|
Witold Liliental
Wspólną podjęli walkę...
Lecz wyście podnieśli kamień, by cisnąć
nim w kanoniera,
który nastawił działo, by dom wasz zburzyć do szczętu...
Synowie Machabeuszów, i wy potraficie umierać,
podjąć bez cienia nadziei, walkę we Wrześniu zaczętą
Władysław Broniewski Żydom polskim, 1943 r.
Zostałem poproszony już na początku marca, żeby napisać coś
z okazji przypadającej 19 kwietnia sześćdziesiątej rocznicy
powstania w getcie warszawskim. Odpowiedziałem, że oczywiście,
ale później zacząłem się zastanawiać, co ja właściwie napiszę?
Po pierwsze, nie jestem historykiem, po drugie, powstanie
to zostało już opisane i uczczone wielokrotnie, nawet, jak
zdarzyło mi się czasami słyszeć: do znudzenia.
Nasłuchałem się w życiu na ten temat
przeróżnych opinii. Wypowiedzi o powstaniu w getcie warszawskim
słyszałem praktycznie od chwili, kiedy znalazłem się ponownie
w Polsce po powrocie z Południowej Afryki w 1959 roku, a trwają
one po dzień dzisiejszy. Niektóre z nich zaczynały się od
słów: ja nie jestem antysemitą, ale.... Po takim, bądź podobnym
wstępie, często słyszałem zarzut, że wycieczki zagraniczne
do Warszawy przede wszystkim wozi się pod pomnik Bohaterów
Getta i opowiada o powstaniu Żydów w 1943 roku, natomiast
pamięć o Powstaniu Warszawskim traktowana jest po macoszemu
i turyści zagraniczni wyjeżdżają potem z Warszawy kojarząc
ją prawie wyłącznie z martyrologią żydowską.
Niektórzy, po sakramentalnej formułce odcinającej się od antysemityzmu,
dopatrywali się w tej sytuacji spisku żydowskiego, inni po
tym obowiązkowym samo rozgrzeszeniu wylewali kubeł pomyj na
Żydów w Polsce i Żydów na świecie. Oczywiście, chodzi tu tylko
o ludzi pewnego pokroju, ludzi, z którymi miałem, bądź mam
do czynienia tylko wówczas, kiedy muszę. Znakomita większość
Polaków, z którymi w życiu się zetknąłem wyrażała normalny,
zwykły, ludzki szacunek dla bohaterów, jakimi ponad wszelką
wątpliwość powstańcy żydowscy byli. Niemniej, trzeba powiedzieć
otwarcie, że temat powstania w getcie warszawskim, jak i jeszcze
aktualny temat Jedwabnego, i w ogóle temat Żydów w Polsce
do tej pory wywołuje u wielu niezdrowe emocje.
Jeśli wziąć pod uwagę fakty, jakie miały miejsce w latach
powojennych, w warunkach polityki dyktowanej przez kolejne
ekipy rządzące PRL, nie ulega wątpliwości, że wycieczki zagraniczne,
przynajmniej do 1968 roku, istotnie wożone były pod pomnik
Bohaterów Getta, natomiast rażąco mało mówiło się i pokazywało
turystom o Powstaniu Warszawskim. Wynikało to nie tyle z jakiejś
szczególnej sympatii ówczesnych władz do Żydów, ile z ich
ciągle anty-akowskiej polityki. Ukazywanie turystom zagranicznym
bohaterstwa Powstańców z sierpnia 1944 roku było wysoce niewygodne.
Narażało pilotów wycieczek na konieczność odpowiadania na
pytania, w jakim celu wybuchło to powstanie. To otwierałoby
puszkę Pandory, a tego miłościwie panująca nam partia nie
chciała. Cel powstania w getcie, natomiast, był zrozumiały
dla wszystkich. Ta sama polityka, zresztą, nakazywała manipulację,
akurat w przeciwnym kierunku, statystyką śmierci i męczeństwa.
Dla wygody władz komunistycznych, podawano zaniżone liczby
żydowskich ofiar Oświęcimia, eksponując martyrologię polską.
W tym przypadku chodziło bowiem o utrzymywanie wrogich emocji
i negatywnych skojarzeń z rewanżystami z Republiki Federalnej
Niemiec. O martyrologii ludzi wywiezionych i wymordowanych
na wschodzie, nie wolno było, oczywiście, pisać ani mówić
w tamtych czasach w ogóle. Pamiętam, że często podawano liczbę
ponad sześciu milionów obywateli polskich, którzy zginęli
w wyniku wojny. Proszę w tym miejscu historyków o pewną pobłażliwość.
Nie znam dokładnych statystyk, a opieram się tylko na tym,
co czytałem w rożnych powszechnie dostępnych źródłach. Otóż
z tych różnych źródeł wynika, że mniej więcej połowa z tych
polskich obywateli, to byli Żydzi, licząc w tym Polaków żydowskiego
pochodzenia. Pozostała połowa, to Polacy, wliczając zarówno
tych, którzy zginęli jako żołnierze na froncie, jak i tych,
którzy zostali zamordowani, bądź zmarli w obozach. Jeśli chodzi
o Żydów, to wszyscy z tych trzech milionów, są ofiarami Holokaustu.
Prosty rachunek wykazuje, że Żydzi obywatele polscy, liczący
przed wojną mniej więcej jedną trzecią ogółu ludności, stanowią
połowę, lub więcej ofiar zamordowanych, czyli niewspółmiernie
dużo. Nie chodzi mi tu o konkurowanie, o przebicie, kto więcej
ucierpiał, tylko o zrozumienie, dlaczego świat widzi przede
wszystkim holokaust. Poza tym, wszyscy dobrze wiemy, że była
zasadnicza różnica pomiędzy okupacją po stronie aryjskiej,
a życiem w getcie. Polaków sterroryzowano. Odmówiono im prawa
do wolności, nauki, do życia, jeśli coś się okupantowi nie
spodobało. Żydom w getcie odmówiono tych wszystkich atrybutów,
ale ponadto, odmówiono im prawa do nazywania się ludźmi. Polacy,
po wyniszczeniu inteligencji, mieli służyć za parobków niemieckich.
Untermensch mógł mieć tylko jedno przeznaczenie. W przeświadczeniu
okupanta, jak każdą wesz, czy gnidę, trzeba było ludność żydowską
po prostu wytępić. Trzeba to było zrobić masowo i sprawnie,
przy możliwie jak najmniejszych nakładach inwestycyjnych.
Wracając do wpływu polityki władz PRL na stosunki polsko -
żydowskie, niewątpliwie przyczyniły się w dużym stopniu do
napięć i emocji, jakie w niektórych środowiskach utrzymują
się do dziś. Chociaż nie tylko same działania komunistów.
Pamiętam, że wielu ludzi, z którymi rozmawiałem bolał słynny
gest Willi Brandta, kiedy w 1969 roku klęknął przed wspomnianym
już pomnikiem Bohaterów Getta. W moim odczuciu, Willi Brandt
niewątpliwie pod wpływem silnej emocji postąpił, jak wielki
mąż stanu. Sam nie był hitlerowcem. Wręcz przeciwnie, w czasie
wojny współpracował z podziemiem norweskim przeciwko reżymowi
Hitlera. Ale przyjechał do Warszawy jako przywódca narodu
niemieckiego, i dlatego, w jego imieniu okazał skruchę za
największą zbrodnię dokonaną w 20 wieku. Nie od rzeczy będzie
wspomnieć, że pewna grupa Niemców później protestowała: nie
w naszym imieniu i obrzucała kanclerza Brandta stekiem oskarżeń
o antyniemieckość. Skąd my to znamy? Niemniej, niektórych
naszych rodaków to bolało, że Willi Brandt w Polsce klęka
pod pomnikiem Żydów, a nie na przykład, przed jakimś obiektem
czysto polskim. Można zrozumieć pewne zadawnione żale Polaków,
powstałe na bazie tłamszenia pamięci narodowej, ale obiektywnie
biorąc, nie można dziwić się kanclerzowi Niemiec. Jego naród,
w odczuciu większości świata, odpowiedzialny był za największą
hekatombę w historii ludzkości i on to piętno musiał nosić,
choć sam winy nie ponosił. I oto znalazł się w miejscu, które
dla całego świata stało się symbolem desperackiego zrywu Żydów,
pierwszego chyba od czasów Machabeuszów. Znalazł się w samym
sercu dawnego getta warszawskiego. Nie widzę w tym geście
żadnego nietaktu w stosunku do Polaków. Przeciwnie, uważam,
że walka i martyrologia Żydów w Polsce jest częścią składową
naszej wspólnej historii i jako taka, powinna być wspólnie
czczona.
Każdy naród powinien zachowywać i pielęgnować pamięć o swojej
historii, swoich bohaterach, o cierpieniu i o ofiarach. Polacy
mają do tego takie samo prawo i większe od wielu innych narodów
powody. Nasza historia nas nie pieściła, a ostatnie dwa wieki
szczególnie obfitują w zarówno bohaterstwo, jak i cierpienie
Polaków. Obchody rocznicowe w każdym kraju mają na celu zachowanie
pamięci o ważnych zdarzeniach po to, żebyśmy się z nich uczyli
wyciągać wnioski na przyszłość. Na skutek splotu niesprzyjających
okoliczności politycznych, pozbawiono nas w pewnym okresie
prawa do mówienia i pokazywania światu naszych, polskich nie
zagojonych ran, naszego cierpienia, naszych strat. I na tym
tle zaczęło powstawać całkiem niezdrowe, niepotrzebne nikomu
konkurowanie z Żydami o palmę pierwszeństwa w narodowym cierpieniu.
Jakby to był jakiś zaszczyt. Czy nam, jak narodowi, przynosi
to jakąś ujmę, że wymordowano więcej Żydów, niż Polaków? Ujmy,
oczywiście, nie przynosi, ale w pojęciu niektórych ludzi,
odbiera Polakom należny nam udział w sympatii ze strony innych
narodów świata. Bo przecież my też cierpieliśmy...
Trzeba pamiętać, że główne akty zbiorowego morderstwa Żydów
przez hitlerowców dokonały się na ziemi polskiej. Nie był
to zbieg przypadku. Był to z niemiecką precyzją obliczony
rachunek ekonomiczny transportów ludzi wiezionych na śmierć,
a głównym planistą był Adolf Eichman. Polska znajdowała się
w centralnym regionie okupowanej części Europy i bardziej
z dala od oczu Aliantów. Przy tym, była sytuowana geograficznie
blisko dostawców technologii śmierci, czyli budowniczych pieców
krematoryjnych i zakładów IG Farben, produkujących truciznę
Zyklon B. Jako taka, Polska chyba dla hitlerowców była tym
idealnym miejscem, gdzie całe mordercze przedsięwzięcie
końcowego rozwiązania kwestii żydowskiej można było zorganizować
najsprawniej i przy stosunkowo najmniejszych nakładach materialnych.
Nic więc dziwnego, że Żydzi przyjeżdżają dziś z całego świata
czcić ofiary Holokaustu właśnie do Polski. Jest to dla mnie
w pełni naturalne i zrozumiale. Jak dla Polaków święte są
stoki Monte Cassino, cmentarz Orląt we Lwowie i lasek katyński,
tak dla Żydów mają prawo być świętymi miejsca takie, jak Auschwitz,
Treblinka, Sobibor, no i część Warszawy, w której niegdyś
znajdowało się getto. To wszystko po prostu działo się właśnie
tu.
Nie miałem zamiaru opisywać szczegółowo przebiegu samego powstania,
bo zrobili to już znacznie lepiej przede mną inni, bardziej
w tym temacie kompetentni. Przypomnę tylko, że wybuchło ono
19 kwietnia 1943 roku i brało w nim udział kilkuset bojowników,
głównie młodych. Bojownicy ci wywodzili się z rożnych ruchów
i ideologii politycznych. Zjednoczyli się w czasie, kiedy
jasne stało się, iż okupant hitlerowski przewidział dla Żydów
tylko jedno masową śmierć całego narodu. Powstanie wybuchło,
kiedy prawie cała ludność została już wywieziona na śmierć
i kiedy podejmujący bohaterską walkę powstańcy zdawali sobie
sprawę z tego, że walka ta jest beznadziejna. Odnotujmy też,
że podczas powstania w getcie niektóre oddziały Armii Krajowej
usiłowały przyjść z pomocą. Na ul. Bonifraterskiej walczył
oddział dywersyjno-saperski A.K. pod dowództwem kpt. Józefa
Pszennego, ps, Chwacki. Wiem też, że w walkach w getcie
brał udział mój przyszły profesor z Politechniki Warszawskiej,
wówczas kpt. Zbigniew Lewandowski, ps. Szyna, jakkolwiek nie
dysponuję żadnymi szczegółami. Wspominam o tym nie po to,
żeby usprawiedliwiać Polaków, ponieważ nie wydaje mi się,
żeby usprawiedliwianie było tu czymś w ogóle potrzebnym. Skądinąd
wiadomo, że Polacy stanowią najliczniejszą grupę narodowościową
wśród ludzi odznaczonym medalem Sprawiedliwy Wśród Narodów
Świata. Świadczy to o wielkim bohaterstwie wielu. Nie neguje
to, niestety, faktu, że w okupowanej Polsce działali też szmalcownicy,
ludzie wykorzystujący niedolę Żydów, żeby pomóc, ale przy
okazji się obłowić, no i nawet, niestety, zdarzali się mordercy.
A prócz tego, była dość liczna grupa ludzi obojętnych. Jak
już wielokrotnie pisałem, nie jesteśmy pod tym względem żadnym
wyjątkiem. W każdym narodzie znajdą się wszelkie odcienie
postaw i zachowań ludzkich, od zwyrodnienia do największego
bohaterstwa. Pamiętajmy, ze udzielenie pomocy Żydowi podczas
okupacji, to nie była zwykła odwaga. To było zdobycie się
na bohaterstwo. A żaden naród nie składa się z samych bohaterów
Jak cudownie pokazał film Romana Polańskiego Pianista, byli
źli i dobrzy Polacy, źli i dobrzy Żydzi i to samo można powiedzieć
o Niemcach.
Mówi się czasami, że powstanie w getcie zostało podjęte, żeby
umrzeć z honorem. Nie zgadzam się z takim ujęciem. Czy znaczy
to, że ludziom, którzy zginęli w komorach gazowych należy
tego honoru odmówić? Słyszałem też czasami w Polsce zarzut,
wypowiadany z pewnym odcieniem pogardy, że Żydzi jak barany
szli na śmierć bez walki. Czy komuś kiedyś przyszło do głowy
tak określić ostatnią drogę polskich oficerów prowadzonych
przez lasek katyński, kiedy kazano im dojść do brzegu rowu
i klęknąć? Człowiek uczciwy nigdy nie traci swego honoru,
nawet wówczas, gdy osaczony i upodlony, prowadzony jest na
śmierć. Czy to, że nie jest on w stanie stawiać fizycznego
oporu pozbawia go godności?
Dlaczegoż więc wybuchło powstanie w getcie warszawskim? Młodzi
żydowscy bojownicy, w obliczu totalnej zagłady ich społeczności,
postanowili walczyć z bronią w ręku, swoją krew i życie ofiarując
po to, żeby poruszyć sumienie świata, żeby temu, co okupant
hitlerowski czyni z Żydami w Warszawie i w całej Polsce nadać
rozgłos, żeby świat otworzył oczy na niespotykaną w dziejach
zbrodnię ludobójstwa. I świat otworzył oczy, ale stało się
to znacznie później, a Polska już w tym czasie znalazła się
pod jarzmem komunizmu.
Jakież musiało być odczłowieczenie hitlerowców, jeśli przypomnimy,
że Jurgen Stroop, niemiecki generał SS dowodzący akcją pacyfikacji
powstania w getcie warszawskim postanowił Hitlerowi dać w
prezencie urodzinowym zrównanie getta z ziemią.
W ostatnim akcie powstania grupa kierownicza Żydowskiej Organizacji
Bojowej popełniła zbiorowe samobójstwo w bunkrze gdzie znajdowała
się ich kwatera główna. Nielicznym bojownikom nie znajdującym
się w bunkrze udało się przejść na stronę aryjską. Niektórzy
z nich zginęli rok później walcząc na barykadach powstańczej
Warszawy. Jeden z grupy dowódczej powstania w getcie, Marek
Edelman, przeżył i pozostał w Polsce. Został szanowanym chirurgiem.
O jego popularności niech świadczy fakt, że wybrany został
delegatem Solidarności w okresie, kiedy związek ten jeszcze
walczył o sprawiedliwość i wyzwolenie. Nikt nigdy z ust Marka
Edelmana nie słyszał słowa złego o Polsce, ani o Polakach.
Wśród Żydów, jak i w każdym narodzie, są też ludzie skrajni.
Są też ludzie źle poinformowani, a przez to źle nastawieni
do Polski. Zawsze powtarzam, że największym złem jest generalizacja.
Niektórzy Żydzi, mający złe doświadczenie z jakimś Polakiem
skłonni są obwiniać o antysemityzm cały naród polski. Nie
znający historycznej prawdy, a nastawieni antypolsko niektórzy
Żydzi skłonni są kolportować krzywdzące Polaków półprawdy,
albo wręcz fałszywe informacje. Wszyscy czasami czytamy w
gazetach, albo oglądamy w filmach niedorzeczności dotyczące
okupacji w Polsce i zżymamy się na to. Odwrotnie, pewna część
Polaków, podsycana przez znane ośrodki skrajnej prawicy w
Polsce, skłonna jest widzieć podłość jakichś komunistów pochodzenia
żydowskiego jako szczególny przejaw nienawiści Żydów do narodu
polskiego i uogólniać oskarżenie o zbrodnie szubrawców, działających
w imieniu szatańskiego ustroju, na cały naród żydowski. Ich
drażni dzisiaj każdy Polak żydowskiego pochodzenia, który
znalazł się na publicznym stanowisku. Ich denerwuje każdy
akt solidarności polsko żydowskiej., każde upamiętnienie
martyrologii Żydów. Z zacietrzewieniem godnym lepszej sprawy
usiłują malować obraz Polaków, jako samych wyłącznie niewinnych,
wśród których nigdy nikt nie wyrządził żadnemu Żydowi jakiejkolwiek
krzywdy. Bardzo chętnie publikują pamiętniki tych, którzy
Żydom w czasie wojny pomagali. Ale jednocześnie, denerwują
ich Marsze Żywych w Oświęcimiu i fakt, że akurat w Polsce
Żydzi musza swoje rocznice obchodzić.
Czy są to tylko żydowskie rocznice? Wychowany w atmosferze
tolerancji i zrozumienia, ja pojmuję takie rocznice, jako
ogólnoludzkie. Uważam też pamięć o pewnych wydarzeniach, jako
wspólną część historii i kultury Polaków i Żydów. Szereg lat
temu w Montrealu, poprosił mnie polski ksiądz żebym napisał
cos w rodzaju Apelu Poległych na szkolną uroczystość związaną
z Dniem Zadusznym. Napisałem, starając się nie pominąć nikogo,
kto walczył w Polsce i poza nią o wyzwolenie spod jarzma okupanta.
Pamiętałem o lotnikach, marynarzach, partyzantach, o wojskach
wszelkich formacji. Znalazłem tam również miejsce dla upamiętnienia
bohaterów powstania w getcie. Ksiądz uznał, że jest to jak
najbardziej słuszne. Apel odbył się bardzo uroczyście i po
każdej inwokacji do każdej grupy kombatanckiej, którą ja sam
odczytywałem, na tle werbli harcerze odpowiadali: polegli
na polu chwały. Tekst apelu zrobił wrażenie na nauczycielach
polskiej szkoły sobotniej i po roku poproszono mnie, abym
zgodził się udostępnić go ponownie. Tym razem mieli go czytać
sami harcerze. Podczas uroczystości ktoś szepnął mi do ucha,
żebym się nie zdziwił, że tekst został nieznacznie uproszczony
bo dzieci nie wszystko rozumieją. Słuchałem i stwierdziłem,
że istotnie zmiany były małe. Z całego tekstu usunięto tylko
jeden fragment i nie musze dodawać, który. Widocznie ktoś
uznał, że jednak jest to temat wstydliwy, albo nie nasz.
No cóż. Skrajności, względnie głupoty w żadnym narodzie nie
brak. Gwoli sprawiedliwości, przed moim wyjazdem z Montrealu
do Toronto, zwróciła się do mnie nowa kierowniczka szkoły,
pani Elżbieta Jędrzejowska, osoba światła, o udostępnienie
tego tekstu Apelu Poległych ponownie. Zapewniła mnie, że tym
razem żadnych cięć nie będzie. Mam do niej pełne zaufanie.
Cóż można powiedzieć po sześćdziesięciu latach o tych, których
prochy spoczywają pod murami getta? Walki podjętej przez bojowników
Żydowskiej Organizacji Bojowej nie można uważać za wyłącznie
żydowską. Powstanie to było częścią składową wspólnej walki
Polaków i Żydów przeciwko wspólnemu wrogowi. Od chwili jego
wybuchu aż do jego upadku na dachu stojącego jeszcze budynku
w getcie powiewały dwie flagi: polska i żydowska.
Powstanie w getcie warszawskim pozostanie aktem wspólnej historii
zarówno polskiej, jak i żydowskiej. Uważam, że powinniśmy
wszyscy, bez różnicy, być z tej historii dumni. A martyrologia
żydowska jest naszym wspólnym cierpieniem, jako ludzi. Po
prostu ludzi, bez względu na pochodzenie, wyznanie, światopogląd.
Ponadto, powstanie w getcie miało miejsce na polskiej ziemi.
Ludzie, którzy w nim walczyli, mówili miedzy sobą po polsku.
Wielu z nich uważało nawet Polskę za swoją ojczyznę. Nie ich
to wina, że w PRLu nie dano nam przez wiele lat czcić pamięci
poległych powstańców A.K. Nie ich to wina, że ostatnio stosunki
polsko-żydowskie na nowo wzniecają emocje. Wreszcie, nie ich
wina, że wśród Żydów na świecie też bywają ludzie skrajni
i Polsce zdecydowanie nieprzyjaźni.
Bohaterom, niezależnie od tego jakiej
nacji, należy się szacunek i pamięć. Ci, o których piszę podjęli
nierówną walkę i zginęli bohatersko. Niech spoczywają w spokoju.
Dla całego świata powstanie w getcie warszawskim stało się
symbolem zrywu żydowskiego przeciwko zagładzie. Nie umniejsza
to w niczym cierpień Polaków.
Witold Liliental
|