|
Polski Wallenberg
TEOFIL LACHOWICZ
Polski Przegląd, 5 marca 2004
www.dziennik.com/przeglad
Nakładem warszawskiej Oficyny Wydawniczej
RYTM ukazała się w grudniu 2003 r. wielce interesująca książka
pt. Polski Wallenberg. Rzecz o Henryku Slawiku. Już sam tytuł
przykuwa uwagę, bowiem nawiązuje do szeroko w świecie znanej
postaci Raoula Wallenberga, który podczas II wojny światowej
uratował od zagłady kilka tysięcy węgierskich Żydów. Był szwedzkim
przedsiębiorcą i dyplomata, którego w lipcu 1944 r. skierowano
do Budapesztu na stanowisko sekretarza poselstwa szwedzkiego
z zadaniem organizowania pomocy humanitarnej dla jegierskich
Żydów, w tym czasie poddanych masowej eksterminacji przez
okupujących Węgry od marca 1944 r. hitlerowców. Wydając zagrożonym
Żydom paszporty szwedzkie oraz udzielając im schronienia,
uratował od niechybnej śmierci kilka tysięcy osób. W styczniu
1944 r., po zajęciu Budapesztu przez wojska sowieckie, Wallenberg
został zatrzymany przez NKWD, przewieziony do Moskwy i uwięziony
na Łubiance, gdz według sowieckiej wersji zmarł w lipcu 1947
r. Jego postać stała się symbolem wielce humanitarnej postawy,
jaka szlachetny człowiek potrafi przyjąć wobec obcych mu ludzi,
będących w śmiertelnym zagrożeniu. Raoul Wallenberg jest bohaterem
wielu książek, filmowa, audycji radiowych i niezliczonych
artykulow prasowych, dzięki kto rym zaistniał w świadomości
wielu narodowa. Dlatego tez przyznanie komuś innemu miana
"Wallenberg" jest nie byle jakim wyróżnieniem. Dotyczy
to zwłaszcza nieznanej osoby - Henryka Slawika (w opublikowanym
30 stycznia br. w Przeglądzie Polskim artykule "Jeden
ze Sprawiedliwych" jego losy przedstawił Stanisław M.
Jankowski), polskiego działacza społecznego na Węgrzech w
latach 1939-1944, który przyczynił się do uratowania tysięcy
polskich Żydów przebywających w tym kraju, i to na długo przed
przyjazdem do Budapesztu szwedzkiego dyplomaty. Postać Henryka
Slawika wydobył na światło dzienne Grzegorz Lubczyk, ambasador
RP na Węgrzech w latach 1997-2000, autor omawianej książki.
Latem 2001 r. poznał on w Warszawie przybyłego z Izraela Henryka
Zimmermanna, który w 1943 r. po udanej ucieczce z okupowanej
Polski przedostał się na Węgry, gdzie nawiązał kontakt z Henrykiem
Slawikiem, prezesem Komitetu Obywatelskiego ds. Opieki nad
Uchodźcami Polskimi na Węgrzech. Po wysłuchaniu relacji Zimmermanna
o tragicznym położeniu Żydów w Polsce oraz o trudnym losie
tych, którym udało sie przedostać na Węgry, Slawik podjął
natychmiastowe działania, aby przyjść im z pomocą, wszak byli
to polscy obywatele. Należy tu wyjaśnić, ze wspomniany Komitet
oficjalnie prowadził wśród uchodźców działalność kulturalnooświatową,
wydawniczą, organizował samopomoc materialna i dożywianie
dzieci. Za parawanem tych działań prowadzono od długiego już
czasu utajniona, wielka operacje przerzutu uciekinierów z
okupowanej Polski do wojska polskiego na Zachodzie.
Los polskich Żydów na Węgrzech był
bardzo niepewny, bowiem pastwo to, będąc sojusznikiem Niemiec,
pod naciskiem Berlina musiało przyjąć szereg antyżydowskich
ustaw, które odsunęły miejscowych Żydów od udziału w życiu
gospodarczym, politycznym i spoleczno-kulturalnym. W tej sytuacji
dla żydowskich uchodźców z okupowanej Polski ratunkiem było
uzyskanie polskich i węgierskich dokumentów poświadczających
ich aryjskie pochodzenie. Takie polskie dokumenty zaczął wystawiać
Henryk Slawik, natomiast jego węgierski przyjaciel Jozsef
Antall - szef Biura ds. Uchodźców w IX Wydziale Ministerstwa
Spraw Wewnętrznych - wystawiał stosowne dokumenty węgierskie,
dzieki ktorym polscy Żydzi mogli zalegalizować pobyt na Węgrzech.
Była to operacja scisle zakonspirowana i ze względów bezpieczeństwa
nie prowadzono zadnej ewidencji osób, które otrzymały takie
dokumenty. Wtajemniczony w te akcje ppłk Marian Choromanski
szacuje, ze w ten sposób uratowano od niechybnej zaglady okolo
14 tys. obywateli polskich żydowskiego pochodzenia, którzy
w razie zagrożenia mogli wykazać się bezcennymi "papierami"
z oryginalnymi pieczęciami i podpisami. Sprawa liczby ocalonych
w tej akcji Zydow jest kontrowersyjna, np. izraelski Instytut
Pamieci Narodowej Yad Vashem okreslil ja na 5 tysiecy osob,
co bezposredni wspolpracownik Henryka Slawika, Henryk Zimmermann,
uważa za liczbe zaniżoną. Warto tu zaznaczyć, ze z czasem
Slawik nabrał do Zimmermanna tak duzego zaufania, ze powierzył
mu pieczec Komitetu Obywatelskiego, która stemplował formularze,
głownie dla swych żydowskich współbraci, a Slawik je jedynie
podpisywał. Tak wiec zapewne nigdy nie poznamy juz dokładnej
liczby ocalonych.
Dramatyczny byl los osieroconych dzieci
żydowskich, które w nieprawdopodobnych okolicznościach przedostawały
sie z okupowanej Polski na Wegry. Starsze, ktore miały lut
szczescia, zwykle przechodzily przez zielona granice; mlodsze
natomiast przyjezdzaly pod opieka sanitariuszek w wagonach
Wegierskiego Czerwonego Krzyza jako czlonkowie wegierskich
rodzin ewakuowanych z Generalnego Gubernatorstwa; jeszcze
inne przekazywane byly droga konspiracyjna niczym sztafeta
przez tereny okupowanej Polski na Slowacje i dalej na Wegry.
Dotyczylo to niektorych dzieci zydowskich wyrzuconych z wagonow
przez ich rodzicow jadacych w transportach smierci do obozow
zaglady. Dla tych cudem uratowanych istot Henryk Slawik, nie
zwazajac na wegierskie ustawy antysemickie oraz wrogie nastroje
czesci proniemiecko nastawionych Wegrow, doprowadzil latem
1943 r. do utworzenia - z pomoca nieocenionego Jozsefa Antalla
- sierocinca w miejscowosci Vac, 34 km od Budapesztu. Ta opiekuncza
placowka oficjalnie dzialala jako Dom Sierot Polskich Oficerow.
Wraz z polskimi i zydowskimi opiekunami przebywalo tam w sumie
okolo stu osob. Ukrycie przed wladzami wegierskimi i wszedobylskimi
agentami niemieckimi prawdziwego charakteru tego osrodka wymagalo
przemyslnych zabiegow, pasjonujaco przedstawionych przez autora
ksiazki. Ten stan rzeczy utrzymywal sie do marca 1944 r.,
tj. do momentu wkroczenia na Wegry wojsk hitlerowskich. Na
taka ewentualnosc Henryk Slawik byl przygotowany, mial bowiem
trzy paszporty szwajcarskie: dla siebie, zony i corki. Bezskutecznie
namawial zone, aby z corka wyjechaly do Szwajcarii, gdzie
on po pewnym czasie tez mial dojechac, gdy tylko przestanie
byc potrzebny polskim uchodzcom na Wegrzech. Slawik nie skorzystal
tez z drugiej mozliwosci, tj. usilnych prosb swojego wspolpracownika
Henryka Zimmermanna, aby skorzystal z jednej z drog ewakuacyjnych
prowadzacych przez Jugoslawie lub Rumunie, zawczasu przygotowanych
przez organizacje zydowskie. Slawik odmowil. Stwierdzil, ze
nie wolno mu w trudnej sytuacji opuscic swych podopiecznych.
Uchodzacemu z Wegier Zimmermannowi Slawik wreczyl w ostatniej
chwili list polecajacy jego i jego zydowskich wspoltowarzyszy
ucieczki polskiemu delegatowi rzadu emigracyjnego w Rumunii,
ktory urzedowal w Bukareszcie. Henryk Zimmermann twierdzi,
ze tym szlakiem uratowalo sie - z polska pomoca - kilka tysiecy
polskich i wegierskich Zydow.
Dzieci zydowskie z Domu Sierot Polskich
Oficerow w Vac przebywaly w tym osrodku do 8 maja 1944 r.,
kiedy to polscy opiekunowie po cichu wywiezli je w dwoch grupach
do Budapesztu, gdzie przy pomocy wegierskich przyjaciol rozmieszczono
je w roznych miejscach - w wegierskich domach dziecka, w domach
prywatnych czy tez wysylajac je na wies do gospodarstw rolnych.
Dzieki tej operacji dzieci przezyly wojne, po czym czesc z
nich - pod opieka swoich zydowskich opiekunow, po wielu przygodach
- dotarla przez Rumunie do Palestyny. W polowie 1945 r. druga
grupa dzieci przewieziona zostala do Niemiec, skad czesc powrocila
do Polski, a czesc z czasem wyjechala do Stanow Zjednoczonych.
Autor ksiazki zamiescil m.in. imienna liste 64 wychowankow
Domu Sierot Oficerow Polskich w Vac, przytoczona z pamieci
w 1968 r. przez mieszkajaca w Izraelu Mine Brettler-Bratkowska.
Niestety, los glownego bohatera i jego
rodziny okazal sie tragiczny. Gestapo usilnie go poszukiwalo.
W czerwcu 1944 r. aresztowano jego zone Jadwige, zas corce
Krysi udalo sie przez okno uciec z domu, w ktorym sie ukrywaly.
Jadwiga Slawik zostala przewieziona do wiezienia w Budapeszcie,
gdzie w lipcu byla swiadkiem torturowania meza, ktory dostal
sie w rece gestapo na skutek zdrady jednego z Polakow. Maltretowany
Slawik nie przyznawal sie do roli, jaka odgrywal przy przerzucie
Polakow zdazajacych do polskiego wojska na Zachodzie oraz
w akcji ratowania polskich Zydow. W czasie przesluchan skutecznie
chronil swoich wegierskich przyjaciol, zwlaszcza Jozsefa Antalla,
ktorego gestapowcy doprowadzili na konfrontacje z nim. Nic
to nie dalo, bowiem Slawik uparcie zaprzeczal, aby wegierski
dygnitarz mial cokolwiek wspolnego z zarzutami, jakie stawiano
jemu. Dzieki niezlomnej postawie polskiego przyjaciela Jozsef
Antall ocalal, a Henryk Slawik z wyrokiem smierci trafil do
obozu koncentracyjnego w Mauthausen, gdzie zostal powieszony
w sierpniu lub we wrzesniu 1944 r. (dokladna data jego smierci
nie jest znana). Jego zone wywieziono do obozu koncentracyjnego
w Ravensbrück, ktory przezyla i latem 1945 r. powrocila do
Katowic.
Tam tez dotarla jej corka Krysia, ktora
po dramatycznych przejsciach, tulajac sie przez rok na Wegrzech,
przezyla okupacje hitlerowska. Odnalazl ja Jozsef Antall i
dzieki jego staraniom zostala przewieziona do matki do Polski.
Po zakonczeniu wojny chciano na Gornym
Slasku godnie upamietnic postac Henryka Slawika, ktory na
tym terenie przed 1939 r. byl znanym dzialaczem Polskiej Partii
Socjalistycznej (m.in. redaktorem Gazety Robotniczej i prezesem
Syndykatu Dziennikarzy Polskich Slaska i Zaglebia Dabrowskiego).
W 1946 r. Rada Miejska Katowic postanowila nazwac jego imieniem
jedna z ulic, jednak po kilku dniach decyzje z powodow politycznych
zmieniono, bowiem dopatrzono sie, ze w czasie wojny Slawik
pracowal na rzecz rzadu polskiego w Londynie, co przez nowe
wladze w powojennej Polsce bylo zle widziane. Tym sposobem
Henryk Slawik w Polsce "ludowej" skazany zostal
na zapomnienie. Stan ten, prawde mowiac, trwa do dzisiaj,
mimo ze od upadku komunizmu w Polsce minie wkrotce 15 lat.
Do tej pory zadnej ulicy nie nazwano jego imieniem, nie ma
tez szkoly, ktorej bylby patronem.
Polski Wallenberg nie istnieje w swiadomosci
mieszkancow Slaska, z ktorym byl tak mocno zwiazany, ani tez
w swiadomosci ogolu Polakow, pomimo ze w 1989 r. odznaczony
zostal przez izraelski Instytut Pamieci Narodowej Yad Vashem
medalem Sprawiedliwy wsrod Narodow Swiata. Jego udzial w ratowaniu
tysiecy polskich Zydow na Wegrzech nie jest znany nawet zawodowym
historykom; do takiej niewiedzy przyznal sie prof. Miroslaw
Fazan z Uniwersytetu Slaskiego, badacz dziejow Slaska i...
autor biogramu Henryka Slawika do Polskiego Slownika Biograficznego!
Mozna zywic nadzieje, ze po ukazaniu sie omawianej ksiazki
sytuacja ta ulegnie zmianie, tym bardziej ze Henryk Zimmermann
czyni obecnie starania, aby w koprodukcji wegiersko-polsko-izraelskiej
powstal film o Henryku Slawiku i Jozsefie Antallu, film na
miare Pianisty czy Listy Schindlera. Nalezy tu podkreslic,
ze dokonania Slawika i Antalla od strony moralnej zdecydowanie
przewyzszaja to, co dla Zydow uczynil niemiecki przemyslowiec
Oskar Schindler, ktory chroniąc swoich darmowych, wykwalifikowanych
żydowskich pracownikow dbał głownie o własny interes. Natomiast
Henryk Slawik za swa bezinteresowna pomoc dla tysięcy Żydów
zapłacił najwyższa cenę. Los jego żony i córki jeszcze bardziej
wzmocniłby dramaturgie filmowego scenariusza. Czy jednak taki
film powstanie? Czas pokaże, wszak postać Henryka Slawika
mocno godzi w skandaliczny stereotyp lansowany z uporem przez
niektore srodowiska na Zachodzie, a szczególnie w Stanach
Zjednoczonych, ukazujący Polaków jako sojuszników hitlerowskich
Niemiec w zbrodniczym dziele zagłady europejskIch Zydow Grzegorz
Lubczyk, Polski Wallenberg. Rzecz o Henryku Slawiku, Oficyna
Wydawnicza RYTM, Warszawa 2003, s. 200 plus bibliografia,
indeks nazwisk i ponad sto nieznanych fotografii, cena 14
dol. plus 6,50 dol. porto przy zamowieniu z wysylka (do nabycia
w Ksiegarni Nowego Dziennika).
|