|
Warto mieć takiego sojusznika jak
Polska
WŁADYSŁAW BARTOSZEWSKI
Przemówienie w dniu 1 sierpnia 2004
Rzeczpospolita, 2 sierpnia 2004
Wcale nie taję, że uważam za wydarzenie
niezwykłe to dzisiejsze spotkanie, za wydarzenie niezwykłe
w życiu naszego miasta, naszego kraju, ale i może w życiu
Europy idącej ku lepszemu zrozumieniu się.
Drodzy państwo, myślę, że jako jedyny
dotychczas z mówców, który był uczestnikiem Powstania Warszawskiego,
mam prawo wysnuć tu kilka refleksji. Jaka jest kondycja Polaków?
Myślę, że cechowała ich wtedy, a myślę, że i do dziś, miłość
ojczyzny, wiara w Polskę, ale i wiara w sprawiedliwość dziejową,
wiara w sens dziejów, wiara w opiekę Bożą i bardzo długa i
konsekwentna historyczna pamięć. To nam pomagało, to nas niejednokrotnie
wspomagało.
Do naszych cech należy wierność w sojuszach,
od Tadeusza Kościuszki do dowódców frontów w drugiej wojnie
światowej walczących pod zwierzchnictwem Zjednoczonego Królestwa,
Commonwealthu czy sił Stanów Zjednoczonych. Ta wierność w
sojuszach jest dla nas rzeczą oczywistą i jest dla nas rzeczą
piękną, ale oczywistą, że jest wśród nas sekretarz stanu Stanów
Zjednoczonych, jest też rzeczą piękną, ale oczywistą, że jest
wśród nas wysoki przedstawiciel rządu Zjednoczonego Królestwa.
Ja pozwolę sobie na małą refleksję, ja sam, tak jak my wszyscy
uczestnicy powstania, otrzymywałem stopnie wojskowe i odznaczenia
wtedy, kiedy Polska była aliantem, kiedy Armia Krajowa była
armią aliancką, a na czele sił w Europie, wtedy prowadzących
operacje owocne w zachodniej części naszego kontynentu, stał
gen. Eisenhower. Tak więc mogę o sobie powiedzieć, że jestem
porucznikiem Armii Krajowej, ale jestem pośrednio porucznikiem
od Eisenhowera, panie sekretarzu stanu Colinie Powell.
I tak może o sobie powiedzieć każda ówczesna dziewczyna i
chłopak, którzy otrzymywali stopnie wojskowe albo awanse we
wspólnej walce o wspólną sprawę. Wierność w sojuszach to piękna
rzecz, miłość ojczyzny to bardzo trudna rzecz. Podnosili tu
nasi drodzy goście tę starą polską zasadę o walce o wolność
waszą i naszą. Tak, to jest bardzo trudna do realizacji zasada,
ale rzeczywiście realizowana od wieku XVIII aż do ostatnich
lat. Długa historyczna droga - ale właśnie ta historyczna
pamięć każe mi w szczególny sposób odnieść się do obecności
i wypowiedzi tutaj pana kanclerza Republiki Federalnej Niemiec.
Myślę, że nie jest tylko paradoksem historii, ale jest owocem
naszego otwartego, chrześcijańskiego, europejskiego, polskiego
myślenia, że były więzień Oświęcimia, były żołnierz i oficer
Armii Krajowej, były uczestnik Powstania Warszawskiego i były
współorganizator akcji pomocy ginącym Żydom, obywatel honorowy
Państwa Izrael od około 40 lat ubiegał się o porozumienie
polsko-niemieckie i niemiecko-polskie - w mojej skromnej osobie.
Nie robiłem tego z pewnością dla siebie, tylko z myślą o Polsce,
ale o obu naszych narodach. Dane mi było żyć 7 lat w Niemczech,
wykładałem na uniwersytetach niemieckich. Do moich ulubionych
bohaterów czasów najnowszych należało rodzeństwo Scholl i
inni młodzi ludzie naszego pokolenia, tak, tego samego pokolenia,
z którego byliśmy wszyscy w AK, którzy zginęli za to, że chcieli,
aby Niemcy były europejskie, moralne, chrześcijańskie, szlachetne,
jako patrioci swojego kraju. Za to zginęli. I za to należy
się im pamięć, że potrafili się oprzeć tyranii, będąc Niemcami,
tak jak się należy pamięć Polakom, że potrafili się oprzeć
tyranii niemieckiej i stalinowskiej i przetrwali wszystkie
lata próby w duchu tych samych ideałów przysięgi i wierności
złożonej kiedyś. Złożonej w intencji nieugiętej walki o niepodległość.
Toteż dzisiejsze wystąpienie pana kanclerza Republiki Federalnej
Niemiec wpisuje się dla mnie w rząd kilku bardzo ważnych wydarzeń,
w rząd wydarzeń, które zapoczątkowała wizyta Willy'ego Brandta
w grudniu 1970 r. i jego oddanie hołdu pamięci ofiar, bohaterów
i męczenników getta warszawskiego.
Następnym aktem, bardzo ważnym, były wypowiedzi pogłębione,
historyczne Richarda von Weizseckera w maju 1985 r. o tym,
czy koniec wojny był zwycięstwem, czy klęską, nieszczęściem
czy wyzwoleniem, i dla kogo był wyzwoleniem, a dla kogo nieszczęściem.
W ten rząd wpisuje się w zupełnie niezapomniane spotkanie
w Krzyżowej ówczesnego kanclerza Niemiec i ówczesnego premiera
Polski 1989 r. W ten rząd wpisuje się niezmiernie godna i
odważna wypowiedź prezydenta Romana Herzoga 1 sierpnia 1994
r., który jako pierwszy Niemiec powiedział jawnie i publicznie,
że wstydzi się za to, co Niemcy zrobili Polakom. Prosi Polaków
o wybaczenie wobec kombatantów Powstania Warszawskiego. Te
słowa pozostały niezapomniane. My nie potrzebujemy więcej.
My potrzebujemy logicznych wniosków z tego oświadczenia i
te logiczne wnioski zaprezentował nam dzisiaj kanclerz Niemiec,
przedstawiciel naszego największego tu sąsiada, naszego sojusznika
w sojuszu północnoatlantyckim i w Unii Europejskiej. Kanclerz
Niemiec dostrzegł wielkość historycznych elementów, które
złożyły się na współczesność, i kanclerz Niemiec dokonał rzutu
oka w przyszłość. Oto nam właśnie chodzi, aby demony przeszłości
nie utrudniały narodowi niemieckiemu i polskiemu, nie rządom,
ale ludziom, obywatelom, młodzieży bezpośredniego kontaktu.
Aby nie szerzyć nieodpowiedzialnych lęków, aby nie stymulować
obłąkanych, nigdy nienauczonych niczego, skrajnych ludzi,
gdziekolwiek by oni byli, jakkolwiek by się nazywali, jakiekolwiek
organizacje by reprezentowali, ale nie państwa i nie narody.
My wierzymy w zapewnienia pana kanclerza federalnego, trzymamy
go za słowo, jako kanclerza potężnego europejskiego państwa,
i myślimy, że te słowa w tym łańcuchu wydarzeń przyczynią
się do budowy nie tylko dobrych stosunków, bo są dobre, nie
tylko przyjaznych, bo są po ludzku przyjazne, ale stosunków,
które będą jeszcze bliższe niż dzisiejsze stosunki niemiecko-francuskie.
Kiedyś zażartowałem wobec mego kolegi ministra spraw zagranicznych
Francji, powiedziałem: Polska jest sojusznikiem godnym posiadania,
gdy wszyscy opuścili Napoleona, została przy nim tylko pani
Walewska.
Myślę, że w wymiarze poważnych spraw,
które nas tu dzisiaj łączą, mogę przypomnieć: warto mieć takiego
sojusznika jak Polska. Wiedzą o tym nie tylko żołnierze Bundeswehry
ćwiczącej na poligonie na Pomorzu Zachodnim z polskimi żołnierzami,
wiedzą o tym wszyscy ludzie, którzy ufali Polakom, chcieli
z nimi współżyć, wyciągali do nich rękę uczciwie, szczerze,
nie obłudnie i którzy nie żyli w kłamstwie, lecz w prawdzie.
Bo pojednanie możliwe jest tylko w prawdzie, w pełnej prawdzie
o historii. Tę prawdę wypowiedział Roman Herzog 10 lat temu,
za co jesteśmy mu wdzięczni. Tę prawdę wypowiedział dzisiaj
kanclerz Republiki Federalnej Niemiec w obliczu naszych wiecznych
przyjaciół - Amerykanów i Anglików. To ma dla nas bardzo wielkie
znaczenie. Może jesteśmy naiwni, ale warto czasami zaryzykować.
-
|