|
Amerykański politolog atakuje Kościół
i stawia absurdalne żądania
Anioł zemsty z manią wielkości
JOACHIM TRENKNER z Berlina
Tygodnik Powszechny nr 44, 3 listopada
2002
Jak to możliwe, że emocjonalny pamflet,
któremu specjaliści-historycy postawili najcięższe zarzuty,
w tym ignorowanie faktów i manipulowanie nimi tak, by wszystko
pasowało pod założoną tezę, sprzedaje się jak świeże bułeczki?
Politolog Daniel Goldhagen po raz drugi dowiódł, że to możliwe
- najważniejsze, by teza była dość prowokacyjna, a marketing
sprawny. I choć tym razem Goldhagen nie wywoła wielkiej debaty,
to w Niemczech na jego spotkania z czytelnikami ściągają tłumy,
a sama książka sprzedaje się świetnie.
Na zewnątrz padał pierwszy, niespodziewany o tej porze roku
śnieg, ale widownia Renaissance-Theater wypełniona była po
brzegi. Co bardziej spragnieni strawy duchowej berlińczycy
pospieszyli, jak co roku jesienią, by podczas organizowanej
w tym kameralnym teatrze, w nobliwej dzielnicy zachodniego
Berlina, serii dyskusji wsłuchiwać się w wizje świata, roztaczane
przez prominentnych intelektualistów. W ten przenikliwie zimny,
niedzielny poranek gościem był amerykański politolog Daniel
Jonah Goldhagen, dobrze znany od połowy lat 90., to znaczy
od kiedy furorę w Niemczech zrobiła jego książka "Gorliwi
kaci Hitlera" [wyd. polskie 1999 -red.]. Goldhagen zarzucił
w niej narodowi niemieckiemu, że cechuje go "eliminatorski
antysemityzm", ukierunkowany na eliminację Żydów i uwarunkowany
niemal genetycznie. Tamta książka, skrytykowana zgodnie przez
historyków -specjalistów od II wojny światowej - Goldhagenowi
zarzucili oni także naginanie faktów do założonej z góry tezy
-sprzedała się jednak w Niemczech w nakładzie ponad 165 tys.
egzemplarzy.
Teraz kontrowersyjny autor uderzył znowu. W swej nowej książce
"A Moral Reckoning. The Role of the Catholic Church in
the Holocaust and its Unfulfilled Duty of Repair", wydanej
w tym roku w Stanach i szybko przełożonej na niemiecki pod
nieco zmienionym tytułem "Kościół katolicki i Holocaust",
Goldhagenowi chodzi o jeszcze ostrzejsze konsekwencje, choć
sformułowane w oparciu o jeszcze wątlejszy fundament. Amerykanin
- pochodzenia żydowskiego; jego ojciec przeżył Holocaust -
i dziś już profesor Harvardu domaga się ni mniej ni więcej,
tylko zadośćuczynienia za winę, jaką ponosić ma nie tylko
Kościół, ale w ogóle religia chrześcijańska, za Holocaust,
do którego przyczynić miały się, zdaniem Goldhagena, jej antyjudaizm
i antysemityzm, sięgające wstecz aż do Nowego Testamentu.
Odjazdowo (by użyć młodzieżowego języka) prezentujący się
czterdziestolatek, elegancki i elokwentny, z pop-fryzurą "na
jeża" i okularami od dobrego designera - zasiadł więc
Daniel Goldhagen na scenie Renaissance-Theater, aby na tle
kurtyny w kolorze kardynalskiej purpury powtórzyć raz jeszcze
swe prowokacyjne tezy, na sposób - trzeba to dodać - arogancki
i zarozumiały, i aby od razu podzielić rozemocjonowaną publiczność
na dwa wrogie obozy. Tym razem Goldhagen, odbywający autorskie
tournee po Niemczech, nie podniósł postulatu, aby w akcie
pokuty Kościół dokonał samorozwiązania Państwa Watykańskiego,
zażądał za to poddania Nowego Testamentu gruntownej reformie.
Zbiorowa wina Kościoła?
Można powiedzieć, że kwestię winy za Holocaust Goldhagen postawił
tak radykalnie, jak to tylko możliwe, domagając się od Kościoła
zadośćuczynienia materialnego i politycznego, które w istocie
zagroziłoby samej jego egzystencji jako "najważniejszej
instytucji moralnej świata". Trudno się dziwić, że uczestniczący
w dyskusji prof. Hans-Joachim Meyer, przewodniczący Centralnego
Komitetu Katolików Niemieckich, nazwał pracę swego adwersarza
"agitatorskim pamfletem"; to książka nierzetelna
i nieuczciwa, dowodził Meyer, i trudno ją traktować jako poważną
polemikę, skoro jej autor najzwyczajniej ignoruje większość
dyskusji, dokumentów i wydarzeń odnoszących się do historii
II wojny światowej, które miały miejsce w Kościele katolickim
w ciągu minionych kilkudziesięciu lat.
Nie ma wątpliwości: w książce, noszącej znamienny podtytuł:
"Śledztwo w sprawie winy i pokuty", Goldhagen kreuje
się na Wielkiego Inkwizytora. Akt oskarżenia to 475 stron,
podzielonych na trzy rozdziały: pierwszy to "Wyjaśnienie
postawy" (Kościoła wobec Holocaustu), drugi - "Ocena
winy", a trzeci - "Zadośćuczynienie". Doprowadzony
nareszcie przed oblicze sprawiedliwości winowajca: Kościół
katolicki. Znany zarzut: współwina za Holocaust, przez bycie
gorliwym wspólnikiem nazistów. Prokurator: Daniel Jonah Goldhagen.
Sędzia: Daniel Jonah Goldhagen. Wyrok, ustalony jeszcze przed
procesem: winny. Okoliczności łagodzące: brak. Tak mniej więcej
streścić można zawartość książki, która zgodnie z regułami
marketingu ukazała się we właściwym czasie, tuż przed jesiennymi
Targami Książki we Frankfurcie nad Menem, a teraz porusza
niemieckie serca i umysły. Podczas lektury ma się czasem czasem
wrażenie, jakby była ona ciągiem dalszym "Gorliwych katów
Hitlera", a Goldhagen -doskonale impregnowany na wszelką
krytykę - nie tylko nie zrewidował, ale teraz rozwija twórczo
swe przemyślenia sprzed kilku lat na temat kolektywnej niemalże
winy Niemców. Tym razem temu nie-historykowi i nie-teologowi
chodzi o postawienie pod pręgierzem innego kolektywu: Kościoła
katolickiego, na czele z Piusem XII, biskupami i księżmi.
Osąd Goldhagena jest niezachwiany: Kościół zawiódł, a grzech
ten do dziś jest przezeń świadomie tuszowany i przemilczany.
Wobec mordu na milionach Żydów Kościół milczał, twierdzi Goldhagen,
choć mógł interweniować bez większej szkody dla samego siebie;
więcej: Kościół sympatyzował z nazistami i aktywnie pomagał
w prześladowaniu Żydów.
Notka na marginesie
Goldhagen próbuje wywołać wrażenie, że wkracza na tereny dziewicze.
Tymczasem książka - oparta głównie nie na źródłach, ale literaturze
przedmiotu (głównie anglojęzycznej) i z pracą naukową niewiele
mająca wspólnego - nie zawiera nic nowego. Od poruszenia,
które w 1963 r. wywołał dramat Rolfa Hochhutha "Namiestnik"
[oskarżający Piusa XII o milczenie -red.], historycy z całego
świata, w tym historycy Kościoła gruntownie badali kwestię
postawy Piusa i Kościoła wobec III Rzeszy, w tym pytanie,
czy papież i Kościół mogli zrobić więcej, i czy można mówić
o grzechu zaniechania? Amerykanin to ignoruje; zamiast tego
formułuje nie wytrzymujące krytyki tezy, np. że "wszędzie
tam, gdzie księża głosili kazania, Kościół szerzył antysemityzm
i starał się, by nienawiść nie pozostała jedynie zjawiskiem
krótkotrwałym, ograniczonym terytorialnie i nieznaczącym,
lecz aby rozwinęła się w skuteczny i trwały imperatyw religijny
wewnątrz chrześcijaństwa". Nie trzeba być gorliwym katolikiem,
aby za brednię uznać też konstruowany przez Goldhagena ciąg
przyczynowy: "Antysemityzm doprowadził do Holocaustu.
Antysemityzm był trwałym elementem składowym Kościoła katolickiego",
więc...
Historia Kościoła w czasach narodowego socjalizmu - albo raczej:
historia papiestwa i Kościoła w różnych krajach (bo inna była
sytuacja w Rzeszy, a inna w Polsce) - jest też niewątpliwie
historią jego winy, winy milczenia. Ale przekonania tego nie
zawdzięczamy Goldhagenowi, ale poważnym historykom, którzy
efekty swych badań publikowali już wiele lat temu. Także Kościół
od dawna nie zaprzecza, że popełniał błędy. Żaden renomowany
naukowiec nie podpisałby się za to pod tezą Goldhagena - nie
udowodnioną przez autora - że przez nieudzielenie pomocy Żydom
i motywowane antysemityzmem aktywne współdziałanie Kościół
stał się wspólnikiem, czy wręcz współoprawcą Holocaustu. Goldhagenowi
to nie przeszkadza: podporządkowuje wszystkie pozbierane fakty
swej zasadniczej tezie: że to właśnie morderczy antysemityzm
był głównym motywem takiego, a nie innego postępowania Kościoła.
Inne motywy, jak w przypadku niemieckich biskupów głęboko
wpojony szacunek dla legalnej władzy, nie przychodzą mu do
głowy. Jako nieuprawnioną apologetykę odrzuca różnicowanie
między rasistowskim antysemityzmem narodowych socjalistów,
a tradycyjnym kościelnym antyjudaizmem. Faktu, że na potrzebę
takiego różnicowania wskazują poważni historycy, świadomie
nie dostrzega.
Niezwykle ostro atakuje za to ówczesnego papieża. Od lat jasne
jest, że Pius XII milczał w obliczu zbrodni, choć o Holocauście
dowiedział się wcześnie. Sporna pozostaje kwestia, czy czynił
tak z powodów taktycznych, by zapobiec kolejnym zbrodniom,
jakich naziści mogliby dopuścić się w odwecie za jego wystąpienie,
czy też jego milczenie można uznać za grzech zaniechania.
Jednak twierdzenie, że kierował nim głęboki antysemityzm,
to insynuacja - takiej tezy nikt dotąd nie dowiódł i nie dowodzi
jej Goldhagen, który jako dowód na rzekomy rasistowski antysemityzm
Piusa przytacza tylko znany od dawna zapis z jego pamiętnika
z 1919 r. Przyszły papież znalazł się jako nuncjusz w Monachium,
gdy niemieccy komuniści próbowali stworzyć tam tzw. republikę
rad - i grupkę komunistów, którzy skonfiskowali mu auto, obrzuca
w swych zapiskach określeniem "Żydzi". Natomiast
fakt, że Kościół katolicki zwalczany był przez nazistów jako
wróg, w książce Goldhagena występuje jedynie jako notka na
marginesie.
Polemika Goldhagena dotyczy nie tylko historii, ale też Kościoła
współczesnego. Twierdzi on, że "Kościół do dziś nie zdobył
się na swobodną dyskusję o postawie swojej i swych duchownych
wobec Żydów, przede wszystkim w czasach narodowego socjalizmu".
Prawdziwa jest teza odwrotna: od Soboru Watykańskiego II papieże,
biskupi i teologowie zmagają się z problemem historycznych
win Kościoła. Ale to wszystko, podobnie jak działania Jana
Pawła II - począwszy od wizyty w rzymskiej synagodze w 1986
r., przez poruszającą obecność w Yad Vashem w 1999 r., po
"mea culpa" za historyczne grzechy Kościoła z 2000
r. - otóż Daniel Goldhagen to wszystko bagatelizuje, a nawet
deprecjonuje, jako "symbole w najlepszym razie połowiczne".
W ostatniej części ("Zadośćuczynienie...") Goldhagen
przyjmuje rolę anioła zemsty: na ponad stu stronach zastanawia
się nad adekwatną pokutą dla Kościoła. Zadośćuczynienie musi
mieć, dowodzi, charakter "materialny, polityczny i moralny".
Aspektu materialnego nie konkretyzuje, za to żądania natury
politycznej i moralnej są tyleż konkretne, co absurdalne:
pokuta mogłaby polegać na rozwiązaniu Państwa Watykańskiego
i "oczyszczeniu" Nowego Testamentu z fragmentów
antysemickich, których Goldhagen dolicza się 460. Aby "usunąć
z tekstu biblijnego nieprawdziwe sformułowania o Żydach"
należy zwołać konferencję wszystkich Kościołów chrześcijańskich,
z udziałem żydowskich obserwatorów.
Imprimatur od Goldhagena
Nie, nikt nie powinien obawiać się tej "demaskatorskiej"
książki. Wyważa ona drzwi dawno otwarte i formułuje tezy oraz
postulaty niewarte poważnej dyskusji. Zarazem to polemiczne
dzieło sprzedaje się dobrze: pierwszy nakład (30 tys. egzemplarzy)
rozchwytano, tytuł odnotowano już na pierwszych listach bestsellerów.
Trudno ocenić, czy do kupowania potencjalnych nabywców zniechęcił
czy zachęcił wydany przez sąd tymczasowy zakaz rozprowadzania
książki (ponieważ jedno ze zdjęć błędnie podpisano - pokazywało
nie arcybiskupa Monachium, jak stwierdzał podpis, ale nuncjusza
papieskiego, kroczącego przez szpaler SA-manów - sąd przychylił
się do skargi monachijskiego arcybiskupstwa i nakazał wydawnictwu
wstrzymać sprzedaż i wprowadzić korektę).
Za to niemieccy recenzenci byli zgodni: książkę ocenili jednomyślnie
krytycznie. Tygodnik "Der Spiegel" nazwał ją "absurdalnym
pomysłem", liberalno-lewicowy "Die Zeit" pisał
o "wściekłej i ślepej apodyktyczności" autora. Liberalny
dziennik "Süddeutsche Zeitung" konstatował, że najwięcej
szkody Goldhagen wyrządza historykom, którzy wbrew wszelkim
oporom próbują od lat stworzyć prawdziwy opis Kościoła w tamtych
czasach - oraz tym wszystkim katolikom, którzy pracują na
rzecz tego, by Kościół uczciwie i bez upiększeń spojrzał na
swą historię. A konserwatywny dziennik "Frankfurter Allgemeine"
pytał ironicznie: "Czy "oczyszczone" Biblie
będą nosić niedługo imprimatur od cenzora-Goldhagena?".
Przełożył Wojciech Pięciak
JOACHIM TRENKNER (ur. 1935) - publicysta; były reporter
tygodnika "Newsweek" i korespondent berlińskiej
telewizji publicznej SFB w Europie Wschodniej, w latach 90.
zastępca jej redaktora naczelnego. Stale współpracuje z "TP".
Tytuł i śródtytuły od redakcji "TP".
Inny bilans
Historia postawy Watykanu i Kościoła katolickiego podczas
II wojny światowej to nie tylko cierpienie (w krajach okupowanych),
milczenie czy zaniechanie. Komentując książkę Goldhagena kard.
Karl Lehmann, przewodniczący niemieckiego Episkopatu, przypomniał,
że historycy szacują, iż spośród ok. 900 tys. Żydów, którym
udało się przeżyć wojnę na terenach okupowanych przez Niemcy,
70-80 proc. swój ratunek zawdzięcza instytucjom kościelnym
lub ludziom Kościoła, w tym działaniom Watykanu.
Historyk Karl-Joseph Hummel, kierujący badaniami prowadzonymi
na zlecenie komisji historycznej Episkopatu Niemiec pisał:
"Manuskrypt Goldhagena sprawia wrażenie, jakby nie był
czytany w wydawnictwie przez redaktorów, ale od razu trafił
do produkcji i działu marketingu. Gdyby za każdy błąd merytoryczny
wydawnictwo musiało płacić ćwierć miliona euro [taka kara
groziła, gdyby wbrew wyrokowi sądowemu wydawnictwo Siedler
rozprowadzało książkę z błędnym podpisem pod opublikowaną
fotografią; patrz tekst obok], to przy trzycyfrowej liczbie
takich błędów w tej książce, wyszłaby kara wielomilionowa.
Czy nie byłoby bardziej ekonomiczne - pomijając wystawiony
na szwank wizerunek wydawnictwa - wycofać nakład, a manuskrypt
solidnie zweryfikować?". Najwyraźniej nie było: wkrótce
potem Siedler Verlag dodrukował drugie wydanie.
WP
TYGODNIK POWSZECHNY, Nr 44, 3 listopada 2002
|