|
Kontrowersje i polemiki wokół Jedwabnego
antologia w języku angielskim
ANNA CIEŃCIAŁA
Przegląd Polski , 20 sierpnia 2004
www.dziennik.com/przeglad
W swej książce Sąsiedzi: historia zagłady
żydowskiego miasteczka (Wyd. Pogranicze, Sejny, maj 2000,
125 stron plus fotografie), Jan Tomasz Gross oskarżył - głównie
na podstawie relacji Szmula Wasersztejna (1945) - polską połowę
mieszkańców miasteczka Jedwabne (woj. białostockie, pow. łomżyński)
o wymordowanie 10 lipca 1941 r. drugiej połowy, żydowskiej,
liczącej jakoby 1600 osób. Książka ta wywołała bardzo żywą,
często dramatyczną dyskusję w prasie polskiej. Zaznaczyły
się w niej trzy główne nurty: 1) przyjęcie do wiadomości,
że masakry dokonali Polacy, choć często z podkreśleniem czynnika
współpracy Żydów z okupantem sowieckim, jak też wątpliwości
co do metodologii Grossa (uznania relacji osobistej za źródło
niewymagające potwierdzenia); 2) całkowite odrzucenie aktywnej
roli miejscowej ludności polskiej i obarczenie zbrodnią -
jak to było dotychczas - Niemców; 3) twierdzenie, że jeśli
Polacy rzeczywiście mordowali tam Żydów, to byli do tego zmuszeni
przez Niemców. W najgorętszym okresie dyskusji ukazywało się
powyżej stu tekstów na miesiąc, ale po wygłoszeniu mowy przez
prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego 10 lipca 2001 r., w 60.
rocznicę zbrodni w Jedwabnem, w której prosił o wybaczenie,
temat zaczął schodzić z łam prasy, choć nie z pola widzenia
naukowców.
Książka Grossa ukazała się też w języku
angielskim pt. Neighbors. The Destruction of the Jewish Community
in Jedwabne, Poland (Princeton University, 2001 r.; przedruk,
Penguin, 2002 r.) i stała się wykładnią dla większości osób
zamieszkałych poza granicami Polski, które interesują się
zagładą Żydów (holocaustem). Aczkolwiek autor przyznaje, że
masakra odbyła się za pozwoleniem Niemców, a bez ich przybycia
w te strony na początku wojny niemiecko-sowieckiej nie miałaby
w ogóle miejsca, to większość czytelników postrzega ją teraz
za objaw ludobójczego polskiego antysemityzmu. Gross co prawda
pisze, iż zbrodnię można przypisywać tylko poszczególnym osobom,
ale za to wyraźnie sugeruje, że Polacy powinni uznać tego
rodzaju antysemityzm za część składową swej narodowej tożsamości.
Dobrze więc, że ukazał się po angielsku wybór artykułów z
prasy polskiej pt. The Neighbors Respond. The Controversy
over the Jedwabne Massacre in Poland (Princeton and Oxford,
2004 r.). Zbiór przedstawia opinie i uwagi wyrażane w prasie
lub czasopismach polskich w latach 2000-03. Liczącą 489 stron
książkę zredagowali znany historyk Polski i polskich Żydów
Antoni Polonsky, który kieruje katedrą studiów nad zagładą
Żydów w Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie i na uniwersytecie
Brandeis, oraz dr Joanną Michlic z tegoż uniwersytetu. Zbiór
składa się z siedmiu części, każda jest opatrzona naukowym
wprowadzeniem i przypisami, a na końcu każdego artykułu lub
dyskusji zbiorowej umieszczono notatki biograficzne. Części
są następujące: I. Początkowe reportaże; II. Rozważania moralne;
III. Wypowiedzi oficjalne; IV. Dyskusja w Kościele katolickim;
V. Głosy mieszkańców Jedwabnego; VI. Pamięć i metodologia:
dyskusje historyków; VII. Dyskusja poza granicami Polski.
Ponadto książkę uzupełniają chronologia wydarzeń, notatki
objaśniające oraz indeks. Spora część tłumaczeń na język angielski
pochodzi z pracy wydanej pod redakcją Zbigniewa Nosowskiego
pt. Thou Shalt Not Kill: Poles on Jewabne (Więź, Warszawa
2001).
W krótkiej recenzji nie sposób nawet wyliczyć tytuły wszystkich
tekstów, zostaną więc omówione wybiórczo. W części I warto
wyróżnić reportaż Andrzeja Kaczyńskiego, który jeszcze przed
ukazaniem się książki Grossa - ale już po wykładzie tegoż
w American University i rozpoczęciu dyskusji w internecie
- przeprowadził wywiady z mieszkańcami Jedwabnego. Ci, po
wstępnej odmowie powiedzenia czegokolwiek, na ogół potwierdzili
relacje Żydów. Autor wnikliwie analizuje żydowskie i polskie
wersje masakry i wymienia artykuły, które się ukazały na ten
temat przed rokiem 2000 (Rzeczpospolita, 5 maja 2000; Polonsky/Michlic,
str. 50-59). Najciekawszy jest wszakże wywiad znanej dziennikarki
Anny Bikont z trzema braćmi Laudańskimi, Kazimierzem, Zygmuntem
i Jerzym, teraz zamieszkałymi w Piszu (Gazeta Wyborcza, 23
marca 2001, Polonsky/Michlic w cz. VI, str. 267-303). Wiadomo,
że według świadków Zygmunt i Jerzy brali czynny udział w zagładzie
Żydów jedwabieńskich, że zostali skazani za współpracę z Niemcami
oraz odbyli (skrócone) kary. Najstarszy Kazimierz (ur. w 1921
r.), którego akurat w Jedwabnem tego dnia nie było, mówi,
że los Żydów był przesądzony, bo Niemcy by ich i tak zamordowali,
wobec czego zagłada w Jedwabnem to "mała sprawa",
którą teraz jacyś ludzie próbują przypiąć jego braciom (str.
259). Zygmunt przyznaje, że podczas okupacji sowieckiej napisał
list do Stalina chwaląc dyktatora sowieckiego, ale mówi, że
w innej sytuacji napisałby taki sam list do Hitlera (str.
268.) Nic ująć, nic dodać.
Na początku części II redaktorzy słusznie umieścili wyjątki
z artykułu znanej pisarki Zofii Kossak-Szczuckiej w piśmie
Prawda. Pismo Frontu Odrodzenia Polski z maja 1942 r. (Jest
on mniej znany niż jej Protest z sierpnia tegoż roku.) Pisarka
- nie ukrywając swego negatywnego stanowiska wobec Żydów oraz
przekonania, że większość z nich powinna po wojnie wyemigrować
z Polski - potępia tu bestialstwo niemieckiego okupanta. Potępia
też Polaków mówiących, że Żydzi sami zasłużyli sobie na swój
los lub też twierdzących, że Niemcy oddają Polakom przysługę
mordując Żydów. Według niej tacy ludzie nie zasługują na miano
katolików. Jej zdaniem Polacy, chociaż zmuszeni do pasywności
wobec terroru niemieckiego, muszą zdać sobie sprawę z tragedii
rozgrywającej się na ich oczach, a więc zająć wobec niej stanowisko
jako katolicy i jako Polacy. (Notatka biograficzna wspomina
o jej poglądach, jak też o jej udziale w ratowaniu Żydów,
o tym, że była współzałożycielką Żegoty oraz że została uwięziona
w Oświęcimiu od jesieni 1943 to lipca 1944 r.). Dziennikarz,
historyk i wieloletni dyrektor polskiej sekcji Radia Wolna
Europa w latach "zimnej wojny" Jan Nowak-Jeziorański
pisze o konieczności przyznania się do winy oraz odbycia pokuty,
ale potwierdza część wypowiedzi Kossak-Szczuckiej. Twierdzi,
że Polaków można by oskarżyć o obojętność wobec losu Żydów,
gdyby nie to, że byli bezbronnymi "świadkami żyjącymi
w stałej obawie o życie swoje oraz swych rodzin (Rzeczpospolita,
26 stycznia 2001, Polonsky/Michlic, str. 88-92.). Istotnie
oskarżenie tak często wysuwane pod adresem ówczesnych Polaków,
tzn. o obojętność wobec zagłady ich żydowskich współobywateli,
rzadko kiedy uwzględnia wszechobecny terror niemiecki.
Z braku miejsca muszę pominąć część III, tj. wypowiedzi oficjalne
(premiera Jerzego Buzka z kwietnia 2001 r.; Władysława Bartoszewskiego
w Muzeum Holocaustu, Waszyngton, z 5 kwietnia 2001 r.; prezydenta
Aleksandra Kwaśniewskiego w Jedwabnem z 10 lipca 2001 r.;
oświadczenie prokuratora Radosława Ignatiewa z dn. 9 lipca
2002 r. o wynikach śledztwa w sprawie Jedwabnego oraz wywiad
Piotra Lipińskiego z prof. Andrzejem Rzeplińskim z Instytutu
Pamięci Narodowej nt. jego badań nad dokumentami spawy karnej
oskarżonych tuż po wojnie o współpracę z Niemcami, a w tym
o udział w masakrze Żydów w Jedwabnem). Muszę też pominąć
część IV: dyskusje wewnątrz Kościoła katolickiego i część
V: głosy mieszkańców Jedwabnego. Najważniejsza według redaktorów,
a więc najdłuższa, bo zajmująca prawie 200 stron, jest cz.
VI: dyskusje historyków.
Prof. Tomasz Szymborski podkreśla kolaborację Żydów z okupantem
sowieckim w latach 1939-41 jako ważny czynnik w stanowisku
Polaków wobec nich w lecie 1941 r. (Rzeczpospolita, 27 stycznia
2001 r., Polonsky/Michlic, str. 220-236), lecz prof. Jerzy
Jedlicki nawołuje do zmierzenia się z kłopotliwą przeszłością
narodową na wzór Niemców i Francuzów (Polityka, 10 lutego
2001 r., Polonsky/Michlic, str. 237-246). Należy jednak podkreślić,
że wielu Niemców odrzuca teraz rolę zbrodniarzy wojennych
podkreślając, że oni też byli ofiarami wojny. W dyskusji okrągłego
stołu z marca 2001 r. wzięli udział historycy, prawnicy i
dziennikarze: Jan Tomasz Gross, Tomasz Strzembosz, Andrzej
Żbikowski, Paweł Machcewicz, Radosław Ignatiew oraz Andrzej
Kaczyński (Rzeczpospolita, 3 marca 2001 r., Polonsky/Michlic,
str. 237-236). Jest też ostra krytyka książki Grossa ze strony
historyka niemieckiego polskiego pochodzenia Bogdana Musiała
i nawet ostrzejsza odpowiedź autora (artykuły napisane do
The Neighbors Reply, str. 304-43, 344-370). Oprócz tego mamy
ciekawy wywiad z profesorem Tomaszem Szarotą, autorem m.in.
bardzo cennej pracy na temat zajść antyżydowskich w Polsce
oraz innych krajach okupowanych przez Niemców przed holocaustem
pt. U progu zagłady (Warszawa, 2000 r.).
Najbardziej zrównoważone, a więc i przekonujące są wywody
historyka Dariusza Stoły pt. Jedwabne. How was it Possible?
(Rzeczpospolita, 1-2 czerwca 2001 r., Polonsky/Michlic, str.
386-402). Stoła (autor m.in. monografii o Ignacym Szwarcbarcie,
członku Rady Narodowej przy rządzie RP podczas II wojny światowej)
wykazuje, że zagłada Żydów w Jedwabnym nie była "spontaniczną
akcją" motłochu, jak twierdzi Szmul Wasersztejn, a za
nim Gross. Przeciwnie, była akcją szczegółowo zaplanowaną,
co widać z rozdziału ról na:
a) tych, co pilnowali Żydów spędzonych na rynku;
b) tych, co bili i mordowali poszczególnych Żydów w innych
miejscach;
c) tych, co zmusili najsilniejszych Żydów do niesienia pomnika
Lenina na miejsce stracenia, po czym ich zamordowali i wraz
z rozbitym pomnikiem pogrzebali w stodole Bronisława Leszyńskiego;
d) tych, którzy (według niektórych relacji z asystą kilku
uzbrojonych Niemców) poprowadzili kilkuset Żydów - mężczyzn,
kobiet i dzieci - do tejże stodoły;
e) tych, którzy, według Szmula Wasersztejna oraz innych świadków,
stodołę oblali naftą i podpalili.
Stoła pisze, że z braku źródeł nie można ustalić, dlaczego
mieszkańcy Jedwabnego pasywnie przyglądali się tej całej tragedii,
ale wiadomo, że pasywność w obliczu holocaustu odnotowano
w większości krajów okupowanych przez Niemców. Warto przytoczyć
tu kilka słów weterana powstania w getcie warszawskim z 1943
r., historyka Izraela Gutmana. W swej przedmowie do hebrajskiego
wydania Sąsiadów pisze on, że ówczesna polska percepcja Żydów
jako obcego, wrogiego i niepożądanego elementu w Polsce była
jednym z czynników tragedii w Jedwabnem oraz że "antysemityzm
bez Żydów" też całkiem w dzisiejszej Polsce nie zanikł.
Mimo tego twierdzi, że nie należy postrzegać Polaków jako
naród antysemitów. Tu Gutman podkreśla, że Polska liczy sobie
więcej Sprawiedliwych wśród Narodów wiata niż inne narody
i to mimo tego, że ratujący Żydów lub im pomagający ryzykowali
nie tylko swoje życie, ale też życie swoich rodzin. Tak więc,
pisze Gutman, chociaż Polacy zdołali wyratować z zagłady tylko
l procent polskich Żydów, to jednak sam akt ratowania w takich
warunkach jest promieniem światła i nadziei, który podtrzymuje
wiarę w ludzkość w tak barbarzyńskich czasach (Polonsky/Michlic,
str. 419-420). Chociaż - z wyjątkiem głównych oprawców - roli
antysemityzmu w zbrodni jedwabieńskiej nie sposób ustalić,
to Gutmanowi należy podziękować za uznanie, że Polacy nie
są narodem antysemitów. Prof. Polonsky'emu i dr Michlic z
kolei należy pogratulować wyważonego i naukowo przygotowanego
zbioru głosów z dyskusji polskiej nt. Jedwabnego w języku
angielskim, który powinien pozytywnie wpłynąć na studia nad
holocaustem.
Na koniec parę uwag o bardzo ważnej polskiej publikacji o
zagładzie Żydów w Jedwabnem, jak też w innych miejscowościach
woj. białostockiego w lecie 1941 r . Wiele nowych danych,
jak i sprostowań zawiera obszerna, dwutomowa praca pt. Wokół
Jedwabnego wydana przez Instytut Pamięci Narodowej (IPN) w
listopadzie 2002 r., zredagowana przez historyków Pawła Machcewicza
i Krzysztofa Persaka. Dowiadujemy się z niej m.in., że w 1931
r., jak też w 1937 r. 60% ludności Jedwabnego stanowili etniczni
Polacy, a nie Żydzi, jak twierdzi Gross. Oprócz tego, w lipcu
1941 r. mieszkało tam nie 1600 lecz ok. 500-700 Żydów. Istotnie
częściowa ekshumacja szczątków w 2001 r. wskazuje na ok. 300-400
osób spalonych w stodole, przy czym wiadomo, że uratowało
się ok. 100-200 osób (samego Wasersztejna wraz z sześcioma
innymi Żydami uratowała rodzina Wyrzykowskich). Na podstawie
danych zebranych przez IPN nie można ustalić, czy to Niemcy,
czy też Polacy podpalili stodołę. Wiadomo jednak, że podobnie
wyreżyserowane masakry odbyły się w tym czasie pod nadzorem
Niemców w 22 miejscowościach woj. białostockiego, z tym że
w niektórych mordowali Niemcy, a w innych Niemcy wraz z Polakami.
Strategią niemiecką było organizowanie zagłady Żydów, wykorzystując
do tego w miarę możliwości mieszkańców tych ziem. Tak więc
3 lipca 1941 r. w pobliskim Radziłowie przebywał oficer policyjnej
podgrupy do zadań specjalnych Hermann Schaper, który najprawdopodobniej
zorganizował też masakrę Żydów w Wąsoszu i Jedwabnem. Mimo
wielu poszlak wskazujących na niego został on z braku bezpośrednich
dowodów - o co Niemcy na rozkaz szefa gestapo Reinharda Heydricha
bardzo dbali - uniewinniony w latach 60. przez sądy zachodnioniemieckie.
Natomiast historykowi przepytującemu go z ramienia IPN (Edmund
Dmitrów) bardzo już stary Schaper powiedział, że był ze swoją
grupą w okolicy, ale do masakry w Jedwabnem się nie przyznał
(patrz: Anna M. Cienciała, "The Jedwabne Massacre: Update
and Review", The Polish Review, vol. 48, no. 1, 2003,
str. 49-72; poprawki niektórych błędów na ostatniej stronie
nr. 4 pt. "Corrigenda").
Miejmy nadzieje, że Wokół Jedwabnego zostanie przetłumaczone,
choćby w skróconej wersji, na język angielski.
|