|
Państwo ograniczone, ale mocne
Tadeusz Mazowiecki
Gazeta Wyborcza, 10 czerwca 2005
Tadeusz Mazowiecki
Fot. ALIK KEPLICZ AP
Słyszę o "rewolucji moralnej".
Zapowiedziom tym towarzyszą dążenia do odarcia III RP z wszelkiej
godności. Do odarcia z godności tych wszystkich, którzy z
nią łączyli swe nadzieje
Jak ma się dokonać naprawa Rzeczypospolitej,
naprawa i rozwój?
Zacząłbym od zaproponowania pewnego
podziału - na sferę kształtowania i funkcjonowania instytucji
oraz sferę debaty czy, mówiąc umownie, sferę dziania się polityki.
I od razu postawiłbym pytanie kluczowe dla polskiej sytuacji.
Czy może nastąpić naprawa Rzeczypospolitej, jeśli ta sfera
dziania się totalnie odstręcza obywatela od życia publicznego?
Jak przełamać to odrzucenie polityki, zwłaszcza wśród ludzi
młodego pokolenia? To jest problem pierwszy i podstawowy.
Co mamy na myśli, kiedy mówimy: naprawa
Rzeczypospolitej? Ja też jestem za jej naprawą. Nie jestem
zwolennikiem status quo czy jakiejś obłędnej tezy, że nie
popełniono żadnych błędów, że nie ma żadnych problemów, że
wszystko jest dobrze. Jest wiele problemów niezwykle poważnych
i trudnych. Jednak czym innym jest rozwój oparty na tym, co
zostało stworzone przez 15 lat, a czym innym jest uznanie,
że trzeba to wszystko odrzucić, że w gruncie rzeczy wszystko
jest przegniłe, niezdrowe - i trzeba zaczynać od początku.
Istnieją różne filozofie polityczne
stojące za dążeniem do naprawy Rzeczypospolitej. Filozofia,
którą ja wyznaję, w skrócie dałaby się ująć tak: państwo ograniczone,
ale mocne. Nie miękkie, nie bezradne. Ograniczone, nie wszechogarniające,
nie wtrącające się do wszystkiego - ale mocne, skuteczne.
Dążące do dialogu, do znajdowania konsensusu politycznego,
bo tylko wtedy można iść naprzód i rozwiązywać trudne problemy.
A więc państwo ograniczone, lecz mocne, sprzyjające otwartemu
społeczeństwu obywatelskiemu. Nasze zadania ująłbym w trzech
słowach: rozwój, uczciwość, demokracja.
Jednak jest też inna filozofia - totalnego
zanegowania III Rzeczypospolitej, wymiecenia jej jako tworu
nieudanego. Filozofia państwa, nie chciałbym przesadzić, ale
w jakimś stopniu autorytarnego, opartego na nieufności do
obywateli. Na założeniu, że wszyscy są potencjalnie nieuczciwi
z wyjątkiem "ośrodka decyzyjnego władzy" - bo takie
określenie padło w referacie wygłoszonym w Fundacji Batorego
przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Ja już nie poznaję
Jarosława Kaczyńskiego jako człowieka, z którym przecież blisko
współdziałałem w walce w latach 80. W myśl jego dzisiejszej
koncepcji ma się wrażenie, że wszyscy są chorzy czy potencjalnie
chorzy, a tylko ośrodek decyzyjny władzy (oczywiście ten,
który utworzy PiS) ma we krwi wszystkie cnoty. Ta filozofia
jest moim zdaniem pokrewna niektórym latynoamerykańskim filozofiom
politycznym.
Instytucje i media
Jakie sprawy są najważniejsze i najpilniejsze,
gdy chodzi o instytucjonalną naprawę Rzeczypospolitej? Po
pierwsze - absolutne oddzielenie działalności służb specjalnych
od polityki wewnętrznej.
Po drugie - egzekwowanie prawa przez
wymiar sprawiedliwości. Nasz wymiar sprawiedliwości jest niesprawny.
Zbyt wiele wysiłku i pieniędzy poświęca się na jego struktury
biurokratyczne, takie jak Prokuratura Krajowa, a zbyt mało
- tu zgadzam się z panem Kaczyńskim - na pierwszą linię wymiaru
sprawiedliwości. To jednak bierze się także z pewnego nastawienia
świata sądowniczego i prokuratorskiego. To nastawienie powinno
ulec zmianie. Czyniąc z Krajowej Rady Sądownictwa instytucję
konstytucyjną, kierowano się założeniem, że rada ma być gwarantem
niezależności, niezawisłości sądownictwa. Na zapewnienie tego
byliśmy przede wszystkim uwrażliwieni. Tymczasem stała się
ona raczej gwarantem korporacyjnych nastawień środowiska prawniczego.
W sytuacji ogromnej niewydolności systemu egzekwowania prawa
ani Krajowa Rada Sądownictwa, ani to środowisko nie zabiera
głosu na temat niezbędnej, pilnej reformy wymiaru sprawiedliwości
- tego, by prawo było lepiej tworzone i skuteczniej egzekwowane.
I nie kształtuje takiej, pełnej poczucia współodpowiedzialności
za państwo, samoświadomości własnego środowiska.
Po trzecie - przejrzystość udziału państwa
tam, gdzie jeszcze on występuje w gospodarce. Chodzi o udział
przedstawicieli państwa w radach nadzorczych. To nie może
być rozdawnictwo tych stanowisk dla działaczy partyjnych.
To musi być absolutnie przejrzyste, kontrolowalne.
I czwarta rzecz - rola służby publicznej
w administracji państwowej i samorządowej. Bo przecież decentralizacja
sprawiła, że samorządy przejęły w dużym zakresie zadania administracyjne.
Wojewoda powinien być urzędnikiem służby cywilnej. Powinno
się dążyć do stworzenia korpusu wojewodów jako elementu służby
cywilnej. W urzędach marszałków samorządowych też powinna
być służba cywilna, by zachować ciągłość administracji i odpartyjnić
sposób jej funkcjonowania.
Nie twierdzę, że to są wszystkie zadania
naprawy instytucjonalnej, ale te, które wydają mi się najpilniejsze.
Naprawa w sferze "dziania się polityki"
to, jak już wspomniałem, zmiana charakteru debaty publicznej
i wytworzenie zdolności do porozumienia, a nie tylko do wykluczania
się wzajemnego. A także wielki problem kształtowania opinii
publicznej. Kiedy mówi o tym polityk, zawsze posądzany jest
o to, że politycy zwalają winę na dziennikarzy. By uniknąć
takich podejrzeń, wspomnę, że zasługi wolnego dziennikarstwa
dla przejrzystości naszego życia publicznego są ogromne. Powołam
się jednak na wypowiedź Roberta Kozaka, nowego szefa "Wiadomości"
TVP, dla "Gazety Wyborczej" [z 1 czerwca br.]. Mówiąc
o tym, co chciałby zmienić w telewizji, Kozak przypomniał
o zasadzie domniemania niewinności. Otóż w naszej telewizji,
jeśli np. w informacji o pracach komisji śledczej padają zarzuty
wobec konkretnych osób, idzie to w eter w taki sposób, że
odbiorca traktuje to jako fakt udowodniony. Bezkrytyczne upowszechnianie
pomówień, nie tylko zresztą przy tej okazji, stało się normą.
Oczekiwałem istotnej zmiany po tym,
co się w ostatnim czasie stało. W ciągu tygodnia czy dziesięciu
dni choroby i śmierci Papieża wszyscy odbiorcy odetchnęli
od polityki, która została wyłączona z telewizorów - i wszyscy
zupełnie inaczej się czuli, nie widząc polityków ani nie słysząc
ich zacietrzewionych sporów. Okazuje się jednak, że łatwiej
na dziesięć dni wykluczyć politykę z telewizji, niż pomyśleć,
jak teraz, po tej wielkiej refleksji, inaczej wrócić do polityki
w telewizji czy gazetach. Jak sprawić, by nie było podsycania
tych nastrojów, które odrzucają ludzi od polityki. Ten problem
- odpowiedzialności za kształtowanie opinii publicznej - jest
problemem ogromnym w sferze "dziania się polityki"
i nie można się łudzić, że on się sam jakoś rozwiąże. Tu trzeba
refleksji.
Pakt przeciw bezrobociu
Naprawa Rzeczypospolitej musi być wkomponowana
w widzenie generalnych zadań, jakie stoją przed Polską. Chcę
wymienić cztery takie najważniejsze dziedziny. Po pierwsze
- dobre wykorzystanie polskiej obecności w Unii Europejskiej.
To jest kwestia właściwego wykorzystania funduszy unijnych
przez instytucje państwowe i samorządowe. Te ostatnie tworzą
bardzo wiele dobrych projektów, ale potrzeba współdziałania
gmin, by to były projekty większe, bo tylko wtedy dostaniemy
na nie pieniądze.
Jednak to jest również kwestia zasadnicza:
jak my się czujemy w Unii i jakie mamy poczucie współodpowiedzialności
za UE? Nasz wpływ, choćby potencjalny, na rozwiązywanie problemów
zjednoczonej Europy zależał będzie od nastawienia ludzi, którzy
obejmą władzę po najbliższych wyborach. Od tego, czy poczują
się odpowiedzialni za rozwój Unii, czy tylko będą pytać, co
możemy od niej dostać. Unia znalazła się dziś w wielkim kryzysie
po referendach we Francji i w Holandii. Ponieważ jednak UE
zawsze rozwijała się od kryzysu do kryzysu, mam nadzieję,
że i tym razem znajdzie wyjście. I że nie będzie to wyjście
polegające na umocnieniu współpracy kilku państw - tzw. twardego
jądra - ale wyjście wzmacniające współodpowiedzialność wszystkich
członków Unii, również nas. Polska o tyle będzie silna w Unii,
o ile będzie umiała wykazać swoją współodpowiedzialność za
nią.
Drugim kluczowym problemem jest bezrobocie.
Mamy bardzo wysokie, 19-procentowe bezrobocie. W niektórych
regionach, np. w Elbląskiem, sięga ono 35 proc. Przeczytałem
dziś w gazetach komentarze do tego, że Partia Demokratyczna
wysunęła Henrykę Bochniarz na kandydata w wyborach prezydenckich.
To ugrupowanie - Partia Demokratyczna, a przedtem Unia Wolności
- ma szczególne szczęście do przyklejania jej różnych etykietek.
Kiedyś była to etykietka ludzi mądrych, ale nieskutecznych,
potem etykietka tratwy dla SLD, a teraz ma to być etykietka
wielkiego kapitału. Otóż ja powiedziałem pani Bochniarz, że
oczekuję, iż jeśli zostanie prezydentem, doprowadzi do powstania
narodowego paktu walki z bezrobociem. Jest to sprawa wykraczająca
poza jedną kadencję parlamentarną. W dialogu społecznym między
pracodawcami, przedstawicielami pracowników i państwa trzeba
stworzyć narodowy program wyjścia z katastrofy bezrobocia.
W historii wiele razy bywało tak, że
konserwatyści rozwiązywali problemy społeczne, a socjaliści
rozdawali pieniądze. Tak może być i tym razem. Osoba pochodząca
ze środowiska pracodawców nie będzie składała populistycznych
obietnic, ale doprowadzi dialog społeczny do skutecznych rozwiązań
poprzez usunięcie barier rozwojowych dla drobnej i średniej
przedsiębiorczości. Doprowadzi do wprowadzenia podatku liniowego
czy obniżenia podatków, co przełoży się na inwestycje zwiększające
zatrudnienie. Ale by to rzeczywiście przełożyło się na zwiększenie
liczby miejsc pracy, konieczne jest pewnego rodzaju zobowiązanie
wszystkich stron dialogu społecznego. Przyjęcie takiego narodowego
paktu społecznego uważam za niezwykle ważny cel, który pani
Bochniarz, jeśli zostanie prezydentem, powinna sobie postawić.
Trzeci problem - to jakość naszego wykształcenia.
Jeżeli stawiamy na wykształcenie, to musimy stawiać dzisiaj
na jego jakość i przezwyciężenie zapaści, w jakiej znalazła
się polska nauka.
Ostatni, ale bynajmniej nie co do znaczenia,
problem, który widzę - to jakościowy skok w rozwoju społeczeństwa
obywatelskiego. Instytucji społeczeństwa obywatelskiego jest
już w Polsce sporo, ale potrzebny jest teraz jakościowy skok
w ich rozwoju. W oparciu o poważną debatę wymaga to skonkretyzowania,
jakimi drogami to osiągnąć.
I na koniec - słyszę i czytam o "rewolucji
moralnej". Zapowiedziom tym towarzyszą dążenia do odarcia
III Rzeczypospolitej z wszelkiej godności. Do odarcia z godności
tych wszystkich, którzy tę Rzeczpospolitą tworzyli, którzy
łączyli z nią nadzieje. Więc ja zwolennikom "rewolucji
moralnej" przeciwstawiam skromniejsze zadanie - przywróćmy
wyrażeniu "moralność w polityce" prawdziwe znaczenie.
*Tadeusz Mazowiecki - pierwszy
premier III RP (1989-90), założyciel Unii Demokratycznej,
później szef Unii Wolności, dziś lider Partii Demokratycznej
- Demokraci.pl
Powyższy wykład Tadeusz Mazowiecki wygłosił
w Fundacji
im. Stefana Batorego 6 czerwca br.
|