|
MIŁOŚĆ W GETCIE
Czekając na wiatr
ANKA GRUPIŃSKA
Rzeczpospolita, Plus Minus
17-18 Kwietnia 2004
Dziewiętnastego kwietnia w
poniedziałek 1943 roku wypadały święta Pesach. W warszawskim
getcie nie świętowano tamtego dnia. Niemcy weszli do żydowskiego
miasta w Warszawie w nocy z 18 na 19. Kilkanaście tysięcy
ludzi ukryło się w piwnicach, schowkach, bunkrach. Kilkuset
młodych ludzi postanowiło bronić siebie i innych mieszkańców
getta.
Przed wojną należeli do różnych organizacji młodzieżowych.
Wielu z nich pozostawało w przyjaźni. Niektórzy byli w parach.
Dziewczyny i chłopcy. Mieli po 17, 18 lat. Ci starsi - niewiele
ponad 20.
Gabriel był synem gabaja. Do jednej szkoły chodził z Hanką.
Wyuczył się zawodu sprzedawcy. Hanka została krawcową. To
był chłopak o ładnej twarzy i smutno zamyślonych oczach. Spokojny
i zdecydowany, godny w zachowaniu. Taki zur?ck gehalten, jak
mówi Marek Edelman. W getcie pracował w kuchni ludowej. Te
kuchnie były też punktami konspiracyjnymi.
Kilka tygodni przed powstaniem grupa Rozowskiego zajęła dwupokojowe
mieszkanie na ostatnim piętrze przy Nowolipiu 56. Przestali
chodzić do szopu, zdobyli dwa pistolety, koktajle Mołotowa
i zaczęli przygotowywać się do obrony. Hanka i Gabryś byli
w tej grupie. Hanka zapisała, że produkowali butelki zapalające
i dużo śpiewali.
W powstaniu kwietniowym walczyli przy Nowolipkach i Smoczej.
Z getta wyszli w nocy 29 kwietnia, kanałami przeszli na Ogrodową
27. Zabrano ich do Łomianek, a potem do lasów wyszkowskich.
Gabryś został łącznikiem. Piętnastego czerwca odprowadzał
z kolegą ludzi z lasu do Warszawy. Byli już w drodze powrotnej,
kiedy nagle pojawili się Niemcy. Gabriel zginął w strzelaninie.
Hanka wróciła do Warszawy w lipcu, zaraz po śmierci Gabrysia.
Do powstania sierpniowego ukrywała się w mieszkaniu przy Rakowieckiej
24. We wrześniu urodziła syna, któremu dała imię Gabryś. Po
powstaniu wyszła z Warszawy z Polakami. Została przyjęta przez
chłopa jako wdowa po polskim żołnierzu. Po wojnie zatrzymała
się w Łodzi. W 1946 r. wyjechała przez Szwecję do Ameryki.
Zmarła w 1989.
Sarenka na początku wojny wyjechała z Warszawy do Wilna ze
swoim przyjacielem Mosze Kapitą. W 1941 r. urodziła córkę
Maję. Mosze został zamordowany. Sarenka znalazła jakieś schronienie
dla córki i wróciła do Warszawy. Pracowała z matką w sklepiku
na Nowolipkach, a potem przygotowywała się do obrony mieszkańców
getta. Zginęła 8 maja w bunkrze na Miłej (Maja, córka Sarenki,
przeżyła wojnę i mieszkała w Wilnie).
Mordechaj wychowywał się na Powiślu, między dziećmi polskiej
biedoty. Przed szkołą roznosił po domach świeże bułki. Był
dobrym uczniem i harcerzem żydowskim z Haszomer Hacair. Nie
był typem fajtera, ale walczył na kije z prawicowymi bojówkarzami.
Potem, w getcie, szomrowcy dalej się spotykali. Mira przychodziła
na zbiórki w wysokich butach, ogromnym kożuchu i w niebieskim
berecie. Miała skośne oczy, była silna i tajemnicza. Koleżanki
z organizacji wiedziały, że jest dziewczyną Mordechaja. Patrzyły
na nią jak na rewolucjonistkę z Narodnej Woli.
W czerwcu 1942 r. Mira pojechała do innych gett jako łączniczka.
Mordechaj pojechał do gett śląskich, do Będzina i Sosnowca.
Kilka tygodni tam spędził - zorganizował gazetę, robił wykłady
o samoobronie, przekonywał, że broń z krótką lufą jest nic
niewarta, że trzeba zdobywać karabiny.
W warszawskim getcie zaczęła się Wielka Akcja. W ciągu kilku
letnich tygodni wywieziono do Treblinki około 300 tysięcy
ludzi. Merdek dostawał wiadomości od Miry. Nikt ze śląskich
przyjaciół nie wiedział, że to jego dziewczyna. Szmulik Rozencwajg
czytał wtedy te listy - nie było w nich słowa o uczuciach,
tylko o sprawie!
A Mira była jasna, ładna i ciepła - wspomina Marek Edelman.
Już po Akcji wróciła do getta. Wyglądała jak młoda polska
dama, w niebieskim kapeluszu z woalką, która skrywała połowę
jej twarzy. Włosy miała modnie ondulowane, brwi i rzęsy przyciemnione,
a suknię w jaskrawych kolorach. Nie wyglądała na Żydówkę.
Więc mogła czasem wychodzić z getta. Pewnie szmuglowała gazety,
może jakieś lekarstwa, a może broń.
Potem wybuchło powstanie. Nad ranem 19 kwietnia. Mira była
z Merdkiem w getcie centralnym. Pewnie zmieniali kryjówki,
bo getto kurczyło się w płomieniach. Na początku maja znaleźli
schronienie w bunkrze na Miłej 18. Kilkudziesięciu powstańców,
może stu. To był wygodny bunkier, z wodą i z elektrycznością,
niektóre komórki kaflami wyłożone. Należał do gettowego Unterweltu,
półświatka. Ósmego maja Niemcy odkryli pięć wejść. Wpuścili
gaz. Powstańcy nie chcieli się poddać. Popełnili samobójstwo.
Kilkanaście osób znalazło szóste wyjście. Mira i Merdek zostali
w piwnicach Miłej 18.
Frania pochodziła z Konina, a Żydzi konińscy zostali zamknięci
w getcie w Ostrowcu Świętokrzyskim. Jedenastego października
1942 r., w przeddzień likwidacji getta, Frania uciekła do
Warszawy. Wracała do Ostrowca kilkakrotnie, by przewieźć do
getta warszawskiego szomrów i drorowców.
Niska, pyzata, hoża, wiejska dziewczyna z grubym lnianym warkoczem.
Wyglądała bardzo młodo, na nie więcej niż 14 lat. Dobrze mówiła
po polsku. I była odważna. Świetny materiał na łączniczkę,
powiada Hela Szyper. Franię wysłano z getta w styczniu 1943
r.
13 kwietnia czekała na Cukiermana pod murami. Miała wysokie
obcasy i damską torebkę, żeby nie wyglądać jak siksa. Była
przecież łączniczką Antka Cukiermana!
Od 19 kwietnia Frania nie przestawała płakać i mówić o samobójstwie.
Napominana przez Antka, wracała do swoich obowiązków. Odbierała
nocne telefony z getta i rano biegła do Antka, by mu przekazać
informacje. Organizowała kryjówki dla powstańców uciekinierów
z getta.
I czekała na swojego chłopaka. Dziesiątego maja Frania zadzwoniła
do Sary Biederman, która ukrywała się w mieszkaniu państwa
Balickich. Mówiła o samobójstwie, prosiła, żeby ktoś przyszedł
po rzeczy i po 30 tysięcy złotych. Zostawiła dokładne rozliczenie
i list do Antka Cukiermana. Jej ciała nigdy nie znaleziono.
Dawid mieszkał w Warszawie. Tuż przed wojną zaczął się uczyć
zawodu w ostrowieckim kibucu, bo chciał wyjechać do Palestyny.
Z grupą kolegów wrócił do Warszawy, a raczej do getta warszawskiego,
pod koniec 1942 r. Wszyscy chcieli walczyć (to chyba Dawid
wykonał wyrok śmierci na agencie gestapo Izraelu Firście).
Dawid miał obce obywatelstwo, ale spalił papiery i został
w getcie. Zdaje się, że był tym chłopakiem, na którego czekała
Frania za murami getta. Zginął w czasie powstania, miał 18
lat. Frania popełniła samobójstwo, miała lat 17.
Chagit w powstaniu kwietniowym była na terenie szopów w jednej
grupie ze swoim przyjacielem Aronem (w akcji styczniowej Aron
oblał kwasem siarkowym werkszuca). Chagit i Aron wyszli 29
kwietnia z getta kanałami, wyprowadziła ich Lilit. Potem byli
w lasach wyszkowskich, bo w mieście nie mieli gdzie się schować.
Byli w grupie Merdka Growasa - chłopcy i dziewczęta z Bundu
i z Haszomer Hacair. Któregoś razu urwał się z nimi kontakt.
Kiedy dopytywano o nich w okolicznych wioskach, chłopi mówili,
że zamordowali ich akowcy.
Bronek i Chajka wychowali się
w rodzinach bundowskich. W getcie Chajka pracowała w kuchni
ludowej na Nowolipiu i kolportowała prasę. Bronek był związany
z podziemiem bundowskim. Przeżyli Wielką Akcję, bo dostali
numerek życia. Znaleźli zatrudnienie w szopie Roericha. Mieszkali
tam, na terenie szopu, z grupą Welwla Rozowskiego.
Czekając na wiatr
W listopadzie 1942 r. Niemcy
zabrali z szopów na Umschlagplatz kilkaset osób. Chajka była
między nimi. Bundowcy mieli w butach piłki, więc przepiłowali
kraty. Chajka skakała dziewiąta, przed dowódcą Rozowskim.
Już wiedziała, jak trzeba skoczyć. W kwietniu 1943 r. walczyli
razem na Smoczej. Chajka i Bronek byli w jednej grupie.
Wyszli z getta kanałami w nocy z 29 na 30 kwietnia i samochodem
ciężarowym zostali zabrani do Łomianek. Przedostali się w
okolice Wyszkowa, do partyzantki. Chajka i Bronek byli w lesie
do 18 października 1943 r. W czasie powstania warszawskiego
ukrywali się na Żelaznej 64 w mieszkaniu pana Wojciechowskiego.
Po powstaniu nie wyszli z warszawiakami, bo bali się Polaków.
Kryli się w gruzach na Siennej; razem było ich dziewięcioro.
Nie było jedzenia, nie było wody. Bronek przez kilka dni kopał
studnię blaszanym talerzem. Z bunkra wyszli 23 albo 24 stycznia
- tak późno, bo nie wiedzieli, że wojna się skończyła.
Chajka i Bronek wyjechali z Polski do Kanady w 1946 r. Mieszkali
w Montrealu. Chajka długo chorowała. Od marca 2002 r. Bronek
mieszka sam w Montrealu, bez Chajki.
Berek był synem biednego chasyda z Litwy. Uczył się w chederze,
a potem w dobrym łódzkim gimnazjum, bo zwolniono go z czesnego.
Chciał zostać adwokatem, żeby bronić robotników i socjalistów.
Zaczął studiować prawo na Uniwersytecie Warszawskim. Tuż przed
wojną skończył podchorążówkę i brał udział w obronie Modlina.
Potem przedostał się na Litwę. Po kilku miesiącach wrócił
niespokojny do Warszawy, bo chciał być z Rutą, którą bardzo
kochał. Berek czasem wychodził z getta. Przyszedł tuż przed
Pesach, przed powstaniem kwietniowym. Był z bundowcami na
terenie szczotkarzy. Był z Rutą. Ruta zginęła ze swoim synkiem
na Wałowej 8, ten dom się zawalił. Berek zginął 3 maja na
Franciszkańskiej 30. Granat rozerwał mu głowę.
Lea i jej chłopak Adek należeli do grupy Lejba Gruzalca. W
powstaniu kwietniowym też byli razem. Lea nie dostała rewolweru,
bo była w parze z Adkiem. On miał broń, ona dostała jeden
granat. Zginęła 27 kwietnia w bunkrze na Miłej 29. Adek wydostał
się z getta kanałami 10 maja. Zginął gdzieś nad Bugiem.
Antek był wilnianinem. Miał słabość do literatury żydowskiej
w obu językach (tuż przed wojną został przyjęty na Uniwersytet
Hebrajski w Jerozolimie). Był bardzo ważnym działaczem ruchu
chalucowego w Wilnie, a potem w Warszawie. Celinę poznał w
kibucu drorowców na Dzielnej w kwietniu 1940 r.
Krótko przed powstaniem aresztowany został Jurek Wilner, przedstawiciel
Żydowskiej Organizacji Bojowej po polskiej stronie muru. Trzeba
było pilnie wysłać kogoś do pertraktacji z polskim podziemiem.
Antek miał dobry wygląd i nikt go nie znał w Warszawie. Antek
dostał elegancki garnitur, tylko spodnie były za krótkie,
takie trzy czwarte. Z koszulami przerzuconymi przez ramię,
niby polski szmugler, przeszedł przez opłaconą wachę.
Celina została w getcie. Zawsze była poważna i odpowiedzialna.
I pewnie dlatego w powstaniu słuchano jej jak komendanta.
Siódmego maja wieczorem Celina, Mordechaj i Mira byli u Marka
w bunkrze na Franciszkańskiej 22. Marek namawiał, żeby zostali
na noc. Mordechaj i Mira wrócili na Miłą, Celina została na
Franciszkańskiej.
Antek nie wrócił do getta, szukał pomocy dla powstańców po
polskiej stronie. Celina wyszła stamtąd 10 maja. Kanałami,
w ostatniej dużej grupie, około 40 osób. Nie poszli do lasu,
zostali razem w Warszawie.
Szóstego sierpnia 1944 r. Antek i inni żobowcy zostali przyjęci
do oddziału AL; AK ich nie chciała. Byli na Starówce, a potem
na Żoliborzu. Kiedy Żoliborz skapitulował, ukryli się w piwnicy
u Tosi Goliborskiej, na Promyka. Z tej piwnicy wyprowadził
ich - siedmioro żobowców - patrol sanitarny. Znaleźli jakieś
mieszkanie w Grodzisku. I byli już wszyscy razem do końca
wojny. Jeszcze w Lublinie Antek i Celina zaczęli organizować
przerzucanie ludzi do Palestyny. Bardzo ich to pochłonęło.
W 1946 r. Celina pojechała na kolejny światowy zjazd syjonistyczny.
Potem Celina i Antek wyjechali do Erec Israel.
W Galilei założyli kibuc, który nazwali imieniem bojowników
gett. W połowie lat 70. Celina zaczęła bardzo chorować. Umarła
w 1978 r. Antek - dwa lata później.
Luba była rozpieszczoną jedynaczką zamożnych rodziców i salonową
komunistką. Jurek studiował agronomię na Uniwersytecie Warszawskim
i był harcmistrzem w polskim harcerstwie. Luba poznała Jurka
na poczcie, w getcie, razem tam pracowali.
Wyszła z getta po Wielkiej Akcji za namową Jurka. Wynajęła
mieszkanie na poddaszu Pańskiej 5, które wkrótce stało się
jedną z baz ŻOB za murami. Była tam duża półka z książkami,
a pod półką szuflada, przez którą wchodziło się do skrytki.
Wkrótce przyszedł z getta Jurek. Współpracował z Aleksandrem
Kamińskim, redaktorem Biuletynu Informacyjnego AK. Kupował
broń dla getta przez swoje harcerskie i akowskie znajomości.
Po powstaniu u Jurka i Luby ukrywali się Marek, Celina, Antek,
przemieszkiwało tam wielu. Luba miała dobry wygląd, świetnie
mówiła po polsku. Opiekowała się Żydami ukrywającymi się w
mieście: nosiła im pieniądze, czasem przynosiła dobre wieści.
Jurek źle wyglądał, więc nie wychodził z Pańskiej przez wiele
miesięcy.
W przeddzień powstania warszawskiego Luba utknęła za Wisłą,
na Saskiej Kępie, u pani Jadwigi Strzeleckiej. Pierwszego
sierpnia, kiedy Jurek usłyszał strzały, śmiało wyszedł z bronią
na ulicę. Chciał iść do powstania. Zdaje się, że oddział AK
zatrzymał go tuż koło domu na Pańskiej. Nie chcieli sprawdzać
jego opowieści o żydowskim podziemiu i kontaktach z polską
konspiracją. Zastrzelili, bo był obcy, miał broń i uważali,
że jest szpiegiem.
Po powstaniu Luba nadal była łączniczką - woziła pieniądze
do Częstochowy, do Kielc. Kiedy skończyła się wojna, to nie
było już nic, mówi Luba. Od 1946 r. Luba Gawisar mieszka w
Izraelu - dawniej w kibucu Lochamej Hagettaot, od lat w Tel
Awiwie.
Awram należał do starych powstańców. W kwietniu 1943 r. miał
28 lat. Przed wojną był kuśnierzem. Działał w warszawskim
Bundzie. Stamtąd pewnie znał Miriam. W getcie Awram i jego
dziewczyna prowadzili kooperatywę fryzjerską na Nowolipkach,
chyba pod 21. Tam był też bundowski punkt konspiracyjny. Mieszkali
w małym pokoju na pierwszym piętrze przy Gęsiej. Cicha i skromna
Miriam organizowała kolportaż prasy. Ktoś zapisał, że nie
umiała się konspirować, bo po jej błyszczących oczach wszyscy
wiedzieli, że właśnie wyszła gazeta. Awram zginął w pierwszych
walkach w getcie w styczniu 1943 r. Miriam jeszcze wtedy żyła.
Po wrześniu 1942 r. poruszanie się po niezamieszkanych częściach
getta było niebezpieczne, bo Niemcy karali za to śmiercią.
Miriam była wtedy łączniczką.
Pracowała w szopie Roericha i razem z innymi dziewczynami
wykradała kawałki mundurów niemieckich. Zszywała je w nocy,
bo mundury miały się przydać w powstaniu. Na Świętojerskiej
34 uczyła się strzelać. Tuż przed kwietniem przynieśli nową
efenkę. Miriam zarepetowała, ale broń była uszkodzona i jedna
kula roztrzaskała jej kość w nodze. W czasie powstania była
w bunkrze szpitalnym na Gęsiej. Marek Edelman widział Miriam
6 lub 7 maja. Miała nogę w gipsie i nie mogła się ruszać.
Nie wiadomo, kiedy i jak zginęła Miriam, dziewczyna Awrama.
Chana i Fajwel już długo stoją pod murem. Trzymają się mocno
za ręce. Jest świt albo zmierzch. Niebo ciemne, granatowe,
szarością gdzieniegdzie polewane. Tylko w tym jednym miejscu,
na tej kostce, tu pod murem, są trochę bezpieczni. Jego białe
włosy - najodważniejsze na świecie. Jej delikatne ręce - nie
potrafią pomóc. Ulica jest pusta, brudna i groźna. Chana i
Fajwel czekają na okruch wiatru, który poruszy ich myśli.
Anka Grupińska
|