|
ATAK NA GESIOWKE
Mało znana akcja z Powstania Warszawskiego
Tomasz Szarota
Polityka, 2 sierpnia 2003
Z militarnego punktu widzenia powstancy
warszwscy zamiast 5 sierpnia 1944 r., Gesiowke atakowac, mogli
ja obejsc. Podjeli jednak inna decyzje. Dlaczego?
Po upadku powstania w getcie warszawskim,
rozkazem Himmlera z 11 czerwca 1943 r. na terenie ruin utworzony
został obóz koncentracyjny, zwany potocznie Gęsiówką (od ul.
Gęsiej). Przywożeni z innych obozów oraz z krajów okupowanej
Europy więźniowie-Żydzi mieli za zadanie wydobywanie z ruin
zdatnych do użytku materiałów budowlanych, wywożenie gruzu
oraz plantowanie terenu. Obóz w kwietniu roku następnego stał
się filią Majdanka.
W końcu lipca 1944 r. Niemcy przystąpili
do jego ewakuacji. W dniu wybuchu Powstania Warszawskiego,
1 sierpnia, w obozie, którego załogę stanowiło ok. 90 esesmanów,
przebywało ok. 430 żydowskich więźniów. Tego samego dnia 50
z nich skierowali Niemcy do prac porządkowych w rejonie byłego
Umschlagplatzu. Tam zostali uwolnieni przez oddział Kedywu.
Wśród pozostałych najwięcej było, jak uważa Bronisław Anlen
(więzień tego obozu), obywateli polskich, potem Greków, Węgrów
i Francuzów, ale nie brakło także obywateli belgijskich, holenderskich
i czeskich.
Obłędna radość
Dlaczego zaatakowano Gęsiówkę? Złożyło
się na to kilka powodów. Być może najistotniejszym było wyciągnięcie
ze zdobytego przez powstańców bunkra ogłuszonego oficera SS,
jak się niebawem okazało podczas przesłuchań (tłumaczem był
niedawno zmarły Jan Rossman, Niemca pojmał Eugeniusz Kecher-Kołczan),
zastępcy komendanta Gęsiówki.
To on przekazał wiadomość o żydowskich
więźniach, która spowodowała, że kilku dowódców w powstańczych
oddziałach, wśród nich dowódca Brody Jan Kajus Andrzejewski-Jan
i dowódca Zośki Ryszard Białous-Jerzy udali się do Radosława,
by uzyskać odeń zgodę na zaatakowanie obozu. Dowódca obawiał
się zbyt dużych strat własnych, nie chciał nawet o tym słyszeć.
Przekonał go argument, że w natarciu będzie można wykorzystać
jeden ze zdobytych czołgów, a sukces uzyskać dzięki zaskoczeniu.
Atak na Gęsiówkę 5 sierpnia 1944 r.
przeprowadzili żołnierze plutonów Alek i Felek harcerskiego
batalionu Zośka, decydującą jednak rolę odegrał czołg Pantera,
dowodzony przez Wacława Micutę. Czołgiem kierował Zdzisław
Moszczeński-Ryk, celowniczym działa był Jan Bagiński-Myszkowskips.
Bajon, radiostrzelcem Jan Zenka-Walek, zamkowym zaś żyjący
dziś w Warszawie Witold Bartnicki ps. Wiktor Kadłubek. Niemcy
nie dostrzegli narysowanej na czołgu biało-czerwonej szachownicy
i lilijki sądzili, że ul. Okopową jedzie ich pojazd. Ten
nagle skręcił pod kątem prostym na wysokości byłej ul. Smoczej,
zmiótł znajdujące się po drodze dwie barykady, ogniem działa
zlikwidował dwie wieże strażnicze i po chwili wyłamał bramę
obozu. Załoga niemiecka uciekła w popłochu, szukając schronienia
w budynkach Pawiaka.
Relacjonuje Witold Bartnicki: Tłum
pasiaków wysypuje się na plac. Więźniów jest bardzo dużo.
Wszyscy rozradowani do najwyższego stopnia. Entuzjastyczne
okrzyki. Radość dochodząca niemal do obłędu. (...) Stary,
zgrzybiały Żyd stoi przed czołgiem, milczy, ręce uniósł do
góry. Śmieje się z wykrzywioną dziwnie twarzą i tylko łzy
ciekną mu po policzkach. Jestem niesłychanie zakłopotany.
Za co oni nam dziękują? Bez słowa ściskamy mu ręce.
Podobnie zapamiętał te chwile Juliusz
Bogdan Deczkowski-Laudański: Zobaczyłem Kołczana otoczonego
przez kilku Żydów, którzy usiłowali całować go po rękach.
Kołczan szarpał się, wyrywał, nie mógł zrozumieć dziękczynnych
słów wypowiadanych w językach: francuskim, greckim, węgierskim,
niemieckim, hebrajskim. (...) Nagle zobaczyłem znajomego z
Pawiaka. Miodowski! zawołałem. Znajomy poznał mnie, bo
wydawszy jakiś okrzyk podbiegł, złapał za szyję i zaczął na
zmianę całować i mówić wzruszonym głosem: Kilka dni temu
esesmani wybrali siedemnastu spośród nas i bez żadnego powodu
rozstrzelali. Wiesz, jest ze mną mój brat. Też krawiec. Pamiętasz?.
Tak się składa, że na jednym ze zdjęć wykonanych po zdobyciu
Gęsiówki (patrz reprodukcja) znalazł się właśnie także Bronisław
Miodowski, po wojnie zamieszkały w Paryżu Bernard Miodon.
Oddajmy też głos jednej z ocalonych.
W tekście opublikowanym w 1946 r. w Kuźnicy Zofia Zamsztejn-Kamieniecka
pisała: Oddział powstańców, który odbił (Gęsiówkę) od kilku
już dni bił się bez przerwy. Chłopcy byli pomęczeni, brudni,
obrośnięci. Znalazł się fryzjer Francuz i madziarski golibroda.
Znalazł się również Grek-muzykant, który nie zapomniał o swojej
mandolinie szybko nauczył się melodii polskiego hymnu. Grał,
a oczy świeciły mu szczęściem. Francuzi śpiewali Marsyliankę,
powstańcy polscy partyzanckie piosenki. To był obraz wzruszający
i symboliczny.
Losy uratowanych
Nie jesteśmy dziś w stanie odpowiedzieć
na pytanie, co stało się z większością uratowanych przez powstańców
Żydów, nie wiemy, ilu z nich, obcokrajowców, powróciło po
wojnie do swych ojczyzn. Być może niektórzy jeszcze żyją.
Bez wątpienia najwięcej informacji posiadamy o tych, którzy
przyłączyli się do powstańczych oddziałów. Bronisław Anlen
zamierzał o nich napisać książkę, w 1968 r. nawiązał kontakt
najpierw z zamieszkałym w Szwajcarii Wacławem Micutą, potem
z innymi żołnierzami Zośki. W relacji przekazanej Anlenowi
Wacek pisał: Po walce, zmęczony i potłuczony skokami czołgu,
poszedłem na samotny spacer do części obozu poprzednio zdobytej.
Ku memu zdumieniu zastałem na rozległym placu dwuszereg więźniów
we wzorowym porządku wojskowym. Na czele oddziału stał więzień,
który poprawną komendą postawił oddział na baczność i zameldował
mi: ťPanie poruczniku, podchorąży (czy podporucznik?) Henryk
Lederman z tu wymienił nazwę pułku piechoty melduje batalion
żydowski gotowy do bojuŤ. Moje zdumienie przerodziło się we
wzruszenie i podziw dla tych ludzi, których bestialstwo niemieckie
nie tylko nie złamało, ale którzy potrafili w warunkach obozu
koncentracyjnego zorganizować się i być gotowymi do walki
przy pierwszej nadarzającej się okazji. O tym zdarzeniu zameldowałem
natychmiast Radosławowi. (...) Płk Radosław pozwolił mi zatrzymać
oddział.
Z tą samą prośbą zwrócił się do niego
także dowódca Zośki. Białous wspomina: Zgoda na zaciąg i
umundurowanie przyjęta została przez uwolnionych z najwyższym
entuzjazmem. Z jakim gorączkowym pośpiechem zrzucali oni swe
pasiaki, by ubrać się w mundury (zdobyczne niemieckie panterki
T.S.), które do niedawna mieli prawo nosić jedynie ich prześladowcy.
Ile radości promieniało z twarzy tych, którym tylekroć śmierć
zaglądała w oczy. Zygmunt (Zbichorski T.S.) i Wacek dobierali
mechaników do obsługi czołgów i samochodów. Fil (Ludwik Michalski
kwatermistrz oddziału T.S.) poszukiwał kucharzy. Zgłaszali
się krawcy, szewcy i fryzjerzy. Każdy chciałby walczyć w oddziale,
który ich uwolnił i widziałem pewien zawód w oczach tych,
których musiałem przekazać innym oddziałom.
Żołnierzem plutonu pancernego, dowodzonego
przez Wacława Micutę, stał się inż. Józef Filar. W jednym
z powstańczych czołgów zepsuła się instalacja elektryczna.
Kpr. Filar pisze w swych wspomnieniach Wacek zrozumiał
w lot sytuację. Rzucił się przez ulicę pokrytą ogniem maszynowym
nieprzyjaciela, z niezwykłym szczęściem, ryzykując niemal
pewną śmierć, znalazł się w czołgu i usunął defekt. Odznaczony
został Krzyżem Walecznych, zginął na Czerniakowie 15 września
1944 r.
Mechanikiem w plutonie pancernym był
podchorąży Henryk Lederman, ten, który zameldował Micucie
gotowość żydowskiego oddziału do walki. Wcześniej ponoć uczestniczył
w powstaniu w getcie warszawskim, świetnie znał przejścia
kanałami. Poległ 5 września, również nadano mu Krzyż Walecznych.
Taki sam otrzymał uwolniony z Gęsiówki podkomendny Micuty
Rysiek, który po wojnie wyemigrował do Izraela. Zginęli podczas
powstania dwaj inni Żydzi, którzy wstąpili do oddziału Dawid
Goldman-Gutek i nieznany z nazwiska Kuba.
Piękną kartę powstańczą zapisali także
uwolnieni z Gęsiówki Żydzi, którzy wstąpili do Parasola, drugiego
obok Zośki batalionu harcerskiego. Na szczególne wyróżnienie
zasługuje tu Henryk Poznański-Bystry, rok wcześniej żołnierz
ŻOB i uczestnik powstania w getcie warszawskim. Wielokrotnie
przeprowadzał on kanałami oddziały powstańcze kiedyś skorzystano
z jego pomocy, gdy taką drogę musiał przejść dowódca AK gen.
Tadeusz Komorowski-Bór. Bystry poległ
10 września.
Służbę medyczną w oddziale pełnił chirurg
Sołtan Safijew ps. doktor Turek. Jako obywatel radziecki służył
w Armii Czerwonej, miał stopień oficerski. Zginął 22 września
na Powiślu, zastrzelony przez Niemców, gdy wraz z również
oswobodzonym z Gęsiówki Węgrem Peterem Forrö-Pawłem jako parlamentariusze
zgłaszali poddanie się jednej z powstańczych placówek.
W książce Anny Borkiewicz-Celińskiej o dziejach batalionu
Zośka na próżno szukalibyśmy nazwiska Jakuba Wiśni, który
będąc kucharzem zgłosił się do oddziału kwatermistrzowskiego,
dowodzonego przez Fila. Przeszedł drogę z Woli, przez Starówkę,
aż po Czerniaków. Koledzy prosili go, by nie szedł z nimi
do niewoli po upadku powstania, gdyż zdawali sobie sprawę,
że Niemcy po rozpoznaniu w nim Żyda zabiją go. Jakub stał
się jednym z warszawskich Robinsonów. Po wojnie został właścicielem
baru gdy zjawił się tam żołnierz Zośki Stanisław Sieradzki,
mógł się stołować za darmo. Dopiero w początku lat 80. Wiśnia
zdecydował się na wyrobienie kombatanckich papierów. Gdy umierał
w 1983 r., poprosił o włożenie mu do trumny Krzyża Powstańczego.
Jego grób na Cmentarzu Żydowskim odwiedzają towarzysze broni.
Hołd żołnierzom
Już w dwie godziny po zdobyciu Gęsiówki
pojawiła się przedstawicielka powstańczej prasy. Rozmawiała
zarówno z upojonymi zwycięstwem żołnierzami, jak też szczęśliwymi
uratowanymi Żydami. 18 sierpnia reportaż tej dziennikarki
nadano w audycji powstańczego Polskiego Radia. (Tekst tej
audycji się zachował i ostatnio został przypomniany w tomie
dokumentów PolacyŻydzi 19391945). Nazajutrz po ataku w
powstańczym Biuletynie Informacyjnym ukazała się krótka
notatka Uwolnienie 350 Żydów.
Po wojnie informacje o wspaniałym sukcesie
harcerskiego batalionu były co prawda umieszczane niemal w
każdej z książek o Powstaniu Warszawskim, to jednak wciąż
nie dochodziło do publicznego wyrażenia hołdu żołnierzom Zośki.
Sprawa ruszyła z miejsca, gdy z inicjatywy Towarzystwa Przyjaźni
Polsko-Izraelskiej odbyły się 29 kwietnia 1992 r. po raz pierwszy
obchody Dnia Pamięci i Zagłady. Uczestnicy obu powstań wspólnie
zjawili się przed pomnikami Bohaterów Getta i Powstania Warszawskiego.
Dowiedziawszy się o tym przebywający w Szwajcarii Wacław Micuta
postanowił ufundować tablicę pamiątkową, by uczcić Żydów uwolnionych
z Gęsiówki, którzy wstąpili do jego plutonu pancernego i polegli
śmiercią żołnierza. Środowiska kombatanckie podchwyciły tę
inicjatywę, a w jej realizację zaangażowała się Rada Ochrony
Pamięci Walk i Męczeństwa.
5 sierpnia 1994 r. odsłonięto tablicę
pamiątkową na budynku przy ul. Anielewicza 34. Wśród obecnych
był naczelnik Szarych Szeregów Stanisław Broniewski-Orsza
i kapelan powstańczych oddziałów ks. Józef Warszawski ps.
Ojciec Paweł. Wacław Micuta przyjechał z Genewy i mówił o
harcerskiej zasadzie człowiek człowiekowi bratem. Przemawiał
też w sposób wzruszający przybyły z Izraela na tę uroczystość
jeden z uwolnionych więźniów Gęsiówki. Niestety nie nagrano
jego przemówienia i nawet nikt teraz nie potrafił mi podać
jego nazwiska. Zjawił się tam także pewien mężczyzna, który
żołnierzom Zośki powiedział, że zawdzięcza im życie, gdyż
uratowali kobietę, jego przyszłą matkę. Maria Morecka jest
na reprodukowanej fotografii.
Dopiero 28 listopada 2000 r. dr Mordecai
Paldiel z Instytutu Yad Vashem w Jerozolimie w piśmie skierowanym
do Wacława Micuty wyraził uznanie dla heroicznej walki Batalionu
Zośka, który uwolnił i ocalił Żydów trzymanych w obozie na
ul. Gęsiej. W artykule opublikowanym 9 kwietnia 2001 r. w
londyńskim Dzienniku Polskim i Dzienniku Żołnierza Jan Nowak-Jeziorański
tak o tym pisał: Dlaczego ten zasłużony wyraz uznania został
przekazany dopiero teraz, w 57 lat po Powstaniu? Do niedawna
panowało przekonanie, że natarcie na ulicy Gęsiej nie było
podyktowane chęcią ratowania życia ludzi, lecz koniecznością
otwarcia drogi do Starego Miasta. Sprawą tą zainteresował
się przed laty dr Edward Kossoy, prawnik, który występował
jako adwokat ofiar hitleryzmu w sprawach o odszkodowania niemieckie.
Zebrał on dowody, że natarcie Batalionu Zośka nie miało celów
wojskowych. Chodziło o ratowanie życia ludzi.
Ambasador Izraela w Polsce Szewach Weiss
nie miał co do tego cienia wątpliwości, gdy postanowił, w
ramach odbywającego się Dnia Żydowskiego na Uniwersytecie
Warszawskim 8 maja 2003 r., zorganizować uroczystość oddania
hołdu tym, którzy przed 59 laty ocalili z Zagłady aż 348 Żydów,
jego współbraci. Zaproszono żyjących żołnierzy Zośki. Byli
wzruszeni.
Tomasz Szarota
Dziękuję Andrzejowi Krzysztofowi Kunertowi
za pomoc przy zbieraniu materiału, Wacławowi Micucie za przesłanie
z Genewy pisemnej relacji oraz szkiców topograficznych, zaś
Stanisławowi Sieradzkiemu za rozmowę o Jakubie Wiśni.
Tomasz Szarota jest profesorem
w Instytucie Historii PAN, autorem m.in. książki Okupowanej
Warszawy dzień powszedni, laureatem Nagrody Historycznej
Polityki 2001 za pracę U progu Zagłady. Zajścia antyżydowskie
i pogromy w okupowanej Europie.
|