|
ABY DUCHY UMARLYCH
ZOSTAWILY NAS W SPOKOJU
CZESLAW MILOSZ
Zwoje 25 09 2000
www.Zwoje.com
2 pazdziernika 2000 w ratuszu w Wilnie
spotkali sie Wislawa Szymborska, Czeslaw Milosz, Günter Grass
i Tomas Venclova - dwoje Polaków, Niemiec i Litwin. Bylo to
ostatnie spotkanie z cyklu “Litewsko-niemiecko-polskie
rozmowy o przyszlosci pamieci.”
Ponizej, za Plusem-Minusem, dodatkiem
do Rzeczpospolitej, zamieszczamy tekst wystapienia Czeslawa
Milosza, poswieconego pamieci o Wilnie. Tytul i sródtytuly
pochodza od redakcji Plusa-Minusa. (AMK)
Niewiele jest miast w Europie, które
by byly poddawane takim mitologizacjom jak Wilno. Rozumiem
przez to opowiesci wziete z przeszlosci, i niekoniecznie zgodne
z faktami. Historia tego miasta jest tak dziwaczna, ze po
prostu zaprasza, zeby przenosic ja w wymiar basni, co tez
nieraz czyniono i opowiesci zmienialy sie zaleznie od tego,
kto opowiadal: czy byli to Litwini czy Polacy, Zydzi czy Bialorusini.
Poniewaz mamy tutaj dyskutowac o pamieci
zbiorowej, musze wyznac, ze prawde historyczna uwazam za mozliwa,
w pewnych granicach, i ze jest ona bardzo potrzebna.
Wilno jest dla mnie ciezarem
Zawód historyka na tym wlasnie polega,
ze musi on wierzyc w mozliwosc dotarcia do prawdy obiektywnej,
innej niz mity, które na faktach narosly, i grzebiac sie w
archiwach szuka do tej prawdy dostepu. Ale w tej samej sytuacji
co historyk jest poeta czy prozaik, jezeli pisze na tematy
wziete z historii miasta, bo jego dzielo, jezeli nie ma oparcia
w rzeczywistosci, nie bedzie trwale.
Niestety, ustalic, “jak to naprawde
bylo”, jest bardzo trudno. Ludzie, którzy niegdys zyli,
i ich sprawy nie sa zostawione w spokoju raz na zawsze, ale
bez ustanku dostarczaja materialu przeróbkom i swiadomym albo
nieswiadomym manipulacjom w interesie ludzi zywych. W takim
miescie jak Wilno sa to w pierwszym rzedzie interesy grup
etnicznych czy jezykowych.
Mam osiemdziesiat dziewiec lat, wyroslem tutaj, w tym miescie
i przyznaje sie, ze Wilno jest dla mnie ciezarem. Oczekuje
sie tu ode mnie, ze bede mówic same mile rzeczy, nie urazajace
nikogo. Ja natomiast nie jestem dyplomata, choc oczywiscie
zalezy mi na dobrych stosunkach pomiedzy Polska i Litwa.
Niestety, przyjezdzajac do Wilna zawsze mam wrazenie, ze trzeba
tu chodzic jak po cienkim lodzie i ze nie wystarcza tutaj
byc czlowiekiem, bo kazdego natychmiast zapytaja, czy jest
Litwinem czy Polakiem, Zydem czy Niemcem, jakby ponury wiek
dwudziesty, wiek etnicznych podzialów, trwal tu dalej w najlepsze.
Poniewaz bronilem nieraz interesów niepodleglej
Litwy, polscy demagodzy nie maja do mnie sympatii i rozpowiadaja,
ze tak postepuje, poniewaz jestem Litwinem. Z musu wiec poswiece
pare slów tej kwestii. Urodzilem sie w samym srodku Litwy
i mialbym wieksze prawo napisac “Litwo, ojczyzno moja”
niz mój wielki patron Adam Mickiewicz. W ciagu wielu lat spedzonych
w Ameryce sila mojej poezji bylo przywiazanie do moich prowincjonalnych
korzeni w powiecie kiejdanskim. Jednakze moja rodzina juz
w szesnastym wieku mówila po polsku. Do szkól chodzilem polskich.
Kiedy w roku 1940 otrzymalem w Wilnie litewski dowód osobisty,
w rubryce “narodowosc” stalo “Lenkas”
(Polak). Jako poeta polski musialem wybierac pomiedzy opcjami
ofiarowanymi przez kulture polska i wczesnie wybralem niechec
do polskiego nacjonalizmu. Nie znaczy to, ze litewski nacjonalizm
podobal mi sie, tyle ze odnosilem sie do niego z wiekszym
zrozumieniem i tolerancja. Ale umieszczenie w dowodach osobistych
rubryki "narodowosc" bylo niewatpliwie dowodem nacjonalizmu
przedwojennej Litwy ze stolica w Kownie. Ideologia tamtego
panstwa byl mit litewskiego Wilna i mlode pokolenia Litwinów
byly poddane odpowiedniej propagandzie. Kiedy po rozbiorze
Polski przez Hitlera i Stalina mlodzi Litwini zaczeli przyjezdzac
do Wilna, przekonali sie, ze lekcje w szkole o litewskosci
Wilna nie byly prawda, bo miasto mialo jedynie nikly procent
Litwinów, a ludnosc skladala sie z Polaków i Zydów.
Romantyczny rodowód
Przed 1939 rokiem Wilno polskie i Wilno
zydowskie istnialy obok siebie, ale prawie nie komunikowaly
sie ze soba, byly to wiec w istocie dwa miasta, dwie kultury.
Dla Polaka Wilno jest nadal kolebka romantyzmu, czyli najwazniejszego
w polskiej historii ruchu, którego znaczenie wykracza poza
literature. Ale mial on tez ogromne znaczenie dla historii
Litwy. Bez wielkiej przesady mozna powiedziec, ze Litwe jako
mityczna kraine odwiecznych lasów i poganskich bogów, stworzyla
wyobraznia polskich pisarzy, zwlaszcza romantycznych. Juz
w szesnastym wieku Maciej Stryjkowski wydal swoja, olbrzymich
rozmiarów, Kronike litewska, która sluzyla jako zródlo tematów
jego nastepcom w pare stuleci pózniej. Poczucie litewskiej
tozsamosci narodowej ksztaltowalo sie dzieki lekturze takich
dziel jak Grazyna i Konrad Wallenrod Mickiewicza, Mindowe
Slowackiego, Pojata, córka Lizdejki Feliksa Bernatowicza,
czy nawet na takich kuriozach jak saznisty poemat Józefa Ignacego
Kraszewskiego "Witolorauda", wydany w 1840 roku,
gdzie znajdujemy caly panteon litewskich bogów poganskich,
zachowujacych sie jak bogowie mitologii greckiej. Romantyczny
rodowód maja tez Starozytne dzieje narodu litewskiego Narbutta,
których dziewiec tomów ukazalo sie w Wilnie miedzy rokiem
1837 i 1841. Zmitologizowana poganska Litwa spelniala w literaturze
pisanej po polsku te mniej wiecej funkcje, co dawna Szkocja
w literaturze angielskiej. A fakt, ze litewska swiadomosc
narodowa znalazla sie pod wplywem romantycznych pomyslów,
nie pozostal bez skutków takze dla dziel litewskich historyków,
którzy maja sklonnosc do idealizacji niektórych wladców i
magnatów przeszlosci.

Piekno geograficznego polozenia i architektury
tego miasta ma w sobie cos magicznego. Latwo zapomniec tutaj,
ze stoimy nad grobem okolo stu tysiecy Zydów. Przerazliwosc
tego masowego mordu jest tu ciagle, choc zywym wygodniej jest
o tym nie pamietac. Dla zydowskich historyków Wilno pozostaje
jednak "Jerozolima Pólnocy", jednym z najwazniejszych
na swiecie centrów kultury zydowskiej. [1] Rosnac w Wilnie
polskim, niewiele o przeszlosci Wilna zydowskiego wiedzialem,
co wskazuje na metode nacjonalistycznych podreczników polegajaca
na eliminacji pewnych faktów. Na przyklad to, co zdarzylo
sie w tym miescie w roku 1749, bylo przykre dla polskiego
katolicyzmu i dlatego zaslugiwalo na wymazanie. Spalono wtedy
zywcem na stosie heretyka. Byl nim Walentyn hrabia Potocki,
który, studiujac w Amsterdamie, nawrócil sie na judaizm, i
mimo tortur, jakim go poddawano, nie powrócil do chrzescijanstwa.
Grób tego meczennika wiary byl otoczony czcia przez wilenskich
Zydów równiez w moich latach szkolnych i uniwersyteckich,
przy calkowitej mojej niewiedzy. W pewnym sensie móglbym sluzyc
za przyklad deformacji umyslu przez wychowanie w duchu nacjonalistycznym,
z czego musialem pózniej sam wyzwalac sie z trudem. Oto przestroga
dla mlodych Litwinów, aby nie poddawali sie nowym deformacjom,
tym razem litewskim.
Dzisiaj moja wiedza o Wilnie zydowskim pochodzi glównie z
ksiazek, nawet jezeli dotyczy spraw dziejacych sie tuz obok,
w zasiegu reki. Choc trzeba przyznac, ze nasza grupa literacka
"Zagary," próbujac przezwyciezyc nacjonalizm, utrzymywala
przyjazne stosunki z lewicowa grupa poetów piszacych w jidysz
"Jung Wilne". Z tej grupy przezyli Zaglade poeci
Abram Sutzkever, Szmerl Kaczerginski i Chaim Grade - ten ostatni
pisal po wojnie w Nowym Jorku proza opowiesci o zyciu malych
miasteczek zydowskich na Wilenszczyznie. Zdaniem wielu czytelników
znajacych jezyk jidysz, Nagroda Nobla nie nalezala sie Bashevisowi
Singerowi, ale Chaimowi Grade.
Dzisiaj rozmyslam o minionym na zawsze
zydowskim Wilnie ze zdumieniem. Bylo to miasto olbrzymich
sprezonych energii, stolica domów wydawniczych publikujacych
ksiazki w jidysz i hebrajskim, siedziba pism literackich i
teatrów. Pod tym wzgledem z Wilnem mógl konkurowac jedynie
Nowy Jork. Nic dziwnego, ze wsród Zydów amerykanskich najwyzej
cenione jest pochodzenie z Wilna, jak opowiadala mi z humorem
Susan Sontag, jej dziadek takie pochodzenie sobie dorobil,
bo naprawde pochodzil z malego podwilenskiego miasteczka.
Miasto semantycznego nieporozumienia
Zydowskie Wilno mówilo i pisalo glównie
w jidysz. Celem przechowywania i badania kultury ludowej Wilna
i okolicznych shtetl, zalozono w Wilnie Zydowski Instytut
Historyczny. Niejako dalszym jego ciagiem jest w Nowym Jorku
JIVO, instytut, który przechowuje ocalone wilenskie archiwa
swego poprzednika.
Polityczna historia tej czesci Europy nie moze obyc sie bez
podkreslenia wybitnej roli Bundu. Zydowska partia socjalistyczna
Bund zostala zalozona w roku 1897 i w carskim imperium wspólzawodniczyla
w walce o wplywy z bolszewikami i eserami.
Dla mnie slowo "Bund" nie
kojarzy sie z odlegla juz przeszloscia, ale z postaciami jeszcze
zyjacymi jak Marek Edelman, bundowiec i jeden z przywódców
powstania w getcie warszawskim, który pozostal wierny ideologii
swojej partii i po wojnie nie wyemigrowal do Izraela. Przez
znaczna czesc mego zycia Bund istnial w mojej swiadomosci
jako partia socjalistyczna, ale tak znienawidzona przez Stalina,
ze ten kazal aresztowac i rozstrzelac jej przywódców. [2]
Podczas drugiej wojny swiatowej bundowcy organizowali czynny
opór w gettach Wilna, Bialegostoku i Warszawy, we wspólpracy
z polskimi socjalistami. Jednym z bohaterów mojej mlodosci
w Wilnie byl student i dzialacz socjalistyczny Leszek Raabe,
który mial zostac rozstrzelany przez hitlerowców dlatego,
ze, choc nie byl Zydem, dzialal jako lacznik pomiedzy Bundem
w getcie wilenskim i Bundem w getcie warszawskim.
Mysle, ze uporanie sie z przeszloscia
Wilna jako "Jerozolimy pólnocy" jest trudne i bolesne,
ale nieuniknione, jezeli chcemy, zeby duchy umarlych zostawily
nas w spokoju.
Chcialbym zwrócic uwage na pewna szczególna
ceche Wilna. Jest to miasto semantycznego nieporozumienia.
Kiedy nazywaja Wilno historyczna stolica Litwy, nie jest to
scisle, bo w w ciagu kilku stuleci bylo stolica Wielkiego
Ksiestwa Litewskiego, a byl to organizm polityczny zupelnie
inny niz panstwa narodowe. Zwazywszy, ze ludnosc tego olbrzymiego
panstwa byla przewaznie prawoslawna i poslugiwala sie jezykiem
nie litewskim, ale starobialoruskim czy staroukrainskim, nie
moglo to pozostac bez konsekwencji dla jego stolicy. Wydaje
mi sie, ze historycy maja pewna trudnosc w przedstawieniu
sobie Wilna jako osady prawoslawnych kupców, z wielka liczba
drewnianych prawoslawnych cerkwi. U historyków zarówno polskich
jak litewskich mozna zauwazyc chec pomniejszenia elementu
wschodniego, czemu trudno sie dziwic, skoro propaganda rosyjska
lubila podkreslac odwieczna slowianskosc miasta. Ale nie ulega
watpliwosci, ze sila przyciagania elementu wschodniego byla
znaczna, skoro kalendarz wschodni regulowal zycie i handel
wilenskich kupców, i dopiero w siedemnastym wieku Rada Miejska
sklada sie w polowie z prawoslawnych i w polowie ze zwolenników
kalendarza zachodniego, czyli katolików oraz protestantów.
Wilno jako miasto graniczne: zbudowano
je na granicy cywilizacji Bizancjum i Rzymu.
Wielkie Ksiestwo, a nastepnie polsko-litewska
Rzeczpospolita dlugo opieraly sie skutecznie Moskwie, az do
przelomu, który moim zdaniem nastapil w roku 1655. Wtedy terytorium
Polski najechali Szwedzi, natomiast od wschodu ruszyla armia
rosyjska i zajela Wilno. Rosjanie podpalili miasto i dokonali
masowej rzezi jego mieszkanców. Dopiero w 1661 zostali z Wilna
wyparci. Mozna te wydarzenia uznac za poczatek ekspansji rosyjskiego
imperium, którego kolejne dzialania w Wilnie wprowadzily pojecie
rusyfikacji. Niestety, jestesmy w tym punkcie Europy, w którym
przerzucano sie pojeciami: polonizacja, rusyfikacja, litwinizacja.
Pamietam opowiesci mego ojca, który chodzil do gimnazjum w
Wilnie. Wszystkie lekcje byly w jezyku rosyjskim, lacznie
z lekcjami religii, ale ksiadz sie do tego nie stosowal, jedynie
na wypadek inspekcji kazal nauczyc sie na pamiec kilku zdan
historii swietej i wywolany uczen wstawal, gladko recytujac
zawsze to samo: "Abraham sidel w swajej palatkie...".
Litewski patriotyzm
Litewska gorliwosc w litwinizacji Wilna
mozna zrozumiec, choc tutaj pewne mityczne wyobrazenia mialy
przeciwko sobie kilka stuleci historii. Kiedy Litwa znalazla
sie w posiadaniu Wilna w roku 1939, dzialal w miescie Uniwersytet
Stefana Batorego, moja "alma mater". Szczycil sie
on swoim pochodzeniem od akademii jezuickiej, której statut
zatwierdzil król Stefan Batory, i od slawnego uniwersytetu
czasów romantyzmu, zamknietego przez wladze rosyjskie po polskim
powstaniu 1831 roku. Tak wiele temu uniwersytetowi zawdzieczam,
ze bylbym niewdziecznikiem, gdybym nie poczuwal sie do lojalnosci
wobec jego profesorów. Otóz moim zdaniem likwidacja tego uniwersytetu
w 1939 roku, z dnia na dzien, rozporzadzeniem administracyjnym
wladz Litwy przedwojennej, byla bledem. Gdyz wlasnie srodowisko
profesorów tego uniwersytetu zachowalo przywiazanie do tradycji
Wielkiego Ksiestwa i sprzeciwialo sie nacjonalizmowi polskiemu,
dla którego Wilno bylo po prostu czescia Polski. W tym wypadku
abstrakcyjny pomysl jak najszybszej litwinizacji zderzal sie
z organicznym rytmem miasta jako wielojezycznej mozaiki. Gdyby
uniwersytet dalej dzialal, przyczynilby sie zapewne, budzac
litewski patriotyzm niezaleznie od narodowosci, do duchowej
integracji Wilna z caloscia Litwy. Oczywiscie takie "gdyby"
traca wage wobec wydarzen, jakie wkrótce nastapily, czyli
wobec sowieckiej okupacji.
Moge odgadnac, ze Günter Grass, ile
razy przyjezdza do Gdanska, czuje to samo, co ja w Wilnie,
bo jest to jego miasto i zarazem nie jest. I mysle, ze literaci
polscy mieszkajacy w Gdansku i o tym miescie piszacy, sa dla
niego jak dla mnie litewscy literaci tu w Wilnie. W naszej
czesci Europy zycie wielu ludzi zostalo zmienione wskutek
masowych ruchów ludnosci, które mialy miejsce przy koncu wojny.
Decyzja Stalina Polska zostala przesunieta na zachód, wygnano
niemiecka ludnosc calych wielkich miast, Gdanska, Wroclawia,
Szczecina, a do domów i mieszkan, jezeli ocalaly, wprowadzili
sie wygnancy ze wschodu, z Wilna i Lwowa. Wystarczy troche
wyobrazni i wspólczucia, zeby ocenic wyjatkowosc i dramatyzm
tych przymusowych wedrówek, w tych rozmiarach, jak daleko
wstecz siegala ludzka pamiec, nieznanych. Minelo od tamtego
czasu ponad pól wieku, a jednak nadal zyjemy psychologicznymi
nastepstwami dekretów, które dla nas, nauczonych doswiadczeniem
Bosni i Kosowa, nosily wszelkie cechy czystki etnicznej.
Jako obserwator literatury polskiej
zauwazylem, zarówno w poezji jak w prozie, jak bardzo trwala
jest trauma wygnania z miejsc rodzinnych, chocby to byly miejsca
wspominane tylko przez rodziców albo dziadków. Zarazem jednak
wystepuje zjawisko trudne do teoretycznego ujecia, zlozone
i uczuciowo powiklane. Jest to próba znalezienia wlasnych
korzeni w nowym miejscu, przez nawiazanie myslowego kontaktu
z ludzmi minionymi, kiedys chodzacymi po tych samych ulicach.
Polak w Gdansku np. stoi wobec kultury niemieckiej nawarstwiajacej
sie w ciagu wielu wieków i obecnej w kazdym architektonicznym
szczególe. Dobrze, jezeli jest on wielbicielem Schopenhauera,
bo za igle kompasu prowadzaca w przeszlosc moze obrac dom
rodzinny filozofa. Czy tez, jak to zrobil Stefan Chwin w powiesci
"Hanneman", wyobrazic sobie pasazerów ostatniego
statku opuszczajacego niemiecki Gdansk, zatopionego przez
sowiecka lódz podwodna.
Piesn zalu
Przeszlosc, o której mówilem na poczatku,
ta przeszlosc, która na kazdym kroku przypomina o sobie starymi
kamieniami Gdanska czy Wilna, wzywa naszej wspólczujacej pomocy,
tzn. prawdomównosci, kiedy myslimy i piszemy o tym, co bylo.
Ulatwilo to znikniecie komunistycznej Polski, która poslugiwala
sie propagandowymi sloganami o "odwiecznie polskich ziemiach
odzyskanych". Polacy, którzy nazywaja siebie gdanszczanami
albo wroclawianami, bo w tych miastach uplynelo ich dziecinstwo
i mlodosc, nie próbuja juz niczego udowadniac i zdaja sie
uczyc szacunku dla dziedzictwa. A otrzymali to dziedzictwo
dzieki pracy wielu niemieckich pokolen.
Nie wiem, co mysla dzisiaj wilenscy
Litwini, a zwlaszcza ich poeci i prozaicy. Sa tutaj, pomijajac
nieliczne wyjatki, przybyszami i dlatego nie moga uniknac
stawiania sobie pewnych pytan, dotyczacych wlasnej tozsamosci.
Swiadomie poruszam teraz sprawe bardzo drastyczna. Sentymentalny
patriotyzm sklania ich do radosci i triumfu, bo odzyskana
zostala stara stolica Litwy. Szukaja tez sladów litewskosci,
zachowanych pod pokostem polonizacji i szczyca sie litewskim
pochodzeniem architekta Gucewicza. A przecie wiedza zarazem,
ze to tylko powierzchnia, slowa na uzytek publiczny, i ze
kazdy z nich musi uporac sie w samym sobie z o wiele trudniejszym
problemem: jak uznac to cale dziedzictwo za swoje, jak wlaczyc
sie w lancuch nastepujacych po sobie pokolen w tym miescie.
Moze to dokonac sie jedynie przez poszukiwanie prawdy, i to
nie tylko prawdy o datach i wydarzeniach, ale emocjonalnej
prawdy poszczególnych ludzi, którzy tu zyli. Byc moze sprawdzianem
bylaby tu zdolnosc empatii i dzieki niej napisania biografii,
np. jakiegos prawoslawnego kupca z XVI wieku czy czlonka lozy
masonskiej "Gorliwy Litwin" w roku 1820.
I na zakonczenie posluze sie przykladem,
który wskazuje, jak trudno jest wniknac w prawde, jezeli jest
ona cudza prawda, innego czlowieka. Istnieje obraz namalowany
przez wilenskiego malarza, dla mnie przejmujacy. Jego autor,
Ludomir Slendzinski, byl jednym z najbardziej znanych malarzy
Wilna w okresie miedzywojennym. Przez pewien czas nauczal
rysunku w mojej szkole, nastepnie prowadzil swoja pracownie
na uniwersytecie. Byl rdzennym wilnianinem i synem dynastii
malarzy - malarzami byli jego ojciec i dziadek. Otóz Slendzinski,
opuszczajac Wilno w roku 1945, namalowal nieco basniowy portret
miasta jako feerii wiez koscielnych i obloków. Nazwal to Oratorium.
Obraz jest przechowywany w Galerii im Slendzinskich w Bialymstoku.
Ja osobiscie nazwalbym Oratorium hymnem pochwalnym na czesc
piekna architektury wilenskiej, a zarazem piesnia zalu. I
ten lament wygnanca pozostanie na zawsze w historii miasta,
kiedy nikt juz nie bedzie pamietac o podziale na zwyciezców
i zwyciezonych.
Plus-Minus,Warszawa,
7 pazdziernika 2000.
Wiersze i proza Czesława Miłosza zamieszczone w Zwojach:
- Czesław Miłosz: Biedny chrześcijanin patrzy na
ghetto, Zwoje 3/7, 1998
- Czesław Miłosz: Ten świat, Zwoje 9/13,
1998
- Czesław Miłosz: Przeciwieństwo, Zwoje 5/18,
1999
- Czesław Miłosz: Leśny strumień, Zwoje 4/24, 2000
- Czesław Miłosz: "TO" i inne wiersze, Zwoje 5/25,
2000
- Czesław Miłosz: Rzeki (Piesek przydrożny),
Zwoje 6/10,
1998
- Czesław Miłosz: Mały traktat o kolorach (Piesek
przydrożny), Zwoje 8/12, 1998
- Czesław Miłosz: Konfrateria miłośników książki,
Zwoje 5/25, 2000
- Czesław
Miłosz: Aby duchy umarłych zostawiły
nas w spokoju, Zwoje 5/25, 2000
|