|
ŻYDOWSKI ZWIĄZEK WOJSKOWY
Appelbaum w cieniu Anielewicza
MACIEJ KLEDZIK
Plus Minus, Rzeczpospolita, 12 10
2002-10-11
Przez blisko 60 lat znaliśmy w Polsce
jeden opis powstańczego zrywu warszawskich Żydów. Kiedy dziewiętnastego
kwietnia 1943 r. oddziały niemieckie przekroczyły bramę getta,
przywitały je butelkami z benzyną, granatami, strzałami z
pistoletów i kilku karabinów 20-30-osobowe grupy bojowników
Żydowskiej Organizacji Bojowej. Dowodził nimi Mordechaj Anielewicz.
Słabo uzbrojeni powstańcy z ŻOB-u bronili się do 8 maja, kiedy
to w bunkrze przy ul. Miłej 18 większość osób z dowództwa
tej organizacji, w tym Anielewicz, popełniło samobójstwo.
Ocalała garstka powstańców. Wyszli na aryjską stronę kanałami.
Mieszkańcy Izraela znają inną historię.
Wkraczających Niemców zaskoczyły ogniem
dobrze wyszkolone i uzbrojone w broń maszynową kompanie Żydowskiego
Związku Wojskowego, wspierane przez dużo gorzej uzbrojone
grupki bojowników ŻOB-u. Oddziały ŻZW dowodzone przez Żydów,
przedwojennych oficerów Wojska Polskiego, zostały unicestwione
w walkach. Ocalało zaledwie kilku żołnierzy ŻZW, którzy po
zakończeniu wojny wyjechali do Izraela i w tamtejszych archiwach
pozostawili świadectwa tego, co wydarzyło się w getcie. My
tej historii nie znamy.
Historia według Edelmana
W listopadzie 1945 r. Marek Edelman
ze sztabu ŻOB-u wręczył Zofii Nałkowskiej swoje wspomnienia
z powstania w getcie. Po lekturze napisała: "Książeczkę
tę, której maszynopis przyniósł mi nieznajomy, młody autor,
jeden z przywódców żydowskiego Powstania, przeczytałam jednym
tchem, nie odrywając się od niej ani na chwilę. (...) jego
nieliterackie opowiadanie osiąga to, co udaje się nie wszystkim
arcydziełom".
Maszynopis Edelmana ukazał się drukiem
pod tytułem "Ghetto walczy", z dopiskiem: "udział
Bundu w obronie ghetta". Wznawiany był w stanie wojennym
w 1983 r. w wydawnictwie podziemnym CDN i w 1987 r. (Solidarność
Walcząca). Autor przypisał heroiczny bój w getcie jednej organizacji
wojskowej, słabo uzbrojonej, o której powiedział: "...
mój kolega Hennoch Rus przeważył decyzję utworzenia jednej
organizacji bojowej w getcie (...) Podczas zebrania... podniósł
rękę i zapadła decyzja o utworzeniu ŻOB-u".
Również w świetnie napisanej przez
Hannę Krall książce "Zdążyć przed Panem Bogiem"
ŻOB występuje jako jedyna organizacja walcząca w getcie. Autorka
ze swoim rozmówcą Edelmanem zastanawiają się: "Ludzie
przecież będą oczekiwać od nas jakichś liczb, dat, danych
o ilości wojsk i stanie uzbrojenia. Ludzie są bardzo przywiązani
do powagi faktów historycznych i do chronologii. Na przykład:
powstańców jest 220, Niemców - 2090. Niemcy mają lotnictwo,
artylerię, pojazdy pancerne, miotacze min, 82 karabiny maszynowe,
135 pistoletów maszynowych i 1358 karabinów, na jednego powstańca
przypada 1 rewolwer, 5 granatów i 5 butelek zapalających.
Na każdy teren 3 karabiny. W całym getcie są dwie miny i jeden
automatyczny pistolet".
Stanowisko PZPR
Bardzo ogólnikowo wspominali o Żydowskim
Związku Wojskowym w czasach PRL-u Bernard Mark, pracownik
Żydowskiego Instytutu Historycznego ("Powstanie w Ghetcie
Warszawskim", 1963 r.) i Wacław Poterański, pracownik
Zakładu Historii Partii przy KC PZPR ("Warszawskie getto",
1983 r.). Mark podaje rodowód ŻZW i wymienia dwóch przywódców
tej organizacji, Dawida Appelbauma (Apfelbauma?), ps. "Jabłoński",
"Kowal", "Mietek" i Pawła Frenkla.
Poterański ocenił walczące siły żydowskie
w getcie na około 1 tys. ludzi - "ŻOB liczyła 23 oddziały
bojowe, w tym 5 oddziałów GL, a ŻZW - 3 plutony", nie
wyjaśniając, skąd wzięły się tam oddziały GL i jak liczebnie
różnił się oddział od plutonu. Napisał, że: "Dowództwo
warszawskiego Okręgu AK przekazało dla ŻOB kilkadziesiąt pistoletów,
kilkaset granatów, 1 karabin maszynowy i wiele materiałów
wybuchowych. Gwardia Ludowa dostarczyła również kilkadziesiąt
pistoletów i znaczną ilość materiałów wybuchowych. Żydowski
Związek Wojskowy miał 2 karabiny maszynowe, wiele granatów
ręcznych i bomb. Grupa bojowa PLAN-u dostarczyła żołnierzom
ŻZW granaty i broń krótką, a grupa KB mjr. Henryka Iwańskiego
ČBystregoÇ trzy skrzynie granatów typu ČfilipinkaÇ. Resztę
uzbrojenia produkowano na miejscu" (butelki zapalające
i miny - przyp. M.K.).
Książka Poterańskiego była oficjalnym
stanowiskiem władz komunistycznych wobec historii powstania
w getcie. We wstępie Ryszard Nazarewicz napisał: "praca
Poterańskiego przyczyni się do kształtowania racjonalnego
spojrzenia na przeszłość, do upowszechnienia treści postępowych,
patriotycznych i internacjonalistycznych".
Kilkanaście lat wcześniej ukazały się
w Nowym Jorku, Tel Awiwie i w Londynie trzy pozycje książkowe,
inaczej przedstawiające powstanie w warszawskim getcie.
Historia według Wdowińskiego i Lazara
Nakładem Philosophical Library wyszła
w Nowym Jorku w 1963 r. książka "And we are not saved"
Dawida Wdowińskiego, przedstawionego przez wydawcę jako jeden
z przywódców powstania w warszawskim getcie (wyd. 2 w 1985
r. z opisem działalności Żydowskiego Związku Wojskowego autorstwa
Chaima Lazara). Wdowiński przed wybuchem II wojny światowej
był prezesem Polskiej Partii Syjonistycznej Organizacji Rewizjonistów.
Nazwisko jego nie pojawiło się nigdy w PRL-u w oficjalnej
literaturze opisującej powstanie w getcie.
Kreśląc rodowód ŻZW, autor cytuje kapitana
WP, Henryka Iwańskiego: "Pewnego dnia w listopadzie 1939
r. czterech młodych Żydów chciało zobaczyć się ze mną w szpitalu
św. Stanisława przy ul. Wolskiej. Wszyscy byli oficerami polskiej
armii: Dawid Moryc Appelbaum w stopniu porucznika; Henryk
Lifszyc, podporucznik;
Białoskór, mgr prawa i Kalman Mendelson,
wówczas podchorąży WP. Znałem Appelbauma, służył wraz ze mną
w jednym pułku podczas obrony Warszawy, wykazał się odwagą
i brawurą. Nie poszli do oficerskiego obozu jenieckiego. (...)
Chcieli zorganizować młodzież żydowską. (...) W 1940 r. Mendelson
zorganizował grupę 12 mężczyzn uzbrojonych w 4 pistolety.
Przechowywali broń w piwnicach domu Karmelicka 5".
Wdowiński pisze, że w październiku
i w listopadzie 1939 r. spotkała się grupa Żydów, oficerów
polskich, reprezentujących prawicowe organizacje polityczne
Betar (Perec Laskier, Lowa Swerin, Paweł Frenkel, Merediks,
Langleben i Rosenfeld), Hatzohar (m.in. Joel Białobrow, Dawid
Wdowiński) oraz Rewizjonistów (Leib "Leon" Rodal
i Meir Klingbeil). Oficerowie ci powołali Żydowski Związek
Wojskowy. "Ja stałem na czele ŻZW - napisał Wdowiński.
- Mieliśmy komitet polityczny złożony z trzech osób: dr Michał
Strykowski, dawny członek Centralnego Komitetu Polskiej Partii
Syjonistycznej Organizacji Rewizjonistów, Leon Rodal, dobrze
znany polski dziennikarz rewizjonistyczny i ja, jako prezes.
Fachowym komendantem wojskowym był Paweł Frenkel".
Strukturę organizacyjną ŻZW tworzyły
departamenty: Informacji, którym kierował Leon Rodal; Organizacyjny
- Paweł Frenkel, Kwatermistrzowski - Leon Wajnsztok, Finansów
(bez osoby kierującej), Komunikacji (kontakty ze stroną aryjską,
Korpusem Bezpieczeństwa i Armią Krajową) - Dawid M. Appelbaum,
Medyczny - dr Józef Celmajster (konspiracyjne nazwisko Niemirski),
Prawny (osądzający i wydający wyroki na gestapowców żydowskich
- Jewish Gestapo i zdrajców) - Dawid Szulman, Ratujący (przeprowadzanie
dzieci żydowskich na stronę aryjską) - Kalman Mendelson, Techniki,
Transportu i Dostaw (m.in. budowa dwóch podziemnych tuneli
na stronę aryjską) - Hanoch Federbusz, Wojskowy, planujący
i kierujący działaniami wojskowymi pod kierunkiem Frenkla
i Appelbauma.
Z dziennika Emanuela Ringelbluma, który
wizytował kwaterę ŻZW tuż przed wybuchem powstania: "...
oglądałem arsenał broni ŻZW. Lokal mieścił się w domu niezamieszkanym,
tzw. dzikim, przy ul. Muranowskiej nr 7, w sześciopokojowym
lokalu na pierwszym piętrze.(...). W dużych salach były zawieszone
na wieszakach rozmaite rodzaje broni, a więc karabiny maszynowe
ręczne, karabiny, rewolwery najrozmaitszego gatunku, granaty
ręczne, torby z amunicją, mundury niemieckie intensywnie wyzyskane
podczas akcji kwietniowej itp.(...) W czasie mojej obecności
dokonano u byłego oficera armii polskiej zakupu broni na ćwierć
miliona złotych, na co dano zaliczkę w wysokości 50 000 zł.
Zakupiono 2 karabiny maszynowe po 40 000 zł każdy, większą
ilość granatów ręcznych i broni".
Fotokopia tej strony dziennika Ringelbluma
znajduje się w książce Chaima Lazara "Muranowska 7. The
Warsaw Ghetto rising", wydanej w Tel Awiwie w 1966 r.
Lazar przy jej opracowywaniu sięgnął do wszystkich możliwych
źródeł, ŻOB-u, Organizacji Wojskowej-Korpus Bezpieczeństwa,
AK i świadków. Książka, nieprzetłumaczona na język polski,
jest kompendium wiedzy o organizacji ŻZW.
6 kwietnia 1943 r. ŻZW otrzymała informacje
o zaplanowanym wysiedleniu Żydów z getta 19 kwietnia. Wdowiński
napisał, że ŻZW zmobilizował wszystkie swoje siły i poinformował
ŻOB o sytuacji. Obie organizacje podzieliły między siebie
stanowiska obronne na terytorium getta. ŻOB obsadzić miała
domy przy ul. Zamenhoffa, Miłej, Gęsiej i Nalewkach, ŻZW pl.
Muranowski, ul. Muranowską i Nalewki od domu pod nr 38, wzmacniając
także pozycje zajęte przez słabo uzbrojone oddziały ŻOB. Paweł
Frenkel uzgadniał te plany z Mordechajem Anielewiczem.
Muranowską obsadziły cztery kompanie
ŻZW. Dowództwo nad obroną całej ulicy objął Frenkel. Kompania
5 pod dowództwem Dawida M. Appelbauma zajęła stanowiska w
domu Miła 10. Kompania 6 dowodzona przez Heńka Federbusza
obsadziła dom przy Zamenhoffa. Kompania 7 z Janem Piką zajęła
stanowiska wokół ulicy Miłej. Kompania 8 Leizara Staniewicza
kontrolowała Nalewki, Gęsią i Franciszkańską, a 9 z Dawidem
Berlińskim część Nalewek. Kompania 10 zajęła pozycje wokół
Franciszkańskiej, a 11 z Romanem Winsztokiem przy Muranowskiej.
Razem kompanie liczyły około 400 żołnierzy, w skład kompanii
wchodziło od kilkunastu do 50 żołnierzy. W porównaniu do oddziałów
ŻOB-u (podawana liczba 700 bojowców wydaje się być zawyżoną,
Marek Edelman mówił Hannie Krall o 220), były one dobrze uzbrojone
w karabiny i pistolety maszynowe, karabiny, granaty i butelki
zapalające. Kwatera główna mieściła się przy Muranowskiej
7/9.
Ocena Iranka Osmeckiego i Bednarczyka
Płk Kazimierz Iranek Osmecki, szef
wywiadu Komendy Głównej AK w książce "Kto ratuje jedno
życie... Polacy i Żydzi 1939-1945", tak przedstawił pierwszy
dzień walk: "- Wkraczające oddziały niemieckie ostrzelane
zostały z trzech głównych punktów oporu, skrzyżowania Nalewek
i Gęsiej oraz Miłej i Majzelsa obsadzonych przez ŻOB i skrzyżowania
Muranowskiej i Nalewek zajmowanego przez ŻZW. W godzinach
popołudniowych, około 16-tej, po opanowaniu punktu oporu przy
ul. Gęsiej (bronionego przez ŻOB), Niemcy uderzyli na punkt
oporu przy ul. Muranowskiej broniony przez ŻZW pod dowództwem
Dawida Appelbauma, Pawła Frenkla i Leona Rodala. Kilkakrotnie
ponawiane uderzenia rozbijały się o zdecydowany opór obrońców".
Płk Iranek Osmecki opisuje udział w
walkach 27 kwietnia na terenie getta u boku ŻZW oddziału Korpusu
Bezpieczeństwa, dowodzonego przez mjr. Henryka Iwańskiego
"Bystrego", w skład którego wchodziła drużyna kpt.
Władysława Zajdlera "Żarskiego" i sekcja Lejewskiego
"Garbarza". Oddział przedostał się przekopem na
teren walk przy Muranowskiej i poniósł duże straty. Zginął
m.in. syn mjr. "Bystrego".
Prawie wszyscy dowódcy ŻZW polegli
lub zmarli z odniesionych ran - Appelbaum (pośmiertnie awansowany
do stopnia majora WP), Rodal, Białoskóra, Berman, Akerman,
Likiernik i inni. Przeżył ciężko ranny Mendelson. Poległo
około dziesięciu żołnierzy OW-KB. W kilka tygodni później,
podczas wynoszenia z getta rannych powstańców żydowskich poległ
drugi z synów majora "Bystrego". Wspólną walkę w
powstaniu oddziału Korpusu Bezpieczeństwa, podporządkowanego
taktycznie Armii Krajowej, z ŻZW szczegółowo opisał uczestnik
tych wydarzeń Tadeusz Bednarczyk "Bednarz", "Tadeusz"
w książkach "Życie codzienne warszawskiego getta"
i "Rys historyczny Organizacji Wojskowej - Kadry Bezpieczeństwa
- Armii Krajowej. OW KB - AK sikorszczycy w ruchu oporu...".
Zestawienie książek płk. Iranka Osmeckiego, Wdowińskiego,
Lazara, Bednarczyka i Kaczyńskiej daje obraz pomocy finansowej
i uzbrojenia udzielonej przez KG AK, szkolenia i przygotowania
do powstania przez OW-KB, a także udziału żołnierzy akowskiego
podziemia w walce w getcie. Nie było tam żadnych oddziałów
Gwardii Ludowej, które wymyślili historycy komunistyczni.
Przez 60 lat żołnierze ŻOB-u nie podjęli
dialogu z żołnierzani z ŻZW. Nie ustalono jednej, prawdziwej
wersji działań powstańczych między 19 kwietnia a 8 maja (walki
z osamotnionymi grupkami powstańców trwały jeszcze przez cały
maj) ani nawet jednolitej pisowni nazwisk dowódców (Appelbaum
- Apfelbaum, Frenkel - Frenkiel, Wajnsztok - Weinsztok itd.).
Kiedy jednych wymazywano z historii, z drugich robiono patronów
szkół, ulic i placów.
Testament Leiba Rodala
Rok temu dr Sara Ozacky-Lazar i Chaya
Lazar opublikowały w języku hebrajskim w piśmie "Ha'UMA"
(Naród) w Tel Awiwie artykuł "Nowe światło na ŻZW - Żydowski
Związek Wojskowy w powstaniu getta warszawskiego". Wykorzystały
w nim nieznane lub mało nam znane źródła żydowskie, pokazując
mechanizmy fałszowania i zacierania w Polsce udziału Żydowskiego
Związku Wojskowego w powstaniu w getcie.
Autorki zacytowały fragment rozmowy
w nocy z 18 na 19 kwietnia 1943 r. przeprowadzonej przez dr.
Ryszarda Walewskiego, żydowskiego lekarza, który w czasie
powstania w getcie walczył u boku ŻZW z Leibem Rodalem, jednym
z przywódców ŻZW. Rodal mówił: "Wszyscy tu zginiemy.
Niektórzy w walkach z bronią w ręku, a inni jako ofiary nadaremne.
Lecz ważne jest, by pamięć o nas nie zginęła, by świat cały
wiedział, jak beznadziejna była ta walka, trudna i krwawa
". (...)
Czy ten testament jednego z poległych
dowódców ŻZW znajdzie się w Muzeum Historii Żydów Polskich?
Za kilka miesięcy, w 60. rocznicę powstania nastąpi wmurowanie
kamienia węgielnego pod budynek muzeum na terenie dawnego
getta na warszawskim Muranowie. Strona polska wniosła teren
i pokryje większość planowanych na budowę nakładów obliczanych
na 55 mln USD. Muzeum ma być nowoczesnym centrum edukacji
wykorzystującym środki audiowizualne. Jaką historię powstania
w getcie będzie eksponowało?
Autor jest doktorem nauk humanistycznych, historykiem,
publicystą.
|