|
BLISKI WSCHÓD
Kwestia przetrwania
AMOS OZ
Rzeczpospolita, 16 listopada 2002
Amos Oz, izraelski pisarz światowej
sławy, otrzymał od Fundacji Ekumenicznej "Tolerancja"
medal Zasłużony Dla Tolerancji. Drukujemy pniżej tekst przygotowanego
z tej okazji przemówienia.
Żałuję, że nie mogę być z Wami dzisiaj
w Warszawie i osobiście powiedzieć, jak bardzo się czuję uhonorowany
Waszą decyzją obdarzenia mnie Medalem Tolerancji wraz z innymi,
nagrodzonymi w tym roku.
W głębi serca nie jestem nawet pewien,
czy mogę się zgodzić, że ja czy ktoś inny zasługuje na odznaczenie
za tolerancję. Myślę, że tolerancja nie jest już sprawą wielkoduszności,
lecz po prostu kwestią przetrwania. Przeciwieństwem tolerancji
i kompromisu jest fanatyzm i śmierć. Dlatego tolerancja powinna
być tak oczywista i elementarna jak powietrze, pożywienie,
światło i woda.
Panie i panowie, sześć czy osiem tysięcy lat temu, kiedy
jeszcze większość ludzi mieszkała w biednych, małych osadach,
w walących się chałupach i szałasach, ci ludzie już wiedzieli
coś, o czym my u progu trzeciego tysiąclecia zapomnieliśmy;
jeżeli zaczęła się palić jedna z ich krytych strzechą chałup,
natychmiast cała wieś pędziła, żeby ugasić ogień.
Nie przez altruizm: sześć czy osiem tysięcy lat temu ludzie
prawdopodobnie nie byli bardziej uczynni i gotowi do okazania
współczucia niż my.
Ani nie z pobudek politycznych: oni nie myśleli o następnych
wyborach ani nawet o przyszłych pokoleniach. Po prostu znali
zwyczajną, elementarną prawdę, że jeżeli nie powstrzymasz
ognia na drugim końcu wioski, to wkrótce pochłonie on całą
wieś, twój dom, ciebie i twoją rodzinę.
Czy utraciliśmy tę prastarą wiedzę? Czy staliśmy się bardziej
nieczuli? Bardziej samolubni? Głupsi?
Myślę, że tak naprawdę nie brak nam serca, tylko wyobraźni:
zdolności uświadomienia sobie, że cały świat stał się jedną
wioską. Że choroby i głód w Afryce niedługo dosięgną Skandynawii,
że fundamentalizm, fanatyzm i przemoc na Bliskim Wschodzie
wkrótce zagrożą dobrobytowi w północno-zachodnim zakątku globu.
Że zanik deszczowych lasów w Brazylii i warstwy ozonu nad
biegunem południowym sprawi, że niebawem zostaną skażone nasze
przytulne domy, gdziekolwiek one są.
Kilkadziesiąt lat temu, gdy Herbert Marshall McLuhan ukuł
termin "globalna wioska" - miał na myśli wszechogarniający
zasięg mass mediów. Ale czas myśleć o naszym świecie dosłownie
jako o globalnej wiosce: na wieść o pożarze albo powodzi,
albo śmiertelnej epidemii, albo o wybuchu dzikiej przemocy
w jednym zakątku wioski, powinniśmy wszyscy biec na pomoc
i ratunek - bo inaczej każdy dom w wiosce będzie zagrożony.
"Żaden człowiek nie jest wyspą", tak nas uczył
John Donne. Czy mogę dodać: "jednak każdy z nas jest
półwyspem" - w połowie złączonym z kontynentem rodziny,
kraju, kultury, dziedzictwa, polityki, społeczności - i w
połowie, na zawsze, zwróconym ku oceanowi. Jesteśmy półwyspami
i powinniśmy nimi zostać. Ideologie przymusowego kolektywizmu,
które usiłowały zmusić każdego z nas, żeby stał się zaledwie
drobiną kontynentu, narodu bądź społeczeństwa, bądź religii,
bądź systemów ideologicznych, kończyły się na represjach i
tyranii. Z drugiej strony ideologie głoszące darwinistyczne
samolubstwo, prostacką rywalizację, przetrwanie najlepiej
przystosowanych albo też popularny mit "niewidzialnej
ręki" Adama Smitha - skutkowały wyzyskiem, bezwstydnym
egotyzmem i bezdusznością. ("Niewidzialna ręka"
jest niewidzialna, gdyż jest zagłębiona w kieszeniach biednych.)
A więc ani wyspa, ani zaledwie cząsteczka kontynentu: każdy
mężczyzna i każda kobieta jest półwyspem, częściowo złączonym
z kontynentem więzami solidarności i odpowiedzialności - i
częściowo zwróconym w stronę oceanu prywatności, tajemniczości
i tragizmu życia jednostki.
Ja nie wychwalam kolektywizmu, nie winię kapitalizmu za całe
zło naszego świata. Nie. Ja się wypowiadam przeciwko egoizmowi,
który jest panującą ideologią w dzisiejszym świecie. Egoizm,
oczywiście, zawsze dostarczał ludziom motywacji - egoizm jest
równie stary jak sam czas - ale tylko w kilku ostatnich dziesiątkach
lat egoizm stał się zachwalaną i panującą "religią"
wszystkich ludzi. Graffiti w Rechowot w Izraelu obwieszcza:
"Urodziliśmy się, żeby robić zakupy". Cóż. To nieprawda.
Urodziliśmy się, żeby żyć, wchodzić w relacje z innymi ludźmi
i może nawet czasem czynić dobro.
Moje przesłanie jest proste: Jak choroba nie jest tylko problemem
chorego, jak pożar nie jest tylko kłopotem rodziny, której
płonie dom, jak zbrodnia nie jest prywatną sprawą jej ofiar
- tak nędza nie może pozostać wyłącznie problemem biednych,
bezdomność - bezdomnych, konflikty - konfliktami regionalnymi,
a zatargi klasowe, etniczne i religijne - problemem zwaśnionych
stron.
Nie mówię o miłości powszechnej - "Miłości nie starcza
dla wszystkich" - a jeżeli ktoś mi mówi, że "kocha
Afrykę" albo "kocha Trzeci Świat" - to jest
to płytkie i nieprzekonujące. Miłość to rzadki towar. Nie.
Nie "miłość powszechna", ale uczciwość, solidarność,
wrażliwość i uświadomienie sobie, że każda istota ludzka,
każda kultura, każdy kraj jest półwyspem.
Panie i panowie, Bliski Wschód jest obecnie krwawiącą areną
ekstremizmu, fanatyzmu i nienawiści, ale dobra wiadomość jest
ta, że zarówno izraelscy Żydzi, jak i palestyńscy Arabowie,
a przynajmniej ich przytłaczająca większość, wiedzą, że koniec
końców nastąpi kompromisowe rozwiązanie i powstaną dwa państwa:
Izrael obok Palestyny.
Nie ma innej możliwości. W kraju małym jak Dania żyje pięć
i pół miliona Żydów i ponad cztery miliony Palestyńczyków.
Nie mogą mieszkać razem jak jedna szczęśliwa rodzina, gdyż
nie są ani jedną, ani szczęśliwą, ani nawet rodziną. Jedyne,
co mogą zrobić, to nakreślić linię i zmienić kraj w dwurodzinną
posesję, w bliźniak. Obydwa narody wiedzą, że takie rozwiązanie
jest bliskie. Nawet ci po obu stronach, którym się ono nie
podoba, już zdają sobie sprawę, że nie ma innego wyjścia.
Pacjent jest gotów poddać się bolesnej operacji podziału kraju
na dwa państwa, ale lekarze, przywódcy obu stron, są tchórzami.
Co może uczynić zwykły obywatel wobec tak wielkiej tragedii?
Co może zrobić mężczyzna albo kobieta w obliczu tak ogromnego
pożaru? Może rzucić się do ucieczki, ratując własną skórę
i nie dbając o innych, albo lamentować i użalać się nad sobą,
ale jest też inne wyjście: Weź łyżeczkę, raz po raz nabieraj
wody i polewaj nią płomienie. Łyżeczka jest bardzo mała, ogień
olbrzymi, ale jeżeli wszyscy zaczerpną łyżeczkami wody i będą
wspólnie gasić pożar, może im się uda. Każdy człowiek, panie
i panowie, ma taką łyżeczkę. Wszyscy zostańmy kawalerami "zakonu
łyżeczki".
Pozwólcie, że w zimny listopadowy dzień prześlę Wam wszystkim
bardzo gorące życzenia z Aradu na pustyni Negew, gdzie słońce
prawie nigdy nie daje za wygraną.
Amos Oz, izraelski pisarz światowej
sławy, otrzymał od Fundacji Ekumenicznej "Tolerancja"
medal Zasłużony Dla Tolerancji. Drukujemy powyżej tekst przygotowanego
z tej okazji przemówienia.
|