|
PRZERWANA MISJA
Powszechnie szanowany i lubiany
dyplomata wyjeżdża z Polski. Dlaczego? Plotka mówi, ze
był zanadto polski
Andrzej
Gass
Kulisy nr 46 2003
Szewach Weiss, ambasador Izraela w Polsce
Żal - odpowiada Szewach Weiss, ambasador
Izraela w Polsce, zapytany przez Kulisy, czy nie żal mu wyjeżdżać
znad Wisły. Ogłoszono, że zakończył swoją misję, chociaż urzędował
na placówce tylko trzy lata, a powinien cztery. Opuści Warszawę
w końcu grudnia.
Jest najbardziej nietypowym dyplomatą
spośród akredytowanych w Polsce. W czarnych garniturach i
pod krawatem pojawiał się tylko na oficjalnych imprezach.
Ulubiony strój to skórzana kurtka, sweter. Wyszedł za mury
strzeżonego budynku ambasady. Jeździł, spotykał się, pisał
artykuły do polskich gazet, był zawsze do dyspozycji mediów.
- Nigdy takiego ambasadora nie było
- zapewnia Jan Jagielski z Żydowskiego Instytutu Historycznego
o ambasadorowaniu Szewacha Weissa.
- Kiedy się pojawił, wielkie wrażenie
zrobiło, że znał język polski. To człowiek ogromnie zaangażowany
i bezpośredni. Na mnie, zajmującego się zabytkami żydowskiej
kultury, niezwykłe wrażenie robiło, że znajdował czas na bywanie
w miastach i miasteczkach, rozmowy, dyskutowanie. To było
niezwykłe jak na dyplomatę - uważa Jagielski.
Nie wyszedł z piwnicy
Szejwach (w Izraelu zmieniono mu imię
na hebrajskiego Szewacha) Weiss urodził się 68 lat temu w
polskim miasteczku Borysław.
- Z dzieciństwa mam miłe wspomnienia.
Mój ojciec miał sklep. U nas kupowali wszyscy sąsiedzi: Polacy,
Ukraińcy. U nas pracowała Ukrainka, pomagała w domu i myśmy
z nią żyli, jak w rodzinie. W domu mówiono po polsku, ukraińsku,
w języku jidysz, po hebrajsku, a podczas okupacji sowieckiej
w latach 1939-1941 używało się też języka rosyjskiego. Była
atmosfera wielokulturowa, wielojęzykowa. Jako dziecko właściwie
nie mówiłem po polsku. Póki żyli dziadzio Hirsz i dziadzio
Icyk, babcia Mincia, to używano języka żydowskiego - jidysz
- wspomina.
Wraz z wojskami niemieckimi, które wkroczyły
do Borysławia w czerwcu 1941 roku, rozpoczęły się pogromy,
a potem holokaust. Weissowie uciekli z getta. Zostali w nim
dziadek Hirsz i dziadzio Icyk i babcia Mincia. Wszyscy zginęli.
Młodych Weissów ukryła w kapliczce Polka - pani Góral. Potem,
w domu, ukrywała ich pani Potężna. Weiss senior wybudował
kryjówkę: za swoim sklepem zrobił podwójną ścianę, w niej
piętrowe łóżka. Dziewięć osób zamieszkało w wąskim pomieszczeniu.
Pani Lasotowa, Ukrainka, której syn służył w niemieckiej żandarmerii,
przynosiła im jedzenie. Potem przenieśli się do piwnicy opuszczonego
domu. Przeżyli w niej dwa lata. Opiekowali się nimi: pani
Lasotowa, pani Potężna oraz jej syn Tadek. Wiele lat później,
dzieci tych pań z rąk ambasadora otrzymały medale Sprawiedliwy
Wśród Narodów Świata.
- Podczas holokaustu naszym językiem
było milczenie. Bo w tej podwójnej ścianie, w której się ukrywaliśmy
i w piwnicy, w ogóle nie wolno było mówić, ba, nie wolno było
płakać, nie wolno było wydać żadnego głosu - wspomina ambasador.
Którejś nocy Szejwach chciał czegoś i zapowiedział, że będzie
krzyczał. "Uduszę cię" - ostrzegł ojciec. - Ja ciągle
nie wyszedłem z tej piwnicy - mówi Weiss.
Wiele tęsknot
Wyjechali z Polski w 1946 roku, po pogromie
w Kielcach. Wtedy 90 tysięcy Żydów uciekło z Polski. - Ale
i tak prawdopodobnie byśmy wyjechali, bo ojciec był syjonistą
i jeszcze przed wojną zamierzał wyjechać - uważa Weiss.
Dotarł do Palestyny w grudniu 1947 roku.
Pół roku później powstało państwo Izrael. Rodzice i siostra
zatrzymali się w Austrii, bo trzeba było podleczyć ojca. Potem
dołączyli do syna. W Izraelu nie mówił po polsku, ale widział
polskie gazety. Te z kraju i wydawane w Izraelu. Wtedy, zdaniem
Weissa, zrodziła się u niego tęsknota za polskim językiem.
Pracował w radiu, pisał książki dla dzieci. Studiował politologię.
Został działaczem Partii Pracy. Był posłem, wiceprzewodniczącym
i przewodniczącym Knessetu (parlamentu), wreszcze delegatem
Knessetu do Rady Europy. Jest autorem ponad 30 książek z dziedziny
nauk politycznych i zarządzania.
Szewach Weiss opublikował w Polsce
dwie książki: "Ziemia i chmury" (Pogranicze 2002),
nostalgiczny wywiad-rzekę i "Czas ambasadora" (Księgarnia
Akademicka 2003), zbiór politycznych publikacji. Napisał:
"Przyjechałem do tego kraju z tęsknoty, a odjeżdżam z
jeszcze większą w sercu". Dlaczego? - zapytaliśmy. -
To jest moje poczucie osobiste - mówi Weiss. - Ta tęsknota
należy do mego straconego dzieciństwa. Tęsknota do krajobrazu,
do natury, do kolorów, do zapachów, do pięknego miasteczka
Borysławia, do Karpat.
Grzech 1968
Żydzi polscy zawsze odgrywali w Izraelu
dużą rolę. Pierwszy premier Izraela, Ben Gurion, pochodził
z Polski. - On stąd, z Płońska - mówi ambasador. W pierwszym
rządzie Izraela, na 13 ministrów - 7 pochodziło z Polski.
W 120-osobowym pierwszym parlamencie
- 61 posłów wywodziło się z Polski, choć należeli do różnych
partii.
- To jedyna większość w naszym parlamencie
- śmieje się Weiss. - Ale czuliśmy się przykro - dodaje. -
Przed wojną wolno było Żyda obrazić, a po wojnie wolno było
wyrzucić z Polski. Tak stało się w 1968 roku, kiedy towarzysz
Gomułka powiedział ponad pięćdziesięciu tysiącom Żydów: jesteście
tutaj niepotrzebni. Nikt na świecie nie pozwoliłby sobie na
coś takiego! Miałem ambiwalentny stosunek do Polski. Z jednej
strony była tęsknota za utraconym dzieciństwem, a z drugiej
strony, byłem obrażony - twierdzi.
Zdaniem ambasadora, zarówno w Izraelu,
jak i wśród Żydów na świecie istnieje antypolonizm. Grzech
popełniony w 1968 roku został psychologicznie powiązany z
polskim antysemityzmem sprzed wojny. - Antysemityzm istnieje
do dzisiaj, chociaż być w Polsce antysemitą to hańba. Ale
nieoficjalnie mamy go dość dużo, tak jak w całej Europie i
może na całym świecie - mówi ambasador. - Gdybyśmy mieli normalny
dialog, jak z innymi państwami, normalne stosunki dyplomatyczne
przez cały czas, to mogę powiedzieć "na sto procent",
że w Polsce zostałoby 200-300 tysięcy Żydów - twierdzi Weiss.
- Mielibyśmy tu każdego roku setki tysięcy turystów z Izraela
i z całego żydowskiego świata, i Polaków u nas w Izraelu.
To nie jest taka zwykła sprawa, że wśród Polaków jest najwięcej
Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. Coś się działo między
nami i było to przeważnie coś bardzo pozytywnego - uważa ambasador.
- Żaden następny ambasador nie będzie
miał tak doskonałych kontaktów z ludźmi i z mediami. Mówi
po polsku lepiej niż niejeden rodak, barwnym, soczystym językiem.
Poznałem go 10 lat temu, kiedy był przewodniczącym Knessetu
- wspomina podsekretarz stanu, Tadeusz Iwiński. - Byłem wtedy
w Izraelu i przywiozłem mu dane o ludziach, którzy ukrywali
jego rodzinę. Mógł zostać ambasadorem w innych państwach,
ale wybrał Polskę. Szkoda go, ale cóż, rząd w Izraelu jest
prawicowy, a on jest z innej opcji.
Ambasadorowie Izraela są delegowani
na cztery lata. Weissa odwołano po trzech latach. - To są
sprawy polityczne. Gdyby Szimon Peres (też urodzony w Polsce,
polityk Partii Pracy) był dalej ministrem spraw zagranicznych,
to ja bym tu został, ile bym chciał. Ale nie mam pretensji,
bo taki jest system - mówi Szewach Weiss. - Trzy lata mego
pobytu w Polsce poświęciłem pracy dla pojednania. Wyjeżdżam
z poczuciem, że jeszcze trzeba wiele zrobić, choć wszystko
idzie w dobrym kierunku. Mam jednak przeświadczenie, że nie
skończyłem mojej misji - uważa ambasador.
Po powrocie do Izraela zamierza napisać
książkę o polskich Żydach i ich roli w dziejach państwa Izrael.
Kulisy nr 46/2003
|