|
Jedwabne, Zagłada, pamięć
Spory-polemiki: "Jedwabne bez stereotypów"
Zmarnowana szansa
TOMASZ SZAROTA
TYGODNIK POWSZECHNY, 12 MAJA 2002
Dobrze, że choć w czymś mogę się zgodzić
z moim adwersarzem (Jan Tomasz Gross, "Trochę szkoda,
że "nie pisze się historii chodząc po barach"",
TP nr 18/2001). Otóż ja także chciałbym, by Antonina Wyrzykowska
przyjechała któregoś dnia do Jedwabnego i została przyjęta
na plebanii przez tamtejszego proboszcza "z dumą i radością".
Nie ma między nami rozbieżności w kwestii zasadniczej: w zbrodni
popełnionej na Żydach w Jedwabnem (i nie tylko w tej miejscowości)
uczestniczyli ich katoliccy sąsiedzi. Obaj jesteśmy też zgodni
co do tego, że znając prawdę o tych wydarzeniach nie można
już dalej sprowadzać winy Polaków do roli biernego świadka,
z obojętnością przypatrującego się żydowskiej tragedii, gdyż
niestety niemieccy oprawcy znaleźli wśród nas pomocników w
dziele zagłady. Na tym consensus chyba się kończy.
Jeden z historyków polskich, zabierając
głos w dyskusji o książce, która - jak dziś to już wiemy -
stała się światowym bestsellerem, napisał w styczniu ub.r.
w "Rzeczpospolitej": "uważam, że pod względem
warsztatowym "Sąsiedzi" są pracą wzorcową. Gross
przeprowadził bardzo staranną analizę dostępnych przekazów
źródłowych". Otóż mogę zapewnić czytelników "TP",
że opinia o doskonałości warsztatowej autora "Upiornej
dekady" należy do całkowicie odosobnionych. Nie można
mówić w wypadku "Sąsiadów" ani o starannej analizie,
ani o uwzględnieniu wszystkich, dostępnych w chwili pisania
pracy, przekazów źródłowych.
Felietonista tygodnika "Wprost", Marek Zieleniewski,
w tymże styczniu ub. r. pisał: "Syndromu Jedwabnego nie
da się wymazać z pamięci. Wróci on już wkrótce w najbardziej
koszmarnej postaci. W marcu w USA ukaże się książka Jana Grossa
pt. "Holocaust - brakujące ogniwo", która - o czym
już dziś wiadomo - może liczyć na oszałamiającą promocję.
Pierwsze najprostsze skojarzenie: Holocaust zgotowali milionom
Niemcy i Polacy do spółki. I takie przesłanie pójdzie pewnie
w świat". Co prawda ani amerykańska edycja, ani niemiecka
nie ukazały się, całe szczęście, pod podanym tu tytułem, jednakże
"przesłanie" rzeczywiście poszło w świat. Livia
Manera recenzję z włoskiego wydania książki Grossa, zamieszczoną
w "Corriere della sera" 14 marca br., zatytułowała
"To nie gestapo, oprawcami byli sąsiedzi. Książka prawdy
o masakrze 1600 Żydów w 1941 w pewnej polskiej wiosce".
Przypuszczam, że wersja włoska "Sąsiadów" (I carnefici
della porta accanto) niczym się nie różni od znanej mi niemieckiej.
Zastanawiam się, czy można było wymagać od Jana Tomasza Grossa,
by zamiast powielania raz napisanego tekstu w różnych edycjach
obcojęzycznych, przygotował do druku nowe, poprawione, uzupełnione,
a tym samym znacznie rozszerzone wydanie "Sąsiadów"?
Przecież oznaczałoby to zahamowanie przez autora triumfalnego
pochodu jego własnego dzieła, którego przekładem już się zajmują
tłumacze w wielu krajach. Zresztą Gross nie widzi powodu zmieniania
w swej książce czegokolwiek także dlatego, że jego zdaniem
po ukazaniu się "Sąsiadów" o wydarzeniach w Jedwabnem
niczego nowego i istotnego już się nie dowiedziano. W tym
kontekście staje się zrozumiały jego brak zainteresowania
wynikami prac Instytutu Pamięci Narodowej, o czym mnie poinformowali
moi koledzy tam zatrudnieni. Sądzę, że niebawem, gdy zostanie
opublikowane dwutomowe dzieło IPN o Jedwabnem, Gross przekona
się, że nasza wiedza o tym, co zdarzyło się tam 10 lipca 1941
r. znacznie wykracza poza to, co on o tym wiedział, kończąc
pisanie "Sąsiadów". Choć z drugiej strony trzeba
przyznać, że owe dwa tomy nigdy by nie powstały, gdyby wcześniej
nie ukazała się jego książka.
Jeśli o coś można mieć pretensję do Jana Tomasza Grossa, to
o nieskorzystanie z szansy, jaką stwarzała możliwość zaopatrzenia
każdej obcojęzycznej edycji "Sąsiadów" w dość obszerny
wstęp. Zawierać on by mógł zarówno opis wywołanej przez tę
książkę debaty narodowej w Polsce, a może i w innych krajach,
jak też informacje o wysiłkach podjętych tu nad Wisłą, by
zebrać możliwie pełną dokumentację dotyczącą jedwabieńskiej
zbrodni, odtworzyć jej przebieg, wyjaśnić przyczyny, umieścić
to wydarzenie w historycznym kontekście. Jak wynika z polemiki
Grossa, ów historyczny kontekst sprowadza się dla niego do
zestawienia Jedwabnego z innymi miejscami dokonanego przez
Polaków na Żydach mordu, podczas gdy dla nas, jego oponentów,
obejmuje on także konflikty narodowościowe II Rzeczypospolitej,
które ogromnie się nasiliły w okresie okupacji sowieckiej
naszych Kresów wschodnich w latach 1939-1941. Właśnie ukazała
się godna polecenia książka Marka Wierzbickiego na ten temat1).
Dziwi mnie, że prof. Grossa oburza przypomnienie przeze mnie,
że jest on z wykształcenia socjologiem. To przecież nie był
epitet, gdyż brak szacunku dla tej dyscypliny naukowej w kraju,
który wydał Floriana Znanieckiego, byłby nonsensem. Stwierdziłem
tylko fakt nieposiadania fachowego przygotowania u naukowca,
wkraczającego na pole badawcze dyscypliny, co prawda pokrewnej,
ale wszak jednak odrębnej. Studia, jakie kończą socjologowie
i historycy, różnią się od siebie: czego innego nas uczą nasi
akademiccy nauczyciele, m.in. także tego, czym jest warsztat
badawczy i na czym polega krytyka źródłowego przekazu i konfrontacja
źródeł. Inne przygotowanie zawodowe ma też dalsze konsekwencje,
gdyż zmusza do śledzenia publikacji, przede wszystkim zamieszczanych
w czasopismach fachowych własnej dyscypliny. Stąd trudno się
dziwić, że mój polemista nie zauważył ukazania się niezwykle
szczegółowej, o niespotykanych rozmiarach (27 stron) recenzji
"Sąsiadów" pióra Bogdana Musiała, w "Dziejach
Najnowszych"2).
Wbrew temu, co pisze w polemice ze mną autor "Sąsiadów",
reakcja w Niemczech na jego książkę nie była "raczej
sceptyczna". Bez trudu mogę dowieść, że przeważały opinie
wręcz entuzjastyczne, w których wyczuwało się uczucie Schadenfreude.
Szczególnie odnosi się to do korespondentów prasy niemieckiej
w Polsce, którzy zapoznali się z polską edycją i o niej informowali
swych niemieckich czytelników. To, co do nich docierało, bynajmniej
nie było "zdominowane przez filtr dziennikarskich sprawozdań
Thomasa Urbana, korespondenta "Süddeutsche Zeitung"".
Wręcz przeciwnie, głos Urbana był niemal wyjątkiem. Gwoli
prawdy pragnę też nadmienić, że jego artykuł o Hermannie Schaperze
był jedynym opublikowanym przezeń w "Rzeczpospolitej",
o czym mnie poinformował red. Andrzej Kaczyński. W chwili
obecnej jestem w posiadaniu zbioru ok. 120 wycinków prasowych,
kserokopii oraz wydruków komputerowych tekstów, jakie ukazały
się w prasie niemieckiej na temat zbrodni w Jedwabnem, toczącej
się w Polsce narodowej debaty oraz książki Grossa. Na podstawie
jedynie części tych materiałów (do lipca 2001 r.) opublikowałem
artykuł w wydanej niedawno Księdze Pamiątkowej ku czci Władysława
Bartoszewskiego3). Teraz znam także teksty, jakie się ukazały,
gdy "Sąsiedzi" zostali przetłumaczeni na niemiecki.
Na dobrą sprawę jedyną osobą, która odważyła się bardzo krytycznie
ocenić dzieło Grossa była, udzielająca wywiadu Christianowi
Semlerowi z "Die Tageszeitung", wybitna uczona kanadyjska
Iuth Bettina Birn.
Szczerze mówiąc nie wydaje mi się, by dalsza wymiana zdań
pomiędzy prof. Grossem a mną mogła nas zbliżyć do poznania
prawdy o jedwabieńskiej zbrodni. Nie uważam też za celowe
kontynuowanie dyskusji o Jedwabnem przed ukazaniem się dwutomowego
dzieła, przygotowywanego przez Instytut Pamięci Narodowej.
Wszyscy zainteresowani czekają nań z utęsknieniem.
1) M. Wierzbicki, "Polacy i Żydzi w zaborze sowieckim.
Stosunki polsko-żydowskie na ziemiach północno-wschodnich
II RP pod okupacją sowiecką (1939-1941)"
2) B. Musiał, "Tezy dotyczące pogromu w Jedwabnem. Uwagi
krytyczne do książki "Sąsiedzi" autorstwa Jana Tomasza
Grossa", "Dzieje Najnowsze" 2001, nr 3, s.
253-280.
3) "Prasa niemiecka o Jedwabnem", w: "Prawda
i Pojednanie", pod red. Jana Barcza, Warszawa 2002, s.
237-251.
Od redakcji: publikacją powyższego
tekstu zamykamy dyskusję między Tomaszem Szarotą i Janem Tomaszem
Grossem.
|