczytać. Dlaczego, skoro kodeks karny represjonuje,
i to pozbawieniem wolności, zniewagi z powodu przynależności
rasowej czy narodowej i nawoływanie do nienawiści na tle rasowym,
narodowym, etnicznym, wyznaniowym?
Dwa lata temu "Rzeczpospolita,
stowarzyszenie przeciwko antysemityzmowi i ksenofobii"
w piśmie skierowanym do ówczesnego ministra sprawiedliwości
Lecha Kaczyńskiego domagało się wydania jednostkom prokuratury
polecenia przeprowadzenia postępowania czy pisma "Szczerbiec",
"Tylko Polska", "Jestem Polakiem", "Nowa
Sztafeta" nie naruszają wymienionych przepisów kodeksu
karnego. Minister i prokurator generalny przekazał pismo Prokuraturze
Apelacyjnej w Warszawie, ta Okręgowej, Okręgowa Rejonowej
Warszawa Śródmieście. Wysłanie tych jednozdaniowych pism "celem
potraktowania jako zawiadomienia o przestępstwie" zabrało
pierwsze dwa miesiące. Po trzech tygodniach asesor Prokuratury
Rejonowej (a więc jeszcze nie pełny prokurator) odmówił wszczęcia
postępowania w tej sprawie z uzasadnieniem tyleż zwięzłym,
co nieprzekonywającym. Oto jak traktuje się poważne wystąpienia
gremium obywatelskiego, grupującego wielu znanych ludzi. Zażalenie
stowarzyszenia złożone Prokuraturze Okręgowej zostało wprawdzie
uwzględnione, ale ponowna decyzja prokuratora rejonowego (ze
stycznia 2002 r.) brzmiała tak samo: odmówić wszczęcia postępowania.
Tym razem jej uzasadnienie było dłuższe, choć nie wykraczało
poza ramy poprzedniej argumentacji. Tak upłynął blisko rok
od wystąpienia "Rzeczpospolitej, stowarzyszenia przeciwko
antysemityzmowi i ksenofobii", skierowanego do ministra
sprawiedliwości.
Oto parę tylko motywów tego rozstrzygnięcia.
Czy twierdzenie "Żydzi kradną wszystko, co można wynieść"
i "potrafią zwodzić i nabierać, a genialność podłości
przekracza tu wszelkie granice" to nie jest oczywista
zniewaga? Zadziwia, kto ma tu jakiekolwiek wątpliwości, a
prokuratura je ma! Żyd, złodziej, podły kanciarz, zniewagi
adresowane do całej społeczności, to nie są dla urzędu oskarżycielskiego
określenia poniżające, lżące, depczące godność narodu. Czegoś
podobnego jeszcze nie czytałem.
Według komentarza znawców do kodeksu
karnego "nawoływanie do nienawiści" oznacza wzbudzanie
niechęci, złości, braku akceptacji dla osób lub całych grup
społecznych. Jeżeli żądanie, aby wyznawców "judaizmu
izolować jak niegdyś dotkniętych trądem", nie jest wołaniem
o zbiorową nienawiść, to co jest nim w ogóle? Pokrętne wywody
prokuratorskiego postanowienia o odmowie wszczęcia postępowania
karnego podane są w sosie złożonym z argumentów na rzecz dyskursu
demokratycznego, poddania się weryfikacji społecznej przez
autorów w ramach demokratycznego państwa prawnego, słowem
- realizacji przekonań w sposób legalny, zgodny z literą prawa.
Uzasadnienie cytuje obficie wywody
wydawcy "Tylko Polska" Leszka Bubla i jest wyraźnie
pod jego wrażeniem. "Świadek zeznał, że ma ściśle określone
poglądy polityczne, nie zamierza jednak nawoływać do nienawiści
na tle rasowym lub narodowościowym... Dodał, iż dopuszcza
publiczną polemikę ze swoimi poglądami, nie używa w tekstach
słów obelżywych, a jeśli chodzi o kwestie merytoryczne, to
jest w stanie podać argumenty uzasadniające jego tezy... Jest
przeciwny wszelkim działaniom pozaprawnym". Po wysłuchaniu
tego świadka (czy pożal się Boże eksperta raczej) prokurator
dochodzi do wniosku, że podjęcie postępowania byłoby drastyczną
ingerencją w wolność słowa, nadto wywoływałoby "niepewność
co do faktu, które zachowania wyczerpują znamiona ustawowe
przestępstwa, a które nie". To deprymująca i ponura lektura.
Wolność słowa nie może stanowić alibi
dla głoszenia rasistowskich poglądów - taka jest linia wyrokowania
Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.
Co więcej, kolejne konwencje międzynarodowe
zaostrzają swój stosunek do rasizmu. To pod ich wpływem w
projekcie roztrząsanego w Sejmie projektu kodeksu karnego
znalazł się przepis represjonujący nawet sprzedaż, kupno,
przechowywanie pism nawołujących do nienawiści na tle różnic
narodowościowych, rasowych, etnicznych, wyznaniowych. Tymczasem
pismo "Nigdy więcej" raportuje, że wydawnictwa takie
kolportuje już nie tylko "Ruch", ale też prywatni
kolporterzy i księgarnie wysyłkowe. "Przyczyniło to się
do wzrostu nakładów antysemickiej prasy i publikacji zwartych"
- konkluduje "Nw".
Po stronie "Rzeczpospolitej, stowarzyszenia
przeciwko antysemityzmowi i ksenofobii" stanął rzecznik
praw obywatelskich (kwiecień 2002) profesor Andrzej Zoll.
Zażądał od prokuratora okręgowego w Warszawie podjęcia postępowania,
a decyzję o umorzeniu określił jako "niesprawiedliwą
społecznie". Konkluzji też towarzyszyła argumentacja
prawna. 24 stycznia tego roku Prokuratura Okręgowa w Warszawie
poinformowała profesora Zolla (w dwuzdaniowym piśmie), że
postanowienie Prokuratury Rejonowej uprawomocniło się. Co
pozostaje? Skoro władza nadzorcza nie uważała za słuszne ingerować
i skorygować decyzji podległej prokuratury, pozostaje prosić
o to prokuratora generalnego, który ma sześć miesięcy na takie
korekty. Gdy bowiem nie działają normalnie zwyczajne mechanizmy
nadzoru, trzeba uruchomić nadzwyczajną klapę bezpieczeństwa.
Sądzę, że minister Grzegorz Kurczuk zrozumie znaczenie i niezbędność
tego kroku. Wysokie grzywny i konfiskaty powinny uczynić haniebne
wydawnictwa nieopłacalnymi.
Stanisław Podemski
Autor jest publicystą "Polityki"
|