|
W 60. rocznice śmierci Brunona
Schulza
Meandry literackiej sławy
CZESLAW KARKOWSKI
Przegląd Polski
Międzynarodowa
kariera Brunona Schulza nie byłaby naturalnie możliwa bez
kariery krajowej. W okresie międzywojennym wysoko przez znawcow
ceniony pisarz funkcjonowal jednak raczej na obrzezu glownego
nurtu literackiego. Widziano w nim eksperymentatora artystycznego,
tworce takiego jak Witkacy czy Witold Gombrowicz. Interesowano
sie nimi bardziej z uwagi na aure sensacji czy skandalu, jaka
wokol nich sie tworzyla za sprawa krytykow, ktorzy z trudem
radzili sobie z ocena "dziwnej", "wizyjnej"
prozy, niz z uwagi na nowatorskie wartosci ich dziel. Zwlaszcza
Gombrowicz lubil prowokowac publicznosc literacka, od czego
nie stronil i Witkacy. W niektore gry literackie wciagali
oni Schulza, ktory - mimo ogromnej niesmialosci i oddalenia
od osrodkow zycia intelektualnego - niekiedy wdawal sie w
dyskusje i polemiki, krytyczne eskapady (jak na przyklad jego
dluga, pochwalna recenzja Ferdydurke).
Miedzynarodowej kariery nie zrobil:
krotki pobyt w Paryzu w 1938 r. nie przyniosl zadnych owocow
- nie nawiazal kontaktow, nie rozmawial z wydawcami. Przedtem
probowal zaistniec na niemieckim rynku czytelniczym w Austrii;
bez skutku. Takze szansa wydania Sklepow cynamonowych po wlosku
nie powiodla sie. Schulz byl niezaradny, mieszkal w prowincjonalnym
Drohobyczu, tymczasem w owczesnych warunkach tylko Warszawa
dawala mozliwosci wyplyniecia na szersze wody. Pisarz nie
mogl sie jednak zdobyc na przeprowadzke, nawet gdy juz w czasie
wojny podjeto dramatyczna probe sciagniecia go do stolicy,
co stwarzalo znacznie wieksze szanse przezycia. Schulz nie
mogl sie zdecydowac. Kosztowalo go to zycie.
Po wojnie o Schulzu bylo w PRL-u cicho.
Jego literatura, uwazana za "fantastyczna" albo
przynajmniej daleka od realizmu, nie nalezala do tworczosci
wpisujacej sie chocby w bardzo ogolnym sensie w stalinowski
program kulturalny. Dopiero odwilz polityczna pozwolila na
publikacje wpierw obu zbiorow opowiadan - Sklepow cynamonowych
i Sanatorium Pod Klepsydra, a potem w 1964 r. - calej jego
spuscizny literackiej, lacznie z ulotnymi tekstami publikowanymi
w prasie i zachowanymi listami.
Pierwszym niestrudzonym propagatorem
tworczosci Brunona Schulza byl wybitny krytyk Artur Sandauer.
On tez poprzedzil tom prozy pisarza przedmowa pt. Rzeczywistosc
zdegradowana. Byla to bledna interpretacja opowiadan z obu
zbiorow, niemniej przemozny autorytet Sandauera spowodowal,
ze na lata tekst ow wyznaczyl sposob rozumienia swiata przedstawionego
Schulzowskich opowiadan jako pelnego sil dehumanizujacych,
groznej rzeczywistosci alienacji i uprzedmiotowienia czlowieka.
Stad juz niedaleko bylo do potraktowania Sklepow cynamonowych
i Sanatorium Pod Klepsydra w kafkowskich kategoriach. Koronnym
argumentem za pokrewienstwem obu tworcow bylo czytanie Schulza
poprzez Przemiane Franza Kafki, gdzie bohater, Gregor Samsa,
zamienia sie w ogromnego karalucha. Ten sposob myslenia o
wplywie Kafki na proze Schulza wzmacniala i ta okolicznosc,
ze autor Sklepow cynamonowych firmowal swoim nazwiskiem przeklad
Procesu na jezyk polski. Takze bohaterowie opowiadan Schulza,
glownie ojciec, zmieniaja postac, przeksztalcajac sie a to
wlasnie w karalucha, a to w kraba, w muche, w egzotycznego
ptaka, jeden z krewnych - w dzwonek elektryczny, introligator
z tytulowego opowiadania drugiego tomu - w psa.
I wlasnie jako "drugiego Kafke"
zaczeto lansowac Schulza na Zachodzie za sprawa Sandauera
- przede wszystkim we Francji, gdzie ukazal sie bodaj pierwszy
przeklad obu zbiorow opowiadan. Byla to swoiscie niedzwiedzia
przysluga wyrzadzona pisarzowi. Bardzo dobrze, ze proze te
przetlumaczono na zachodni jezyk, a Francja stanowila wtedy
jeden z najwazniejszych rynkow czytelniczych i literackich
osrodkow opiniotworczych. Zle, ze "sprzedano" Schulza
jako zasadniczo nieoryginalnego, wtornego pisarza, z calkowitym
pominieciem niekonwencjonalnego charakteru jego prozy. Mozna
zrozumiec dobre intencje propagatorow zabiegajacych o spopularyzowanie
tworczosci Schulza na Zachodzie. Chciano go rozreklamowac
przez odwolanie sie do nazwiska cenionego i podziwianego w
swiecie, tymczasem skazano polskiego pisarza na role epigona
i tworce wtornego.
Przeklad Sklepow cynamonowych i Sanatorium
Pod Klepsydra na angielski, dokonany przez Cecylie Wieniewska
w jeszcze w latach 60. ub. wieku, poszerzyl znacznie kregi
czytelnicze, na ktore proza ta mogla oddzialywac.
Publikacja, majaca do dzis pare juz wydan (David A. Goldfarb
naliczyl ich siedem), od razu spotkala sie z wrecz entuzjastycznym
przyjeciem. Wstep do Sklepow cynamonowych, opublikowanych
przez Penguin Book pod niezbyt moze szczesliwym tytulem The
Street of Crocodiles (to w Anglii, w USA jako Cinnamon Shops)
- nawiazujacym do innego opowiadania z tomu - napisal wybitny
amerykanski pisarz John Updike. W entuzjastycznych wrecz slowach
wyrazal sie o nieznanym przeciez na anglosaskim rynku pisarzu.
Ta wysoka ocena uznanego tworcy zapewnila Schulzowi solidne
miejsce wsrod autorow literatury swiatowej, dostrzeganych
przez amerykanskich czy angielskich znawcow. Publikacja ta,
jak i wydane w 1978 r. Sanatorium Under the Sign of Hourglass
ugruntowaly pozycje pisarza na tutejszym rynku.
Nawiasem mowiac, angielski tytul drugiego
tomu opowiadan takze mogl budzic kontrowersje, jako ze kierowal
interpretacje tytulowego opowiadania (jak i calego zbioru)
w okreslonym kierunku. Tymczasem polska "klepsydra"
(piaskowy zegar) mogla byc rownie dobrze rozumiana jako "zawiadomienie
o smierci", a zatem tytul byc moze powinien nawiazywac
do obituary notice. Otwarte bowiem dla interpretatorow pozostaje
pytanie: czy jest to utwor o czasie, czy tez o smierci? Mysle,
ze Wieniewska miala racje; niemniej nalezy przyznac, ze to
drugie podejscie jest rowniez dopuszczalne.
Schulza zaczeto uwazac za tworce oryginalnego,
interesujacego, ale czytanego tylko przez koneserow, entuzjastow
literatury znakomitej, ale trudnej i wymagajacej. Byl ceniony
- ale przez nielicznych, znany i podziwiany - ale tylko w
waskich kregach czytelniczych.
Zwrot w miedzynarodowej (przede wszystkim
amerykanskiej) karierze Schulza nastapil w latach 80., glownie
za sprawa ksiazek wspolczesnych pisarzy - Davida Grossmana
(powiesc See Under: Love), Cynthii Ozick (The Messiah of Stockholm)
oraz Philipa Rotha (The Prague Orgy). Grossman w lirycznej
fantazji snuje wizje "ostatecznej" ucieczki z Drohobycza
Brunona Schulza-ojca, tym razem zamienionego w lososia i odplywajacego
pradami morz w bezpieczne, dalekie strony, jednoczacego sie
z natura, powracajacego jakby do prazrodla wszelkiego zycia
- do oceanu.
Mesjasz ze Sztokholmu Cynthii Ozick
stanowil swego czasu pewna sensacje nie tylko jako utwor literacki.
Nawiazywal on bowiem do zaginionej powiesci Brunona Schulza
pt. Mesjasz. Wiadomo, ze pisarz pracowal nad nia w ostatnim
okresie zycia, ale wszystkie jego prace, rekopisy i rysunki
przepadly. Nie ma pewnosci nawet, czy utwor ten rzeczywiscie
skonczyl. Podobno, gdy z koncem 1942 r. zaczal sie nasilac
hitlerowski terror i Schulz zwatpil w szanse przezycia, dal
cala skrzynie swoich papierow jakiejs kobiecie na przechowanie.
Po smierci pisarza 19 listopada 1942 r. przez Drohobycz przetoczyly
sie fronty, po wojnie w czasach stalinowskiego terroru, chruszczowowskiego
umacniania komunizmu i brezniewowskiego marazmu malo kto mial
czas i chec myslec o pracach pisarza. Pozostalosci po Schulzu
najwczesniej tropil w Drohobyczu i w okolicach Jerzy Ficowski,
niezrownany znawca jego zycia i tworczosci, ale owej legendarnej
skrzyni nie znalazl, nie dotarl nawet do owej kobiety bez
nazwiska i bez adresu. Dzis szanse na odnalezienie Mesjasza
sa bliskie zera.
Cynthia Ozick jednak pisze o pojawieniu
sie tego rekopisu w Sztokholmie i o tajemniczym czlowieku,
ktory rekopis ten chce sprzedac. I tak zaczyna sie rozwoj
akcji powiesci sprawiajacej wrazenie zbeletryzowanej relacji
z prawdziwych wydarzen, opowiadajacej takze o zawartosci tej
powiesci i o jej ostatecznym zniknieciu (jesli w ogole byl
to autentyk).
Amerykanska autorka ozywila zainteresowanie
Schulzem, jego dzielem, jego tragicznymi losami. Postac pisarza
zaczeto traktowac jako symbol holocaustu, czasu, w ktorym
tragiczny koniec spotkal wielu wybitnych, utalentowanych ludzi;
jako metafore zaglady i bezpowrotnych strat poniesionych przez
ludzkosc z powodu drugiej wojny swiatowej i eksterminacji
Zydow. Takich jak powiesc Mesjasz, ktora mogla byc wspaniala,
dostarczac ludziom mnostwa cudownych przezyc i wspanialych
wzruszen. Stracilismy ja w sposob brutalny i bezsensowny,
tak jak zupelnie absurdalna i bestialska zarazem byla przypadkowa
smierc Schulza w czasie "polowania na Zydow" w Drohobyczu.
Jego zycie, dokonania i smierc zaczely uosabiac los wszystkich
Zydow zamordowanych w tamtym okresie.
Bruno Schulz zginal w czwartek 19 listopada
1942 r. Zostal zabity przez Niemca, ktory tym strzalem chcial
wziac odwet na hitlerowskim protektorze pisarza za to, iz
tamten kiedys zabil z kolei jego podopiecznego, takze zydowskiego
pochodzenia.
|