|
http://www.lewica.pl/?id=11396
Antysemityzm po polsku
Zgliczynski
2006-08-09
(bez znakow polskich)
Polska jest krajem antysemickim. Jest równiez krajem katolickim. Nie
oznacza to bynajmniej, ze wszyscy Polacy to antysemici lub katolicy. Albo
ze jedno i drugie. Znaczy to tylko, ze antysemityzm, podobnie jak
katolicyzm, zrosniety jest od wieków z nasza tradycja, obrzedowoscia i
wychowaniem. Ze bez nich mielibysmy jako naród inna swiadomosc, inna
kulture polityczna, a nawet inna moralnosc. Ze tkwia w nas gleboko jako
"kwestia", "problem", "odniesienie historyczne" albo "rdzen", "wyróznik",
"fundament"...
To wlasnie antysemityzm i katolicyzm sa - obok jezyka - powszechnie
kojarzone na swiecie z wizerunkiem Polaka, zarówno tego wspólczesnego, jak
i historycznego. Oczywiscie to stereotyp. Oczywiscie po czesci krzywdzacy,
jak kazdy sad operujacy wielkim kwantyfikatorem. I oczywiscie równie
prawdziwy. Wbrew zapewnieniom najwybitniejszych reprezentantów elit
intelektualnych naszego kraju, stanowisku hierarchii koscielnej,
Sprawiedliwych ratujacych Zydów z Zaglady, czy nawet niektórych z garstki
ocalonych.
Wystarczy obejrzec mury domów polskich miast i miasteczek, posluchac Radia
Maryja, kazania ksiedza, a nawet biskupa, poczytac wypowiedzi czolowych
polskich polityków, isc na mecz pilkarski, demonstracje, strajk, do
dowolnie wybranego punktu sprzedazy wysokonakladowej prasy, przykoscielnej
ksiegarni albo na zbezczeszczony cmentarz zydowski, podpalonej synagogi,
badz porozmawiac z nekanym anonimowymi pogrózkami pracownikiem Towarzystwa
Spoleczno-Kulturalnego Zydów.
Furda! I to niepotrzebne.
Wystarczy posluchac sasiada, kolegów z pracy, pan w kolejce... A poza
krajem nawiazac kontakty z osrodkami polonijnymi, prasa, publikacjami...
Cóz bowiem obok sukcesów (lub ich braku) polskich sportowców jest niemal
murowanym tematem integrujacym towarzystwo przy rosole w Krakowie czy przy
wódce na Greenpoincie? I co wzbudza wieksze oburzenie Polaków niz
oskarzenie o antysemityzm?
10 lipca 2001 roku kupowalem na rynku obok mojego domu czeresnie.
Popoludnie w stolicy. W Jedwabnem uroczystosci z okazji 60-tej rocznicy
pogromu dobiegaja konca. Wsród sprzedajacych i kupujacych jeden temat.
- To se Zydki swieto zrobily - ni to stwierdza, ni pyta mezczyzna w srednim
wieku kupujacy przede mna ziemniaki.
- Ano, ano - przytakuje kobieta pomagajaca sprzedawcy pakowac warzywa.
- Nie zydz pan! Dowaz wiecej - inny mezczyzna zwraca sie do sprzedawcy,
kladacego na wadze pomidory.
Sprzedawca obrusza sie i z nienawiscia cedzi przez zeby:
- Zyd to smiec! - i bez slowa podaje pomidory.
- Ano, ano - powtarza kobieta. Mezczyzni potakujaco kiwaja glowami.
Nie zmyslilem tej historii. Kazdy z nas byl wielokrotnie swiadkiem
podobnych. I to nie przed wojna, kiedy nasz kraj zamieszkiwalo ponad trzy
miliony obywateli polskich narodowosci zydowskiej. Teraz. W kraju, w którym
dokonala sie najwieksza zbrodnia nowozytnej Europy - Holocaust. W kraju, w
którym podczas wojny bycie Zydem oznaczalo smierc. A po jej zakonczeniu,
podobnie jak i przed jej wybuchem, szykany i represje.
Bohaterowie przytoczonej historii urodzili sie juz po wojnie, a wiec w
kraju praktycznie bez Zydów, w którym istotniejsze przejawy zydowskiego
zycia umyslowego i kulturalnego zostaly zglajchszaltowane po 1968 roku.
Skad wiec u nich ta nienawisc do Zydów, nie do konkretnych Zydów, ale do
Zydów w ogóle i wszystkiego co zydowskie?
Skad ta zaskakujaca zgoda w przypadkowej grupie ludzi róznej plci, wieku,
zapewne wyksztalcenia i zawodu, którzy najprawdopodobniej juz nigdy nie
spotkaja sie w podobnym skladzie, ba! z których zapewne nikt juz o tym
incydencie nie pamietal nastepnego dnia?
Wykluczam osobiste negatywne doswiadczenia z Zydami - prawdopodobienstwo
doswiadczenia despektu ze strony Zyda czy Zydów w dzisiejszej Polsce przez
piec róznych, nie znajacych sie osób, spotykajacych sie przypadkowo na
targu jest zadne.
Pozostaja wiec inne klasyczne komponenty budujace uprzedzenie - wychowanie,
przekaz medialny i
autorytet.
Otóz twierdze, iz wszystkie trzy nadal maja bardzo istotny wplyw na podtrzymywanie
i ksztaltowanie wspólczesnego polskiego antysemityzmu.
Wychowanie
to dom, ulica i szkola. Dwa pierwsze - wylegarnia stereotypów i uprzedzen.
Mimo ze wychowywalem sie w centrum najwiekszego polskiego miasta,
najpowszechniejszym wyzwiskiem moich rówiesników bylo "pedal", "czarnuch"
(tak!) i wlasnie "Zyd".
W mniejszych miastach bylo i jest jeszcze gorzej, a na wsi pod tym wzgledem
- zupelna tragedia. Wspomnienia rodzinne, zaczynajace sie niezmiennie "nie
jestem antysemita, ale...".
Szkola - przekaznik banalów, w sposób oczywisty nie interferujacych z
rzeczywistoscia po dzwonku. Holocaust, owszem, ale tak jak Waterloo, fakt
odlegly i równie nieistotny.
To, co uderzylo mnie znacznie pózniej, to zupelny brak Zydów i ich kultury
w podrecznikowych wersjach historii mojego kraju.
Trzymilionowa spolecznosc ze swoja niepowtarzalna, oryginalna tradycja,
kultura i religia, przy której rodzima, polska, jest jak nowo narodzone
dziecko, z cala plejada postaci nie tyle "wzbogacajacych", jak modnie jest
ostatnio zauwazac, ile po prostu tworzacych polska nauke i kulture, znika w
ciagu trzech lat niemal zupelnie i nie pozostaje po niej nawet slad w
polskiej historiografii. To doprawdy fenomen na skale swiatowa!
Przekaz medialny,
zideologizowany po wojnie do szczetu, "kwestie zydowska" rozgrywal
instrumentalnie. W zaleznosci od zapotrzebowania decydentów róznych
szczebli czy frakcji walczacych akurat o wladze, Zydów albo nie bylo, albo
pojawiali sie jak diabel z pudelka w zlowrogich kostiumach aferzystów,
syjonistów, szpiegów... A lud, czyli "my", i tak wiedzial swoje -
zydokomuna...
Smutne i przerazajace, ze pod tym wzgledem III Rzeczpospolita niewiele
odbiega od PRL-u, a budowana obecnie IV RP jeszcze mniej.
Owszem, zmodyfikowano troche programy szkolne, wprowadzono do spisu lektur
zydowskich twórców, a nauczyciele maja wolna reke przy omówieniach i
interpretacjach. Ale to tylko politura, oficjalna wymówka ministerialnych
urzedników od ksztaltowania "dobrego wizerunku Polski" w swiecie.
Tak naprawde - jeszcze jeden banal do zakucia i zapomnienia przez dziatwe,
bo przeciez my i tak wiemy swoje...
Autorytet,
to przede wszystkim Kosciól katolicki. I tu - niespodzianka. Kosciól jest
wciaz instytucja obdarzona najwiekszym zaufaniem Polaków. Ale który
Kosciól? Ksiedza Musiala czy ojca Rydzyka? Pytanie wazne, bo pozwalajace
zrozumiec niedostrzeganie przez wiekszosc polskich biskupów gestów Jana
Pawla II (najwiekszego ponoc autorytetu Polaków) starajacego sie w jakims
stopniu zrewidowac odwiecznie wrogi stosunek chrzescijanstwa do Zydów i
judaizmu.
Kosciól katolicki w Polsce to nie Kosciól Tygodnika Powszechnego i "Arki
Noego" Gazety Wyborczej. Wystarczy przeczytac jakiekolwiek inne pismo
katolickie, które nakladami bija na glowe krakowski tygodnik, posluchac
rozglosni katolickiej czy wejsc na katolickie strony internetowe. Najlepiej
podczas wyborów parlamentarnych czy ogólnonarodowych dyskusji, jak tej o
mordzie w Jedwabnem. Wówczas czlowiek znajacy choc troche publicystyke
narodowa i koscielna II Rzeczpospolitej przezywa swoiste déja vu - ten sam
jezyk, ta sama argumentacja, jakby nic od przeszlo szescdziesieciu lat sie
w Polsce nie zmienilo.
Literatura opisujaca antysemityzm przynosi jego wiele odmian. Antysemityzm
historyczny, nowoczesny, antyjudaizm, antysyjonizm, antyizraelizm...
Wielu badaczy, nie wylaczajac znakomitych autorytetów, wrzuca do jednego
worka z napisem "antysemityzm" wszystkie zachowania nacechowane niechecia
wobec jakiejkolwiek sfery dzialalnosci ludzkiej, w której uczestnicza
jednostki badz zbiorowosci przyznajace sie do etnicznej lub kulturowej
wiezi z czyms, co nazwe najogólniej "zydowskoscia". Jest to nonsens. Mnie
osobiscie najbardziej odpowiada definicja antysemityzmu Theodora W. Adorno,
mianowicie, ze jest to "posadzanie Zydów" [1]. Wlasnie "Zydów", a nie
konkretnego Zyda, publicysty pochodzenia zydowskiego, polityka czy partii
izraelskiej, dzialacza czy ugrupowania syjonistycznego, sympatyka czy
partii religijnej.
Lewicowy antysemityzm?
W wydanym jesienia 2003 r. we Francji eseju Au nom de l'Autre. Réflexions
sur l'anisémitisme qui vient [2] Alain Finkielkraut, jeden z czolowych
intelektualistów francuskich, utozsamia sprzeciw wobec antypalestynskiej
polityki Izraela z antysemityzmem. Nie jest to, niestety, nic wyjatkowego.
Na konferencji OBWE poswieconej w calosci zjawisku "nowego antysemityzmu",
która miala miejsce w Berlinie w kwietniu 2004 r., sekretarz stanu USA
Colin Powell, kanclerz Niemiec Gerhard Schröder i izraelski minister Natan
Szczaranski domagali sie nawet wytyczenia granicy, do której krytyka
Izraela jest dopuszczalna, a poza która staje sie szerzeniem antysemityzmu.
Stanowisko utozsamiajace krytyke Izraela z antysemityzmem zajmuje w Polsce
wiekszosc opiniotwórczych srodowisk intelektualnych, nie wylaczajac tych
niezwykle zasluzonych w walce z antysemityzmem oraz innymi formami rasizmu
i dyskryminacji. Ich przedstawiciele mówia o "nowej fali antysemityzmu",
scisle powiazanej z "antyamerykanizmem", którego zródel szukac nalezy w
miedzynarodowej solidarnosci z okupywanymi Palestyna i Irakiem.
W podobnych oskarzeniach celowal swojego czasu slusznie juz dzis zapomniany
publicysta Adam Michnik, który w wykladzie dla Polskiej Rady Biznesu
(Gazeta Wyborcza 28-29.12.2002) mówil m.in.:
"Wspomne o jeszcze jednej chorobie europejskiej, która w Polsce wystepuje
na razie w postaci bardzo lekkiego kataru. Mam na mysli antyamerykanizm. To
osobliwa mikstura prawicowej ksenofobii, lewicowych sloganów i
resentymentów, z dodatkiem antyglobalistycznych wizji i zadym. Pod
sztandarami wrogosci do Ameryki spotkac sie moga zwolennicy Le Pena z
trockistami. Na dodatek wszystko to przesiakniete jest wrogoscia do
Izraela, a gdzies w tle - zwyczajnym antysemityzmem. (...) Abstrahuje od
róznych potkniec, arogancji czy niezrecznosci amerykanskiej dyplomacji.
Jednakze przedstawianie USA jako swiatowego zandarma, który chce wszystkimi
rzadzic i wszystkich sobie podporzadkowac, to niebezpieczna choroba."
Autokompromitacja autora powyzszych slów siegnela zenitu, kiedy nawiazujac
do dyskusji, jaka rozpetala sie w Polsce po Jedwabnem i oskarzen o
antysemityzm kierowanych w stosunku do Polaków po wydaniu ksiazek Jana
Tomasza Grossa, napisal niedawno - broniac tzw. dobrego imienia Polski - iz
"zapewne nie ma drugiego kraju w Europie Srodkowej i Wschodniej, który z
taka powaga i szczeroscia rozliczal sie z mrocznymi skladnikami wlasnej
historii." (Gazeta Wyborcza 27.06.2006)
Warto przypomniec, iz podobnie haniebna postawe jak Michnik i Gazeta
Wyborcza w popieraniu amerykanskiej agresji na Irak zajela wówczas niemalze
cala polska elita intelektualna, polityczna i dziennikarska. W tym ludzie,
których glos w sprawie antysemityzmu sluchany byl zawsze bardzo uwaznie.
Wladyslaw Bartoszewski w rozbrajajaco naiwnym artykule-odpowiedzi na bardzo
mocny antywojenny tekst Güntera Grassa, zatytulowany "Ufamy Ameryce"
(Gazeta Wyborcza 15.04.2003) dowodzil tautologicznie, ze Ameryka na pewno
wie, co robi, bo jest Ameryka, a Ameryka zawsze wie, co robi i robi to
zawsze w dobrych intencjach: "Mysle, ze Amerykanie robia dzisiaj wszystko,
co jest w ludzkiej mocy, zeby zmniejszyc liczbe ofiar i zakonczyc jak
najszybciej akcje (tak! nie wojne, a "akcje" - SZ), która wedlug mnie jest
dzialaniem wyzwolicielskim, a nie agresywnym, w pewnym sensie prewencyjnym
w interesie pokoju w regionie i na swiecie."
Marek Edelman przeciwników wojny nazwal "podnieconymi kretynami" (Przekrój
6.04.2003), Czeslaw Milosz, porównawszy Irak Husajna do III Rzeszy, wezwal
do bezwzglednej solidarnosci z Amerykanami, zas Stanislaw Lem goraco
kibicowal w swoich prasowych felietonach wizji swiata prezentowanej przez
znanego intelektualiste i wizjonera George'a W. Busha.
Trudno sie wiec dziwic, iz glos autorytetów stosujacych podwójne standardy,
przestaje w ogóle cokolwiek znaczyc, takze w dyskursie anty-antysemickim.
Wytycza jednakze marszrute intelektualna swoim wyznawcom, która
nieodwolalnie wiedzie na manowce.
I tak dla przykladu Sergiusz Kowalski i Magdalena Tulli w swojej ksiazce
Zamiast procesu. Raport o mowie nienawisci (WAB, Warszawa 2003), bedacej
opracowaniem Otwartej Rzeczpospolitej - Stowarzyszenia przeciw
Antysemityzmowi i Ksenofobii i analizujacej jezyk prasy prawicowej,
dokonuja juz we wstepie zrównania prasy lewicowej - Nie, Bez Dogmatu,
Faktów i Mitów oraz Trybuny - operujacych jakoby "jezykiem nienawisci" - z
antysemickimi szmatlawcami.
Na podobnej sugestii opiera sie opublikowany w Midraszu (maj 2006) artykul
Michala Otorowskiego "Syndrom Guliwera. Izrael, Arabowie i problem
'lewicowej nadwrazliwosci'", w którym autor przymierza sie do przyprawienia
antysemickiej (ale nowo-lewicowo-antysemickiej) geby innym lewicowym
czasopismom - Lewa Noga i Rewolucji - za ich krytyczny stosunek wobec
polityki Izraela.
Moze wiec slabosc antyksenofobicznych organizacji w rodzaju "Otwartej
Rzeczpospolitej", polegajaca na ograniczeniu swojego przekazu do
towarzystwa wzajemnej adoracji kilku zaprzyjaznionych fundacji i tytulów
prasowych, zasadza sie na obludzie i stosowaniu podwójnych standardów?
Owszem, naglasniamy przypadki incydentów antysemickich w Polsce,
ale ani slowem nie protestujemy przeciwko rasistowskiej polityce
panstwa Izrael
czy wspóluczestnictwie polskiej armii w mordowaniu bezbronnych arabskich
cywilów w Iraku.
Potepiamy, a jakze, Leszka Bubla i Narodowe Odrodzenie Polski, ale ton
naszych protestów jest juz znacznie lagodniejszy, jesli chodzi o
"cywilizowanych" nacjonalistów i homofobów u wladzy w rodzaju Giertycha i
Wierzejskiego.
Nie od dzisiaj wiadomo, ze rasistowska przemoc ubrana w garnitur wladzy
prezentuje sie znacznie lepiej i jest latwiejsza do strawienia przez
mainstream niz wygoleni kibole ze swastykami na czolach. Nie znaczy to
jednak, iz jest mniej niebezpieczna. Przeciwnie.
To obecnosc w parlamencie i mediach takich Wierzejskich czy jawnych
nazistów, jak poslowie LPR Boguslaw Sobczak i Szymon Pawlowski albo wiceprezes TVP Piotr Farfal, rozzuchwala bandytów atakujacych Parady Równosci,
sympatyków radykalnej lewicy czy Zydów w jarmulkach.
Na jezyk pogardy i wykluczenia, na nawolywanie do przemocy winna przede
wszystkim zareagowac prokuratura.
Ale w pierwszej kolejnosci winni zareagowac dziennikarze, zareagowac
absolutnym bojkotem. Powinni, ale nie w Polsce. Wojciech Wierzejski jest
stalym gosciem niedzielnego "Sniadania w Trójce" i wielu telewizyjnych
programów publicystycznych. W jednym z nich tlumaczyl ostatnio istnienie
getta lawkowego dla Zydów w II Rzeczpospolitej.
Przypadek? Skadze! Wczesniej na drzwiach swojego biura poselskiego wywiesil
kartke "Pedalom wstep wzbroniony" i nawolywal do "dolania palami dewiantom"
(czyli homoseksualistom), twierdzac, iz "gej to przeciez z definicji tchórz".
Polityczny kolega Wierzejskiego, szef Mlodziezy Wszechpolskiej Krzysztof
Bosak, na pytanie "czy wszechpolak moze byc gejem" odpowiada bez
zazenowania: "To niemozliwe. Trudno pogodzic walki o idealy narodowosciowe
i katolickie z homoseksualizmem, który jest ich zaprzeczeniem." (Gazeta
Wyborcza, Stoleczna 10-11.06. 2006)
Jak dobrze znamy ten jezyk naznaczenia i wykluczenia stosowany przez
stulecia przez bialych rasistów w Europie, USA i RPA. Jezyk, za którym
nieodmiennie szly czyny - dyskryminacja, getto i mord.
I cóz na to wladze panstwowe?
Widac, ze sie podpisuja pod tym programem, gdyz nie slyszalem o zerwaniu koalicji z LPR.
Cóz na to parlament, organizacje obrony praw czlowieka, dziennikarze,
naukowcy, aktorzy, autorytety?
Antysemityzm i prawica
Fala antyizraelskich wystapien na swiecie, scisle powiazana z polityka
panstwa Izrael, wezbrala w solidarnosci z pierwsza Intifada palestynska,
nasilila sie podczas pierwszej wojny w Zatoce, kiedy to Izrael wystepowal u
boku USA przeciwko Irakowi, zas kulminacje ma obecnie - podczas popieranej
przez Izrael okupacji Iraku i niezwykle krwawej polityki rzadu izraelskiego wobec walczacych o niepodleglosc Palestynczyków.
Palenie flag izraelskich ma miejsce na kazdej demonstracji przeciw polityce
Stanów Zjednoczonych, organizowanych setkami w krajach arabskich. Nie ma to
nic wspólnego z antysemityzmem.
Podpalanie synagog, profanacje cmentarzy zydowskich, fizyczne napasci na
rabinów i inne osoby publicznie przyznajace sie do swojej zydowskosci,
krótko mówiac obwinianie Zydów europejskich o ludobójcza polityke rzadu
izraelskiego, jest antysemityzmem. Natomiast nazywanie nim antyizraelskiej
kampanii prowadzonej na calym swiecie w obronie Palestynczyków przez wiele
partii i organizacji lewicowych i demokratycznych jest swiadomym naduzyciem
majacym na celu zdyskredytowanie tego ruchu. Antysemityzm jest bowiem
zjawiskiem skompromitowanym i nikt, poza najbardziej zdeklarowanymi
faszystami, nie chce byc zaliczany w poczet antysemitów.
Nalezy jednak przypomniec, iz antysemityzm skompromitowal dopiero Adolf
Hitler. Przed nim bycie antysemita nie bylo niczym nagannym, ba, wielu
czolowych polityków europejskich i amerykanskich chlubilo sie swoim
antysemityzmem. Dosc przypomniec z naszego podwórka Romana Dmowskiego,
patrona najwiekszego ronda w stolicy, a niedlugo i pomnika, uwazanego przez
wielu Polaków za "twórce niepodleglego panstwa polskiego"; który byl
twórca, i owszem, ale nowoczesnego polskiego antysemityzmu.
Te wspólczesne fale swiatowego antysemityzmu, objawiajace sie glównie
antyzydowskimi wystapieniami Arabów oburzonych polityka Izraela wobec
Palestynczyków, do Polski prawie nie docieraja. I to nie tylko z
oczywistego powodu braku liczniejszej mniejszosci arabskiej w naszym kraju.
Glówna przyczyna jest inna - polski antysemityzm jest po prostu
hermetyczny, absolutnie nieczuly na rzeczywistosc. Trwal i trwa niezaleznie
od obecnosci Zydów czy od obecnosci panstwa Izrael i prowadzonej przezen
polityki.
Akcje solidarnosci z Palestynczykami wymierzone w Izrael nie wzbudzaja w
polskim spoleczenstwie wiekszego odzewu. Nie aktywizuja tez specjalnie
polskich antysemitów. Owszem, na stronach internetowych organizacji
faszystowskich od lat pojawiaja sie hasla solidarnosci z walczacymi o
wolnosc Palestynczykami, Nasz Dziennik ostro protestuje przeciwko
"zbrodniom izraelskim", a posel i do niedawna szef Rady Politycznej Ligi
Polskich Rodzin Zygmunt Wrzodak glosno wzywal swojego czasu rzad polski do
wycofania zolnierzy i zaprzestania wspóluczestniczeniu w "haniebnej
okupacji Iraku".
Sa to jednak reakcje nieporównywalne w swojej intensywnosci z awanturami
dotyczacymi krzyzy na oswiecimskim zwirowisku czy Jedwabnego. A to dlatego,
ze ani Narodowego Odrodzenia Polski czy ONR-u, ani Naszego Dziennika, ani
Zygmunta Wrzodaka, ani wielu podobnych im antysemitów nie interesuje tak
naprawde los Irakijczyków czy Palestynczyków. Dla nich liczy sie wylacznie
to, ze moga teraz, przy otwartej kurtynie, pod pretekstem obrony
ucisnionych i torturowanych dowalic Izraelowi, czyli znienawidzonym Zydom.
Brak przekonania w wykorzystaniu tak znakomitego pretekstu wynika równiez
ze znajomosci polskiego spoleczenstwa i obecnego w nim antysemityzmu - jak
mówie - absolutnie zamknietego, nie poddajacego sie faktom i nowym
okolicznosciom, bedacego w stanie zaabsorbowac co najwyzej ulamek wspólczesnych zbrodni Izraela.
Dlatego tez tak wazna jest, moim zdaniem, kazda poglebiona próba rewizji
polskiej historiografii dotyczaca "kwestii zydowskiej". Poglebiona, czyli
nie poprzestajaca na oklepanych frazesach Szewacha Weissa czy Adama
Michnika, ze polskie spoleczenstwo jest cacy, a margines
bandytów-antysemitów znajdzie sie wszedzie.
Frazesach, gdyz kazda powazna praca dotyczaca polskiego antysemityzmu - do
jakich zaliczam m.in. Sasiadów Jana Tomasza Grossa (2000), "szanowny panie
gistapo" Donosy do wladz niemieckich w Warszawie i okolicach w latach
1940-1941 Barbary Engelking (2003), "Ja tego Zyda znam!" Szantazowanie
Zydów w Warszawie, 1939-1943 Jana Grabowskiego (2004), My z Jedwabnego Anny
Bikont (2004), czy Zaglada a tozsamosc Malgorzaty Melchior (2004) -
dezawuuje natychmiast ich wartosc.
Kazda z kolei próba rewizji historii naszego kraju, historii do szczetu
zaklamanej - raz przez pólwiecze "realnego socjalizmu", a dzis przez
historyków z bozej laski, wyslugujacych sie prawicowym instytucjom
panstwowym - przypomina nam, ze historia Zydów polskich i nierozerwalnie z
nia zlaczonego polskiego antysemityzmu wciaz czeka na swoje pelne opracowanie.
Przypisy:
[1] Theodor W. Adorno, Minima moralia. Refleksje z poharatanego zycia,
przel. Malgorzata Lukasiewicz, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1999, s. 127.
[2] Wyd. polskie: W imie Innego. Antysemicka twarz lewicy, przel. Renata
Lis, Sic!, Warszawa 2005.
Stefan Zgliczynski
Artykul ukazal sie w polskiej edycji miesiecznika "Le Monde Diplomatique" z
lipca 2006 r.
|