|
GRANICE RAJÓW
TYGODNIK POWSZECHNY
28 LUTEGO 2003
"Obcy": pierwsza dyskusja
z cyklu "Cztery strony nieba" - KS. ADAM BONIECKI,
imam SELIM CHAZBIJEWICZ, dr PIOTR KŁODKOWSKI, rabin MICHAEL SCHUDRICH, dyskusję prowadzi Marek Zając
"Człowiek, który postępuje moralnie,
nawet ateista, ma wstęp do raju. Tylko Bóg decyduje, kto zostanie
zbawiony. Ten, kto studiował i zrozumiał Biblię, ma oczywiście
większą szansę być moralnym, ale na tym kończy się jego przewaga."
DEBATA
MAREK ZAJĄC: - Jakie warunki musi
spełnić chrześcijanin, by trafić do muzułmańskiego raju?
SELIM CHAZBIJEWICZ: - Raj jest jeden
i Bóg jest jeden. Różne są natomiast formy czczenia Stwórcy,
a w związku z tym - wyobrażenia raju. Chrześcijanie i Żydzi,
którzy są pobożni i wypełniają nakazy własnej religii, będą
zbawieni.
MAREK ZAJĄC: - A ateiści?
SELIM CHAZBIJEWICZ: - Ateiści nie wejdą do raju.
MAREK ZAJĄC: - A wyznawcy innych niż chrześcijaństwo i judaizm
religii?
SELIM CHAZBIJEWICZ: - Religie politeistyczne, podobnie jak
ateiści, nie mają wstępu do raju. Jednak zdaniem teologów
muzułmańskich piekło zostanie zniszczone po oczyszczeniu ostatnich
grzeszników. A więc każdy ma jakąś szansę... Jeden z największych
filozofów muzułmańskich, wielki mistyk sufi Ibn al-Arabi twierdził,
że tyle jest dróg do Boga, ile dusz ludzkich.
"Cokolwiek uczyniliście..."
MAREK ZAJĄC: - A jak wygląda kwestia zbawienia wyznawców
innych religii w judaizmie i chrześcijaństwie?
MICHAEL SCHUDRICH: - Człowiek, który postępuje moralnie,
nawet ateista, ma wstęp do raju. Tylko Bóg decyduje, kto zostanie
zbawiony. Ten, kto studiował i zrozumiał Biblię, ma oczywiście
większą szansę być moralnym, ale na tym kończy się jego przewaga.
W ogóle w tradycji żydowskiej głównym celem życia nie jest
wejście do raju, ale bycie człowiekiem dobrym tu i teraz.
KS. ADAM BONIECKI: - W chrześcijaństwie mamy dwie wizje:
św. Jana i Pawła. Jan zapowiada, że kiedyś prawdziwi czciciele
"będą czcili nie w świątyni, ale w duchu i prawdzie".
Życie, światło i miłość - te trzy elementy są jego zdaniem
drogą do zbawienia. Taka immanentna wizja napawa wielu teologów
przerażeniem. Z kolei Paweł uczynił chrześcijaństwo uniwersalnym,
wyrywając go z kręgu judeo-chrześcijan. Ale uważał, że do
zbawienia niezbędny jest chrzest. I przez wieki w Kościele
dominowała jego wizja: już nie jesteście obcymi, Żydami, Grekami
czy poganami, wszyscy jesteśmy we wspólnym domu - ale przez
chrzest.
Z drugiej strony powoli kiełkowało przekonanie o powszechnym
zbawieniu. Wreszcie Sobór Watykański II stwierdził, że prawda
i łaska są obecne u narodów, u pogan, u nie-chrześcijan dzięki
ukrytej obecności Stwórcy - to tzw. "anonimowe chrześcijaństwo".
Kościołowi nie wolno niszczyć tych śladów Boga u nie-chrześcijan,
ale ma je odkryć i w efekcie ochrzcić. Na owe czasy takie
myślenie było sporym krokiem naprzód, choć Kościół nie ośmielił
się jeszcze nazwać innych religii drogami do zbawienia. Istotna
była też nauka o kręgach zbawienia: wszyscy się zbawiamy w
Kościele, ale do Kościoła - według Soboru - należą także ci,
którzy nie z własnej winy nie poznali Chrystusa, ale szukają
prawdy i idą za głosem sumienia. Dziś pytamy już, czy inne
religie nie są czymś więcej niż tylko śladami ukrytej obecności
Boga? Bo Bóg nie jest ograniczony ani sakramentami, ani instytucją
Kościoła - potrafi dotrzeć do każdego i zbawić go przez Chrystusa.
Na koniec warto przypomnieć wizję sądu ostatecznego z Ewangelii.
Jezus mówi: "Pójdźcie sprawiedliwi, bo byłem głodny,
nagi, a wyście mnie nakarmili, odziali". Oni dziwią się:
"Nigdy Cię nie widzieliśmy, w ogóle Cię nie znamy".
A On tłumaczy: "Nic nie szkodzi. Cokolwiek uczyniliście
jednemu z tych najmniejszych, mnieście uczynili". Po
tylu wiekach coraz odważniej odczytujemy ten obraz.
PIOTR KŁODKOWSKI: - Gdy schodzimy do konkretów, okazuje się,
że te zapewnienia o tolerancji i dialogu są często puste.
Problem w tym, że tu, na ziemi, mamy nauczycieli, którzy decydują,
kto ma być zbawiony. Ten sam człowiek jest dla jednych heretykiem,
dla innych - mistrzem duchowym. Ktoś musi mówić wiernym, jak
postępować, a to rodzi wielkie emocje i spory, czasem prowadzi
nawet do rozlewu krwi. Niestety, koncepcje zbawienia mają
często po prostu przełożenie polityczne.
SELIM CHAZBIJEWICZ: - Islam wyznaje ponad miliard ludzi,
zatem religia ta nie może być monolitem. Prorok Muhammad -
tu każdy muzułmanin winien dodać: "Niech będzie pokój
z Nim i Jego następcami" - mówił, że islam rozpadnie
się na 99 sekt. I miał rację. Obecnie na świecie dominują
dwa zwalczające się nurty interpretacji Koranu: fundamentalizm
i modernizm. Modernizm powstał w II połowie XIX wieku w krajach
islamskich i Rosji. Jego przejawem są m.in. reformy w Turcji.
Moderniści są atakowani przez fundamentalistów jako zdrajcy
i heretycy, bo głoszą, że można pogodzić europejską tradycję
intelektualną, duchową i filozoficzną z islamską; że Żydzi
i muzułmanie winni żyć w zgodzie. Niestety, media mówią wyłącznie
o fundamentalizmie, o modernizmie mało kto pamięta.
W oczekiwaniu na Mesjasza
MAREK ZAJĄC: - Bramy do trzech rajów są dosyć szeroko otwarte
dla "obcych", ale chyba jest tak, że chrześcijanin,
muzułmanin czy Żyd uważają, że są bliżej prawdy niż wyznawcy
innych religii?
MICHAEL SCHUDRICH: - Czy celem życia jest poznanie prawdy?
W tradycji żydowskiej ważniejsze jest bycie dobrym dla innych
- w ten sposób można znaleźć się bliżej Boga. Nikt nie posiada
całej prawdy. Każdy mądry człowiek może mnie czegoś nauczyć.
Oczywiście, nie zgadzam się ze wszystkimi naukami innych religii.
Ale zgadzam się, że jest jeden Bóg i że trzeba postępować
moralnie. Inaczej mówiąc, dla mnie ważne jest, czy religia
pomaga człowiekowi stać się lepszym i zbliżyć do Boga.
SELIM CHAZBIJEWICZ: - Religia, aby istnieć, musi zakładać,
że prawda objawienia leży właśnie w niej. Pytanie brzmi tylko,
czy uznajemy prawo innych do wyznawania odrębnej wiary? Z
jednej strony muzułmanie twierdzą, że prawda jest w islamie,
bo inaczej nie byliby muzułmanami. Nasze credo brzmi: "Jeden
jest Bóg, Muhammad jest Jego wysłannikiem". Z drugiej
strony Bóg mówi w Koranie: "Gdybym chciał, uczyniłbym
jedną religię, ale stworzyłem ich wiele, po to, aby wypróbować
ludzi". Może wielość religii jest próbą dla człowieka?
Choć Koran kategorycznie mówi o wyłączności islamu w kwestiach
prawdy, to jednocześnie Bóg mówi do nas, muzułmanów, że Żydzi
i chrześcijanie są naszymi braćmi. Mamy z nimi współpracować
w wymiarze religijnym i unikać sporów.
KS. ADAM BONIECKI: - Żydowski filozof Martin Buber powiedział
kiedyś na wykładzie dla księży: "Wy czekacie na drugie
przyjście Mesjasza, a my - na pierwsze. Czekajmy razem. Jak
przyjdzie, zapytamy, kto miał rację. A jeżeli będę gdzieś
blisko, to poproszę Go: "Na litość Boską, tylko nie odpowiadaj!"".
Chrześcijanin wie, że nie ma wyłączności na prawdę. Z drugiej
strony wierzy, że objawiona przez Chrystusa prawda o Bogu
i człowieku jest najpełniejsza. Stosunek do innych ujęć prawdy
o Stwórcy wyraża się dziś nie tyle w oficjalnych dokumentach,
co w gestach Kościoła. Przełomem był dwukrotnie zorganizowany
przez Jana Pawła II międzyreligijny dzień modlitw o pokój
w Asyżu. Dotychczas katolicy, gdy dopadli innowiercę, albo
z nim prowadzili dysputy, albo go nawracali. Tym razem Kościół
zachował się inaczej. Wielu ludzi w Watykanie zgrzytało zębami,
co ten Papież wyrabia!
Abraham, Palestyna, Izrael
MAREK ZAJĄC: - Czy jest możliwe, że ten sam Bóg podyktował
i Biblię, i Koran?
PIOTR KŁODKOWSKI: - Kiedyś rozmawiałem z pewnym Holendrem
o wydarzeniach po 11 września, o potrzebie dialogu. Nagle
mój znajomy oświadczył: "Albo chrześcijanie są szaleńcami,
albo Bóg jest nielogiczny. Jednym podyktował, aby wierzyli
w Jezusa, innym coś zupełnie innego. Albo jedna religia się
myli, albo Bóg jest przewrotny". Wszyscy słuchacze zaczęli
gwałtownie zaprzeczać, ale jakaś wątpliwość pozostała...
Co do wypowiedzi imama Chazbijewicza: gdy studiowałem w Pakistanie,
zorientowałem się, że islam ma faktycznie wiele twarzy. Byli
tam muzułmanie z całego świata, spierali się bez przerwy,
mieli tylko jeden wspólny dogmat: negatywny stosunek do państwa
Izrael. Czy kiedyś dojdzie do zbliżenia między judaizmem a
islamem? W nurcie modernistycznym pewnie tak, ale czy zmieni
to katastrofalną sytuację w Ziemi Świętej?
MAREK ZAJĄC: - Co zatem znaczy, że Żydzi, chrześcijanie i
muzułmanie są dziećmi Abrahama?
MICHAEL SCHUDRICH: - Odpowiedź jest prosta: jesteśmy dziećmi
Boga.
SELIM CHAZBIJEWICZ: - Jesteśmy dziećmi Boga jedynego, wyznajemy
Jego jedyność. W samym obrzędzie pielgrzymki do Mekki (hadż)
jest wiele rytuałów poświęconych tradycji Abrahama. Przy najświętszym
meczecie świata muzułmańskiego Al--Haram, gdzie stoi świątynia
Al-Kaba, jest tzw. "miejsce Abrahama" - pamiątka
tego, jak Hagar wygnana przez Abrahama biegała między wzgórzami
i szukała wody dla umierającego syna Izmaela. Muzułmanie powtarzają
jej bieg podczas hadżu. Przy samej świątyni Al-Kaba jest też
miejsce, gdzie według tradycji jest odciśnięta w piaskowcu
stopa Abrahama.
W tym biblijnym sensie możemy mówić, że Żydzi i Arabowie
są krewniakami. Na przestrzeni wieków konfliktów żydowsko--muzułmańskich
w zasadzie nie było, a w państwach islamskich Żydzi cieszyli
się szacunkiem i autonomią religijną. Dopiero pod koniec XIX
w. muzułmanie zaczęli inaczej traktować obecność Żydów w Palestynie.
Trzeba przełamać stereotyp negatywnego stosunku muzułmanów
do Izraela i szukać współpracy. Przywódca religijny polskich
muzułmanów w okresie międzywojennym, Jakub Szynkiewicz już
w 1930 r. w wywiadzie dla prasy żydowskiej w Palestynie przyznał
Żydom prawo do własnego państwa w Ziemi Świętej.
Islam, judaizm i chrześcijaństwo stały się z biegiem lat
cywilizacjami, związały się z systemami politycznymi. Pamiętajmy,
że w żadnym kraju muzułmańskim, z wyjątkiem Turcji i Pakistanu,
nie ma demokracji, rządy oparte są na mniejszej lub większej
dyktaturze. Jeden z ojców-założycieli muzułmańskiego fundamentalizmu
- galicyjski Żyd Leopold Weiss, który przeszedł na islam,
napisał książkę pod tytułem: "Islam na rozdrożu".
To prawda: pewne elementy tradycji muzułmanie muszą dziś przewartościować.
Pojawiają się próby pojednania z Żydami - my, polscy muzułmanie,
chcielibyśmy taki dialog zainicjować. A nasze relacje z rabinem
Schudrichem świadczą, że lody są powoli przełamywane.
KS. ADAM BONIECKI: - Chrześcijanin może się uważać, jak Żyd
i Arab, za syna Abrahama, ale ojcostwo ma tu wymiar duchowy.
Patriarcha jest dla Kościoła punktem odniesienia w poszukiwaniu
elementów wspólnych z Żydami i muzułmanami. Dowodzi, że mówienie
o Żydach jako o "starszych braciach w wierze" nie
jest pustą dyplomacją.
Polscy muzułmanie: "towar eksportowy"
PIOTR KŁODKOWSKI: - Podczas studiów w Pakistanie mieszkałem
z dwoma muzułmanami z Indonezji. Pierwszy był fundamentalistą.
Drugi pracował i przyjaźnił się z chrześcijanami - wyznawał
pewną koncepcję modernizmu. Przez prawie dwa lata słuchałem
monologu obu stron. Ale przecież kiedyś jedna ze stron przeważy.
I być może Polska odegra tutaj znaczącą rolę. Naszym "towarem
eksportowym" są polscy muzułmanie - jako wzorzec muzułmańskiego
modernizmu. Doskonale funkcjonują w ramach jednej z europejskich
demokracji - dlaczego nie mieliby ich naśladować coraz liczniejsi
na Zachodzie współwyznawcy?
MAREK ZAJĄC: - Ale czym właściwie jest fundamentalizm? Przecież
pojawia się nie tylko w islamie i nie musi od razu prowadzić
do zamachów terrorystycznych. Gdzie leży granica między skrupulatnym
wypełnianiem nakazów religijnych a fundamentalizmem?
MICHAEL SCHUDRICH: - Fundamentalista nie chce słuchać innego
człowieka. Problem w tym, że ekstremiści są głośni, łatwo
przyciągają zainteresowanie. My, "ludzie środka",
jesteśmy czasem zbyt cicho.
SELIM CHAZBIJEWICZ: - Muzułmański fundamentalizm wynika z
faktu, że islam jest religią polityczną, społeczną. Wprawdzie
nie ma wskazówek Proroka co do budowy państwa islamskiego,
ale później pojawiły się opinie, że trzeba odtworzyć społeczną
strukturę z pierwszej gminy muzułmańskiej w Medynie, jeszcze
za życia Proroka. Współcześni fundamentaliści próbują odwoływać
się do tych wzorów, nie biorąc pod uwagę, że struktury społeczne
i polityczne ewoluują. Dziś najwięcej mówi się o wahhabickiej
interpretacji islamu, stworzonej przez teologa Muhammada Ibn
Abd al-Wahhaba. W Arabii Saudyjskiej jest to doktryna panująca.
Tyle że są też inne szkoły i to, co np. praktykujemy w Polsce,
jest dla Saudyjczyków herezją.
KS. ADAM BONIECKI: - W chrześcijaństwie
fundamentalizm nie zawsze był zjawiskiem negatywnym, wiązał
się z zachowaniem fundamentów wiary. Przecież Apostołowie
zamykali się w Wieczerniku ze strachu przed Żydami, nie mieli
zamiaru nikogo nauczać, chcieli zachować prawdę dla siebie.
I dopiero Duch Święty wyzwolił ich z lęku.
Kościół nie mówi na ogół o fundamentalizmie, ale integryzmie.
To postawa, oparta o bezwzględne zachowanie wąsko rozumianej
tożsamości wyznaniowej, odrzucenie ewolucji w rozumieniu praw
i norm instytucji religijnych. Integryści narzucają innym
- ich zdaniem - jedyną słuszną prawdę. Ten nurt był widoczny
w Kościele w epoce Oświecenia, gdy kler zaczął tracić wpływy
i na blisko dwa stulecia znalazł się w defensywie, oblężonej
twierdzy. Wtedy ogłoszono dogmat o nieomylności papieża i
"Syllabus" Piusa IX. Zwierano szeregi, donoszono
na siebie do Watykanu. Ludzie wyniesieni dziś na ołtarze byli
oskarżani o modernizm. Religia groźnie zbliżyła się do ideologii.
Dziś przykładem integryzmu jest Bractwo Kapłańskie św. Piusa
X założone przez abpa Lefebvre'a. Tendencje fundamentalistyczne
można wyśledzić też w "Naszym Dzienniku" i Radiu
Maryja.
MAREK ZAJĄC: - Po 11 września świat zastanawia się, czy w
ogóle można szukać porozumienia z fundamentalistami?
PIOTR KŁODKOWSKI: - Dziś fundamentalizm łączy się dość często
z nacjonalizmem. Taka jego odmiana występuje np. w judaizmie
i hinduizmie - w Indiach rządzi partia fundamentalistyczna.
Tymczasem niektórzy fundamentaliści islamscy uważają, że podział
wspólnoty wiernych na odrębne narody jest czymś złym. Są nieraz
jedyną opozycją wobec reżimów świeckich w krajach muzułmańskich.
O tym nie wolno zapominać.
Jasne, że musimy szukać porozumienia z fundamentalistami.
Przecież wojna to ostateczność. Ale próby dialogu muszą być
wsparte medialnym uderzeniem, propagowaniem pokojowego wzorca
współpracy. Przecież np. lansowana przez polskich wyznawców
islamu tolerancja nie jest wcale czymś oczywistym dla mieszkańca
Pakistanu czy Arabii Saudyjskiej. Dialog z fundamentalistami
będzie trudny, potrwa lata. Pozostaje uzbroić się w cierpliwość.
Ostentacja i znużenie
MAREK ZAJĄC: - Wspomnieliśmy o rosnącej liczbie muzułmanów
w Europie. Na ile mniejszość religijna czy narodowa musi przystosować
się do praw, które ustanowiła większość? Przykład: w Niemczech
debatowano, czy rytualne zarzynanie zwierząt przez rzeźników
tureckich nie jest sprzeczne z ochroną zwierząt.
MICHAEL SCHUDRICH: - Przez ostatnie dwa tysiące lat wyznawaliśmy
zasadę, że obowiązuje nas prawo kraju, w którym mieszkamy.
Oczywiście, nie wolno nam łamać nakazów religii. Ale przecież
można szukać kompromisu, czasem - przyznaję - nieco dziwnego:
w Szwajcarii rytualny ubój zwierząt zgodnie z regułami judaizmu
jest zakazany. Tamtejsi Żydzi importują więc koszerne mięso.
SELIM CHAZBIJEWICZ: - Muzułmanin powinien dążyć do tego, by
żyć w kraju islamskim, ale tego nakazu już się raczej nie
przestrzega. Prawo religijne mówi też, że muzułmanin powinien
się dostosować do praw kraju, w którym mieszka, o ile tamtejszy
rząd nie zmusza do odstępstwa od religii. Tatarzy z Wielkiego
Księstwa Litewskiego nie tylko akceptowali prawa Rzeczypospolitej,
ale też np. moi przodkowie byli dowódcami jednej z chorągwi.
Nie ma też stroju muzułmańskiego przepisanego prawem religijnym.
To, co oglądamy w telewizji, to arabskie stroje narodowe.
Przyznam jednak, że muzułmanie na Zachodzie traktują islam
z pewną ostentacją. Czasem przyjeżdżają do Polski i nieraz
dochodzi między nami do kłótni. To jest młodzież urodzona
w Wielkiej Brytanii, Niemczech i Francji, która została odrzucona
przez społeczeństwa zachodnie. Ci młodzi nie umieją już nawet
dobrze mówić po turecku czy arabsku. Powrót do tradycji rozumieją
w kategoriach czysto zewnętrznych, w ubiorach czy jedzeniu.
Oczywiście, tradycja jest ważna, ale nie musi być mechanicznie
odtwarzana, ona też ewoluuje. Niestety, wielu zdaje się nie
dostrzegać tej prawdy, dlatego rośnie niechęć i izolacja islamu
na Zachodzie. Ten mechanizm, samobójczo rozwijany przez niektórych
działaczy islamskich w Europie, prowadzi do dezintegracji
społeczeństwa muzułmańskiego i wcale nie służy interesom ani
muzułmańskim, ani państw, które udzieliły im gościny.
MAREK ZAJĄC: - Na koniec wybrane pytanie od publiczności.
Czy Oriana Fallaci nie ma racji, że toczy się wojna między
cywilizacją muzułmańską i chrześcijańską?
PIOTR KŁODKOWSKI: - Argumenty Fallaci nie
do końca są trafne. Utożsamia ona całą cywilizację islamu
z jednym tylko nurtem - fundamentalizmem, przy czym każdy
fundamentalista, według niej, to barbarzyńca, z którym nie
da się w ogóle prowadzić jakiegokolwiek dialogu. W takiej
sytuacji konflikt międzycywilizacyjny może wyglądać na nieuchronny.
Ale mnie się wydaje, że Fallaci zwraca uwagę przede wszystkim
na coś innego - na jakieś znużenie Europejczyków swoją religią
czy nawet tradycją, i to właśnie odróżnia ich od dynamicznych
i przejętych misją Amerykanów. Kto wie, czy owo kulturowe
zmęczenie nie będzie w przyszłości groźniejsze dla naszego
kontynentu niż możliwy, ale niekonieczny konflikt między cywilizacjami?
|